Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 grafika: 7/10
fabuła: 7/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 8 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 153
Średnia: 6,92
σ=1,59

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek, Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Natsuyuki Rendez-vous

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2012
Czas trwania: 11×24 min
Tytuły alternatywne:
  • 夏雪ランデブー
Tytuły powiązane:
Gatunki: Dramat, Romans
Widownia: Josei; Postaci: Duchy; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Trójkąt romantyczny
zrzutka

On, ona i… duch jej zmarłego męża. Nietypowy romans w zaciszu małej kwiaciarni.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Ryousuke Hazuki zakochał się od pierwszego wejrzenia w młodej kwiaciarce imieniem Rokka Shimao i od tamtej pory niemal codziennie przychodzi do jej sklepu. Mieszkanie chłopaka jest już całe zastawione kupionymi nie do końca wiadomo po co kwiatami, a on sam nie zrobił jeszcze nic, by bliżej poznać obiekt swoich westchnień. Jednakże gdy tylko nadarza się okazja, bez zastanowienia zatrudnia się jako pomoc w sklepie. Pewnego wieczoru Ryousuke zastaje w mieszkaniu Rokki młodego mężczyznę. Jakie jest jego zdziwienie, gdy okazuje się, że jest to mąż kwiaciarki. Ale zaraz… przecież Rokka od trzech lat jest wdową. A co gorsza, pana Shimao widzi tylko Ryousuke.

Ponieważ ekranizacji mang josei nie ma zbyt wiele, każdej z nich wyczekuję z wielką nadzieją. Tym razem w znanym z tego typu produkcji bloku tematycznym Noitamina tuż po Sakamichi no Apollon pojawiła się kolejna pozycja dla miłośników dojrzalszych romansów. Dla mnie najistotniejsze było to, że manga, na podstawie której nakręcono to anime, była już zakończona i nie aż tak długa. Sam pomysł na fabułę nie jest może szczególnie oryginalny czy wyszukany, ale nie od dziś wiadomo, że nie trzeba wpuszczać widzów w fabularny labirynt, żeby stworzyć dobrą historię.

Autorka, Haruka Kawachi, w żadnym momencie nie stara się przekonywać, że napisana przez nią opowieść jest głębokim i skomplikowanym studium psychologicznym. Zamiast tego widzowie mogą się spodziewać historii prostej, ale kładącej nacisk na problemy, które na pierwszy rzut oka może i wydają się oczywiste, lecz wielu twórców je bagatelizuje lub zwyczajnie o nich zapomina. Utrata kogoś bliskiego jest bardzo traumatycznym przeżyciem, ale żeby dobrze pokazać dramat tych, którzy pozostali, trzeba naprawdę mieć wyczucie. Cóż, na pewno nie ma go Hazuki, który dowiedziawszy się, na czym wszystko stoi, wyraźnie zaczyna dawać wybrance do zrozumienia, co do niej czuje. Jednakże Rokka równie wyraźnie pokazuje, że chociaż minęły trzy lata, nie jest jeszcze gotowa na zmiany w życiu. Choć na początku wydaje się, że pierwsze skrzypce będzie grał wątek tej dwójki, a złośliwy i nachalny duch stanowi zaledwie dodatek, szybko zostajemy wyprowadzeni z tego błędu. Owszem, interakcje Hazukiego i Rokki są nierozerwalnie połączone z głównym wątkiem, ale wraz z kolejnymi odcinkami coraz więcej czasu zostaje poświęcone niewesołej sytuacji Atsushiego, który może jedynie bezsilnie obserwować to, co się dzieje tuż koło niego, ale bez jego udziału.

Najbardziej jednak przypadł mi do gustu klimat opowieści, gdyż nieważne jak nadzwyczajne byłyby okoliczności poszczególnych zdarzeń, całość pozostaje zaskakująco normalna. Trudno powiedzieć, żeby fabuła stąpała twardo po ziemi, bo wraz z jej rozwojem niezwykłości jedynie przybywa, ale autorka nie gubi się w tym wszystkim. Mimo poważnej sytuacji, w jakiej znaleźli się bohaterowie, nie próbuje na siłę wciskać rozmachu, patosu czy kiczowatego melodramatyzmu. To spokojny, cichy, ale dojrzały i słodko­‑gorzki romans, interesujący dla tych, którym przejadły się wyświechtane schematy. Warto również dodać, iż akcja nie pędzi na złamanie karku, a raczej posuwa się momentami nieco leniwie do przodu, przez co mniej cierpliwi widzowie mogą zrezygnować z dalszego seansu, ale ci, którzy lubią delektować się spokojnymi i cichymi opowieściami, powinni być zadowoleni.

Na początku poznajemy dwudziestokilkuletniego Ryousuke Hazukiego, od jakiegoś czasu zakochanego w starszej od niego o dobrych parę lat właścicielce kwiaciarni. Na szczęście pod żadnym względem nie jest on księciem z bajki. Kocha i mu zależy, to widać, czasami bywa jednak zbyt nachalny i momentami można mieć wrażenie, że brak mu empatii, bo stara się za bardzo, jest niecierpliwy i uparty. Jednocześnie wyraźnie pokazuje, ile w nim strachu i niepewności. Rokka za ciepłym i pogodnym uśmiechem skrywa smutek, boi się zmienić obecną sytuację, ale we wszystkich swoich wątpliwościach jest autentycznie dorosłą kobietą po przejściach, a nie zdesperowaną nastolatką, która wyolbrzymia wszystkie przeżycia i biadoli. Tych dwoje lepiej lub gorzej radzi sobie z własnymi lękami i wadami, jednocześnie powoli się do siebie zbliżając. Wypadają przy tym wiarygodnie i naturalnie, co cieszy, biorąc pod uwagę, jak często w takich przypadkach na scenę wkracza kiczowata teatralność.

Najtrudniej ocenić i przy okazji polubić jej męża, Atsushiego. Cóż, teoretycznie już sama sytuacja, w jakiej się znalazł, jest nie do pozazdroszczenia, bo łatwo sobie wyobrazić, jak cierpieć musi człowiek, który nie może zrobić nic dla siebie i dla innych. Z początku prezentuje się jednak jako niedojrzały, strasznie uparty, zaborczy i momentami zwyczajnie wredny osobnik. Jak pies ogrodnika, który sam nie zje (bo nie może…) i drugiemu też nie odda. Teoretycznie powinien odpuścić i dać żyjącym spokój, prawda? Niby tak, ale sprawa wcale nie jest taka prosta… Emocje to potężny sprzymierzeniec, ale nieokiełznane stają się jeszcze gorszym wrogiem. Czy to znaczy, że Atsushi nagle zaczyna szaleć? Nie, nie do końca, ale w pewnym momencie sprawy nieco wymykają się spod kontroli i właśnie wtedy przychodzi na niego pora, by zagrać pierwsze skrzypce w opowieści. Dobrym zabiegiem w pokazaniu jego charakteru z różnych stron okazało się zręczne przeplatanie aktualnych wydarzeń retrospekcjami, które tworzą znacznie mniej jednoznaczny obraz tego człowieka. Fakt, nadal trudno poczuć do niego sympatię przez to, co robi, ale równie trudno dalej go jednoznacznie oceniać.

Gdyby nie pomagająca w prowadzeniu kwiaciarni siostra Atsushiego, Miho, można by stwierdzić, że mamy tylko trzech bohaterów tego dramatu. Choć prawdę napisawszy, rola Miho ogranicza się do podawania w naturalny sposób potrzebnych informacji i ożywiania atmosfery, gdy zrobi się zbyt monotonnie. Reszta postaci jest po prostu nieistotna, ale wszyscy obecni na ekranie zachowują się mniej lub bardziej realistycznie, więc nie ma chwili, w której przecierałoby się oczy ze zdumienia, patrząc na poczynania bohaterów. Chociaż to w sumie nie jest typ serii, po której protagonistach można by się spodziewać jakichś wyjątkowo irracjonalnych czy przerysowanych zachowań.

Oprawa techniczna Natsuyuki Rendez­‑vous nie poraża, ale studio Dogakobo spisało się całkiem nieźle. Haruce Kawachi zawdzięczamy zwyczajnie wyglądające projekty postaci, a bohaterowie nie chodzą cały czas w jednym stroju, co w przypadku tak krótkiej serii jest naprawdę miłe. Oczy cieszy stonowana, ale wyrazista kolorystyka. Z tłami bywa różnie, jedne są bardziej dokładne, inne mniej, ale szału na pewno nie ma. Dla mnie jednak prawdziwy problem stanowił rysunek roślin – w końcu akcja rozgrywa się przez większość czasu w kwiaciarni, więc można było się zdecydowanie bardziej postarać. Owszem, w przybliżeniu wszystko jest ładne i staranne, ale wystarczy lekkie oddalenie, aby obraz stawał się zamazany i niewyraźny, zupełnie jakby postanowiono potraktować filtrami zdjęcia i połączyć z tradycyjną grafiką. Cóż, ostatnimi czasy prawie wszyscy wspomagają się grafiką komputerową, ale biorąc pod uwagę jej niewielkie wykorzystanie w tym anime, nie ma na co narzekać. Animacja jest poprawna, postaci nie poruszają się niezgrabnie i nie robią się nagle kanciaste przy zmianie perspektywy.

Serii towarzyszą miłe dla ucha piosenki, raczej spokojne i nieco melancholijne – bardzo dobrze oddające klimat anime. Do gustu najbardziej przypadł mi prześliczny ending Anata ni Deawanakereba ~Natsuyuki Fuyuhana~ w wykonaniu Aimer, wcześniej śpiewającej jeden z utworów do No.6. Innym z kolei bardziej może spodobać się czołówka, See You z wokalem Yuuyi Matsushity, ale dla mnie to jednak zbyt typowy j­‑pop. Reszta ścieżki dźwiękowej jest również przyjemna dla ucha, ale nieszczególnie zwraca na siebie uwagę. Składają się na nią głównie bardzo podobne fortepianowe solówki, przez co muzyka jako całokształt wypada po prostu nijako. Na pochwałę zasługują natomiast seiyuu, którzy świetnie się spisali, oddając emocje bohaterów, a w tym przypadku naprawdę mieli pole do popisu, biorąc pod uwagę jak nieraz napięte bywały poszczególne sytuacje. W rolach głównych usłyszymy Yuuichiego Nakamurę, Juna Fukuyamę i Sayakę Oharę.

Jeśli przejadły Wam się szkolne romanse posypane tonami lukru lub utopione w oceanie rozpaczy, łakniecie świeżego powiewu w tej kategorii i nie zniechęca Was prosta fabuła, która nie gna do przodu na złamanie karku, to z czystym sumieniem polecam Natsuyuki Rendez­‑vous. Ta niepozorna opowiastka zawiera bowiem wszystko, czego potrzebuje dojrzały romans o słodko­‑gorzkim posmaku. Jednakże jeśli jesteście fanami josei, ale wolicie tytuły w stylu Nodame Cantabile, możecie się zawieść, gdyż recenzowane anime tylko z początku zawiera elementy komediowe, potem zaś zdecydowanie skręca w stronę dramatu. Acz pamiętajcie, to zdecydowanie nie jest melodramat, więc ci, którzy lubią się wzruszać, niech szukają gdzie indziej. Tak czy siak, bardzo niedopieszczani ostatnimi czasy amatorzy poważniejszych historii miłosnych powinni być zadowoleni.

Enevi, 23 września 2012

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Doga Kobo
Autor: Haruka Kawachi
Projekt: Jun'ichirou Taniguchi
Reżyser: Kou Matsuo
Muzyka: Ken Muramatsu