Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 5/10 grafika: 5/10
fabuła: 5/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 8
Średnia: 8
σ=1,32

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Eire)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Ginga Tetsudou 999

zrzutka

Perełka z lamusa? Serialowa wersja opowieści o niezwykłym kosmicznym pociągu.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Od chwili, kiedy pierwsze linie kolejowe połączyły ziemskie miasta, pociąg stał się symbolem wkraczającej w życie nowoczesności oraz związanych z nią nadziei i zagrożeń. W dalekiej przyszłości rozwój wzmocnił wymowę tego symbolu. W futurystycznym świecie kolej połączyła zamieszkane planety we wszechświecie, dając każdemu szansę na odwiedzenie najbardziej egzotycznych zakątków Galaktyki. Najsłynniejszy z tych niezwykłych pociągów, Ekspres Galaktyczny 999, kursuje regularnie poprzez ludzkie kolonie i planety zamieszkałe przez inne rozumne gatunki. Na każdej stacji przewidziany jest dobowy postój, pozwalający pasażerom na zwiedzenie nowego miejsca. Na każdej z planet wyznawane są inne wartości, każda kieruje się swoimi prawami.

Ziemski dworzec Galaktycznej Kolei znajduje się w futurystycznej metropolii zamieszkanej przez bogaczy, których stać było na zamianę ułomnych ludzkich ciał na niezniszczalne maszyny. Taka operacja raz na zawsze uwalnia człowieka od problemu głodu, chorób i starości. Na pierwszy rzut oka wydaje się to lekiem na całe zło świata, jednak ludzka psychika nie jest przystosowana do takich możliwości. Nieśmiertelność daje zmechanizowanym ludziom poczucie bezkarności i przekonanie o własnej doskonałości, co w większości wypadków prowadzi do zaniku wszelkich ludzkich uczuć. Tymczasem ci, których nie stać na taką zamianę, egzystują poza nawiasem nowego społeczeństwa. Dla żyjących w nędzy pariasów jedyną nadzieją jest powtarzana plotka o Ekspresie Galaktycznym 999 – ponoć w swej podróży pociąg zatrzymuje się na planecie, gdzie każdy chętny dostanie nowe mechaniczne ciało za darmo. Jak jednak zdobyć drogi bilet w świecie, gdzie posiadacze śmiertelnego ciała uważani są przez nowe elity za podludzi, na których można bezkarnie polować? Ofiarą takiej okrutnej zabawy pada matka Tetsuro. On sam miał więcej szczęścia – tajemnicza kobieta o imieniu Maetel wyciąga go z tarapatów. Wedle jej słów, na jednej z planet rzeczywiście można dostać darmowe mechaniczne ciało, a ona sama wybiera się tam w podróż Ekspresem Galaktycznym 999. Czy Tetsuro nie chciałby jej towarzyszyć? Czy osierocony chłopiec może przepuścić taką okazję? Jakie czekają go przygody w dalekiej podróży? I gdzie w tym wszystkim jest haczyk?

Trudno mi pisać o Ginga Tetsudo 999, ponieważ nie jest to seria, którą da się oceniać według zazwyczaj przyjętych kryteriów. Jeśli większość anime można przyrównać do opowieści lub opowiadań, to Ginga Tetsudo 999 należałoby nazwać animowanym moralitetem. Jak zawsze w tego typu utworach, fabuła jest raczej pretekstem do pokazania określonych założeń niż celem samym w sobie. Zazwyczaj każdy odcinek stanowi zamkniętą całość, choć zdarzają się dłuższe historie. Przez ponad 100 odcinków Tetsuro i Maetel odwiedzają kolejne planety, zapoznając się z panującymi na nich zwyczajami i dręczącymi ich mieszkańców problemami. Opisując wiele anime, napisałabym tutaj „... i pomagają im uporać się z nimi”, ale pod tym względem bajkowa seria pozostaje bardzo realistyczna – podczas krótkich postojów dwoje podróżnych ma bardzo małe możliwości interwencji. Czasem zdarza im się komuś pomóc, ale częściej sami tej pomocy potrzebują, sporo też jest sytuacji, gdzie mimo najlepszych chęci nie mogą niczego zrobić.

Widzowie oczekujący obmyślonych światów rodem z powieści fantasy i science­‑fiction mogą czuć się zawiedzeni – konstrukcja kolejnych społeczeństw jest z konieczności oparta zazwyczaj na jednej wyróżniającej je cesze. Po pewnym czasie taki schemat zaczyna nużyć, a w kilku miejscach „przesłanie tygodnia” było naprawdę zbyt nachalne, by cieszyć widza. Czas nie obszedł się z tym aspektem serii łaskawie – wiele problemów straciło na aktualności. Pan Matsumoto próbował wrzucił w tę produkcję chyba wszystkie bolączki, z jakimi według niego mogła zmagać się ludzkość w przyszłości. W miarę upływu czasu problemy, z jakimi borykają się kolejne światy, wydają się zbyt przerysowane, uproszczone i nie są w stanie zaangażować widza emocjonalnie.

Także miłośnicy skomplikowanych charakterów nie za bardzo mają tu czego szukać. Tłum postaci przewijający się przez kadry to raczej uosobienia konkretnych cech, kolejne elementy psychomachii toczącej się o duszę Tetsuro niż pełnoprawni bohaterowie. W średniowiecznym moralitecie siły dobra i zła walczyły o duszę bohatera – tutaj wątkiem naczelnym jest walka o decyzję Tetsuro. Z początku chłopiec widzi w mechanicznych ciałach same zalety, ale wydarzenia, których stanie się świadkiem, postawią jego decyzję pod znakiem zapytania. Zarówno istotom organicznym, jak i zmechanizowanym przyświecają różne cele, po obu stronach znajdują się jednostki podłe i szlachetne, ale bliższe poznanie praw mechanicznego świata obnaża coraz więcej wad takiego rozwiązania. Kolejne odcinki nie dostarczają łatwej odpowiedzi, a finał serii nie pozbawia widza możliwości własnego osądu.

Sam Tetsuro w sumie wydaje się pozbawiony jakichkolwiek osobistych cech, poza ciekawością i pragnieniem zdobycia nowego ciała, a jego zachowania wahają się od dziecięcej naiwności do dorosłych przemyśleń. Można uznać to za wadę serii, ale równie dobrze może to być próba stworzenia animowanego everymana, z którym każdy widz mógłby się utożsamiać. Poza nim jedynymi bliżej ukazanymi postaciami są Maetel i konduktor Ekspresu Galaktycznego. Maetel przez większą część serii pozostaje przewodniczką­‑ochroniarzem, a informacje o niej i jej podróży są wydzielane bardzo skąpo i łatwo je przeoczyć.

Długie serie zazwyczaj nie mogą pozwolić sobie na olśnienie widza cudowną grafiką i Ginga Tetsudo 999 nie jest tu wyjątkiem. Za opis postaci winno wystarczyć nazwisko reżysera – postacie dzielą się na „ludzi­‑glisty” i „ zmutowane kartofle”, sprawiające wrażenie odrysowanych od szablonu i różniących się jedynie ubraniem i kolorem włosów. Główny bohater urodą przypomina Quasimodo, a wrażenia nie poprawiają jego oczy, którym między ujęciami zdarza się wędrować po czole. Animacja jest typowa dla długich serii tamtego okresu – tłom brak szczegółów, stop­‑klatki są stanowczo zbyt częste, a w dodatku przyroda ma tendencję do zastygania w chwili, gdy któryś z bohaterów zaczyna mówić. Natomiast muzykę bezsprzecznie można uznać za zaletę tej produkcji – rytmiczna czołówka i sentymentalna sekwencja zamykająca znakomicie komponują się z klimatem serii, a melodie towarzyszące ekranowym wydarzeniom nie tylko podkreślają nastrój, ale też nadają się do samodzielnego słuchania.

Omówiwszy większość aspektów serii, wypadałoby określić grupę docelową, wklepać cyferki określające poszczególne parametry i wydać wyrok określający jej poziom. Jak już jednak pisałam, Ginga Tetsudo 999 jest serią, którą trudno porównać do innych produkcji, tak samo jak trudno porównać jest powieść do moralitetu. W mojej czysto subiektywnej ocenie poziom przyjemności, jakiego dostarczyły mi kolejne odcinki, był bardzo nierówny – kilka odcinków zapadło mi w serce, ale chyba tyle samo obejrzałam do końca, mając na względzie jedynie planowaną recenzję. Ocen za postacie i fabułę najchętniej nie dawałabym wcale – to, co na tle innych animacji może wydać się brakiem, jest raczej efektem obranej konwencji. Nie mogę napisać, że seria jest „wciągająca” – wręcz przeciwnie, między odcinkami musiałam robić przerwy, a obejrzenie całości zajęło mi prawie trzy lata. Nie prezentuje zajmujących charakterów czy misternie skonstruowanego świata, prawie nie zawiera akcji. Czyżby przed ekran przyciągnął mnie bliżej nieokreślony „klimat”? Przecież nie lubię pesymistycznych historii, a wszechświat w tym wydaniu to wyjątkowo przygnębiające miejsce, gdzie szczęśliwe zakończenia trzeba zazwyczaj wynajdywać na siłę. A jednak po każdej przerwie zaczynałam powoli tęsknić za przemierzającym kosmos parowozem. Mimo że Galaktyka jest zimna i nieprzyjazna, sam pomysł linii kolejowych łączących ludzkie kolonie w kosmosie jest pamiątką epoki, w której wydawało się, że już za chwilę wszechświat stanie przed nami otworem, a najbardziej fantastyczne w tym względzie pomysły wydawały się całkowicie realne.

Dzieła Leijiego Matsumoto, mimo upływu lat, w ojczyźnie reżysera nadal są rozpoznawalne, a poza granicami Japonii dorobiły się niewielkiego, acz wiernego grona fanów. Co wciąż przyciąga ludzi do historii tak różnych od tego, co oferuje współczesna animacja? Chyba nigdy dwóch fanów nie dało na ten temat jednoznacznej odpowiedzi. Miłośnikom twórczości Matsumoto nie muszę polecać tego anime. Reszcie radzę po prostu spróbować.

Eire, 19 lutego 2011

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Toei Animation
Autor: Leiji Matsumoto
Projekt: Mataji Urata, Shingo Araki
Reżyser: Nobutaka Nishizawa
Scenariusz: Hiroyasu Yamaura, Keisuke Fujikawa, Leiji Matsumoto, Yoshiaki Yoshida
Muzyka: Nozomi Aoki