Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 9/10
fabuła: 7/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 12 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,33

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 643
Średnia: 7,35
σ=1,71

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

K

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2012
Czas trwania: 13×24 min
zrzutka

Dlaczego wszyscy polują na głównego bohatera? Cóż, tego nie wie nawet on sam… Kolorowy bajzel na kółkach ze studia GoHands.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Yashiro Isana, dla przyjaciół Shiro, lekkoduch i dusza towarzystwa, uczęszcza do liceum Ashinaka w Tokio wcale nie tak odległej przyszłości. Nastolatek ze wszystkimi się dogaduje i nie wadzi nikomu, dlatego więc jego zdumienie jest ogromne, gdy w czasie zakupów zostaje zaatakowany przez gang Homra, którego szef to jeden z siedmiu Królów – ludzi obdarzonych potężnymi mocami. Z tarapatów ratuje go tajemniczy młodzieniec z kataną, Kurou, który jednak również wydaje się do Shiro wrogo nastawiony. Jeśli będące w posiadaniu członków Homry nagranie jest autentyczne, to mają oni bardzo dobry powód, by się go pozbyć.

Odpowiedzialne m.in. za Mardock Scramble studio GoHands przygotowało dla widzów w sezonie jesiennym 2012 oryginalny projekt pod tajemniczą i niewiele mówiącą nazwą K. Brak jakichkolwiek bardziej konkretnych informacji i ładnie prezentujące się plakaty promocyjne zapewne zachęciły niejednego fana anime. Recenzentka bez bicia przyznaje się, że również połknęła zarzucony przez twórców haczyk i z zaciekawieniem sięgnęła po pierwszy odcinek rzeczonej produkcji.

Na dobry początek zostajemy wrzuceni w sam środek akcji bez żadnego wyjaśnienia i dopiero po dwudziestu kilku minutach z chaosu wyłania się zawiązanie fabuły. Założenia fabularne wydają się dość standardowe: niedaleka przyszłość, zwyczajny bohater, który niespodziewanie zostaje wciągnięty w wir zdarzeń, i efektowne supermoce. Schemat schematem schemat pogania, chciałoby się rzec… Zwłaszcza że następne odcinki nie przynoszą dalszych informacji, a wręcz przeciwnie, poprzez przeciąganie komediowych, zdawałoby się zupełnie niepotrzebnych scenek, wyraźnie sugerują, iż twórcy chcieli stworzyć kolorową wydmuszkę, która ładnie wygląda z zewnątrz, ale jej wnętrze ma niewiele do zaoferowania. Fabuły ani widu, ani słychu, na ekranie chaos, i jeszcze ten głupkowato uśmiechnięty protagonista… Jest sens w ogóle to oglądać? Jak najbardziej! Dlaczego?

Może z początku trudno w to uwierzyć, ale w tym szaleństwie jest metoda, a rzucane luźno wskazówki z czasem zaczynają tworzyć spójną i zgrabną całość. Scenariusz jest sprawnie przyszykowaną wariacją na temat podręcznikowej miejskiej przygodówki, poprzez ciekawe wykorzystanie schematów pozytywnie wyróżniającą się na tle emitowanych równolegle serii. Fakt, nie jest to ten poziom zakręcenia fabuły, jak chociażby w Baccano! czy Durarara!!, ale serial potrafi nieraz zaskoczyć. Nie można jednak powiedzieć, że wszystko zostaje podane na tacy i na pewno znajdą się widzowie, którzy zarzucą K zbytnie uproszczenia i mnóstwo niedomówień. Owszem, jest kilka wątków, które aż proszą się o rozwinięcie – dowiadujemy się co nieco o Królach, ale nadal nie znamy ich pochodzenia, podobnie nie do końca jasne są relacje między kluczowymi postaciami: niby widać, o co chodzi, ale przydałoby się chociaż kilka minut wyjaśnienia. Inna rzecz, że nawet jeśli zostały one jedynie delikatnie zarysowane w serii telewizyjnej, to większość została pokazana wystarczająco jasno. Wystarczy samemu odrobinę pomyśleć i postarać się poskładać rozrzucone po anime informacje, by mieć w miarę dokładny obraz całości. Wspomniane wyżej niedopowiedzenia dotyczą jednakże historii pobocznych, a główna linia fabularna zostaje konsekwentnie doprowadzona do mniej lub bardziej satysfakcjonującego, ale wyrazistego finału.

Jak zapewne niektórzy się domyślą, K było kolejną próbą zrobienia „anime dla każdego”, czyli wybuchowej mieszaniny najróżniejszych pomysłów, w której fabuła próbuje odnaleźć swoje ręce i nogi. Niestety, nie zawsze jej się to udaje, jednak akurat ten tytuł potrafi się mimo wszystko obronić. Seria niewątpliwie przypomina mieniącą się kolorowymi światełkami choinkę, na której wisi masa bombek i błyszczących łańcuchów – każde z innej parafii, niedopasowane czy wręcz kiczowate – ale ma swój urok. Ten wielosmakowy koktajl to klimatyczna mieszanka komedii i dramatu – prosto podanych, ale na pewno nie sztucznych. Całość jest nieco przerysowana i momentami może nazbyt efekciarska, jednak widać, że twórcy podeszli do swojego pomysłu z odpowiednim dystansem.

Każdy widz dostaje coś dla siebie: efektowne i dynamiczne pojedynki, przystojni i przebojowi panowie, do których mogą piszczeć mniej lub bardziej nastoletnie fanki, odpowiednia porcja fanserwisu dla panów – widocznego, ale w rozsądnych ilościach. K to również popkulturowy miszmasz: od gangów dresiarzy i deskorolkarzy po bardzo dosłowne nawiązania do mitologii. W sumie większość tych zapożyczeń jest po to, aby całość ładnie wyglądała, ale mimo sporego ich nagromadzenia, nie miałam wrażenia przesytu.

Sprawa z bohaterami wygląda podobnie, jak w przypadku scenariusza – ich osobowości to miks znanych schematów, jednakże całkiem nieźle dobranych i odpowiednio wyważonych. Główną obsadę stanowi nastoletnie trio i dwaj z wszechmocnych Królów.

Wrzucony w sam środek tego bajzlu Yashiro to pozornie zwyczajny uczeń, który mimo braku doświadczenia w walce bardzo zręcznie lawiruje pomiędzy silniejszymi od siebie. Chociaż na to nie wygląda, często używa głowy do rozwiązania problemów, co samo w sobie stanowi ewenement, gdyż w większości przypadków niczego nieświadomy i kompletnie zagubiony bohater to po prostu sierota. Z kolei świetnie władający mieczem Kurou pod pozorami powagi kryje wręcz pocieszną niezdarność i naiwność, które objawiają się w kontaktach z innymi. Najbardziej tajemnicza z towarzystwa okazuje się biegająca przez większość czasu nago dziecinna i niesamowicie głośna Neko, która – jak sugeruje jej imię – przemienia się w kota. Na pierwszy rzut oka przypomina ona kolejną nierozgarniętą i głupiutką panienkę, ale w praktyce okazuje się przeuroczym i użytecznym członkiem zespołu. Fakt, nie dowiadujemy się o niej praktycznie niczego, ale mimo wszelkich predyspozycji, jej zachowanie nie irytuje, a jest zdecydowanie bardziej „kocie” niż 99% panienek z uszkami i ogonkami. Całej tej trójce brakuje może trochę charyzmy i w porównaniu do reszty obsady wypadają nieco blado, ale w ostatecznym rozrachunku naprawdę nie ma na co narzekać.

Nie pierwszy i nie ostatni raz drugoplanowe postaci „kradną” show pierwszoplanowym, mimo mniejszej ilości poświęconego im czasu ekranowego. A może to właśnie dlatego? Czasem im mniej wiemy o bohaterach, tym lepiej… Aczkolwiek w przypadku K taki zarzut dotyczyłby właściwie całej obsady, więc nie ma po co drążyć…

Oprócz wspomnianego tria, próbującego rozwiązać główną zagadkę serialu, śledzimy również rywalizację między dwoma potężnymi Królami – Czerwonym i Niebieskim. Gdyby nie niekoniecznie sprzyjające okoliczności, panowie zapewne bardzo chętnie rzuciliby wszystko i urządzili sobie radosny pojedynek w stylu Yukimury i Masamune z Sengoku Basara. Władający ogniem i przewodzący Homrze Mikoto Suou to mrukliwy i niezbyt towarzyski osobnik, któremu jednak bardzo zależy na swoich poplecznikach, a poważny i niezwykle oficjalny przywódca specjalnego oddziału Scepter 4, Reishi Munakata, nie jest wcale taki wyrachowany, jak można by się spodziewać. Obu panów cechuje podobna (może nieco przerysowana) przebojowość, zaś do swojej rywalizacji podchodzą z dużym dystansem. Resztę obsady stanowią członkowie obu grup, koledzy ze szkoły Shiro oraz inne pozornie nieistotne postaci. Nawet jeśli trudno mówić tu o jakimkolwiek rozwoju osobowości kogokolwiek, tak wykreowanym bohaterom nie sposób odmówić uroku. Moim osobistym faworytem właściwie od samego początku był niezbyt rozgarnięty i porywczy Misaki Yata, którego znakiem rozpoznawczym są deskorolka i słuchawki. W końcu z tego tłumu wyłania się pełnoprawny antagonista, który dostaje naprawdę mało czasu ekranowego, choć z drugiej strony to tak wyraziście nakreślony i typowy mąciwoda, że wiadomo, czego się po nim spodziewać. Czy to wada? Niekoniecznie, bo chociaż okazuje się sprawcą całego zamieszania, jego postać sama w sobie nie jest wcale tak istotna.

Jak wspomniałam na początku, tę serię stworzyło studio GoHands, a właściwie zespół odpowiedzialny za Mardock Scramble, z reżyserem Shingo Suzukim na czele. Wyraźnie widać to po oprawie technicznej, która podobnie jak w tamtej cyberpunkowej trylogii stoi na bardzo wysokim poziomie. Projekty postaci może nie wyglądają szczególnie unikatowo, ale pozostają wystarczająco charakterystyczne i zdecydowanie ładne. Panowie są nieprzyzwoicie przystojni, a panie odpowiednio obdarowane przez naturę. Trudno tu mówić o zróżnicowanych krajobrazach, gdyż akcja rozgrywa się w jednym mieście, ale za to jak wykonanym! Zadbano o wszystkie potrzebne szczegóły tła i wnętrz. Animacja jest bardzo płynna i dynamiczna, co widać w szczególności w efektownych walkach – animatorzy bardzo chcą się popisać swoimi umiejętnościami, ale robią to zdecydowanie w dobrym stylu. Momentami zbyt wyraźnie się odznaczały elementy 3D, jeśli jednak ktoś nie jest na nie szczególnie cięty, najprawdopodobniej nawet tego nie zauważy. Wszystko ładnie, wszystko pięknie, ale jest jedna rzecz, która może się części widzom nie spodobać. Mowa o specyficznym doborze barw, bardzo przypominającym Mardock Scramble, co przypomina efekt prześwietlonej kliszy i wygląda momentami bardzo nienaturalnie. Mnie to w ogóle nie przeszkadzało, ale wolę uprzedzić zwolenników tradycyjnej kolorystyki.

Ścieżka muzyczna nie jest szczególnie porywająca, ale mieszanka elektroniki i instrumentów klasycznych dobrze podkreśla klimat serii. Utworów nie ma przesadnie dużo, za to są charakterystyczne, więc trudno pomylić je z pierwszym lepszym kawałkiem z innego anime. Ucieszą się na pewno fani popowej grupy Angela, znanej m.in. z Soukyuu no Fafner czy Uchuu no Stellvia, gdyż usłyszymy tu trzy piosenki śpiewane przez Atsuko Yamashitę – Kings, Itsuka no Zero Kara oraz To be with U. Serialowi towarzyszą również dwa inne utwory Tsumetai Heya, Hitori w wykonaniu seiyuu Neko, Mikako Komatsu oraz Circle of Friends, które zaśpiewał Yuki Kaji. Skoro już jesteśmy przy aktorach… Tak obszerna lista znanych i utalentowanych seiyuu nie mogła nie zwrócić uwagi fanów. Usłyszymy m.in. takie sławy, jak Tomokazu Sugita, Daisuke Namikawa, Mamoru Miyano, Miyuki Sawashiro, Takahiro Sakurai, Kenjirou Tsuda czy Daisuke Ono. Nikt z całej obsady nie zawodzi, może tylko straszyć język obcy w ich wykonaniu… ale to raczej nic nowego.

Mówi się, że jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Nie zawsze się to jednak sprawdza, gdyż jak pokazuje przykład tego anime, można stworzyć niekoniecznie ambitną, ale na pewno interesującą serię rozrywkową, która ma szansę spodobać się szerszemu gronu odbiorców. Nie ma co ukrywać, K na pewno ma pewne wady, głównie w postaci nieco leniwego i mało obiecującego początku oraz braku części wyjaśnień. W ostatecznym rozrachunku nie dyskwalifikuje to jednak serii, gdyż zaskakujący scenariusz na pewno nie obraża inteligencji widza, a pozornie przekombinowane i schematyczne postaci okazują się naprawdę sympatyczne. Jeśli więc lubicie przygody niekoniecznie zwykłych bohaterów w wielkim mieście, efektowne pojedynki i nie przeszkadza Wam lekkie szpanerstwo, macie szansę przyjemnie spędzić te kilka godzin w towarzystwie Shiro, jego przyjaciół… i wrogów. Osobom, które chciałyby poszerzyć swoją wiedzę mogę zaproponować lekturę mang i powieści, towarzyszących premierze anime. Istnieje również szansa na wyjaśnienie pewnych wątków, gdyż zapowiedziana została kontynuacja. Na kiedy? Cóż, tego jeszcze nie wiadomo…

Enevi, 10 stycznia 2013

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: GoHands
Autor: GoRa
Projekt: Shingo Suzuki
Reżyser: Shingo Suzuki
Scenariusz: GoRa
Muzyka: Mikio Endou