Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 grafika: 8/10
fabuła: 6/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 9 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,00

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 80
Średnia: 6,49
σ=1,8

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Gamer2002)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Kyoukai Senjou no Horizon

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2011
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Horizon on the Middle of Nowhere
  • 境界線上のホライゾン
Tytuły powiązane:
zrzutka

Pierwszy sezon adaptacji cyklu light novel, których autor chyba za dużo grał w gry jRPG.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Po erze podboju kosmosu ludzkość utraciła zaawansowaną technologię i musiała wrócić na prawie wyniszczoną Ziemię. Pod wpływem impulsu religijnego postanowiono wrócić na poprzedni szczebel rozwoju cywilizacji poprzez powtórzenie całej historii od roku 10 000 przed Chrystusem. Cały proces miał się odbywać pokojowo, a każdy naród działał poprzez swojego reprezentanta. Niestety w trakcie odtwarzania 1413 roku wybuchła niezaplanowana wojna, która zniszczyła połowę zdatnych jeszcze do życia terenów Ziemi. Mieszkańcy zdewastowanych krain w odwecie przejęli kontrolę nad obwinianą za tę wojnę Japonią, a jej umieszczona na gigantycznym statku powietrznym stolica Musashi utraciła realną władzę. Dodatkowo przedstawiciel Musashi nie mógł mieć więcej niż osiemnaście lat, a jego wybór zależał od decyzji innych państw, które zawsze starały się obsadzić na tym stanowisku jak najgorszego kandydata. Następnie spróbowano powrócić do planu odtwarzania historii, jednakże w roku 1648 cały projekt ostatecznie zakończył się niepowodzeniem, co uznano za zwiastun nadchodzącej apokalipsy. Podczas gdy reprezentanci poszczególnych krajów mieli zacząć działania w tej sprawie, przedstawiciel Musashi, nastoletni Toori Aoi, był zainteresowany tylko oświadczeniem się ukochanej dziewczynie.

Powyższa wersja została napisana w taki sposób, by dało się ją zrozumieć: pominąłem między innymi to, że reprezentantami nacji są także (przynajmniej formalnie) uczniowie, a zniszczone tereny były magicznie stworzoną kopią Japonii. To ten typ serii, w której twórcy przekombinowali na siłę wymyślony świat.

Kyoukai Senjou no Horizon jest adaptacją dwóch książek tworzących wspólnie pierwszy tom wychodzącego wciąż cyklu powieści o tym samym tytule. Jego autorem jest Minoru Kawakami, który napisał jeszcze osadzoną w tym samym świecie Owari no Chronicle, pokazującą odległą przeszłość świata Kyoukai Senjou no Horizon. Od razu zaznaczam, że z powieściami zapoznałem się bardzo pobieżnie, więc recenzja pisana jest z punktu widzenia osoby, która ich nie czytała.

Kyoukai Senjou no Horizon zawiera masę postaci i świat, którego cudaczność nadaje się bardziej dla zatwardziałych otaku, niż dla normalnych widzów. Ale jeżeli nie zagłębiać się w kwestie poboczne, to właściwa historia pokazana w serii jest całkiem prosta, a zwracać uwagę warto tylko na czwórkę postaci. Główna para bohaterów to wspomniany wcześniej Toori oraz żeński android P­‑01s, przypominający Horizon Ariadust, tragicznie zmarłą przed laty koleżankę Tooriego. Cała trzynastoodcinkowa seria jest tak naprawdę o tym, że Toori chce się oświadczyć P­‑01s, a w drogę wchodzi mu wojna i polityka. Niestety, tych dwoje to zdecydowanie jedna z bolączek serii. Toori jest dość kontrowersyjną postacią: albo uzna się go za przezabawnego, albo będzie wyłącznie irytował. Jest lekkomyślnym błaznem, podchodzącym bez żadnego szacunku do ustalonego ładu i porządku, a poza tym jeszcze niepoprawnym zboczeńcem. Krótko mówiąc, jest on odpowiednikiem Naruto na miarę współczesnej widowni, która woli oglądać przygody lalusiów niż dzieciaków. Ja wiem, że twórcy tak naprawdę chcieli wykreować bardzo zakręconego geniusza, tylko że Toori coś naprawdę genialnego zrobił raz czy dwa. Dlatego też jeżeli ten typ postaci się Wam nie spodoba od razu, trudno później nabrać do niego szacunku. Problem z P­‑01s jest jeszcze prostszy: jako android, jest kolejnym klonem Rei Ayanami, a do tego jej rola sprowadza się do bycia damą w opresji, a w rezultacie okazuje się postacią wtórną, bezradną i pasywną. Muszę tu jednak przyznać, że oboje poprawili się nieco pod koniec serii, co dość dobrze wróży na przyszły zapowiedziany sezon.

Dwie pozostałe istotne postacie to kuzynki Masazumi i Futayo Honda, które wypadają znacznie lepiej od omówionej wyżej pary. Masazumi jest bohaterką, z którą najłatwiej sympatyzować, gdyż jest nowym nabytkiem w licznej grupie otaczającej Tooriego, a poza tym w zasadzie całkiem normalną osobą. Jej ojciec próbował wprawdzie zapewnić jej lepszą pozycję w procesie odtwarzania historii, poddając ją operacji zmiany płci, jednak ostatecznie nie doszła ona do skutku, a jedynym efektem widocznym dla widza jest to, że Masazumi nie nosi tak kretyńsko obcisłych wdzianek, jak cała reszta żeńskiej obsady. Dziewczyna koncentruje się przede wszystkim na swoim marzeniu o zostaniu wybitnym politykiem, chociaż zgodnie z przepisami po ukończeniu osiemnastu lat nie będzie mogła kontynuować kariery w tym kierunku. Futayo to poważna i dumna wojowniczka, zdolna do walki z najsilniejszymi przeciwnikami, chociaż wciąż ma braki w doświadczeniu i to, co udaje jej się osiągnąć w trakcie trwania serii, zawdzięcza też sprzyjającym okolicznościom. Z głównej czwórki poświęcono jej najmniej uwagi, co w moim odczuciu nie było trafną decyzją. Szkoda, że na przykład nie przekazano jej czasu, który został poświęcony łuczniczce Tomo Asamie, przynajmniej na tym etapie historii niemającej własnego wątku.

Jeśli przyjrzeć się bliżej światu Kyoukai Senjou no Horizon, okaże się on przepełniony elementami japońskich gier RPG, a jego streszczona na początku recenzji historia jest dopiero wierzchołkiem góry lodowej. Znajdziemy tutaj niesamowitą niewyjaśnioną technologię, scaloną z magią (bo jak magia, to niczego nie trzeba wyjaśniać), masę ludzi walczących bronią białą, oczywiście potężniejszą od dowolnej broni palnej (bo pistolet może być użyteczny tylko gdy stanie się mieczem) oraz stado przedstawicieli przeróżnych fantastycznych gatunków (takich jak wilkołaki, anioły, demony, giganci, czy nawet kupki śluzu). Nie wspominam nawet o obowiązującym ustroju, w którym wyłącznie uczniowie mają prawo angażować się w międzynarodową politykę (choć to ostatnie bywa przynajmniej krytykowane i nadużywane).

Klasa Tooriego zawiera poza wyżej omówionymi osobami jeszcze dwadzieścia innych wymienionych z imienia postaci, a poza nią jakąś rolę w fabule pełni kilkanaście kolejnych osób. O ile mi wiadomo, w trzynastoodcinkowej adaptacji poboczni bohaterowie stracili najwięcej, gdyż pominięto fragmenty służące bliższemu przedstawieniu ich i bardziej klarownemu nakreśleniu świata, co jest kolejnym minusem tej serii. Choć niejeden z przyjaciół Tooriego ma do zrobienia coś ważnego, to jednak większość bardziej szczegółową charakterystykę otrzymuje tuż przed osobistym momentem chwały. Część postaci służyła też tylko temu, by przygotować grunt pod przyszłe przygody, jak na przykład Sakai, dyrektor szkoły, do której chodzą bohaterowie, badający sprawę zaginionych szlachciców. Twórcy słusznie jednak poświęcili pierwszy odcinek na zaprezentowanie ról, jakie na polu bitwy odgrywają poszczególni członkowie klasy Tooriego, co w sumie mówi wszystko, co trzeba o nich wiedzieć. Spośród reprezentantów innych narodów warto jeszcze wspomnieć o szlachetnym Muneshige Tachibanie oraz ambitnym włoskim prezydencie­‑papieżu Innocentiusie. Każdy z nich dysponuje jedną z broni masowej zagłady, Zbroją Grzechów Śmiercionośnych, które najwyraźniej mają być najważniejszymi przedmiotami w całym cyklu. Istotną rolę ma jeszcze Tadakatsu Honda, ojciec Futayo. Ogólnie cała ta zbieranina była w sumie całkiem sympatyczna, nikt nie okazał się specjalnie wkurzający i dało się nawet wybrać jakichś ulubieńców. Moim jest oficjalnie posiadający 3 punkty życia bąbel śluzu imieniem Nenji, będący ucieleśnieniem męskości.

Fabularnie anime jest nierówne, nie tylko z powodu natłoku postaci, którym nie poświęcono dostatecznie wiele czasu. Pierwsze cztery odcinki obejmują jeden dzień i pierwszą książkę serii, skupiając się na przedstawieniu postaci i świata. Są one przede wszystkim komediowe, a humor w tej serii w znacznym stopniu opiera się na fanserwisie, który dla mnie jest zbyt prostacki w porównaniu do chociażby Star Driver, a za mało brawurowy względem Dororon Enma­‑kun Meeramera, choć przynajmniej ciągoty do lolitek zostały wyśmiane. Pod koniec czwartego i w piątym odcinku następuje wydarzenie z rodzaju tych, które zmieniają wszystko, na przykład pobudzając fabułę do życia. Przyznam jednak, że wcześniej było parę podpowiedzi wskazujących na to, co się szykuje. Wszystko, co się dzieje dalej, jest intensywne i z rozmachem, choć także pół żartem, pół serio.

Trzeba przyznać, że jak na lekką serię, gdzie „wielka fabuła” jest tak naprawdę o tym, żeby zebrać ileś kawałków broni, bohaterowie naprawdę serio zastanawiają się nad globalnymi i lokalnymi konsekwencjami swoich działań – nawet Toori przynajmniej się pyta o to. Poza tym seria nie proponuje jedynie bezmyślnej sieczki, w finałowej bitwie wykorzystano trochę strategii polegającej na współpracy, a wcześniej odbyła się polityczna debata, w której uczestniczyła Masazumi. Jednak całość jest dopiero początkiem większej historii, a jeżeli te trzynaście odcinków miałbym oceniać jako prezentację możliwości autorów, to wykonali nawet dobrą robotę. Może nawet nieco za dobrą, gdyż martwi mnie nieco rozmach drugiej połowy: twórcy postawili sobie poprzeczkę dość wysoko i boję się, z czym wyskoczą pod koniec cyklu.

Kyoukai Senjou no Horizon jest stworzony przede wszystkim dla tych, którzy czytali książkę i chcieliby zobaczyć to, co się tam działo, na ekranie. Nie bez powodu umieszczam tu tyle informacji, przydatnych dla widzów nieznających oryginału, którym radziłbym też oglądanie serii szybko i z porządnymi napisami. Pozostaje jeszcze kwestia stylu i natężenia fanserwisu, który może nie każdemu przypaść do gustu, choć nie ma tu nic „gorszego” niż wielkie biusty i obcisłe stroje. Poza wadami, które wymieniłem wcześniej, nadużywane są też obszerne wyjaśnienia w dialogach i monologach – konsekwencja nie w pełni przemyślanej adaptacji z innego medium. Ostatni odcinek też jest dość dziwny, ponieważ zawiera standardową prezentację zagrożenia ze strony nowej złej frakcji na przyszły sezon, tylko że zaraz po tym rzeczona frakcja zostaje zastąpiona inną.

Niewątpliwą zaletą serii jest natomiast wykonanie techniczne. Chociaż bardzo nie lubię tego stylu graficznego i sposobu rysowania postaci żeńskich z uproszczonymi twarzami, muszę przyznać, że projekty, zwłaszcza męskie, są naprawdę różnorodne. Animacja w czasie spektakularnych walk stoi na wysokim poziomie, a ludzie tłuką się na wiele sposobów i nawet wykazują przy tym pomysłowość, choć nie nadmiernie skomplikowaną. W ścieżkę dźwiękową też włożono sporo pracy; zawiera ona j­‑pop, w skład którego wchodzi wpadający w ucho opening, ale także epickie orkiestrowe utwory do scen bitewnych. Jun Fukuyama, znany z roli Leloucha z Code Geass, wcielił się w Tooriego, a głosu P­‑01s użyczyła Minori Chihara, która w Melancholii Haruhi Suzumiyi grała oczywiście Yuki Nagato. Głos Masazumi należy do Miyuki Sawashiro, znanej z roli Shinku z Rozen Maiden, a Futayo to Yu Kobayashi, grająca wcześniej Kaere Kimurę z Sayonara Zetsubou Sensei. Poza tym w obsadzie aktorskiej znajdują się jeszcze Daisuke Ono, Chiwa Saito, Marina Inoue, Takehito Koyasu i Shou Hayami.

Kyoukai Senjou no Horizon jest radosnym popisem wyobraźni, przygotowanym z rozmachem, ale na swoje nieszczęście ma za mało odcinków, zaczyna się dość powoli, a główny bohater nie każdemu może przypaść do gustu. 6/10 to ocena, jaką wystawiłem IS: Infinite Stratos, także będącemu adaptacją cyklu powieściowego, jednak znacznie mniej imponującą i mniej interesującą w kwestii dalszych przygód bohaterów. Jednakże tamtą serię oceniałem łagodniej, ponieważ przynajmniej nie była na siłę zagmatwana. Na spróbowanie można obejrzeć pierwsze pięć odcinków, trzeba tylko wiedzieć wpierw, po co się sięga i na co nie trzeba zwracać uwagi.

Gamer2002, 27 stycznia 2012

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Sunrise
Autor: Minoru Kawakami
Projekt: Hiroyuki Taiga, Kanta Suzuki, Satoyasu, Shin'ya Nishizawa, Takumi Sakura, Tomohiro Kawahara, Tomoyuki Fujii, Yukiko Aikyou
Reżyser: Manabu Ono
Scenariusz: Tatsuhiko Urahata
Muzyka: Tatsuya Katou