Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 9/10 grafika: 4/10
fabuła: 8/10 muzyka: 4/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 11 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,91

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 143
Średnia: 7,37
σ=1,41

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Bezimienny)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Teknoman

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 1992
Czas trwania: 49×25 min
Tytuły alternatywne:
  • Space Knight Tekkaman Blade
  • Tekkaman Blade
  • Uchuu no Kishi Tekkaman Blade
  • 宇宙の騎士テッカマンブレード
Tytuły powiązane:
zrzutka

Lubicie drzewa? Lubicie ochronę roślin? To nie oglądajcie tego anime, bo tutejsze drzewa będą się wam śnić po nocach!

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Ziemia nie ma lekko w tytułach z gatunku science­‑fiction. Nawet jeśli na początku tego typu produkcji ukazuje się nam wspaniałą, miodem i mlekiem płynącą utopię, to widz/czytelnik może być praktycznie pewny, że ten piękny obrazek za jakiś czas zostanie zburzony przez jakąś wrogą inwazję, wewnętrzne niesnaski czy też okaże się niczym innym, jak tylko Iluzją Roztoczoną Przez Grupę Trzymającą Władzę. W zasadzie nie inaczej jest też w uniwersum anime Teknoman, z tym że tutaj twórcy się z widzem nie cackają i już na dzień dobry pokazują nam świat zdewastowany, drżący pod odnóżami wrednych, acz można by odnieść wrażenie, że bezmózgich kosmitów, którzy z zaangażowaniem godnym lepszej sprawy dziesiątkują ludzkość, oddając się przy okazji uprawianiu na naszym poletku ogródka…

Jak więc widać, życie w takich warunkach nie jest łatwe. Choć ludzkość wraz z rozwojem technologii zdołała zbudować wokół swojej planety gigantyczną stację kosmiczną zwaną Orbitalnym Pierścieniem, i zaczęła eksplorować Układ Słoneczny, to i tak w trymiga uległa inwazji Obcych. Radamianie, gdyż tak zwą się sprawcy apokalipsy, sami w sobie zdają się być bandą przerośniętych robaków skrzyżowanych z krabami. Bez większych trudność przejęli nagle Orbitalny Pierścień, a następnie jego systemy uzbrojenia, po czym zdewastowali znakomitą większość planety, a wraz z nią i samą ludzkość. Nie sami jednak oczywiście, gdyż Radamianie jako tacy nie są szczególnymi tytanami intelektu. Na ich czele stoją nieliczne wybitne jednostki, czyli tytułowi Teknomani, którzy koordynują działania potworów i konsekwentnie dążą do przejęcia planety. Chcą to najwyraźniej uczynić poprzez wybicie wszystkich ludzi i posadzenie na ich miejscu przywleczonych ze sobą roślinek.

Ludzkość nie przygląda się temu oczywiście biernie, ale co tu dużo kryć, niewiele może zrobić. Broń się Radamian nie ima, statków kosmicznych praktycznie na Ziemi nie ma, a badania zarówno nad Radamianami, jak i ich hodowlą, za wiele nie dają. I tak by zapewne trwała powolna śmierci ludzkości przy akompaniamencie bekających (kto zobaczy, ten zrozumie) drzew, gdyby nie gwiazdka z nieba. Czy może nie tyle gwiazdka, co spadający z nieba młody człowiek, ubrany w zawsze modny strój Adama i z amnezją w pakiecie. Tego ostatniego znajduje para, powiedzmy, naukowców, oddelegowanych do badania drzew Radamian, Aki i Noal. Zaintrygowani niewątpliwą twardością głowy tajemniczego przybysza z nieba, zabierają go do swojej bazy. A potem fabuła leci już z górki. Tajemniczy przybysz okazuje się zbuntowanym Teknomanem, dostaje ksywkę D­‑Boy, oznaczającą mniej więcej tyle co „niebezpieczny chłopiec”, i chcąc nie chcąc, zostaje dokooptowany do specjalnego oddziału zwalczającego Radamian, zwanego Kosmicznymi Rycerzami. A musicie wiedzieć, że ten oddział jest tak tajny, iż przez dłuższy czas poszczególni jego członkowie nawet nie wiedzieli, kto tak na dobrą sprawę do niego należy. A tu niespodzianka! Wszyscy przyjaciele i znajomi królika z niejakim Freemanem, będącym tu dowódcą, na czele. Teraz wszyscy razem, ku nieopisanemu entuzjazmowi D­‑Boya, którego przekupili statkiem kosmicznym i licencją na zabijanie Radamian, będą razem walczyć z najeźdźcą, drzewami, robakami i brakami energetycznymi tudzież budżetowymi.

Napiszę teraz kilka słów o poszczególnych członkach Kosmicznych Rycerzy. Ich najświeższy nabytek, D­‑Boy, to prawdziwa dusza towarzystwa, jak na człowieka ze sfery gwiazd przystało. Zawsze uśmiechnięty, zawsze rozgadany, zawsze ma w zanadrzu jakąś mądrą i rozbudowaną maksymę. A przynajmniej taki może jest wtedy, gdy akurat go nie widzimy, bo jak go widzimy, to jest milczący, cokolwiek agresywny i ma spore trudności z nawiązywaniem relacji interpersonalnych. No, chłopak nieśmiały jest po prostu… Natomiast wspomniana wcześniej Aki to ucieleśnienie macierzyńskich instynktów. Opiekuńcza, mądra, miła, serdeczna, a przy tym potrafiąca w razie potrzeby zdrowo przydzwonić. D­‑Boy zdaje się budzić jej uśpione instynkty, a przy okazji stanowi niezła odskocznię od nadskakującego jej absztyfikanta, niejakiego Noala. To z kolei prawdziwy pies na baby. Marzy mu się rola drugiego Adama z Aki jako Ewą u boku i ogólnie to żadnej nie przepuści. Nie grzeszy przy tym nadmiarem taktu czy też wyczucia, a D­‑Boy początkowo budzi w nim mordercze instynkty. Pewnie podświadomie wyczuwa w nim zagrożenie dla swojej pozycji Samca Alfa. Poza tą trójką jest tu też niejaki Honda, zdaje się, że były strażak, a obecnie pan złota rączka o rozmiarach niedźwiedzia i łagodności baranka, transwestyta Rebi, który formalnie rzecz biorąc jest mężczyzną, ale całym sercem pozostaje kobietą. I nie wiedzieć jakim cudem, zna się świetnie na majsterkowaniu. Poza tym to jedyny obiekt identyfikujący sam siebie jako żeński, który nie cieszy się zainteresowaniem Noala… Ciekawe, czemu? A, jest jeszcze panna Milly. Na oko nastolatka, osóbka milutka, słodziutka, a przy tym komputerowa ekspertka. Ot, taka maskotka drużyny. No i oczywiście sam Freeman, czyli dowódca tych oryginałów. Jak go pierwszy raz zobaczyłem, nazwałem go Elfem, i tak mi już zostało do końca seansu. Freeman to milczek, idealista, a przy tym manipulator, który knuje, kombinuje i manipuluje, a wszystko to w dobrych intencjach. I w myśl zasady, że cel uświęca środki.

Jak się prezentuje warstwa techniczna tegoż tworu japońskiej animacji z lat dziewięćdziesiątych XX wieku? Nooo… Lubię stare anime, co zweryfikować może każdy, kto zada sobie trud przejrzenia ocenionych przeze mnie na Tanuki tytułów. Tym samym nie mam nic przeciwko animacyjnym tudzież graficznym „potworkom”, pachnącym na kilometr naftaliną i kurzem. Ale to, czym uraczyły mnie pierwsze odcinki… No, to był cios prosto między oczy. Te ręcznie rysowane i zmieniające się postaci, te statyczne obrazki, te slow animation, te animacje, te sceny walk… No, tego się nie da opisać, to trzeba zobaczyć i osobiście doświadczyć spustoszenia, jakie powoduje w jaźni oglądającego. Ja w każdym razie przechodziłem od niedowierzającego przecierania oczu po nieco histeryczny rechot wywoływany co bardziej smakowitymi scenami. Z czasem jakość oprawy się co prawda poprawia (albo też ja się na nią uodporniłem), ale i tak potrafi ona wywołać niezwykłe, acz niekoniecznie pozytywne emocje. Już widzę te miny młodszych datą widzów, którzy po obejrzeniu nowych Evangelionów, Hellsingów czy innych Madok pod wpływem mojej recenzji sięgną po Teknomana, hehehe… Natomiast oprawa dźwiękowa dla odmiany jest już zupełnie przeciętna. Opening i ending są na miarę swoich czasów, zaś w samym serialu muzyka praktycznie nie występuje.

Pora jednak na podsumowanie. Nastukałem tu już wedle licznika z 1000 słów obfitujących w kpinę, sarkazm i ironię, ale wypadałoby odpowiedzieć na najważniejsze pytanie. Czy warto to oglądać? Warto. Co prawda kpiłem w tej recenzji co nie miara, ale mimo pozornej fabularnej sztampowości, graficznej, powiedzmy, niecodzienności i licznych większych bądź mniejszych głupot, jakie przedarły się zarówno do fabuły, jak i sposobów działania świata przedstawionego, Teknoman jest jak najbardziej wart obejrzenia. Fabuła obfituje w zwroty akcji, jest odpowiednio efektowna i dramatyczna, a przy tym nie stroni od wątków romantycznych. Grafika i muzyka mimo ogólnej biedy mają swoje dobre momenty, zaś walka D­‑Boya z jego tutejszym nemezis czasem naprawdę potrafi wywołać ciarki na plecach. Teknoman to tytuł ponury i z pewnością nie trafi do każdego. Nie brak tu trudnych wyborów, krwi i ofiar, znajdzie się także szaleństwo i uczucia tak silne, że nieomal nierozróżnialne na klasyczną miłość czy nienawiść. Tym samym zdecydowanie nie trafi on do wszystkich, i to nie tylko ze względu na archaiczną oprawę techniczną. Ale jeśli, drogi czytelniku, nie obawiasz się obcowania z niezbyt przyjemną opowieścią w klimatach science–fiction, a przy tym nie straszne ci koślawe bądź oszczędne rysunki i animacje, daj Teknomanowi szansę. Świętego Graala może tu nie odnajdziesz, ale spędzisz za to kilka godzin z solidną, satysfakcjonującą produkcją, bardzo różniącą się od klasycznych opowiastek w stylu „i żyli długo i szczęśliwie”…

Diablo, 27 listopada 2014

Recenzje alternatywne

  • Xeniph - 15 listopada 2004
    Ocena: 7/10

    „W roku 2087, Ziemia została zaatakowana przez obcych. Dowodzi nimi Darkon. Tylko Kosmiczni Rycerze mogą mu się przeciwstawić”. więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Sotsueizo, Tatsunoko Productions, TV Tokyo
Projekt: Rei Nakahara, Tomonori Kogawa, Yoshinori Sayama
Reżyser: Hiroshi Negishi
Scenariusz: Mayori Sekijima, Satoru Akahori
Muzyka: Kaoru Wada

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Podyskutuj o Tekkaman Blade na forum Kotatsu Nieoficjalny pl
Tekkaman Blade - artykuł na Wikipedii Nieoficjalny pl