Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 5/10 grafika: 7/10
fabuła: 5/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 12
Średnia: 5,58
σ=1,8

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Macross II: Lovers Again

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 1992
Czas trwania: 6×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Choujikuu Yousai Macross II: Lovers Again
  • Super Dimension Fortress Macross II: Lovers, Again
  • 超時空要塞マクロスII -Lovers Again-
Postaci: Obcy; Czas: Przyszłość; Inne: Mechy
zrzutka

Nieślubne dziecko Macrossa, czyli nieuznana oficjalnie część cyklu.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Kilkadziesiąt lat po wielkiej bitwie, która zakończyła wojnę z Zentradi, Ziemia – zamieszkana teraz przez obie rasy – może cieszyć się pokojem. Wprawdzie od czasu do czasu zagrażają jej zabłąkane oddziały Zentradi, którzy nie słyszeli jeszcze o kulturze i pozostali przy dawnym trybie życie, ale siły zbrojne radzą sobie z nimi bez większych problemów. Wystarczy aktywować system obronny „Atak Minmay”, potraktować wroga najnowszym przebojem, powodując dezorientację i chaos w jego szeregach, a następnie rozbić nieprzyjacielskie jednostki w pył i proch. Tak mówi oficjalna propaganda, ale niektórzy – jak siedemnastoletnia Silvie Gena, as wojskowego lotnictwa, obawiają się, że pewnego dnia to nie wystarczy. Ich czarne przewidywania potwierdzają się, gdy Ziemię atakuje armia zupełnie inna niż dotychczas, całkowicie odporna na siłę ziemskiej muzyki. Wojownicza rasa Marduk także wykorzystuje muzykę – jeden tylko jej rodzaj, pozwalający na kontrolowanie podległych im wojowników Zentradi. Jednakże w ogólnym chaosie relacjonujący przebieg starcia młodziutki reporter, Hibiki Kanzaki, „ratuje” z pokładu jednego z wrażych statków dziewczynę… Nie wiedząc, że Ishtar, bo takie imię nosi, jest jednym z „emulatorów” – kapłanek śpiewem kontrolujących żołnierzy. Co będzie jednak, gdy Ishtar pozna piękno ziemskiej kultury – i ziemskich piosenek?

Macross II: Lovers Again było prawdopodobnie jednym z najbardziej wyczekiwanych sequeli w dziejach anime. Ostatecznie jednak udziału w tym projekcie odmówił zarówno główny twórca oryginalnego Macrossa, Shouji Kawamori, jak i Studio Nue. Produkcja jednak ruszyła – finansujące oryginalną serię i film Big West miało odpowiednie prawa, by na własną rękę zlecić stworzenie nowej OAV studiu AIC. Debiutująca jednocześnie w Japonii i USA seria sprzedała się dobrze (nieco później wypuszczono też „Movie Edition” – posklejaną wersję, z wyciętymi czołówkami i napisami końcowymi, za to z zostawionymi tytułami odcinków). I bardzo, bardzo głęboko zniechęciła i rozczarowała fanów.

Winę za to ponoszą przede wszystkim twórcy. Uwierzyli bowiem, podobnie jak dowództwo sił ziemskich w Macross II, iż „Atak Minmay” zawsze będzie skuteczny, że wystarczy widzom podać jeszcze raz to samo, w nowszym opakowaniu, i magia zadziała. Niestety, nie zadziałała, wrażenie „odgrzewanego kotleta” było zbyt silne (skopiowane zostały liczne elementy fabuły, z rozwiązaniem głównego konfliktu i finałową bitwą na czele), a nowe pomysły obnażyły bezlitośnie wszystkie słabości założeń świata. Twórcy wkładają wprawdzie w usta bohatera krytykę cenzury mediów, wyraźnie jednak sami nie zdają sobie sprawy, co tak naprawdę przypomina ukazana przez nich Ziemia – na której trąbi się o wspaniałości pokoju, najwyższą faktyczną władzę sprawują wojskowi, a media triumfalnie pokazują sceny niszczenia wrogich oddziałów przez dzielnych obrońców Błękitnej Planety. O tym, że na pole walki wysyłane są dzieci, nawet nie wspomnę – siedemnastoletnich pilotów mógł mieć oryginalny „Macross”, dysponujący bardzo ograniczonymi zasobami ludzkimi, pokojowemu i dojrzałemu społeczeństwu to jakoś trochę nie przystoi. Nie wyszła także zmiana klimatu na jednolicie poważny – potraktowanie w ten sposób zderzenia walki o ocalenie Ziemi z muzyką pop daje efekt odwrotny do zamierzonego. Zbyt to naiwne, żeby dało się potraktować serio, a przy tym ma zdecydowanie za mało wdzięku (jakim charakteryzowała się seria telewizyjna), aby ukryć swoje niedociągnięcia.

Wątek główny, to trzeba uczciwie przyznać, poprowadzony jest sprawnie, ale cierpi na zdecydowanie zbyt wielką liczbę zbiegów okoliczności. Ot, taki drobiazg – wspomniany wcześniej Hibiki, początkujący reporter, specjalizujący się zasadniczo w skandalach towarzyskich, całkiem przypadkiem i z niewyjaśnionych powodów ma licencję pilota valkyrii, czyli bojowego myśliwca. Oczywiście równym przypadkiem sieć telewizyjna, dla której pracuje, dysponuje co najmniej kilkoma takimi maszynami, pozwalając bohaterowi z nich korzystać w odpowiednich punktach fabuły. Podobnych zabiegów znajdziemy niestety więcej, aż do finałowej bitwy, w której część postaci i jednostek chyba teleportuje się z miejsca na miejsce, aby możliwe było pokazanie ich w każdym z kluczowych punktów. Sama bitwa zresztą wydaje się poważnie przeciągnięta, przede wszystkim dlatego, że znający oryginalnego Macrossa widzowie od samego początku mogą trafnie przewidzieć, jaki będzie jej finał i jaki los spotka złego imperatora rasy Marduk.

Od strony graficznej jest nieźle, ale tylko nieźle – jak na czasy powstania, co oznacza, że o ile dzisiaj da się to oglądać, o tyle zachwycać nie będzie. Szczególnie jeśli porównamy Macross II z niezwykłym, niemal abstrakcyjnym ukazaniem bitwy w starszym o osiem lat Macross: Ai, Oboete Imasu ka. Nieźle prezentują się nowe projekty valkyrii i innych pojazdów (stworzone specjalnie na potrzeby tej OAV i niewykorzystywane już później), brakuje jednak efektownych pojedynków z ich udziałem, stanowiących specjalność późniejszych Macrossów, także finałowa walka jest dość monotonna. Postanowiono natomiast „podrasować” projekty postaci, szczególnie żeńskich – Sylvie i jej koleżanki z eskadry wyglądają przede wszystkim jak słodkie kociaki, równie urocza jest też Ishtar. Także w szeregach wroga nastąpił lifting: zamiast leciwego wojskowego (jak w pierwszym Macrossie) inwazję na Ziemię prowadzi oficer stosunkowo młody i nieźle się prezentujący, natomiast imperator Ingus to nieco archaiczny z wyglądu, ale niewątpliwy bishounen.

Muzyki natomiast jest zdecydowanie mniej. Pieśni emulatorów, teoretycznie mogące dawać niesamowite pole do popisu, to po prostu smętne, nieartykułowane zawodzenie na różne nuty, poza nimi natomiast słyszymy tylko dwie piosenki w wykonaniu epizodycznie pojawiającej się pop idolki Wendy Ryder (śpiewane przez jej seiyuu, Yukiyo Satou), no i oczywiście piosenkę Ishtar (w wykonaniu wcielającej się w jej rolę Hiroko Kasahary). Wszystkie trzy nie są złe, ale brakuje im zarówno indywidualności, jak i odpowiedniej oprawy, które pozwoliłyby zająć miejsce obok Ai, Oboete Imasu ka i innych przebojów pierwszego Macrossa.

Macross II: Lovers Again w chwili powstania miał być jak najbardziej oficjalnym sequelem słynnego anime, chociaż stanowił raczej kontynuację wersji świata pokazanej w filmie, niż tej z serii telewizyjnej. OAV nie okazała się tak naprawdę anime bardzo złym – ale okazała się anime przeciętnym, a tego fani wybaczyć jej nie mogli. Ostatecznie Studio Nue przeforsowało usunięcie tej części z oficjalnej chronologii uniwersum Macrossa – jak przypuszczam, głównie dlatego, że ostatecznie zdecydowano się na inną, dającą większe możliwości fabularne wizję rozwoju Ziemi i ludzkości. Tylko scena pokazów lotniczych podczas występu Wendy Ryder bardzo wyraźnie zainspirowała autorów Macross Frontier do pokazania podobnych akrobacji – ale to chyba wszystkie nawiązania, jakie można znaleźć. Czy polecam? W porównaniu do „największych wpadek” innych cyklów nie jest tak źle, Macross II to na pewno nie całkowita porażka i zupełna kompromitacja. To anime zwyczajnie przeciętne. Daje się bez problemu obejrzeć bez znajomości poprzednich części, ale tak naprawdę dzisiaj zainteresuje tylko zagorzałych fanów Macrossa, zainteresowanych wszystkim, co powiązane z tym cyklem.

Avellana, 14 marca 2010

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: AIC (Anime International Company)
Projekt: Atsushi Okuda, Haruhiko Mikimoto, Jun'ichi Akutsu, Kazumi Fujita, Kazutaka Miyatake, Kouichi Oohata, Shouji Kawamori
Reżyser: Ken'ichi Yatagai
Scenariusz: Emu Arii, Sukehiro Tomita
Muzyka: Shirou Sagisu