Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 grafika: 9/10
fabuła: 8/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 17 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,82

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 1455
Średnia: 7,85
σ=1,59

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Another

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2012
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • アナザー
Tytuły powiązane:
Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność
zrzutka

Ciche, prowincjonalne miasteczko, do którego przenosi się pewien uczeń, okazuje się miejscem tajemniczych wydarzeń skoncentrowanych wokół jednej z klas lokalnego gimnazjum.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Stworzenie serialu animowanego zdolnego skutecznie zaadaptować schematy charakterystyczne dla aktorskich horrorów jest zadaniem co najmniej karkołomnym. Pomijając oczywistą trudność w straszeniu odbiorcy czymś, co zostało jedynie narysowane, osobnym problemem pozostaje wymagająca sztuka budowania napięcia. Doświadczenie uczy, że jest to jak najbardziej możliwe, choćby na przykładzie egzotycznego Kosetsu Hyaku Monogatari, a szukając wśród tytułów bardziej popularnych, głośnej serii Higurashi no Naku Koro ni. Wśród udanych anime tego gatunku dominują jednak pozycje w większym lub mniejszym stopniu powiązane z tradycją japońskich wierzeń i mitów; przypadki zainspirowane bardziej współczesnymi ideami wypadają raczej słabo lub nie zdobywają większej popularności poza wąskim gronem pasjonatów.

Okazją do podreperowania statystyk miało stać się Another, adaptacja książki pod tym samym tytułem, co znamienne, wydanej ledwie dwa lata wcześniej. Tak szybka ekranizacja rozbudzała nadzieje, wszak nieczęsto materiał źródłowy czeka równie krótko na zainteresowanie branży. Pytań było wiele, a powstała w międzyczasie czterotomowa manga dawała tylko ogólny wgląd w fabułę, raczej podsycając ciekawość zainteresowanych niż ją zaspokajając.

Gdy w końcu pierwszy odcinek anime ujrzał światło dzienne, stało się jasne, że autorzy nie zamierzają łatwo i szybko odkrywać wszystkich kart. Tło historii, którą widz poznaje w rozmowie dwojga anonimowych uczniów, jest bardzo enigmatyczne i pomimo niewielkiej oryginalności pomysłu, odpowiednio interesujące. Otóż 26 lat przed aktualnymi wydarzeniami uczeń o imieniu Misaki stracił życie, podobno w wypadku. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie to, że jakiś czas potem jeden z uczniów stwierdził podczas lekcji, że świętej pamięci kolega wciąż jest na tym świecie, a co więcej – w tym samym pomieszczeniu. Myśl podchwycili natychmiast inni, wraz z gronem pedagogicznym decydując, że do końca roku cała klasa powinna się zachowywać, jak gdyby Misaki nadal żył. Miał to być godny, choć może nieco upiorny, sposób pożegnania zmarłego chłopaka.

Niewiele ponadto można się na początku dowiedzieć, gdyż akcja przeskakuje do czasów o wiele późniejszych. Do tej samej klasy o jakiej mowa w historii, trafia przybyły z Tokio Kouichi Sakakibara, oddany pod opiekę krewnych z powodów rodzinnych. Nagła choroba powoduje jednak, że zamiast wprost do klasy, trafia wpierw do szpitala, gdzie podczas jednego z wieczornych spacerów natrafia na małomówną dziewczynę z przepaską na oku. Okazuje się ona uczennicą nowej klasy Kouichiego, ale też osobą wyjątkową. Poza głównym bohaterem reszta świata zdaje się jej zupełnie nie dostrzegać, nieważne, czy są to nauczyciele, gimnazjaliści, czy nawet całkowicie przypadkowe osoby. Ciekawska natura protagonisty skłania go do rozpoczęcia poszukiwań przyczyn takiego stanu rzeczy, choć to, na co natrafi, przerośnie jego najdalej idące podejrzenia.

Another nie jest horrorem mającym straszyć. Od początku, zgodnie z powyższym opisem, kreowany jest na tytuł zagadkowy, stawiający przed widzem tajemnicę i zachęcający do jej wyjaśnienia, zanim uczynią to bohaterowie. Czyni to, muszę przyznać, sprawnie, choć z pewną skłonnością do grania odbiorcy na nosie. Gdy tylko udaje się rozwiązać jeden problem, natychmiast wyrastają dwa kolejne, a liczba wątpliwości zamiast maleć, szybko rośnie. Udało się przez to zminimalizować ryzyko nudy, choć można odnieść wrażenie, że finał jest odwlekany w czasie. Opowieść podąża przewidywalną ścieżką, ale zachowuje na tyle pierwiastka niepewności, by nikt ze stuprocentowym prawdopodobieństwem nie mógł za każdym razem trafnie odgadnąć przebiegu wydarzeń. Byłem pod szczególnym wrażeniem odwagi autorów w podsuwaniu odbiorcy fałszywych tropów. Przez cały seans przynajmniej kilkukrotnie zdarzyła się sytuacja, w której trafiłem na sprytnie wyreżyserowane sceny wprost zachęcające do spekulacji i tworzenia własnych przypuszczeń, które potem okazywały się całkowicie błędne. Za ową przestrzeń do pofolgowania dla wyobraźni należy się zdecydowany plus, nawet jeśli wskazówki prowadziły na manowce. Równie istotny jest fakt, że żadna z kluczowych informacji nie zostaje podana wprost. Najważniejsze fakty są zawoalowane, subtelnie wspomniane w wypowiedziach i zachowaniach postaci, ale w perspektywie całego serialu na tyle przejrzyste, by dało się je dostrzec. To rzadki przejaw szacunku wobec przenikliwości widza, niestanowiący jednocześnie zapory nie do przejścia. Umiejętnie poradził sobie też reżyser z ukryciem absolutnie kluczowej informacji mogącej przedwcześnie zepsuć zabawę, choć to akurat wymagało drobnego nagięcia zasad, ale też uzasadnione było w całości specyfiką medium, jakim jest animacja.

Można podejrzewać, że tak silnie nastawiony na sypanie niewiadomymi tytuł charakteryzować będzie gęsty, złowieszczy klimat. Tak też jest w istocie. Spokojne, by nie rzec leniwe tempo narracji oraz wszystkie środki formalne, czy to audiowizualne, czy też czysto fabularne, podporządkowano założeniom gatunku. Podejrzliwe spojrzenia uczniów i pedagogów, ewidentne próby zatajenia przed Kouichim istotnych faktów, czy wreszcie niedostrzegana przez nikogo dziewczyna, już na samym początku wystarczają, ażeby zaciekawić, a to tylko początek długiej listy. I choć w zdecydowanej większości decyzje ekipy okazały się trafne, to jednak uczyniły z Another produkt specyficzny, w którym niejednokrotnie wierność koncepcji i założeniom gatunku stanęły na drodze oczekiwaniom, czy wręcz zwyczajnej logice.

Skupiając się wpierw na pozytywach: zaskakuje ilość i naturalność wplecenia w fabułę licznych schematów, charakterystycznych do tej pory dla pełnometrażowych filmów aktorskich. W słuchawce telefonu pojawiają się szumy i trzaski, gdy tylko rozmowa schodzi na temat prowadzonego przez Kouichiego „śledztwa”. Rzeczy martwe wykazują szeroko idącą awaryjność w najmniej odpowiednim momencie, a zwierzęta zachowują się podejrzanie, na czele z gadającym gwarkiem (w absolutnej ciszy domostwa jego kwestie brzmią, jakby w klatce siedział jakiś złośliwy chochlik). Ma się wrażenie, że cała mieścina sprzysięgła się przeciw bohaterom, i okolica, w innych realiach zapewne urokliwa, wywołuje nieprzyjemne poczucie zaszczucia, przytłaczając klaustrofobicznym zaduchem z każdego niemal kąta. Istotne znaczenie ma przy tym praca rysowników, którzy przyłożyli się szczególnie do stworzenia przekonujących teł i krajobrazów. Każda lokacja utrzymana jest w wyblakłej, smętnej kolorystyce, a przy tym niepozbawiona szczegółów w postaci plam na ścianach, śladów zużycia umeblowania i wielomiesięcznych warstw brudu na oknach i półkach. Nawet w słonecznej pogodzie zdaje się czaić licho. Równie udane okazało się użycie kamery przez reżysera, który parokrotnie nie bał się zastosować chwytów raczej filmowych, jak choćby dłuższego podążania za pojedynczym punktem albo ukazywania kadrów oczami postaci.

Skoro już o bohaterach mowa, należy wziąć poprawkę na dwa istotne czynniki. Pierwszym jest osadzenie akcji serialu w Japonii, co z góry określa pewną mentalność mieszkańców miasteczka. Można zaryzykować stwierdzenie, że całą zagadkę dałoby się rozwiązać szybciej i zapewne bardziej bezboleśnie, gdyby nie wrodzona skłonność narodowa postaci do rozważania dziesięć razy każdego wypowiedzianego słowa w obawie przed robieniem czegokolwiek, co mogłoby zostać uznane za „nienormalne” lub zmieniające status quo (nawet w obliczu poważnych konsekwencji). Paradoksalnie, mimo że ta konwencja jest jak najbardziej zgodna ze specyfiką japońskiego społeczeństwa, jej obecność jest podawana przez wielu jako przykład braku realizmu w zachowaniach bohaterów. Po części jestem skłonny zrozumieć ów zarzut, ponieważ jak to w horrorach bywa, im bardziej ludzie stają się zaangażowani w tajemnicze wydarzenia, tym większy wpływ odciskają one na ich decyzjach. W efekcie zdarzają się psychologicznie irracjonalne zachowania (w stylu nieśmiertelnego filmowego klasyka „rozdzielmy się, będąc sami w nawiedzonym domu”) albo sytuacje skrajnej beznamiętności tudzież odwrotnie – popadania w nagły obłęd. Gorzej bronią się przypadki ewidentnego pominięcia, przez zaniedbanie lub zwykłą sklerozę, podstawowych praw fizyki. Jest to o tyle zabawne, że w krótkim odstępie czasu można odnaleźć zarówno mądrze przeanalizowane i oparte na udokumentowanych faktach sceny, jak i ewidentne bzdury stawiające pod znakiem zapytania podstawową wiedzę osób za nie odpowiedzialnych. Wszystko jest jednak dobrze osadzone w całościowej koncepcji serialu i najlepiej, jeżeli widz sam zadecyduje, czy taki układ, momentami poświęcający logikę w imię wierności gatunkowym wzorcom, jest dla niego akceptowalny.

Podobnie ma się sprawa z clou programu, czyli momentami, w których jakaś postać żegna się z tym światem. Trupów, muszę przyznać, nie brakuje, podobnie jak i pomysłów na wysłanie nieszczęśników na łono Abrahama. Co prawda tu akurat większą część zasług należy przypisać autorowi książkowego oryginału, ale też ekipa pracująca nad adaptacją ani myślała jedynie sucho przenosić wydarzenia z powieści do serialu. Każde zejście śmiertelne doprawione jest szczyptą groteski miejscami graniczącej z autoparodią i dowodzącej, jak doskonale musieli się bawić twórcy, pracując nad poszczególnymi scenami. Kwestią dyskusyjną pozostają skutki. Rozluźnienie atmosfery nieuchronnie odbija się na odbiorze całości, zależnym od nastawienia odbiorcy. Jeśli ktoś oczekuje od początku do końca posępnego i patetycznego stylu, istnieje spore ryzyko, że będzie rozczarowany. Dla niemających nic przeciwko puszczaniu oka do widza (i to nie tylko we wspomnianych scenach, gdyż zdarza się to okazjonalnie bez karykaturalnego rozlewu krwi) Another ma szansę stać się pamiętną pozycją na liście obejrzanych horrorów. Bogactwo koncepcji gwarantuje wówczas mnogość chwil, które wspominać się będzie długo po seansie, choćby w celu spojrzenia z dystansem na poziom absurdu, gdy wyjęte zostaną z kontekstu.

Zbliżając się do końca rozważań, należy choćby w skrócie napomknąć o elemencie absolutnie kluczowym dla jakości każdego szanującego się dreszczowca, a mianowicie o ścieżce dźwiękowej. Pomijając opening, całkowicie spartaczony przez kocią muzykę w wykonaniu Ali Project, utwory towarzyszące akcji są raczej sporadyczne i stonowane. Dominują dźwięki otoczenia, podejrzane odgłosy i coś, co prędzej określić można jako niezidentyfikowany szum niż prawdziwą muzykę. Równie często wydarzenia rozgrywają się po prostu w absolutnej ciszy, z rzadka tylko przerywanej wypowiedziami bohaterów. Zmiana minimalistycznego stylu następuje dopiero pod koniec, równolegle z przyśpieszeniem tempa akcji. Jest to jedno z nielicznych anime, które oglądane w słuchawkach na uszach zauważalnie zyskuje na klimacie, pozwalając wychwycić wszystkie smaczki przygotowane przez dźwiękowców. Co ważne, gra seiyuu którzy wypowiadają kwestie bohaterów nierzadko zupełnie beznamiętnym tonem, dodatkowo wzmacnia i tak już nieprzyjazną atmosferę panującą w miasteczku.

O Another głośno było już od pierwszego odcinka, wpierw za sprawą rozbudzonych oczekiwań szerokiej widowni, z czasem zaś na skutek rozmaitych decyzji twórców, które okazały się kontrowersyjne i zniechęciły spory odsetek widzów, w tym nawet początkowych entuzjastów. Nie sposób winić zawiedzionych, wszak wierność projektowi okazała się silniejsza niż szeroko rozumiana przystępność, ale też daleki jestem od stwierdzenia, że ostateczny rezultat był porażką. Anime zasługuje na słowa pochwały za klimat, konsekwencję i swobodę w operowaniu motywami. Wymaga odrobiny wyrozumiałości i spokojnego nastawienia, ale zapewnia świetną rozrywkę na wieczorne posiedzenia przed ekranem, najlepiej pod kołderką, przy wyłączonym świetle i ze słuchawkami na uszach. Wszelkie środki wyrazu podporządkowano takiemu właśnie odbiorowi i wtedy najbardziej można docenić rozliczne drobiazgi dające na koniec poczucie pełnej satysfakcji ze spędzonego w napięciu czasu.

Tassadar, 2 kwietnia 2012

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: P.A. Works
Autor: Yukito Ayatsuji
Projekt: Noizi Itou, Yuriko Ishii
Reżyser: Tsutomu Mizushima
Scenariusz: Ryou Higaki
Muzyka: Kou Ootani