Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

4/10
postaci: 5/10 grafika: 4/10
fabuła: 4/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 7
Średnia: 4,86
σ=2,17

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (fm)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Street Fighter IV: Arata naru Kizuna

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 2009
Czas trwania: 65 min
Tytuły alternatywne:
  • ストリートファイターIV 新たなる絆
  • Street Fighter IV: The Ties That Bind
Gatunki: Sztuki walki
Pierwowzór: Gra (bijatyka); Czas: Współczesność; Inne: Supermoce
zrzutka

Nudny i przegadany film dołączony do kolekcjonerskiej edycji gry Street Fighter IV. Tylko dla wytrwałych.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Po zniweczeniu planów złowrogiej organizacji Shadaloo wydawałoby się, że Ryu i spółka będą mogli zająć się tym, co potrafią najlepiej, czyli okładaniem po pyskach innych ulicznych wojowników w uczciwych (acz brutalnych) walkach. Niestety, okazuje się, że kolejna organizacja (odrobinę mniej złowroga, za to lepiej zakonspirowana) postanawia również skorzystać z planu szpiegowania i porywania mistrzów sztuk walki (oczywiście po to, by ich wykorzystać w niecnych celach). Czy naszym bohaterom uda się przekonać ich, że powinni wyciągnąć jakieś wnioski z pomyłek poprzedników? I czy Ryu przejdzie na ciemną stronę mocy, by zyskać w ten sposób przewagę w kolejnych starciach?

Zasiadając do oglądania Street Fighter IV: Arata naru Kizuna nie oczekiwałem przesadnie wyrafinowanej fabuły czy właściwej kinu moralnego niepokoju głębi psychologicznej postaci. W przypadku kopaniny do czerpania przyjemności z seansu wystarczyłaby mi porządna grafika (nawet bez przebłysków geniuszu), pomysłowa choreografia walk i odpowiednie efekty świetlne przy poszczególnych ciosach specjalnych. Co zaś dostałem?

Uważni czytelnicy już z liczby gwiazdek w ocenie końcowej mogą wywnioskować, że nawet nastawiając się na prymitywne mordobicie, miałem zbyt wygórowane oczekiwania. Jeśli ktoś miał do czynienia z którąkolwiek z gier z tej serii, pamięta zapewne, jak wyglądały tam spotkania różnych postaci. Najpierw padało parę kwestii mających wyprowadzić przeciwnika z równowagi, a później już wojownicy porzucali siłę argumentów na rzecz argumentu siły. Tutaj postaci najpierw gadają, później gadają, a jak się zmęczą, to wspólnie kontemplują krajobrazy. Żeby jeszcze te rozmowy jakoś posuwały fabułę do przodu… Zazwyczaj kończy się ustaleniem nowego celu podróży, w którym albo nie znajdują niczego, albo (w optymistycznym wariancie) paru bezimiennych pachołków głównego Złego, którzy przewracają się od samego podmuchu przy wyprowadzaniu ciosu. W całej OAVce jedną walkę mógłbym od biedy określić jako dość efektowną i nie mam tu na myśli finałowego starcia. To było żałosne nie tylko ze względu na małą widowiskowość, ale również kompletny brak logiki (grupka bohaterów, zamiast jakoś wspomóc swego niemiłosiernie masakrowanego przyjaciela, robi tylko miny towarzyszące zwykle myślom typu: „och, to musiało boleć”).

W obsadzie bez większych niespodzianek. Najwięcej uwagi poświęcono Ryu, który ze względu na drzemiący w nim potencjał wpędza siebie i swojego kumpla, Kena, w kłopoty. Guile najprawdopodobniej wziął ślub z niewłaściwą kobietą, skoro zamiast spędzać czas z rodziną woli pomagać w śledztwie agentce Interpolu, Chun­‑Li. Główny Zły, Seth, to taka pozbawiona charyzmy wersja Bisona (tudzież Vegi wg japońskiego nazewnictwa). Jedyną osobą, która okazała się odrobinę bardziej wyrazista, była Crimson Viper – kobieta służąca organizacji S.I.N., lecz mająca przy tym również własne cele.

Anime Studia 4°C wyróżniają się zazwyczaj niestandardową, ale przy tym bardzo dopracowaną grafiką. Tym razem albo dostali skrajnie mały budżet, albo wyręczyli się koreańskimi podwykonawcami. Pierwsze minuty, w których można zwrócić uwagę na miejską architekturę, nie zapowiadają tragedii. Później jednak obserwujemy głównie zbliżenia na zupełnie pozbawione mimiki twarze. Oprócz poruszających się jednostajnie (i bez należytej synchronizacji z wypowiadanymi kwestiami) ust, na facjatach bohaterów nie drgnie nawet jeden muskuł. Tym niemniej nawet na tym udało się czasem zaoszczędzić i rozmowy odbywają się poza naszym polem widzenia, co sprawia, że możemy co najwyżej wpatrywać się w łysawe tła. Ścieżka dźwiękowa dość dobrze komponuje się ze scenami akcji. Ponieważ tych nie ma zbyt wiele, większą część OAVki spędzamy z ledwo słyszalnym podkładem muzycznym (w końcu twórcy nie chcieliby zagłuszać jakże interesujących dialogów).

Street Fighter IV: Arata naru Kizuna to przykład na to, jak oglądanie anime potrafi podnosić poziom agresji. Nie obraziłbym się, gdyby potoczyła się głowa osoby odpowiedzialnej za scenariusz. Pomysł zrobienia prawie zupełnie pozbawionego scen akcji anime o sztukach walk chyba nie wyglądał dobrze nawet na papierze. Jeśli komuś zależy na dobrej rozrywce, to swój czas spożytkuje lepiej, zapraszając kolegę, a następnie wręczając mu pada, by wykazać, kto lepiej sobie radzi w komputerowym/konsolowym pierwowzorze.

fm, 5 grudnia 2010

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio 4°C
Autor: Capcom, Yasuhiro Aoki
Projekt: IKENO, Jirou Kanai, Katsumi Matsuda
Reżyser: Jirou Kanai
Scenariusz: Jirou Kanai, Takuho Takemoto
Muzyka: Hideyuki Fukasawa