Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 7/10 grafika: 6/10
fabuła: 5/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 2
Średnia: 6
σ=0

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Grisznak)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Tetsuwan Atom [1980]

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 1980
Czas trwania: 52×25 min
Tytuły alternatywne:
  • Astro Boy [1980]
  • 鉄腕アトム [1980]
Widownia: Shounen; Postaci: Androidy/cyborgi, Policja/oddziały specjalne; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Przyszłość; Inne: Supermoce
zrzutka

Seria, dzięki której Astro Boy stał się znany na całym świecie. Niestety, ciut leciwa.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Gdy Tobio, syn profesora Tenmy, dyrektora ministerstwa nauki, został śmiertelnie ranny w wypadku samochodowym, już na łożu śmierci poprosił ojca, aby nowo zbudowanego robota nazwał Tobio. Zdruzgotany Tenma rozpoczął prace nad robotem posiadającym nadludzkie zdolności, ale ciało i umysł dziecka. W pewnym momencie jednak pracownicy ministerstwa zorientowali się, jak potężny będzie ów nowy cyborg. Władze kazały zaprzestać prac, jednak zdesperowany Tenma potajemnie dokończył swoje dzieło i wraz z robotem postanowił uciec do Ameryki. Przez krótki czas trwała idylla, jednak Tenma nie był w stanie kochać maszyny tak samo, jak kochał swojego syna. Sprzedał zatem chłopca do cyrku, kierowanego przez sadystycznego Hamegga, gdzie odnalazł go profesor Ochanomizu. Znał on Tenmę i wiedział o pomyśle stworzenia idealnego robota. Zaopiekował się Atomem (gdyż takie imię nosił robot w cyrku) i zabrał go do Tokio. Tam, w towarzystwie rodziców (robotów, rzecz jasna) i siostry Uran, Atom rozpoczął nowe życie. Nowe, ale wcale nie łatwe lub bezpieczne.

Nie wiedział bowiem, że techniką, dzięki której powstał, zainteresowany był bandyta imieniem Skunk. Korzystając z niej, stworzył swojego robota, Atlasa. Drogi jednego i drugiego nieraz skrzyżują się z ścieżkami Atoma. O ile Skunk to pospolity rzezimieszek, tak Atlas szybko odkrywa swoje prawdziwe powołanie – zmianę panującego na Ziemi status quo i zaprowadzenie supremacji robotów. A nie zabraknie także innych przeciwników, zarówno ludzkich, jak i mechanicznych, gdyż mimo zaawansowania technologicznego, roboty nadal dalekie są od doskonałości. Otrzymały one swoje prawa dopiero niedawno i nie wszędzie, nie brak też ludzi, którzy uważają, że równanie ludzi z maszynami jest niesprawiedliwe. Nawet Atom, który jest bohaterem i obrońcą, nieraz pada ofiarą antyrobocich fobii i uprzedzeń.

Nakręcone na początku lat osiemdziesiątych anime, będące drugą wizytą Atoma na ekranach telewizyjnych, okazało się wielkim sukcesem nie tylko w Japonii, ale i poza nią. O ile w Kraju Kwitnącej Wiśni tytuł ten miał kultowy status od dawna, dopiero teraz zapoznali się z nim widzowie poza Japonią. Zdobył bardzo dużą popularność, znacznie większą niż kolejna, nakręcona dwadzieścia lat później seria. Powstało anime co prawda bardzo mocno epizodyczne, z nieznacznie tylko nakreślonym głównym wątkiem fabularnym, ale mimo wszystko udane. Przede wszystkim – jak na tematykę, dość poważne. Bohaterowie, zarówno ludzie, jak i roboty, nie są tu nieśmiertelni. Co prawda trudno oczekiwać, aby twórcy eliminowali kluczowe dla akcji postaci, ale nie oznacza to, że występujące epizodycznie osoby mogą liczyć na litość. Przykładem może tu być robocia wersja Romea i Julii – doprowadzona do tragicznego, jak w oryginale, finału. O ile w innych tego typu produkcjach bohater zwykle ratuje przed śmiercią dobrych i złych, tak tu zdarza się, że z płonących ruin wydobywa tylko przyjaciół, wrogów zaś zostawia na pastwę losu. Nie zawsze też historie kończą się wesoło. To zasadnicza różnica, jeśli porównać tę serię zarówno z jej pierwowzorem z lat sześćdziesiątych, jak i z późniejszą wersją.

Choć seria może wydawać się dość mroczna, nie przesadzałbym z taką oceną. Fakt, niezbyt dużo tu humoru, spodziewałem się go nieco więcej. Ludzie, z którymi bohater żyje, nawet jeśli przyznają, że Atom niejeden raz im pomógł lub uratował życie, cały czas zachowują wobec niego widoczną rezerwę. Dość wyraźnie podkreślana jest obcość robotów, choć z drugiej strony można się krzywić przy licznych niedopatrzeniach, jeśli chodzi o ich zachowania – zabrakło bowiem pewnego standardu określającego działania maszyn inteligentnych, takiego jak prawa Asimova, którym podlegały roboty w anime z 2003 roku. Poza tym robotom występującym tutaj znacznie bliżej kształtami do ludzi. Dość często także akcja przenosi się w kosmos.

Wspomniałem już, że przeważająca ilość odcinków to jednoaktówki. Kilka pierwszych wprowadza w historię, po czym mamy już niemal do końca odcinki niezależne, zaledwie kilka historii wykracza poza jeden epizod. Co prawda pewni bohaterowie przewijają się w tle – choćby Atlas i Skunk, jednak oglądanie tego anime w losowej kolejności nie będzie dla większości widzów kłopotem. Zresztą, wersja anglojęzyczna miała całkowicie poprzestawianą kolejność odcinków. Odradzam jednak kontakt z nią z dość prostej zresztą przyczyny – dubbing. Obejrzałem kilka odcinków i tak słabo oraz niedbale podłożonych głosów nie dane było mi jeszcze słyszeć. Wracając jednak do anime – głównym wątkiem jest tutaj kwestia relacji robotów z ludźmi. Atom jest zwolennikiem koegzystencji, zaś Atlas – supremacji maszyn. To siłą rzeczy skazuje ich na konflikt, choć obaj woleliby, aby jeden stanął u boku drugiego.

Choć w swoich czasach anime to było bardzo popularne, dziś ogląda się je z trudem. Rozczarują się zwłaszcza ci, którzy cenią sobie fabułę – co prawda nie jest tu aż tak źle, jak w wielu innych produkcjach z lat osiemdziesiątych, które kręcono tak długo, jak długo trwało zainteresowanie widzów – na ich tle ten tytuł może wyróżniać się nawet względnie skromną liczbą odcinków (marnych pięćdziesiąt dwa), robionych raczej od początku wedle planu i bez wydłużania na siłę. Problemem jest to, iż o ile poszczególne epizody mają zwykle nieźle zawiązaną fabułę, tak owe nieszczęsne zamknięcie historii w obrębie jednego odcinka sprawia, że na bardziej finezyjne rozwiązania zwykle nie starcza czasu, i rolą głównego bohatera pozostaje przylecieć, nakopać złym, uratować niewinnych i odlecieć w dal. Po pewnym czasie widz ma pełne prawo zacząć się nudzić.

Co nieco o postaciach – w roli nauczyciela wystąpił Higeoyaji, będący tu jednym z najważniejszych bohaterów. Acetylene Lamp i Hamegg pojawiają się regularnie, jako klasyczni bohaterowie negatywni. Zwraca natomiast uwagę odcinek dwudziesty szósty, w którym pojawia się kilka postaci z innych mang Tezuki – Black Jack i dr Roget (Black Jack) oraz księżniczka Sapphire (Choppi i księżniczka). Na dalszym planie można dostrzec także sporo innych bohaterów. Ciekawostką jest to, że Atlas ad 1980 w wersji z 2003 roku został niejako „rozbity” na dwie odrębne postaci – Atlasa i Błękitnego Rycerza. Tutaj jest to jedna postać, przemianie robota – bandyty w robota – idealistę towarzyszy zaś zmiana wyglądu.

Graficznie jest nieźle – jeśli mam być szczery, to powiem, że mimo wieku, nie miałem problemów z oglądaniem Tetsuwan Atom, seria ta nie trąci myszką, powiedziałbym raczej, że jest stylowa. Jakość animacji jest przyzwoita, a choć czasem autorzy podpierają się lazy animation, to nie robią tego na tyle często, aby irytować widza. Dużo dobrego mogę natomiast powiedzieć o podkładzie muzycznym – zwłaszcza główny temat na długo pozostaje w pamięci. Co ciekawe, sami Japończycy twierdzili, iż amerykańska wersja openingu była lepsza od oryginalnej. Zachowano oryginalny (względem mangi) projekt postaci, łącznie z elementami, które dziś wydają się już tylko i wyłącznie śmieszne i groteskowe – jak choćby działka typu „Schräge Musik” zamontowane w pośladkach bohatera (co ciekawe, w wersji z roku 2003 zrezygnowano z nich, zaś w filmie z 2009 przeniesiono je nieco wyżej, w okolice kieszeni).

Przejdźmy do podsumowania i zarazem podstawowego pytania w przypadku takich tytułów – czy to się da oglądać? Odpowiem fandomowo – „Można? Można!”. To anime to kawałek historii, historii raczej lekkostrawnej i przystępnej. Oczywiście nie twierdzę, iż zachwyci ono każdego – jakoś tak się składa, że wielkie hity swoich epok starzeją się bardzo szybko i nie potrzeba wiele czasu, by straciły większość swoich walorów. Tutaj sprawy mają się podobnie, zatem kilka odcinków zobaczyć warto, ale oglądać całość – już niekoniecznie, chyba że was wciągnie. A że wciągnąć mimo wszystko potrafi, to wiem z własnego doświadczenia.

Grisznak, 14 listopada 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Tezuka Production
Autor: Osamu Tezuka
Projekt: Kunio Aoi, Manabu Onaka
Reżyser: Satoshi Dezaki
Scenariusz: Hideaki Shimada, Hiroshi Nishimura, Osamu Tezuka
Muzyka: Shigeaki Saegusa