Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 8/10 grafika: 7/10
fabuła: 9/10 muzyka: 10/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 19 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,32

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 455
Średnia: 8,17
σ=1,24

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Bianca)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Podniebna poczta Kiki

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 1989
Czas trwania: 103 min
Tytuły alternatywne:
  • Kiki's Delivery Service
  • Majou no Takkyubin
  • 魔女の宅急便
Widownia: Kodomo; Postaci: Magowie/czarownice; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Czas: Współczesność; Inne: Magia
zrzutka

Przygody małej czarownicy pretekstem do wielkich rozważań. Jedno z najlepszych i najgłębszych dzieł Hayao Miyazakiego, niesłusznie sprowadzane do roli sympatycznego filmu wyłącznie dla najmłodszych.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Kiki jest wesołą, pewną siebie, na pozór zwyczajną dziewczynką. Na pozór, bo nie każda nastolatka ma gadającego kota, lata na miotle i mieszka z matką warzącą eliksiry. Jak każda dobra czarownica, która skończyła trzynaście lat, musi opuścić rodzinne strony i przez rok utrzymywać się w obcym mieście jako czarownica­‑rezydentka. Problem polega na tym, że świat ruszył naprzód, a czarownicy i wiedźmy nie są już nikomu potrzebni. Początkowo zniechęcona, Kiki szybko znajduje nowych przyjaciół, a ponieważ poczta w mieście Koriko funkcjonuje mniej więcej tak jak u nas, zakłada własną firmę kurierską, by zarobić na utrzymanie.

Podniebna poczta Kiki nigdy nie wywołała zamieszania . Choć nie miała zagorzałych wrogów (jak np. Ruchomy zamek Hauru lub Opowieści z Ziemiomorza), to również prawie nikt na serio nie stawał w jej obronie. Wśród wszystkich moich znajomych­‑miłośników anime panuje zgodna opinia, że to kolejny po Moim sąsiedzie Totoro film dla dzieci, który ugruntował pozycję studia Ghibli. Mówiąc brutalniej – Podniebna poczta Kiki to doskonale odcięty kupon po Moim sąsiedzie Totoro. Moim zdaniem, jeżeli odjęlibyśmy dziecięcą scenografię i niewinność, te dwa filmy różnią się od siebie jak dzień od nocy. Nie chodzi o to, że któregoś z tych tytułów nie lubię (absolutnie je uwielbiam), jednak Kiki jest przede wszystkim opowieścią o trudach dorastania i postępie cywilizacyjnym. Ta tematyka przybliża Podniebną pocztę Kiki do Spirited Away i Księżniczki Mononoke (Colin Odell i Michelle le Blanc pisali, że przepaść pomiędzy technologią a naturą nigdzie nie została tak dobitnie pokazana, jak w Podniebnej poczcie Kiki).

Przyjrzyjmy się bohaterom. Kiki jest (obok Mei i Sophie) zdecydowanie najlepszą postacią pierwszoplanową w karierze Miyazakiego. Reżyser „wyposażył” ją w czerwone trzewiki i wielką kokardę w tym samym kolorze – to nie przypadek ani widzimisię rysownika. Czerwone buty są symbolem władzy i potęgi (nosili je królowie, papieże i rzymscy cesarze), zaś czerwony kolor kokardy można tłumaczyć zdecydowaniem i siłą charakteru (czerwień to nie tylko kolor królewski, symbolizuje również pewność siebie i siłę charakteru). Łatwo to udowodnić, śledząc przebieg filmu, kiedy to poznajemy „królewskie” cechy naszej bohaterki: zdecydowanie, dar przekonywania, bezinteresowną pomoc, a nawet jej wady: nadmierny optymizm, przesadny konserwatyzm i poczucie wyobcowania. Kiki wyrusza w świat, lecz rzeczywistość totalnie ją zaskakuje, miasto Koriko jest dla niej zupełnie obce, podobnie jak dla Chihiro tajemniczy świat bogów. Ktoś ładnie napisał, że Podniebna poczta Kiki i Spirited Away wzajemnie się uzupełniają. W najgłośniejszym filmie Hayao Miyazakiego zwyczajna dziewczynka wstępuje do magicznego świata, podczas gdy czarownica Kiki musi sobie poradzić z technologiczną rzeczywistością.

Wspomniałem już, że małej czarownicy udaje się spotkać życzliwych i pomocnych ludzi. Jak to w filmach ze studia Ghibli bywa, każdy z bohaterów ma swoje pięć minut, reprezentuje określone idee i zapada w pamięć nawet najbardziej wymagającego widza. Nie sposób zapomnieć milczącego piekarza i jego twardej jak skała małżonki Osono, miłośnika najnowszych technologii Tombo, pewnej siebie artystki Urszuli (której opisać bez spoilerów nie sposób) i dwóch życzliwych starszych pań (klasyczna para teatralna: szlachetny pan i wierny sługa), mieszkających w zdecydowanie za dużym domu.

Tę doskonałą paletę osobowości można docenić dopiero po zrozumieniu, jak istotne są czas i miejsce akcji. Owszem, w dużej mierze chodziło o klimat rodem z książek Astrid Lindgren (Braciszek i Karlsson z dachu, Dzieci z ulicy Awanturników), ale pamiętajmy o zmianach, które zaszły po drugiej wojnie światowej. Nawet jeśli Miyazaki stworzył świat alternatywny, przypomina on do złudzenia Europę Zachodnią z lat pięćdziesiątych. I choć krytyka reżysera nie jest skierowana do określonych państw i polityków, interpretacja Podniebnej poczty Kiki jako filmu o europejskiej społeczności powojennej daje fascynujące rezultaty. To trudny okres w historii starego kontynentu, który, choć wciąż miał silną pozycję, musiał uporać się ze zniszczeniami wojennymi, grozą zimnej wojny i utratą roli lidera na korzyść Stanów Zjednoczonych. Europa na zakręcie to imponujący fresk dawnych czasów: ostatni sprawiedliwi wśród burżuazji , wielcy projektanci mody, zapaleni wynalazcy… Jednak, podobnie jak w Księżniczce Mononoke, nowe technologie mogą zniszczyć dotychczasowy dorobek. Obok starych domów pojawiają się wielkie blokowiska (widać je chociażby podczas podróży Kiki za miasto), a pierwsze supermarkety już wkrótce doprowadzą do zamknięcia niejednej małej piekarni. Pewne warstwy społeczne również muszą odejść, co Miyazaki fenomenalnie ukazuje, kontrastując wielką damę i niegodną jej wnuczkę (potrzebował ledwie kilku sekund, by pokazać jej wstrętny charakter). Właśnie te przemilczane, a na pewno istniejące problemy społeczne są jedną z najbardziej fascynujących zalet filmu. Dziwi mnie tylko, że miłośnicy Ghibli, którzy z taką lubością spierają się o płaszcze w Księżniczce Mononoke (byłem świadkiem kłótni, gdzie jedna ze stron przekonywała, że nie pasują do epoki), nie tylko nie zagłębiają się w subtelnie ukazane problemy społeczne (a nie podałem nawet połowy z nich), ale nawet nie próbują ich dostrzec.

Jeżeli mówimy o bohaterach, nie można zapomnieć o postaci niespotykanej w innych dziełach Miyazakiego – kocie Jijim. Jak szekspirowski odźwierny, przewija się przez cały film, kpiąc i marudząc, a jednocześnie praktycznie nie angażując się w losy bohaterów. Jest to poniekąd spuścizna po nowożytnych sztukach teatralnych i operach, gdzie wprowadzano bohatera niskiego stanu. Ten cynik i tchórz pełnił rolę łącznika pomiędzy „obcym” głównym bohaterem a zwyczajną szarą publiką. Podobnie jednak jak na scenie (najlepszym przykładem jest Leporello w Don Giovannim Mozarta), i on zdecyduje się pójść inną drogą… Ale nie będę zdradzał fabuły.

Na fabułę składają się pozornie niepowiązane epizody. Każdy z nich pokazuje radości i smutki początkującego przedsiębiorcy, ewolucję głównej bohaterki i typowe dla każdego z nas rozterki nad sensem życia. Kiki odkrywa, że nie taki diabeł straszny, jak go malują, i nawet najbardziej przerażający wrogowie są w rzeczywistości dobrymi ludźmi. Muszę ostrzec, że ta pozornie szczątkowa fabuła (aczkolwiek zdecydowanie wyraźniejsza niż w Moim sąsiedzie Totoro) nie każdemu przypadnie do gustu – niewiele się dzieje, większość szczegółów wyłapuje się za drugim, trzecim razem, a zakończenie raczej nikogo nie zaskoczy. Ja jednak nie mogę się przestać zachwycać prostotą pomysłu, nagłymi zmianami klimatu i jedną z nielicznych zalet, którą na szczęście dostrzegają wszyscy – poczuciem bezpieczeństwa. Pomimo wszystkich problemów bohaterki, pomimo burz, chorób i zagrożeń, w Kiki uświadczysz zagrożenia, cały świat ma nieokreślony czar, klimat niczym pierwsze książki z naszego dzieciństwa, wydane na starym, solidnym papierze. Całość ma specyficzny urok, nie ten rozkrzyczany i pełen zaraźliwego śmiechu, jak w Totoro, nie mistyczny i liryczny, jak w Spirited Away, ale wyrafinowany i wycyzelowany niczym baśń dla panien z dobrego domu.

Animacja, jak na swoje lata, prezentuje się bardzo dobrze, choć przeciwników kreski w starym stylu raczej nie zadowoli. Koriko to wspaniała mieszanka paru szwedzkich miast (Visby, Sztokholm, Goteborg), Lizbony, Monachium, Mediolanu i kilku innych metropolii. Co ciekawe, tłum ukazywany jest jako bezkształtna masa (nie, że źle ich narysowano, po prostu są obserwowani z punktu widzenia Kiki, dla której dopiero później wyłaniają się określone osoby). Nie jest to może największe graficzne osiągnięcie Ghibli, ale wciąż mamy na co popatrzeć. Natomiast muzyka nie postarzała się ani o miesiąc! Hisaishi, który wciąż poszukuje nowych rozwiązań, tym razem sięgnął po piosenkę francuską i proste utwory klasyczne (zanim zabrał się do komponowania, z pewnością dobrze przesłuchał Dziecięcą symfonię, a zwłaszcza operę Jaś i Małgosia). Echa Gilberta Becaud, Jacques'a Brela, czy Charlesa Aznavoura znajdziemy w świetnej piosence Ryuuju no Dengon, której nie sposób nie nucić przez prawie cały film (pojawia się w openingu). Druga piosenka (Yasashisa ni Tsutsumareta nara) zostaje przyćmiona przez świetną symboliczną sekwencję na koniec filmu, ale i jej słucham z niekłamaną przyjemnością . W utworach instrumentalnych Hisaishi stosuje po raz kolejny motywy przewodnie (miasto, praca, zmiana przyrody), lecz część z nich pojawia się w zdecydowanie subtelniejszych niż zwykle momentach (motyw dobrego, łaskawego losu – Hareta hi ni). Nawet jeśli utwory co rusz się powtarzają, każdy z nich jest rozkosznie melodyjny, doskonale dopasowany do sceny i fenomenalnie zinstrumentalizowany. Ode mnie dziesiątka bez cienia wątpliwości.

Recenzja filmu z najwyższej półki jest trudna. Ocenianie filmów, które być powinny cenione i uwielbiane, a nie są, to jeszcze trudniejsze zadanie. Podniebna poczta Kiki to wspaniały film Miyazakiego, gdzie pozornie dziecięca historyjka skrywa cyniczne i trudne pytania o postęp technologiczny i poszanowanie tradycji. Polecam wszystkim miłośnikom filmów trudnych, dojrzałych, wymagających od widza większego skupienia. Natomiast jeśli jesteście przekonani, że Podniebna poczta Kiki nie oświeci Was tak jak Tam, gdzie rosną poziomki lub Śmierć w Wenecji, i tak ją obejrzyjcie. Bez zbędnego zagłębiania się w szczegóły to wciąż piękna, prosta historia o poszukiwaniu swojego miejsca w świecie. Polecam wszystkim, bez względu na wiek.

Sulpice9, 19 maja 2013

Recenzje alternatywne

  • Mai_chan - 30 sierpnia 2004
    Ocena: 9/10

    Niezwykle ciepły i sympatyczny film. Jednym słowem: Miyazaki. Z całą klasą, jaka kryje się za tym nazwiskiem. więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio Ghibli
Autor: Eiko Kadono
Projekt: Katsuya Kondou
Reżyser: Hayao Miyazaki
Scenariusz: Hayao Miyazaki
Muzyka: Joe Hisaishi

Wydane w Polsce

Nr Tytuł Wydawca Rok
1 Podniebna poczta Kiki Monolith Video 2007

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Podniebna poczta Kiki - artykuł na Wikipedii Nieoficjalny pl