Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Festiwal Fantastyki Twierdza - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 9/10 grafika: 8/10
fabuła: 8/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 16 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,19

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 301
Średnia: 7,93
σ=1,63

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (kapplakk)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Mawaru Penguindrum

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2011
Czas trwania: 24×24 min
Tytuły alternatywne:
  • 輪るピングドラム
zrzutka

Przeznaczenie – czy naprawdę istnieje? A jeśli tak, czy można zmienić jego tor? Oto Mawaru Penguindrum, czyli prawdziwa jazda bez trzymanki – tylko kto lubi zwalniać na samym finiszu?

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Każdego dnia ludzie na całym świecie zastanawiają się, dlaczego ich życie wygląda tak, a nie inaczej. Dlaczego dzieje się tak wiele rzeczy, na które nie mamy wpływu? Od czego zależy nasz los, szczęście, pech? Czy lepiej brać sprawy w swoje ręce, czy z pokorą czekać na to, co jest nam zapisane? Większość z nas, zabieganych, narzekających na ciągły brak czasu, z takimi czy innymi problemami na głowie, nie ma kiedy snuć tego typu przemyśleń. Bywa jednak, że znajdujemy chwilę, aby się nad tym zastanowić. W efekcie przychodzi jakaś konkluzja na ten temat. Jedni wierzą w przeznaczenie, inni nie. Są ludzie, którzy za wszelką cenę chcą je wypełnić oraz ci, którzy bezustannie z nim walczą, świadomie bądź nie. Jak nietrudno się domyślić, w najnowszej produkcji Brains­‑Base widz ma okazję śledzić poczynania grupy bohaterów blisko związanych z problemem roli przeznaczenia w życiu człowieka i, w przeciwieństwie do zwykłych śmiertelników, mających na tę kwestię pewien wpływ.

Kiedy pojawiły się zapowiedzi nowych serii sezonu lato 2011, Mawaru Penguindrum od razu zyskał miano mojego faworyta. Pierwszy odcinek to modelowy przykład, jak skutecznie przyciągnąć widza do serii. Początkowo nie dzieje się nic zapierającego dech w piersiach, ale jest naprawdę ciekawie, a pod koniec twórcy serwują coś, co można określić konkretnym „zonkiem”. Po obejrzeniu pierwszego odcinka – póki jeszcze seria nie wciągnęła mnie zbyt mocno – odpuściłem sobie oglądanie jej na bieżąco. Podejrzewałem (i miałem rację) wysokie prawdopodobieństwo prawdziwych męczarni całotygodniowego oczekiwania na kolejny odcinek, który wzbudzi we mnie jeszcze większą chęć sięgnięcia po następny. Trzeba przyznać, że anime jest bardzo wciągające i niezwykle dobrze wykonane pod wieloma względami.

Seria jest bardzo ciekawa fabularnie i właśnie dlatego nie chcę zbyt wiele zdradzać. Himari, Kanba i Shouma mieszkają sami, bez rodziców, którzy zniknęli bez śladu. Himari jest ciężko chora, a bracia nie są w stanie jej pomóc – lekarze są bezradni. Jednak pojawia się szansa na utrzymanie jej przy życiu – trzeba tylko wypełniać rozkazy tajemniczej postaci z innego wymiaru, odszukać pewien przedmiot i skierować przeznaczenie na lepszy tor. Niestety Kanba i Shouma nie są jedynymi walczącymi o lepszy los. Pojawia się jeszcze kilka osób, które mają inne wyobrażenie o tym, jak powinien wyglądać właściwy tor przeznaczenia. Z niektórymi z nich udaje się nawiązać współpracę, ale są i tacy, którzy okazują się konkurentami czy otwartymi wrogami. W całym tym zamieszaniu bohaterom starają się pomóc sympatyczne stworzonka niewiadomego pochodzenia – małe pingwinki, wierne swemu panu niczym najukochańszy pies – niestety, często niegrzeszące inteligencją…

Motyw pingwinów został przez twórców wykorzystany w mistrzowski sposób. Jest to najbardziej charakterystyczny i zapadający w pamięć element anime. Ja osobiście nie identyfikuję serii z żadnym z jej bohaterów tak, jak z charakterystycznym pingwinim logo, stanowiącym symbol pewnej organizacji i często przewijającym się na ekranie także w postaci zupełnie neutralnych elementów, jak na przykład kawiarnia Penguin Cafe i tym podobne. Małe pingwinki towarzyszące bohaterom to bardzo zabawne stworzenia, potrafiące naprawdę wzbudzić szczery śmiech. Stanowią one – przynajmniej na początku – jedną z głównych atrakcji serii. To druga po Madagaskarze produkcja w takim stopniu ożywiona przez te sympatyczne zwierzaki (pomijając oczywiście kilka innych mniej udanych filmów).

Jeden z motywów przewodnich fabuły – przeznaczenie – również został ciekawie przedstawiony. Stanowi ono podstawę skomplikowanych relacji bohaterów. Niektóre kwestie z nim związane mogą wydawać się nielogiczne czy niewyjaśnione, ale sporo też można dopowiedzieć samemu. Anime bogate jest w elementy z tzw. drugim dnem, stanowiące powód do wielu przemyśleń, jeśli ktoś ma na takowe ochotę.

Pojawia się tutaj wiele istotnych dla akcji postaci. Trudno wymieniać wszystkich, bo musiałbym napisać w tym miejscu obszerny tekst, ale podobało mi się, że większość bohaterów ma ciekawie zarysowaną osobowość i historię, pojawia się też kilka bardzo dynamicznych charakterów. Pierwszoplanowa rodzina Takakura to postaci bardzo dobrze i konsekwentnie wykreowane – nie porażające oryginalnością, ale przekonujące i wzbudzające sympatię. Kanba pełni rolę typowego starszego brata, który czuje się odpowiedzialny za bezpieczeństwo młodszego rodzeństwa i bierze sprawy w swoje ręce – czasami kosztem własnego zdrowia czy sumienia. Shouma natomiast jest chłopcem trochę niedojrzałym, za to bardzo uczuciowym i oddanym rodzinie. Najmłodsza Himari to realistyczna kreacja spokojnej dziewczynki – tu bardzo duży plus, bo tego typu postaci często są na siłę „dosładzane” co przynosi często denerwujące efekty, a tutaj nic takiego nie ma miejsca. Wśród postaci drugoplanowych na plus zdecydowanie wyróżnia się Masako, pewnie dążąca do swoich celów. Miała niełatwe dzieciństwo, podobnie jak kilku innych bohaterów.

Tym, co najbardziej urzekło mnie w tym anime, są szalone pomysły reżysera wtopione w pojawiający się w sporych ilościach humor, momentami wręcz psychodeliczny. Kontrastują one z poważnymi problemami bohaterów i ich życiem codziennym – czyli elementami obyczajowymi. Całość jest bardzo dobrze skomponowana, mimo że jest iście wybuchową mieszanką – spokojniejsze sceny są ciekawe i nie dłużą się, a w odpowiednich momentach akcja przyspiesza, dając niezłego kopa – powodując osłupienie widza lub salwę śmiechu. Oglądając Mawaru Penguindrum nie sposób nie pomyśleć, że ma się do czynienia z serią wyjątkową, wyróżniająca się wśród innych. Szkoda trochę, że ta jazda bez trzymanki na koniec okazuje się tylko przejażdżką i zamiast jeszcze bardziej przyspieszyć i z impetem roztrzaskać ekran telewizora na kawałki, pozostawia widownię z rozdziawionymi ustami…

Scenariusz jest pomysłowy i potrafi zaskoczyć. Dwaj bracia, na których jak grom z jasnego nieba spada wiadomość o nieuchronnie zbliżającej się śmierci ich ukochanej, nieuleczalnie chorej młodszej siostry, są mocno zaskakiwani przez los. W ciało ich siostry wchodzi nieznany byt nie z tego świata, w domu pojawiają się – niewiadomo skąd – małe niebieskie pingwinki, chłopcy nagle dostają zadanie uganiania się za jakimś pingwinim bębnem w imię „strategii przetrwania”. Oczywiście razem z nimi zdumiony jest sam widz, kolejne wydarzenia to iście wybuchowa mieszanka dziwnych pomysłów autorów serii. Cele stawiane przed bohaterami są mgliste, wręcz niedorzeczne i niezwykle odległe. I ogólnie nie bardzo wiadomo, o co chodzi. Jak się to ogląda? Po prostu świetnie! Znakomite połączenie ciekawych i szalonych pomysłów, elementów komediowych i psychodelicznych z dynamicznym – kiedy trzeba – tempem akcji sprawia, że oglądanie tego tytułu to prawdziwa frajda dla każdego, kto lubi produkcje ciekawe, nietypowe i odjechane. Przyznam się, że przez krótki moment myślałem nawet, że wystawię tej serii najwyższą notę. Tak się jednak nie stało. Dlaczego? Niestety, kilka kwestii pozostawia sporo do życzenia. Ostatnie odcinki to podróż w zupełnie inne rejony, zarówno pod względem klimatu, jak i rozwiązań fabularnych. Oczywiście nagłe wprowadzenie powagi i dramatu pod koniec nie jest w wykonaniu Japończyków niczym nowym i zdążyłem się już do tego dawno przyzwyczaić. Po takiej serii spodziewałem się jednak zakończenia bardziej szalonego, zakręconego, może nawet nielogicznego i psychodelicznego, a nie tak stonowanego i poważnego. Nie uznaję tego za wielką wadę, po prostu mogło być super, a tak – jest tylko bardzo dobrze, zaś ostatni odcinek, w przeciwieństwie do kilku poprzedzających go, nawet ma swój urok i wyróżnia się bardzo przyjemną dawką melancholii. Dowiadujemy się sporo o przeszłości głównych bohaterów, choć taka wiedza była dla mnie tylko niepotrzebnym ciężarem.

Zakończenie zakończeniem, trudniej jednak wybaczyć pewne niedociągnięcia w prowadzeniu fabuły. Przede wszystkim, scenariusz tego anime jest dla mnie jak kolejka górska, która niewiadomo dlaczego na sam koniec – zamiast zafundować klientom ostatni wykop – zwalnia i jedzie sobie dostojnie wśród malowniczej scenerii. Wysiadając z takiej kolejki część osób zada pytanie – dlaczego projektant nie dał nam satysfakcji pod sam koniec? I z takim uczuciem niedosytu zakończyłem przygodę z tym anime. Poza tym kwestia relacji Ringo i Keiju Tabukiego – wątek ten pochłonął wiele odcinków, a właściwie nic sensownego z tego nie wynika. Po co tyle wałkowania „strategii przetrwania”, skoro motyw ten w pewnym momencie zanika, by później pojawić się tylko na chwilę? Po obejrzeniu całości można odnieść wrażenie, że część wątków pochodziło z zupełnie innej serii, a zakończenie nie do końca pasuje do reszty. Jest również sporo kwestii niedopowiedzianych – zacząłem się na przykład zastanawiać, czy takie pingwinki towarzyszące niektórym ludziom to w Japonii normalka. Ze zdumieniem odkryłem, że wymienione mankamenty drastycznie obniżyły przyjemność odbioru serii. Być może dla innych nie będą stanowić one problemu, ja jednak należę do osób, które po skończonym seansie z reguły mają w pamięci zawiązanie akcji i nie lubię niekonsekwencji, porzuconych lub niewyjaśnionych wątków, czy ostatecznie nieuzasadnionych zwrotów akcji. Pomimo wielu ciekawych rozwiązań i pomysłów fabularnych, wspomniane niedoróbki obniżyły o oczko w dół oceny za fabułę i za całość.

Skoro już jestem przy tym, co mi się nie podoba, to trochę zawiodłem się również na ścieżce dźwiękowej. Nie, żeby była zła, ale także pozostawiła spory niedosyt. Dlaczego? Seria tak niezwykła zasługuje na niezwykłą muzykę. A ta, czego by o niej dobrego nie mówić, jest jakaś taka, w porównaniu z samym anime, zwyczajna – zupełnie jak ostatnie odcinki. Zabrakło mi kilku bardziej odjechanych kawałków w stylu zbyt mocno wyeksploatowanych (może dlatego, że zbyt do siebie podobnych) Tamahomare Himehomare, Mou Hitotsu no Sekai: Yochou i Sango no Meiro, dla podkreślenia mroczniejszych czy psychodelicznych momentów. Seria bardzo na tym straciła, bo mogła zyskać jeszcze większego pazura. Oprawa dźwiękowa wydała mi się też trochę zbyt skromna – przydałoby się kilka utworów więcej, bo część z nich wypływała z głośników jak na mój gust zbyt często. Na pochwałę zasługują natomiast kompozycje fortepianowe, które świetnie budują klimat, gdy akcja zwalnia. Poza wymienionymi, w anime tym usłyszymy jeszcze kilka innych dobrych utworów (na przykład te z jazzującą trąbką, czy jedną z symfonii Dvořáka), ale dla mnie to trochę za mało. Czegoś tu brakuje, muzyka troszkę odstaje poziomem od reszty serii. Z recenzenckiego obowiązku wypada wspomnieć jeszcze o openingu i endingu. Ten pierwszy nie wyróżnia się według mnie niczym szczególnym, natomiast piosenka towarzysząca napisom końcowym, mimo że nieco mdła, jest znakomita i pasuje do serii jak ulał. Poza tym jest to pierwsze anime, w którym dane mi było usłyszeć ten sam ending w tak wielu wersjach! Warto wspomnieć o kilku znakomitych seiyuu, jak na przykład Miho Arakawie czy Yui Horie. Ciekawym zabiegiem było również obsadzenie tych samych osób w roli konkretnych bohaterów, jak i odpowiadających im pingwinków.

Grafice natomiast nie mam w zasadzie nic do zarzucenia, choć i tu troszkę sobie pomarudzę. Charakterystyczne twarze postaci ze spiczastymi nosami trochę rażą – nie wiem, komu się coś takiego podoba i dlaczego wciąż można trafić na taki styl rysowania. Patent wprowadzenia nieruchomych piktogramów w kształcie ludzi w miejsce statystów z jednej strony jest rozwiązaniem bardzo oryginalnym i ciekawym, jednak na taką skalę sprawia wrażenie przesadnego oszczędzania na gaży grafików – sam do tej pory w sumie nie zdecydowałem, czy jestem na tak, czy na nie. Znakomicie natomiast wyeksploatowano motywy pingwinów i jabłek przeznaczenia wtopionych w ogromną liczbę kadrów – stylowy i klimatyczny pomysł. Fajnym elementem okazały się też wstępy do retrospekcji okraszone obszernymi opisami oraz pojawiające się na ekranie nazwy lokalizacji miasta, do których przenosi się akcja. Wykorzystane kilkakrotnie sceny w formie dziecięcego teatrzyku czasami przynudzają, ale bywają też po prostu genialne. Dzięki tego typu zabiegom kreska nabrała charakteru i grafikę serii należy generalnie pochwalić.

Mawaru Penguindrum jest serią ciekawą, jedyną w swoim rodzaju, oryginalną i oczywiście zdecydowanie wartą polecenia, zasługującą na mocne 8,5/10. Choć muszę z przykrością stwierdzić, że twórcom nie udało się dopiąć wszystkiego na ostatni guzik i nie ustrzegli się kilku znaczących usterek, stworzyli dzieło, które stanowi bardzo jasny punkt w historii anime i chyba każdy fan tegoż powinien tę produkcję poznać. Szkoda, że przy realizacji popełniono kilka błędów, bo twórcy byli dosłownie o krok od stworzenia anime – w moim przekonaniu – idealnego. Jest to seria dość specyficzna, dlatego nie chciałbym jej komukolwiek szczególnie polecać czy odradzać – proponuję samemu sprawdzić, czy taki styl Wam odpowiada. Zapewniam, że warto.

kapplakk, 26 kwietnia 2012

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Brain's Base
Projekt: Ikuko Itou, Katsunori Shibata, Lily Hoshino, Shouko Nakamura
Reżyser: Kunihiko Ikuhara
Scenariusz: Kunihiko Ikuhara, Takayo Ikami
Muzyka: Yukari Hashimoto