Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

anime.com.pl

Komentarze

Hoshi o Ou Kodomo

  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime
  • Avatar
    A
    Costly 5.02.2012 20:09
    A jednak zawód
    Na tle ogółu anime produkcja bardzo dobra, ale na tle innych dzieł Shinkaia…

    Nie spodziewałem się, mówiąc szczerze, tak rozpaczliwej próby nagrania czegoś nowego przez Makoto Shinkaia jak metodą wzornictwa. Ten tytuł namacalnie, w rozpaczliwym stylu próbuje być „Ghiblilowy” – ten charakterystyczny start, polegający na śledzeniu bohaterki eksploatującej piękne, niezurbanizowane okolice, emanującej ciekawością świata, kończąc na podróży w towarzystwie dobrze walczącego młodziana… Bogu dzięki za postać Morisakiego, który jest jakimś oderwaniem od tego wszystkiego.

    Ta konwencja twórcy nie służy, ewidentnie. Oglądając Hoshi no Koe, Kumo no Mukou czy Byousoku 5 cm czułem wręcz namacalnie, jak wszystko co się dzieje zbiega się nieuchronnie w stronę finału, pod który podyktowane są wszystkie dotychczasowe wydarzenia, stanowiąc wręcz pretekst dla niego. W Byousoku 5 cm efekt ten był wręcz zbyt duży, czyniąc „drogę do zakończenia” trochę nużącą (tak na uboczu, biorąc pod uwagę, że Enevi tak samo oceniła Kumo no Mukou, które ja widzę dokładnie przeciwnie, mogę spokojnie założyć, że to element specyfiki autora). Tymczasem tutaj non stop biło mnie w twarz poczucie, że ta historia sama nie wie do czego zmierza. Szybko można było wybić sobie z głowy, że Asuna zamierza sprowadzić Shuna z krainy martwych (jeszcze zanim podróż się zaczęła w zasadzie…) i nie pozostało zupełnie nic, co mogło być celem…

    Widać Mistrz też miewa zastoje i złe pomysły na ich przełamanie.
    Odpowiedz
  • Avatar
    R
    odpowiedzi: 11
    gaijin 24.01.2012 14:45
    trzy gwiazdki, czyli właśnie odkryto nowe szczyty malkontenctwa
    Oto mamy do czynienia z recenzją dobrze napisaną, rzetelną. Bardzo spodobała mi się charakterystyka twórczości Shinkaiego celna, tylko sama ocena chyba zbyt surowa i nieadekwatna. Zastanawia mnie, jaki jest sens pisania recenzji do filmu autora, którego większość dłuższych filmów opatruje się przymiotnikiem „nudne”. Mnie „nudne” nie wydawało się ani Beyond the Clouds, ani Byousoku 5 cm. W obu tych pozycjach urzekł i przemówił do mnie nastrój, dzięki czemu, mimo upływu dużej ilości czasu od ich obejrzenia wciąż pamiętam je dokładnie. I zdaje się, że nie jestem w tej opinii szczególnie odosobniona. Potrafię zrozumieć, że nie do każdego przemówi taki nastrój, ale niezrozumiałe jest dla mnie katowanie się pisaniem recenzji takiego tytułu. Jak nie przemawia, to dajmy napisać ją komuś innemu, do kogo film przemawia i kto podzieli się kilkoma wartościowymi spostrzeżeniami, zamiast narzekać. Mam rozumieć, że ten film jest na poziomie Wedding Peach, które też uzyskało trzy gwiazdki? Taką wskazówkę uzyskuję od recenzentki? Jeśli czegoś chciałabym się dowiedzieć z recenzji, to tego, o czym film jest i ewentualnie, czy warto go obejrzeć. Na podstawie ocen autorki, doszłabym do wniosku, że oglądanie większości anime, to zawracanie głowy.
    Z wieloma kwestiami poruszonymi w recenzji (poza oceną) się zgadzam, więc nie będę ich powtarzać. Anime faktycznie jest mieszanką elementów do których przyzwyczaiło nas studio Ghibli i stylu Shinkaiego. Jest tu więcej akcji, nieco mniej nastroju charakterystycznego dla poprzednich produkcji, w których fabuła nie była najistotniejszym elementem. Bohaterowie wzbudzili we mnie sympatię, a całość szybko wciągnęła. Myślę, że Shinkai jest przede wszystkim mistrzem budowania nastroju, jednak i tu sobie poradził. Niewątpliwie jest to film na wysokim poziomie, godny polecenia każdemu, szczególnie na niedzielne popołudnie, po rodzinnym obiedzie.
    Odpowiedz
  • Anielski_Pyl 18.12.2011 19:58:51 - komentarz usunięto
  • Avatar
    A
    Kysz 3.12.2011 20:57
    Inne
    Wreszcie…wreszcie udało mi się obejrzeć ten film i mam raczej mieszane uczucia co do niego.
    Oczywiście oprawa graficzna serii jest jak zwykle na najwyższym poziomie. Uwielbiam grę świateł u Shinkaia i te niesamowicie barwne obrazy, które nam serwuje. Osobiście jest wielką fanką…chmur tworzonych przez niego xd
    Projekty postaci rzeczywiście bardziej przypominają te znane z dzieł Miyazakiego, ale nie uważam tego za minus. Z pewnością do tej historii pasowały bardziej. A dlaczego? Ponieważ zdecydowanie bliżej im do baśniowych opowieści ze studia Ghibli niż do jego poprzednich perełek dramatycznych. Nie jest to wadą tego tytułu, ale po prostu oczekiwałam czegoś zbliżonego do Place Promised właśnie, niźli do Mononoke Hime i dlatego czuję się zawiedziona.
    Co do oprawy muzycznej- stary, dobry Tenmon:P Nic dodać nic ując (chociaż ta ścieżka dźwiękowa akurat nie trafi do mojej playlisty, bo jakoś podczas seansu nic nie chwyciło mnie szczególnie za serce). Natomiast ending to chyba jakiś żart:/ W porównaniu do, no chociażby Kimi no Koe ten tutaj to jakaś kpina.
    Mimo wszystko mi się podobało. Pominąwszy dzieła ze studia Ghibli naprawdę ciężko znaleźć obecnie taką ciepłą, acz lekko melancholijną historie w anime.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 1
    Malky 2.12.2011 20:34
    prawie Ghibli
    Nie jestem znawca ani krytykiem i podzielę się z Wami zdaniem laika.
    Owszem można się dopatrywać dopatrywać podobieństw czy inspiracji do produkcji studia Ghibli i każdy indywidualnie musi rozstrzygnąć czy jest to dla niego zaleta czy wada. Dostałem piękną opowieść, która przykuła mnie do fotela na prawie 2 godziny i z fascynacją pochłaniałem stworzony świat, czekając co będzie dalej. Co prawda liczyłem że parę wątków rozwinie się inaczej albo zostaną inaczej zakończone  kliknij: ukryte  ale wadą tego bym nie nazwał.
    Ogólnie się nie zawiodłem i myślę, że z czystym sercem mogę polecić ten film każdemu komu podobało się "W krainie bogów" czy "Księżniczka Mononoke"
    pozdro

    Tu byłem. Moderacja.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Altramertes 2.12.2011 00:01
    "Śmierdzi" Ghibli
    Zasadniczo nie mam zastrzeżeń do tego filmu, bo to pierwszorzędna robota pod absolutnie każdym względem. Fenomenalna grafika, tak bardzo charakterystyczna dla Makoto Shinkai'a zachwyca, choć mam wrażenie, że zniknęło wrażenie fotorealizmu obecne w poprzednich filmach. Ogólny projekt całej Agarthy jest piękny w swojej prostocie, ale bardzo mocno czuć tu inspirację Laputą, czy choćby Mononoke studia Ghibli. Samo w sobie nie jest to wadą, ale… Dźwięk jakoś nigdy nie przemawiał do mnie w filmach Shinkai'a i tutaj jest podobnie. Jest fajny, nastrojowy, ale do wybitnych mu daleko.
    Nastrój jest chyba tym, co wyróżnia tą produkcję spośród innych od tego reżysera. Jest zupełnie inny od poprzednich filmów – ciepły, nastrojowy i nieco melancholijny. I właśnie tej części najbardziej „nie lubię”. Mimo wszystko czułem się tak, jakbym oglądał film studia Ghibli, a nie tego oczekiwałem. Niby wiedziałem, że ma to być coś zupełnie innego, ale jednak… tak, wolę poprzednie filmy. Żeby było jasne, to nie jest zła produkcja, po prostu lubię ten nieco przybijający klimat charakterystyczny dla Shinkai'a. Amen
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    wa-totem 30.11.2011 20:29
    Jak zwykle ładne, i trochę lżejszy nastrój
    Makoto Shinkai rzeczywiście postanowił odejść od dotychczasowej „tradycji”.

    Po stronie technicznej wielkich zmian nie ma. Jego najnowszy film, jak poprzednie, zachwyca pięknem teł i mistrzowskim operowaniem światłem. Kryzysowe czasy widać jedynie w szczegółach animacji, na które zwrócą uwagę wyłącznie czepiający się drobiazgów perfekcjoniści – ja osobiście raczej cieszę się, że w zamian za te drobiazgi, sama produkcja trwała nieco krócej.

    Od strony fabularnej… yay, Shinkai odszedł od ciężkiego, dołującego angstu. Pewnie przestałby być sobą gdyby zrezygnował z motywu rozstania, ale jego poprzednie filmy wypadały straszliwie przygnębiająco, podczas gdy tu dostajemy coś nastrojem, przynajmniej w moich oczach, bliższego to Toki w Kakeru Shoujo.

    Zdecydowanie odmienny jest też klimat – najbardziej „bajkowo­‑mistyczny” ze wszystkich jego produkcji. Niemal cały seans towarzyszyło mi déjà vu – jednak podobieństwa z Laputą Miyazakiego są bardzo powierzchowne, nie ma tu nic z postapokaliptycznej wizji.

    Właściwie należałoby całość określić mianem synkretycznej bajki. Shinkai pełnymi garściami czerpie z legend, historii i dziedzictwa artystycznego całego świata. Echa Podróży do wnętrza Ziemi czy Zaginionej Doliny Dinozaurów? Ależ proszę. Czółna Indian z jeziora Titicaca? Proszę bardzo. Trącące Indianą Jonesem scenki przypisujące Neronowi, Napoleonowi, Hitlerowi itd. wypraw o charakterze równoważnym poszukiwaniom Arki? Ależ proszę bardzo!

    Być może przez to wszystko film może się wydać co poniektórym pozbawiony wyrazu, zwłaszcza wobec dość banalnej konkluzji. Ja jednak bawiłem się dobrze, zmiany w nastroju i sposobie opowiadania mi się podobają. Pozostaje czekać, czym Shinkai zajmie się teraz.

    Na koniec zostawiam zaś kwestie wydawnicze. Film jest kolejnym z rzędu dowodem na to, że Japonia zauważyła istnienie konsumentów jej kultury poza granicami. Tak DVD jak BR jest obrzydliwie drogi, i jeszcze bardziej obrzydliwie drogi jeśli uwzględnić przesyłkę, ale zawiera całkiem przyzwoite angielskie napisy, nie zostawiając zainteresowanych na łasce lokalnych wydawców i dystrybutorów. Yay!
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 7
    zensc 26.10.2011 01:13
    Czy ktoś wie kiedy to wychodzi na dvd albo może do polskich kin?
    Odpowiedz
  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime