Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Festiwal Fantastyki Twierdza - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 6/10 grafika: 8/10
fabuła: 7/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 5 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,60

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 153
Średnia: 7,54
σ=1,47

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (mr.Radek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Shinryaku! Ika Musume

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2010
Czas trwania: 12×26 min
Tytuły alternatywne:
  • Squid Girl
  • 侵略!イカ娘
Widownia: Kodomo; Postaci: Anthro, Kucharze; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność
zrzutka

Jak mógłbym pokrótce opisać Shinryaku! Ika Musume? Może tak: to najgłupszy serial, jaki widziałem od dłuższego czasu. Lecz także najlepsze komediowe anime, jakie miałem przyjemność oglądać.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Lila

Recenzja / Opis

Z czym to się je

Z pozoru tytuł ten nie wyróżnia się jednak niczym specjalnym. Ot, kolejna seria moé ze ślicznymi dziewczętami i szczątkową fabułą, powie ktoś. I cóż… w zasadzie jest w tym sporo prawdy. Oprawa graficzna jest oczywiście bardzo ładna (ślicznie narysowane są – rzecz jasna – zwłaszcza postacie żeńskie: z dużymi, lśniącymi oczami i pięknymi buziami), jednak na tle innych tego typu seriali nie wybija się pod żadnym praktycznie względem. Na szczęście nie brakuje jej niczego, co jest naprawdę niezbędne, i wskutek tego całość wizualnie wyszła dość zgrabnie. Tło wydarzeń może być co prawda trochę monotonne, gdyż akcja przez większość czasu toczy się w mniej więcej tym samym miejscu, nie jest to jednak wbrew pozorom nużące, bo każde nowe wydarzenie, którego jesteśmy świadkami, nie pozwala na zaistnienie odrobiny nawet nudy.

Nie wiem natomiast, jak podsumować oprawę dźwiękową. Istnieje, spełnia swoje zadanie, i… właściwie to tyle. Chociaż bardzo dobrze buduje nastrój (a ten bywa zmienny), a wszystkie motywy muzyczne są naprawdę przyjemne w słuchaniu, nie nudzą się po pewnym czasie, i przede wszystkim – świetnie wpasowują się w całość serialu, to jednocześnie nie wybijają się pod żadnym względem – tak na plus, jak i na minus. To sprawia, że trudno wyrazić o muzyce jakąkolwiek subiektywną opinię. Jest tak neutralna, iż choć nie sposób jej krytykować, to także trudno za cokolwiek ją chwalić. Gdy pomiędzy oglądaniem kolejnych odcinków starałem sobie przypomnieć jakiś kawałek z tego serialu, przychodziło mi to z najwyższym trudem. Praktycznie żaden z nich nie wpada w ucho, pełniąc tym samym doskonale rolę nienarzucającego się widzowi tła, lecz nie budząc przy tym także głębszych uczuć. W pamięć zapadły mi właściwie tylko piosenki z openingu i endingu (zwłaszcza ta ostatnia – kawał naprawdę dobrej roboty), ale czy tak właściwie to się liczy, skoro są to z zasady najbardziej reprezentatywne elementy serialu i ich motywy muzyczne po prostu muszą być atrakcyjne? Nie jestem pewien, ale mimo wszystko, chociaż dźwiękowo wyszło trochę nijako, nie oznacza to, że jest pod tym względem źle – po prostu nie spodziewajcie się niczego, co by wcisnęło was w fotel z wrażenia.

Ciekawie natomiast rozwiązano samą budowę odcinków – każdy z nich składa się bowiem z trzech miniepizodów opisujących różne przygody bohaterów serialu. Miniepizody te mogą być związane ze sobą albo nie – nie ma w tym żadnej zasady (no, może oprócz takiej, że „tak postanowili autorzy”). Nie znaczy to jednak, że wszystkie są całkowicie od siebie niezależne – wydarzenia ukazane w dalszej części serii mogą być odrobinę niezrozumiałe, jeśli nie obejrzało się poprzednich odcinków, nawet jeśli te ostatnie nie mają bezpośredniego wpływu na bieżącą fabułę (a zdarza się, że mają). Niemniej jednak koncepcja jest dosyć ciekawa, bo choć automatycznie wyklucza możliwość opowiedzenia jakiejkolwiek dłuższej i głębszej historii, świetnie sprawdza się w przedstawianiu krótkich, wesołych i głupiutkich przygód głównej bohaterki.

Najazd, podbój, kałamarnica

Perypetie te stanowią zaś – oczywiście – oś fabuły, prawie wszystkie bowiem zdarzenia dotyczą bezpośrednio codziennego życia bohaterki, które wbrew pozorom nie jest wcale takie codzienne. Nazywa się ona Ika Musume, co oznacza po japońsku mniej więcej „dziewczyna­‑kałamarnica”. I jest, cóż… dziewczyną­‑kałamarnicą. Łączy więc wszystkie ciekawe elementy „zwierzęcego pochodzenia” bohaterki (a więc macki, zdolność do oddychania pod wodą, atrament…), jak i jej ludzkiej natury (czyli ogólna naiwność, ignorancja oraz ciamajdowatość). W dodatku chce podbić świat, i właśnie gdy próbuje zdobyć nadmorską restaurację prowadzoną przez dwie siostry, zaczyna się robić ciekawie.

Brzmi dziwnie? A to przecież tylko wstęp. Absurdalność tła fabularnego jest zauważalna na każdym kroku, mocno przesadzona i w stu procentach zamierzona. I właśnie stąd bierze się cała komediowa siła serialu. Moc gagów opartych na tak dziwacznych założeniach jest (w pozytywny, oczywiście, sposób) zaskakująca. Pierwszy odcinek rozbawił mnie głównie samymi podstawowymi elementami fabularnymi (czyli postacią Iki, jej zdolnościami oraz relacjami, jakie zaczynają się nawiązywać pomiędzy nią a innymi bohaterami), jednak w miarę oglądania, gdy zaczynałem się do tego przyzwyczajać, ich głupota robiła na mnie coraz mniejsze wrażenie… a anime wciąż było tak samo zabawne. Chwała twórcom za to, że nie spoczęli na laurach i nie postanowili bawić widzów wyłącznie wspomnianymi absurdalnymi założeniami. Nie chcę zdradzać szczegółów, jednak dalsze przygody Iki zostały przedstawione w sposób nie zostawiający naprawdę niczego do życzenia, jeśli chodzi o fabułę.

Dziwaczność głównego wątku nie oznacza jednak, że jest to anime całkiem głupie i nie mające żadnego sensu. Może i nie sposób mówić tu o jakiejkolwiek wiarygodności, ale nie powoduje całkowitego wyłączenia mózgu, bo chociaż wydarzenia mające miejsce w kolejnych odcinkach z pewnością nie należą do całkiem normalnych, to wynikają one raczej z całkiem naturalnej ignorancji głównej bohaterki niż z jakiegoś nadnaturalnego powodu. Wyszło więc coś na kształt humorystycznych okruchów życia Iki oraz rodzeństwa Aizawa zajmującego się restauracją, którą główna bohaterka wzięła sobie na cel. Zadziwiające jest również, jak wiele innych uczuć potrafi budzić ten serial. Oczywiście mamy tu do czynienia z komedią, to nie ulega wątpliwości, jednak w wielu momentach robi się niemal poważnie, a czasem po prostu smutno (delikatny spoiler: kto nie uroni łezki przy końcówce piątego odcinka, ten nie jest istotą ludzką), a niekiedy podczas oglądania można nawet popaść w głębszą zadumę. Tak naprawdę to historia dość życiowa, nawet jeśli niezbyt głęboka, ale opowiadająca o wielu ważnych wartościach… jak również o zabawnych relacjach pomiędzy bohaterami. Można więc rzec, że bawiąc uczy, a ucząc – bawi, co brzmi może dziecinnie, jednak zważywszy na fakt, że grupę docelową stanowi najmłodsza widownia, taka koncepcja jest jak najbardziej zrozumiała.

Starsi widzowie nie muszą jednak rezygnować z oglądania, myśląc: „to nie dla mnie, jestem na to za stary”. Absolutnie nie! Choć dość naiwną konstrukcję fabuły z pewnością łatwiej łyknie dziecko, to dla młodzieży (a nawet ludzi dorosłych) będzie to po prostu kolejny element komediowy, zaś moc gagów, zabawnych scen mających miejsce z powodu zachowania głównej bohaterki oraz przyjemna, radosna atmosfera panująca w każdym odcinku z pewnością sprawią, że nikt nie będzie się przy tym serialu nudził (chyba że ktoś naprawdę nie lubi czegoś tak niepoważnego). Tak czy inaczej, luźny charakter tej serii z pewnością przemówi do tych, którzy w komediach szukają przede wszystkim odprężenia i chwili beztroskiej wesołości.

Tylko jedno ale…

Mimo że Shinryaku! Ika Musume to naprawdę świetne anime, nie jest ono jednak pozbawione wad. Przede wszystkim, choć z góry założona jest koncepcja dziwacznych przygód głupkowatej i absurdalnej hybrydy człowieka i kałamarnicy, nie tłumaczy to w żaden sposób naiwności i zwyczajnych uproszczeń widocznych w innych niż główny wątek elementach serialu. Po pierwsze – postacie. Nowi bohaterowie pojawiają się znikąd, a jak się już ukażą, to tak jakby byli tam od zawsze. W dodatku bardzo niewielu z nich wykazuje jakiekolwiek zdziwienie kimś tak niecodziennym jak Ika – zazwyczaj traktują ją i jej „kałamarnicowe” zdolności jako coś całkiem normalnego, nawet przy pierwszym spotkaniu z nią. I choć najmłodszym (czyli głównym odbiorcom serialu) tego typu niedopatrzenie nie powinno raczej przeszkadzać, to nie oszukujmy się – jest ono zauważalne. Nie świadczy to o niczym innym, jak tylko o dość naiwnym podejściu do zagadnienia.

O samych bohaterach też dowiadujemy się raczej niewiele. Jeśli spodziewacie się jakichś osobistych historii czy momentów, w których głębiej poznajemy konkretne postacie, to srogo się zawiedziecie – mamy tu do czynienia z serią krótkich historyjek, w dodatku skupiających się przede wszystkim na Ice (o której genezie i tak nigdy nic konkretnego nie jest powiedziane – po prostu przybyła na ląd i stara się na nim jakoś żyć). Choć znajdzie się też oczywiście parę wyjątków, to i tak nigdy nie mamy okazji lepiej poznać poszczególnych bohaterów ani dowiedzieć się czegokolwiek nawet o ich najbliższym otoczeniu (niewyjaśnioną zagadkę stanowi reszta rodziny Aizawa – poza dwoma siostrami i ich bratem nie widzimy nikogo innego z jej członków). Nawet gdy w trakcie któregoś z miniepizodów akcja wyjątkowo skupia się bliżej na kimś innym niż Ika, w zasadzie nie dowiadujemy się o tej postaci niczego nowego. Ponadto wszyscy pozostają niezmienni od pierwszego odcinka, w którym występują, aż do ostatniego Choć niby oczywiste jest, że przez ten cały spędzony poza morzem czas dziewczyna­‑kałamarnica czegoś nowego się jednak nauczyła, to jej charakter i osobowość pozostają wciąż takie same. Ta monotonia to kolejne zaniedbanie, które może nie rzuca się w oczy i nie psuje przyjemności płynącej z oglądania, ale zdecydowanie pozostawia pewien niedosyt. Dodatkowo sporo tu niedopowiedzeń, które przecież zasługują na to, by je wyjaśnić, nawet jeśli nie mają elementarnego znaczenia dla fabuły jako całości.

Wydaje mi się również, że potencjał drzemiący w tej historii został, niestety, trochę zmarnowany. Gdy któryś z miniepizodów jest umiejscowiony w jakimś wyjątkowym miejscu lub też dzieje się w nim coś naprawdę specjalnego, zazwyczaj nie zostaje to rozwinięte w kolejnych odcinkach (a byłoby zabawnie zobaczyć Ikę jeszcze parę razy w miejscu takim jak miasto czy dom którejś z pobocznych postaci). Dodatkowo zastanawia fakt, dlaczego główna bohaterka tak często zapomina o inwazji, którą przecież miała zamiar przeprowadzić (bo choć stara się jak może przez cały serial, by podbić świat, to jednak w wielu odcinkach nie ma o tym nawet wzmianki). Nie znaczy to, że zarzuca ona swój zamiar, o nie, jednak wątek ten wydaje się naprawdę dość mocno zaniedbany, a szkoda, bo mógłby być przyczyną znacznie większej liczby zabawnych scen.

Inwazja!

Nie da się ukryć, że mimo braku fabularnej głębi, mało oryginalnej grafiki, dość przeciętnej muzyki, mnóstwa dziwacznych założeń oraz wszechobecnych uproszczeń i naiwności wielu elementów (a może właśnie dzięki tym wszystkim rzeczom), Shinryaku! Ika Musume jest naprawdę świetnym komediowym anime. Szczerze przyznam, że czegoś tak naturalnie rozbawiającego swą (zamierzoną, co ważne) głupotą nie widziałem od dawna. Gagi wcale nie są wymuszone, a choć wydają się skrajnie idiotycznie… Nie, w zasadzie takie przecież są, ale właśnie o to chodzi. W przeciwieństwie jednak do tak zwanych żartów uprawianych przez mizdrzących się pajaców próbujących rozśmieszyć ludzi czymś całkowicie debilnym (a takich nie brakuje chociażby we współczesnych kabaretach), ta seria jest pełna swoistego wdzięku, tak więc jej głupkowatość naprawdę wywołuje szczery śmiech, a nie poczucie zażenowania i swego rodzaju obowiązku śmiania się z dowcipu. Jest to produkcja doprawdy lekka, przyjemna w oglądaniu i bardzo wesoła, nadająca się tak dla młodszych, jak i starszych widzów. Polecam ją więc z całego serca wszystkim wielbicielom seriali komediowych – gwarantuję, że bardzo szybko polubią oni Ikę i z uśmiechem na ustach będą oglądać kolejne dziwaczne przygody, jakie spotykają ją w każdym odcinku.

mr.Radek, 22 stycznia 2011

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Diomedea
Autor: Masahiro Anbe
Projekt: Masakazu Ishikawa
Reżyser: Tsutomu Mizushima
Scenariusz: Michiko Yokote
Muzyka: Tomoki Kikuya