Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 7/10
fabuła: 4/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

4/10
Głosów: 9 Zobacz jak ocenili
Średnia: 3,56

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 283
Średnia: 5,8
σ=2,25

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek, Slova)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Hidan no Aria

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2011
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Aria the Scarlet Ammo
  • 緋弾のアリア
Gatunki: Sensacja
zrzutka

Realizm? Nie ma. Logika działań? Gdzieś się zgubiła. Zgrabne psychologicznie postaci? Ależ skąd. Więc co jest? Sporo radosnej głupawki!

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Japończycy są dziwni. To wyświechtane zdanie słyszał już nie raz i nie dwa każdy miłośnik Japonii i anime. A dlaczego dziwni? A bo lubują się w dziwnych teleturniejach, a bo lubują się w dziwnych grach (no bo jak to tak – proponować naszemu przeciętnemu krajanowi zagrać w grę typu visual novel gdzie trzeba czytać całe ściany tekstu, podczas gdy statystyczny Polak w ciągu roku nie przeczyta ani jednej książki?), a bo mają hopsia na punkcie wielkich i niewielkich robotów, albo też na punkcie kobiecej bielizny (i to niekoniecznie świeżej) i nie tylko bielizny. Ale jakby na to nie spojrzeć, to ta „dziwność” zapewnia nam, Europejczykom, wiele niezapomnianych wrażeń, choćby podczas obcowania z niektórymi tytułami anime. Jeden z takich tytułów mam zamiar tu opisać.

Hidan no Aria, bo ten właśnie tytuł chcę przedstawić, jest teoretycznie przedstawicielem gatunku z pogranicza akcji i sensacji, z wątkami zemsty i dramatem w tle. Nieprzypadkowo jednak napisałem „teoretycznie”, bo wiele elementów sprawia, że może lepszym wyjściem byłoby określić to anime mianem parodii powyższych gatunków. No bo jak na przykład wygląda fabuła? Oto na dzień dobry obserwujemy głównego bohatera, Kinjiego, jak spóźniony zasuwa rowerem do szkoły. Nie byłoby w tym może nic specjalnie dziwnego, gdyby nie fakt, że uczęszcza on do specjalnego liceum dla tzw. butei, czyli swego rodzaju elitarnych najemników dbających o bezpieczeństwo Japonii. Żeby było ciekawiej, po drodze zaczyna ścigać go… automatyczny karabin maszynowy na ruchomej platformie, który oświadcza mu, że pod siodełkiem roweru jest zainstalowana bomba, która wybuchnie, jeśli zwolni poniżej pewnej prędkości. A gdyby nawet przeżył bombę, to wtedy posieka go karabin. Nie ma to jak miły poranek… Ale oto z nieba nadlatuje na spadochronie wybawienie w postaci tak na oko gimnazjalistki, która nieoczekiwanie ratuje chłopakowi skórę. Tylko po to jednak, by za chwilę wpaść razem z Kinjim w jeszcze większe tarapaty. Z tych jednak wyciąga ich już sam bohater, wchodząc w „tryb histerii”, który dodaje mu niezwykłej szybkości, celności i najwyraźniej inteligencji. I uaktywnia się tylko w przypadku bliskich kontaktów z dziewczynami… A to przecież dopiero kilka pierwszych minut! Niedługo potem widzimy jeszcze, jak wybawicielka Kinjiego, Aria, władowuje się do mieszkania chłopaka, oznajmiając mu, że ma zostać jej partnerem i niewolnikiem zarazem, co przyjmuje on z naprawdę stoickim spokojem, w przeciwieństwie do podkochującej się w nim obdarzonej supermocami Shirayuki. A w tle tego wszystkiego, oprócz jeszcze kilku postaci, mamy zamachy na butei, kłopoty rodzinne Arii, walkę z jakąś enigmatyczną i oczywiście złą organizacją, zaginionego brata Kinjiego i jeszcze kilka innych pomysłów sprawiających, że tak na dobrą sprawę trudno określić, co jest wątkiem głównym opowieści.

Pozwolę sobie teraz napisać kilka słów o poszczególnych postaciach. Na pierwszy ogień niech pójdzie Kinji, który kreowany jest na przeciętnego i nieszczególnie lotnego ucznia, któremu kariera butei jest w zasadzie obojętna. Jest zwykle stoicko spokojny i trzyma się raczej na dystans od dziewcząt. Zmienia się to, gdy wchodzi w „tryb histerii” i przeistacza się w typowego bishounena, tak przebojowego, że zawstydziłby nawet Turbodymomena. A wspomniana wcześniej Aria? To znana z wielu anime, typowa do bólu tsundere o niskim poziomie dobrych manier, tendencji do dominacji nad otoczeniem i kiepskich predyspozycjach do nawiązywania z kimkolwiek współpracy. Dodatkowo, chociaż jest licealistką, wygląda niczym dziewczynka z pierwszej gimnazjum, jest nieszczególnie dojrzała i ma spore braki w podstawowych dziedzinach życia. Jej przeciwieństwo stanowi Shirayuki, czyli dziewczę dobre, uczynne, na zabój zakochane w Kinjim i tylko od czasu do czasu lekko psychopatyczne, gdy na horyzoncie wyrośnie potencjalna konkurencja do walki o serce bohatera. Nie wolno też zapominać o niejakiej Riko, która zdecydowanie jest tu najbardziej intrygującą bohaterką. Lisio przebiegła, wiecznie uśmiechnięta i nieco tajemnicza, od razu budzi w widzu podejrzenia i odpowiada za szereg niespodziewanych zwrotów akcji. Chyba nie sposób jej nie polubić. Ostatnią wartą wspomnienia postacią jest Reki, choć za wiele o niej powiedzieć się nie da, gdyż to wiecznie opanowana i stroniąca od pokazywania emocji „Pani Snajper”, strzelającą z morderczą precyzją. I, co warto wspomnieć, jest to chyba jedyna dziewczyna niezainteresowana Kinjim.

Skoro przybliżyłem już fabułę i najważniejsze postaci, to warto odpowiedzieć na pytanie, jak się to to ogląda. Cóż, na początek wyraźnie podkreślę jedną rzecz. To NIE jest anime dla osób oczekujących realizmu i klimatu takich tytułów, jak choćby Full Metal Panic!. O nie. W Hidan no Aria absurd goni absurd i absurdem pogania. Akcje, jakie Kinji odstawia, będąc w „trybie histerii”, nieomalże legendarny już spadochron Riko, Reki, która podczas strzelania nie przejmuje się takimi drobiazgami jak poprawki na szybkość przemieszczania się celu i siłę oraz kierunek wiatru, supermoce Shirayuki i kilku czarnych charakterów oraz liczne błędy logiczne i praktyczne dotyczące poszczególnych broni – to wszystko składa się na obraz może i niezwykle efektowny, ale miejscami wręcz bezdennie głupi i nielogiczny, sprawiający, że gorzko zapłacze ten, kto ceni sobie realizm w anime. Wymienię tu kilka co lepszych smaczków, które w czasie seansu zdoła wyłapać każdy laik. Na pierwszy ogień niech pójdą miecze, które w czasie walki wykorzystuje Aria. Nie dość, że ma je schowane na plecach, pod mundurkiem, co wcale nie przeszkadza jej wykonywać różnego rodzaju wygibasów, to jeszcze po wyciągnięciu okazują się tak długie, że nie mają prawa się pod tym mundurkiem mieścić. No i właśnie, mundurki. Są one, pożal się nieboże… kuloodporne. Ot, takie fikuśne, cieniutkie kamizelki, którym czasem zdarza się chyba jednak zawieść, jak możemy zobaczyć w scenach w samolocie. Choć w sumie to po co te kamizelki, skoro postaci i tak zdają się równie nieśmiertelne, jak Alucard z serii Hellsing? Ale co tam… Inną kwestią zarzynającą realizm są wspominane przeze mnie parokrotnie supermoce. Jedna z postaci wykorzystuje jako dodatkowe „kończyny” swoje włosy, kolejna to chyba piromanka, bo potrafi siłą woli zapalać katanę, a jeszcze inna ma tak chłodną osobowość, że może zamrażać otoczenie. A to tylko część występujących tu absurdów…

A jak wyglądają sprawy techniczno muzyczne? A tu złego słowa w sumie nie powiem. Otoczenie, tła, modele postaci i ich animacje podobały się mi i nie mam do nich większych zastrzeżeń. Całkiem niezłe były również opening i ending, a poszczególne sceny walk robiły dobre wrażenie i potrafiły swoją efektownością cieszyć oczy. Podobnie jest z muzyką, która zwykle stanowiła nieistotne tło, ale miała kilka wielkich momentów i dobrze pasowała do poszczególnych wydarzeń. A piosenka z openingu spokojnie nadaje się też do słuchania poza serialem.

I cóż mam powiedzieć w podsumowaniu? Zjechałem tę biedną Hidan no Arię nieomalże od góry do dołu, więc pewnie, drogi czytelniku, oczekujesz teraz niezbyt dobrej oceny. Ale takiej nie wystawię, bo… mimo tych wszystkich głupot, nieścisłości i zarzynających realizm i logikę pomysłów twórców oraz niezbyt dojrzałego charakteru Arii ten tytuł zwyczajnie mi się podobał. Poszczególne odcinki pochłaniałem z reguły z wielkim bananem na twarzy, zastanawiając się, co jeszcze twórcy potrafili wymyślić. Owszem, właściwie brak tu głównego wątku, realizmu i porywających postaci, a zakończenie jest zdeczko niepasujące do klimatu całości i głupawe, ale i tak Hidan no Aria potrafi dostarczyć sporo nieskrępowanej radości. Oczywiście pod warunkiem, że się człowiek nie nastawi na coś mądrego i realistycznego, a na być może niezamierzoną parodię. Z takim podejściem miłe wrażenia są gwarantowane. Ode mnie tytuł dostaje 7/10.

Diablo, 31 stycznia 2013

Recenzje alternatywne

  • Slova - 10 lipca 2011
    Ocena: 2/10

    Esencja głupoty, kiczu, Rie Kugimiyi, braku reżyserskiej wizji i nieumiejętności adaptacji książek, czyli serial sensacyjny po japońsku. więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: J.C.STAFF
Autor: Chuugaku Akamatsu
Projekt: Kazunori Iwakura
Reżyser: Takashi Watanabe
Scenariusz: Hideki Shirane
Muzyka: Takumi Ozawa