Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 8/10 grafika: 6/10
fabuła: 7/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 20
Średnia: 7,9
σ=1,3

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Taiho Shichau zo [1996]

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 1996
Czas trwania: 51×24 min
Tytuły alternatywne:
  • You're Under Arrest [1996]
  • 逮捕しちゃうぞ [1996]
Gatunki: Komedia, Sensacja
Postaci: Policja/oddziały specjalne; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Obyczajowa seria o życiu japońskich mundurowych. Mandaty za złe parkowanie, ratowanie życia i mienia obywateli, samochodowe pościgi, zaś w wolnym czasie romanse i problemy zawodowe. Proste i lekkie anime dla każdego.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Costly

Recenzja / Opis

Miyuki i Natsumi to policjantki wzorowe. Na ich zmianie obywatele mogą być pewni skutecznych i błyskawicznych interwencji, a także tego, iż w razie potrzeby z pełnym zaangażowaniem pomogą w każdej, nawet najbardziej błahej sprawie. Mniej powodów do zadowolenia mają ich przełożeni i urzędnicy, gdyż dziewczyny, jak zresztą cała załoga posterunku, słyną z niekonwencjonalnych metod i nieliczenia się z potencjalnymi uszkodzeniami miejskiego mienia podczas pościgów za bandytami. Na nudę nie ma miejsca, choćby sprawa dotyczyła zaginionego kota, o czym widzowie po raz pierwszy mogli się przekonać przy okazji czteroodcinkowej serii OVA Taiho Shichau zo, zapoczątkowanej w 1994 roku.

Nieskomplikowana, przystępna formuła oraz szybko zjednujący sympatię odbiorcy bohaterowie spowodowali, że dwa lata później powstała o wiele dłuższa telewizyjna adaptacja tej znanej mangi Kousuke Fujishimy, znanego w Polsce przede wszystkim z komedii romantycznej Oh! My Goddess. Także i w tym przypadku mamy do czynienia z tytułem, w którym warstwa obyczajowa i niezobowiązujący humor mają znaczną przewagę nad akcją, i to nawet mimo teoretycznie sensacyjno­‑kryminalnej otoczki Taiho Shichau zo. Na pierwszy plan wysuwają się liczne problemy zawodowe, rodzinne, czy też sercowe załogi posterunku (postaci, którym poświęcono więcej czasu, jest tu kilkanaście, więc i wątków nie zabraknie). Ich realizacja jest przemyślana, a natężenie nie aż tak duże, by można było zanudzić się na śmierć w oczekiwaniu na pościgi i strzelaniny. Ponarzekać trzeba, i to solidnie, na typową dla mang tego autora ślamazarność relacji romantycznych, bo o ile pozostałe historie rozwijają się w miarę szybko i sprawnie, to już postępy zakochanych są iście ślimacze. W liczącym ponad pięćdziesiąt odcinków serialu różnica pod tym względem pomiędzy odcinkiem pierwszym a ostatnim jest praktycznie niezauważalna. Powstałe kilka lat później kontynuacje nie są zresztą pod tym względem lepsze – najwyraźniej Fujishima cokolwiek poważniejszego niż nieśmiałe spojrzenia i pocałunek raz na milion odcinków uznaje za temat tabu.

Na szczęście anime to można też oglądać z zupełnie innym nastawieniem, ignorując w dużej mierze perypetie życiowe postaci. Wszak rzecz dotyczy pracy policji, a ta, nawet w charakteryzującej się niską przestępczością i generalnie spokojnej Japonii zawsze będzie miała okazję do zaprezentowania swych umiejętności. Historie, a właściwie historyjki kryminalne w Taiho Shichau zo to zwykle krótkie, nieskomplikowane epizody, w których bardziej niż zdolnościami śledczymi bohaterowie muszą wykazać się talentami w zakresie brawurowej jazdy i pościgów samochodowych lub też obezwładniania pieszych uciekinierów. Czasem trzeba zastosować bardziej niekonwencjonalne metody, ewentualnie tu i ówdzie nagiąć prawa fizyki albo prawdopodobieństwa. Warto przy tym uprzedzić, że działania te nijak mają się do tego, co znamy z własnego kinowego podwórka, czy tym bardziej hollywoodzkich filmów akcji. Choć straty w publicznym i prywatnym mieniu bywają spore, to liczy się przede wszystkim bezpieczeństwo obywateli, a użycie przez kogokolwiek broni jest tak rzadkie, że gdy już do niego dochodzi, ze zdziwieniem obserwuje się zaistniałą sytuację.

Ze wspomnianymi pościgami nieodłącznie wiąże się sprzęt będący na wyposażeniu komendy policji. Należąca do pary głównych bohaterek niepozorna, ale dysponująca olbrzymią mocą Honda Today z zamontowanym w bagażniku składanym skuterem to tylko początek długiej i cieszącej oko każdego fana motoryzacji listy. Co nie powinno dziwić, większość zaprezentowanych pojazdów to maszyny typowo japońskie, mniej znane poza granicami kraju, ale pieczołowitość w ich odwzorowaniu jest równie wielka, co frajda wynikająca z prawidłowego zidentyfikowania danego pojazdu.

W ramach odskoczni od ciężkiej pracy i nadmiaru adrenaliny codzienność serialu oferuje również masę komicznych zdarzeń, które nieodłącznie towarzyszą policyjnej pracy. Humor tu prezentowany wynika głównie z nietuzinkowych osobowości tak bohaterów pozytywnych, jak i części ściganych przez nich przestępców. Spośród tych drugich należy wymienić przede wszystkim nieodłącznie kojarzonego z serią Strike Mana, samozwańczego superbohatera­‑bejsbolistę, który w kiczowatym kostiumie wymierza kierowcom sprawiedliwość (polegającą zwykle na demolowaniu samochodu, który po fakcie okazuje się zazwyczaj zupełnie prawidłowo zaparkowany, a jego właściciel niewinny), tudzież starowinkę, która w pogoni za sklepowymi wyprzedażami i promocjami łamie na swym skuterze wszelkie przepisy ruchu drogowego. Ściganych próbują zresztą dorwać równie niekonwencjonalni stróże prawa. Z pary protagonistek Miyuki jest tylko z pozoru spokojna i układna – ze kierownicą zamienia się w demona prędkości, równie skutecznego, co groźnego dla infrastruktury miejskiej. Jej partnerka Natsumi ma z kolei wyjątkowo skąpe pokłady cierpliwości, co w połączeniu z nadludzką siłą i skłonnościami do pochopnego podejmowania decyzji daje piorunujące skutki. Ich przełożeni i koledzy z pracy są równie udani i dostarczają mnóstwa powodów do śmiechu przy licznych okazjach. Najważniejsze, że elementy te nie stoją na „poziomie” Akademii Policyjnej i nie kontrastują z poważniejszymi wątkami serii, ale doskonale je uzupełniają.

Chwila refleksji i krytyczniejszego spojrzenia przychodzi wraz z oceną animacji i pozostałych elementów graficznych. O ile projekty postaci trzymają fason, tak już od strony czysto technicznej, nawet w chwili powstania dalekie byłby od ideału (pomijając modele pojazdów, którym poświęcono mnóstwo pracy). Niedostatek detali, chwilami sterylne do przesady lokacje, zniekształcone proporcje, krzywe kontury i kolorowanie na zasadzie wypełniania rysunku jednolitymi plackami sprawiają, że całość zestarzała się gorzej niż wiele starszych anime. W dalszym ciągu idzie się do owych niedostatków przyzwyczaić, a ponieważ sceny akcji cechuje nieco wyższa staranność, nawet je polubić, traktując jako podróż sentymentalną do czasów kaset VHS i im podobnych. Na szczęście udźwiękowienie stoi na najwyższym poziomie. Piosenki błyskawicznie wpadają w ucho i pasują jak ulał do serialu sensacyjnego. Wisienką na torcie są wszelkiego rodzaju efekty pracy silników, hamowania i inne motoryzacyjne odgłosy, rarytas dla samochodowych otaku. A że z racji tematyki, scen, w których są wykorzystywane, jest całe zatrzęsienie, to plus także dla neutralnej pod tym względem widowni.

Taiho Shichau zo doczekało się jeszcze dwóch serii telewizyjnych i kilku dodatkowych tytułów, jednakże przez lata popularność cyklu zanotowała znaczny spadek. Bez bardziej konkretnego i dynamicznego rozwinięcia wątków, zwłaszcza romansowych, Studio DEEN skazało się na odgrzewanie tego samego dania w zmienionej oprawie i po ostatniej odsłonie z 2007 roku wyczerpało limit tak własnej pomysłowości, jak i cierpliwości odbiorców. I choć nie zaprzeczam, że każda kontynuacja była coraz słabsza od poprzedniczki, to każda z osobna wciąż zasługuje na zainteresowanie. Zwłaszcza omawiana tu pierwsza seria telewizyjna, w której nie czuć jeszcze zmęczenia materiału. Niezdecydowanym polecam wcześniejsze cztery odcinki OVA, dające dobry wgląd w treść cyklu i pozwalające zadecydować, czy warto poświęcić swój czas na zapoznanie się z resztą. Ze swojej strony zdecydowanie polecam, nie jest to może nieśmiertelna i bezapelacyjna klasyka, ale w dalszym ciągu ma swój urok i zasługuje na większe zainteresowanie. Pozostaje mieć nadzieję na remake, w którym drastyczne, ale potrzebne zmiany maskowałyby fabularne niedostatki oryginału. To jednak wizja równie optymistyczna, co odległa, nie pozostaje więc nic innego, jak zwrócić się ku już powstałym seriom i wzorem tysięcy innych widzów narzekać na niemrawo rozwijające się romanse bohaterów. Doskonale się przy tym bawiąc.

Tassadar, 25 listopada 2012

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio DEEN
Autor: Kousuke Fujishima
Projekt: Atsuko Nakajima, Tokuyuki Matsutake, Toshiharu Murata
Reżyser: Kazuhiro Furuhashi
Muzyka: Kou Ootani, Yasunori Iwasaki