Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 8/10 grafika: 6/10
fabuła: 7/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,00

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 31
Średnia: 5,97
σ=2,13

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Devilman Lady

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 1998
Czas trwania: 26×24 min
Tytuły alternatywne:
  • デビルマン レディー
Postaci: Anioły/demony; Rating: Nagość, Przemoc, Seks; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Supermoce
zrzutka

Jun Fudou jest znaną i rozchwytywaną modelką, której pozornie udało się ułożyć życie w Tokio. Sielanka kończy się niespodziewanie, gdy tajemnicza Asuka Lan z podejrzanej rządowej agencji uwalnia drzemiącą w kobiecie straszliwą moc.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Godofblackmetal

Recenzja / Opis

Historie, w których na pierwszy rzut oka zwyczajna osoba nagle odkrywa w sobie nadprzyrodzone bądź nietypowe zdolności, należą do klasycznych i sprawdzonych pomysłów na fabułę anime. Autorzy, w imię popularności i planów biznesowych, podążają sprawdzoną ścieżką, przez co efekty ich pracy stają się najczęściej nieskomplikowanymi przygodowymi opowieściami, naszpikowanymi akcją i fanserwisem. Z rzadka można natrafić na coś mroczniejszego, nawiązującego do dorobku gatunkowego thrillera i horroru, a przez to traktującego paranormalne moce bardziej jako przekleństwo niż dar. Devilman Lady należy właśnie do tej mniej licznej grupy i wykorzystuje ponury klimat grozy inspirowany wytworami zachodniego przemysłu filmowego oraz komiksowego. Jest to tytuł zawierający elementy świata mroku, pełen trudnych moralnie wyborów, problemów psychologicznych trapiących bohaterów i wcale nie tak szczęśliwych zakończeń poszczególnych wątków. Anime nakręcono w luźnym oparciu o mangę o tym samym tytule autorstwa Go Nagaia, który specjalizował się swego czasu w komiksach pełnymi garściami czerpiących z tradycji wypracowanych poza granicami Japonii.

Sugestywny nastrój grozy daje o sobie znać już w niesamowicie klimatycznym i niepokojącym openingu, podczas którego chóralnym śpiewom w języku łacińskim towarzyszą upiorne sceny żywcem wyjęte z ksiąg poświęconych demonologii. Jest tajemniczo, strasznie i emocjonująco. Także pierwsze minuty anime utwierdzają widza w przekonaniu, że poszukując solidnego horroru, dobrze trafił. Scenerie utrzymano w ponurej szaroburej kolorystyce, zaś otoczenie, niezależnie od okoliczności, jest niezwykle ciche, jakby w ciemnościach cały czas czaiło się zło. Nawet w scenach, w których Jun zajmuje się swą zwykłą pracą, każdy element scenografii, każdy ruch przewijającej się w tle postaci, zdaje się zwiastować nadchodzące nieszczęście. Dopiero po pewnym czasie, gdy początkowe, jakże pozytywne zaskoczenie upiorną atmosferą mija, okazuje się, że obraz w Devilman Lady, choć doskonale spełnia swoją rolę, jest też po prostu brzydki.

Oczywiście oprawa wizualna anime może być różnie odbierana w zależności od gustu, ale nie da się zaprzeczyć, że tak ubogiej animacji, słabych jakościowo scenografii i niedbałych, uproszczonych modeli postaci trudno szukać wśród produkcji powstałych w podobnym przedziale czasowym, co recenzowany serial. Bądź co bądź, był to rok 1998, a widoczne ograniczenia jakościowe zepchnęły całość o jakieś dziesięć lat wstecz, zaś niektóre zastosowane techniki są ze względów oszczędnościowych jeszcze uboższe. Kryje się w tym jednak pewien ciekawy paradoks. Kiepska, by nie rzec mizerna oprawa, jest jednocześnie na swój wyjątkowy sposób adekwatna do tematyki anime. Niedoróbki jakościowe, matowe kolory, zniekształcenia obrazu i liczne artefakty komponują się w sensowną i składną pod względem estetycznym całość. Niejeden twórca horrorów dałby się pokroić swoim własnym potworom za równie sugestywny efekt końcowy, którego często nie udaje się osiągnąć nawet przy wielokrotnie większych nakładach pracy.

Najłatwiej dostrzec to, przypatrzywszy się bestiom – ludziom, którzy wyewoluowali w ohydne monstra przepełnione żądzą mordu. Ich modele, chociaż poruszają się przy wykorzystaniu minimalnej liczby klatek animacji, są jednocześnie niezwykle pomysłowe i, co w kinie grozy najważniejsze, zarówno straszą, jak i napawają obrzydzeniem. Wielkie owady, jaszczury, bezkształtne zwały mięsa, zmutowane rośliny, każda z tych bestii jest klasą samą w sobie. Dotyczy to także samej Jun – po przemianie w tytułową Devilman Lady nabiera demonicznych cech, ale umiejętnie zachowano także te ludzkie, które pozwalają silniej identyfikować się z bohaterką nawet w jej odmienionym fizycznie stanie. To zresztą zawodowa modelka, niewiele tracąca ze swej atrakcyjności mimo skrzydeł, pazurów i innych dobrodziejstw transformacji.

Konflikt człowieczeństwa z krwiożerczym potworem, zarówno na zewnątrz, jak i w sercu, jest motywem przewodnim serialu. W klaustrofobicznej, gęstej atmosferze Jun toczy codziennie wytrwałą walkę o pozostanie w jak największym stopniu człowiekiem. Za dnia prowadzi z pozoru normalne życie, w którym jednak, w myśl filmowych prawideł, coraz trudniej przychodzi zamaskować nocne eskapady i walkę z mutantami, a przemoc jakiej w ich trakcie doświadcza (ukazywana przez twórców bez zahamowań), nie pozostaje bez wpływu na stan umysłu. Od czasu do czasu podobne dylematy pojawiają się u potworów, które Jun musi zgładzić. Im serial bardziej się rozwija, tym stają się one ciekawsze, bardziej zaskakujące, zwłaszcza w aspekcie tajemnicy otaczającej naturę bestii. Wśród nich zdarzają się i tacy, którzy nową postać traktują niczym błogosławieństwo, narzędzie zemsty lub zatracenia. Bogactwo portretów psychologicznych świadczy o dogłębnej i drobiazgowej pracy, jaką wykonał zespół realizacyjny. Jest to zdecydowanie element, który zachęca do śledzenia losów bohaterki.

Ten świetnie zrealizowany aspekt ma jednak poważną wadę, a mianowicie konstrukcję postaci głównego złego. Nie udało się stworzyć najważniejszego oponenta wystarczająco wiarygodnego, ciekawego i pozbawionego denerwujących cech. Po raz kolejny jest to zadufany w sobie młodzik o irytującym sposobie bycia, a jego jakże ambitne plany unicestwienia ludzkości w imię przetrwania mutantów nie grzeszą oryginalnością. To, co względnie pasuje do szybkich filmów akcji, w nastrojowym horrorze okazuje się chwilami nie do zniesienia. Na szczęście wątek ten nie pojawia się często, a co więcej, z czasem nabiera rumieńców dzięki przemyślanym zwrotom akcji (choć naczelny potwór jak był męczący, tak pozostaje do końca…). Organizacja, dla której pracuje Jun, nie kieruje się bowiem tylko i wyłącznie bezinteresowną chęcią niesienia pomocy ludzkości ale ma własne, niecne plany.

Serial łączy elementy typowego horroru i dramatu psychologicznego z trzymającym w napięciu wątkiem spiskowym, czyniąc to zresztą całkiem sprawnie. Jaki jest prawdziwy cel Asuki Lan i dlaczego na co dzień traktuje Jun na przemian chłodno i troskliwie? Kim jest tajemniczy blondyn o aparycji umięśnionego ponad miarę naukowca? Dlaczego w ogóle rozpoczęły się mutacje? Pytań jest mnóstwo i na większość z nich w toku wydarzeń znajduje się satysfakcjonującą i pełną odpowiedź. Najwyżej pod koniec układanka odrobinę zawodzi, pozostawiając uczucie niedosytu i niepełnego zamknięcia wszystkich wątków. Devilman Lady jest jednak wciąż ciekawym przykładem na to, jak zrealizować sprawny miks gatunkowy, nie psując koherentności opowiadanej historii. Zawdzięcza to po części mandze, stanowiącej dobre źródło inspiracji (choć wydarzenia przedstawione w anime z komiksowym pierwowzorem nie mają na szczęście za wiele wspólnego). Niezaprzeczalnie również wątki zaczerpnięte z amerykańskich mediów mają pozytywny wpływ na jakość scenariusza, podkreślając wybitnie niejapońską atmosferę poprzez specyficzne projekty potworów i muzykę, zwłaszcza tę towarzyszącą walkom.

Skoro o muzyce mowa, to poza przedstawionym już openingiem także i reszta trzyma odpowiedni poziom. Nie są to może utwory nadzwyczajne same w sobie i powtarzają się nieco zbyt często, jednak jak na horror przystało, umiejętnie dobrane wraz z odpowiednimi chwilami absolutnej ciszy, uczestniczą w budowaniu złowieszczego klimatu, przez który rozbrzmiewający dzwonek telefonu komórkowego mniej odpornych potrafi przyprawić o nieprzyjemne dreszcze. Dociekliwy widz i meloman z pewnością zwróci też uwagę na ścieżkę dźwiękową podczas walk bestii o wielkich rozmiarach (po działaniu tzw. Giga Effect), które nie tylko pod względem doboru udźwiękowienia, ale i realizacji scen przypominają jako żywo hollywoodzkie czarno­‑białe filmy o potworach z lat 50 i ich japońskie odpowiedniki.

Jeśli zastanowić się nad serialem dłużej, wystawienie sprawiedliwej oceny Devilman Lady nie jest rzeczą łatwą. Z pewnością anime sprawnie wykorzystuje wiele dobrych pomysłów, wyjątkowy nastrój i zaskakujące elementy (jak choćby systematycznie poruszany, ale nakreślony z umiarem wątek yuri rozbudowywany wokół postaci Jun, do której kleją się rozliczne kobiety, z Asuką Lan na czele). Niestety serial ma też szereg drobnych, lecz denerwujących mankamentów, których nie sposób nie zauważyć – choćby tego nieszczęsnego głównego antagonistę. Mimo to Devilman Lady mogę bez namysłu polecić każdemu starszemu widzowi, który szuka wciągającej opowieści grozy i nie odstraszy go techniczna surowość zaprezentowanej formy. Uprzedzam jednak z góry, że choć to horror, podobnie jak większość animowanych przedstawicieli tego gatunku oparty został raczej na subtelnym budowaniu nastroju, niż wyskakujących zza węgła maszkarach.

Pierwotna wersja tej recenzji została opublikowana w serwisie Azunime

Tassadar, 2 czerwca 2013

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: TMS Entertainment
Autor: Gou Nagai
Projekt: Masahiko Yoda, Satoshi Ishino, Shinobu Nishioka
Reżyser: Toshiki Hirano
Scenariusz: Chiaki J. Konaka
Muzyka: Toshiyuki Watanabe