Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 10/10 grafika: 9/10
fabuła: 9/10 muzyka: 9/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 8 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,88

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 399
Średnia: 7,87
σ=1,54

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Zetsuen no Tempest ~The Civilization Blaster~

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2012
Czas trwania: 24×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Blast of Tempest
  • 絶園のテンペスト ~THE CIVILIZATION BLASTER~
Tytuły powiązane:
zrzutka

Życie jest spacerem cieni, biednych aktorów. Kroczą dumnie przez godzinę po scenie, a potem znikają i nikt już o nich nie słyszy.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Parę razy już się w historii zdarzało, z lepszym bądź gorszym skutkiem, że Japończycy w radosnym procesie tworzenia swych filmów i anime sięgali po dorobek kultury europejskiej. Sięgali i po religię, i po wielkie dzieła literackie… A w przypadku poniżej opisywanego tytułu sięgnęli po Hamleta i Burzę Szekspira, biorąc z nich tak jakby nawet coś więcej niż tylko cytaty, które sypią się tu często i gęsto.

A więc skoro najgorsze, czyli wstęp, już za mną, wypadałoby napisać co nieco o fabule Zetsuen no Tempest. Prezentuje się ona następująco: niejaka Aika Fuwa zostaje zamordowana w sposób tyleż tajemniczy, co brutalny, niepozbawiony przy tym nutki artyzmu. Co poniektórzy, czytając poświęcone temu nagłówki gazet, wzruszyli pewnie ramionami, kwitując całość jako kolejny przykład powariowania tego świata. Na taką postawę nie pozwolili sobie jednak niejaki Mahiro i jego przyjaciel Yoshino. Ten pierwszy, będąc bratem Aiki, za swój życiowy cel stawia sobie odnalezienie nieuchwytnego zabójcy i wywarcia na nim krwawej zemsty. Yoshino ogranicza się w zasadzie tylko do wspierania duchowego przyjaciela. Jednak w rok po tych wydarzeniach sytuacja się nieco zmienia. Otóż dzięki magicznej lalce (sic!) Mahiro nawiązuje kontakt z kobietą imieniem Hakaze. Była ona kimś w rodzaju duchowego przywódcy magicznego klanu Kusarabe, została jednak z przyczyn ideologicznych wywieziona na bezludną wyspę. W ten sposób formalny przywódca klanu, niejaki Samon, zapewnił sobie święty spokój i swobodę w knuciu niecnego planu działania przeciw tutejszemu bóstwu, Drzewu Rodzaju, co potencjalnie doprowadzić może do zniszczenia świata. Ale, ale, zapyta ktoś, co ma wygnana czarodziejka do ogarniętego żądzą zemsty nastolatka? Otóż Hakaze w zamian za pomoc Mahiro, obiecuje odnaleźć magicznie zabójcę Aiki. Skuszony taką perspektywą chłopak zaczyna dla niej pracować, a gdy w nieco przypadkowy sposób wkrótce dołącza do niego także Yoshino, obaj stają się przeszkodą dla planów Samona. Aby nie było nudno, w całą tę historię wplątuje się rząd Japonii, który stara się poradzić sobie z tzw. Syndromem Czarnego Żelaza, polegającym na… Ale to już sobie pozwolę przemilczeć. Fabuła jest tu pokręcona i pełna różnych wątków i zwrotów akcji, a mój styl pisania kwiecisty, co dałoby w sumie sporo tekstu. Wszak to, co opisałem, pochodzi raptem z kilku pierwszych odcinków…

Czas napisać słów kilka o postaciach. Osobę Aiki pozwolę sobie pominąć. Widzowie, dzięki licznym retrospekcjom, poznają ją praktycznie przez całą serię, tak więc opisanie jej tutaj byłoby z mojej strony karygodnym grzechem. Nie mam jednak już takich skrupułów względem jej brata, Mahiro. Skubaniec ten jest przykładem swego rodzaju psychopaty. W zasadzie świat ma w nosie, Hakaze też ma w nosie, a w pewnej mierze ma w nosie nawet swojego najbliższego przyjaciela. Od śmierci Aiki jedynym celem w jego życiu staje się zemsta, a on sam jest wrednym cynikiem, gotowym iść do celu po trupach i z ironicznym grymasem na twarzy. Jego przeciwieństwo stanowi Yoshino, będący z kolei niemal bez przerwy opanowanym flegmatykiem, a przy tym spryciarzem jakich mało. Nieprzenikniony, również bardzo zdeterminowany, ale absurdalnie wręcz empatyczny względem otaczającego świata. Co ciekawe, nie przeszkadza mu to kręcić z niemal wszystkimi stronami konfliktu. Ot, swego rodzaju chodzący paradoks. Z tą dwójką zawodowy psycholog miałby pewnie sporo zabawy. Jak wobec tego wypada księżniczka w opałach, czyli Hakaze? W sporej mierze przypomina ona Mahiro, choć w przeciwieństwie do niego nie jest pochłoniętą przez zemstę cholerą. Nie przeszkadza jej to jednak w byciu nieco egocentryczną, wredną i dość cyniczną. Ogólnie to bardzo twarda osoba o złotym sercu, popadająca jednak w stan totalnej „głupawki”, gdy idzie o sprawy miłosne. Inna rzecz, że nie ona jedna na to cierpi… A kogo mamy po drugiej stronie barykady? Myślę, że warto wspomnieć tutaj o przywódcy tych „złych”, czyli Samonie, kolejnym flegmatyku i spryciarzu, starającym się zawsze planować kilka kroków do przodu. Jest to całkiem ciekawa postać, prawdziwy idealista, jednak sposób, w jaki znęca się nad nim scenarzysta, sprawiał, że jego i jego popleczników było mi nieraz zwyczajnie szkoda. Ostatnią wartą wspomnienia osobą jest niejaka Evangeline. Jak sama o sobie mówi, jest 28­‑letnią bezrobotną i samotną kobietą, bawiącą się w rządową wolontariuszkę z licencją na zabijanie. Twarda, choć jednocześnie jakby beztroska, łączy zimny, analityczny umysł z całkiem sporym poczuciem humoru i romantycznością.

Pora na omówienie spraw techniczno­‑muzycznych. Pozwolę sobie zacząć od tych drugich, reprezentowanych przez całkiem miłe dla ucha openingi i endingi (w dwóch wersjach), a także pojawiające się w czasie właściwego seansu utwory zarówno standardowe i spokojne, jak i podniosłe i poważne, jakby wzięte prosto z teatralnej sceny. Według mnie oprawa dźwiękowa świetnie komponowała się z całością serii i stanowiła bardzo miłe jej dopełnienie. Nie inaczej jest też z grafiką i animacją. Wszystko było bardzo płynne i ładnie wyglądające, może poza nielicznymi scenami z pewnymi nasionami, które trochę raziły sztucznością. Nie zawiodły mnie też projekty postaci i sceny czysto bitewne gdzie sporo błyskało i radośnie wybuchało. Ogólnie pod względem technicznym nie bardzo mam się czego czepić.

A więc, jak się toto wszystko ogląda? Cóż, ja osobiście byłem tym tytułem urzeczony, ale ja jak Yoshino, specyficzna bestia jestem. Nie przeszkadzały mi liczne zwroty akcji, postacie spadające czasem jakby z Księżyca, niezwykłe powiązania, paradoksy czasowe i inne cuda na patyku. Nie odrzucały mnie też zdarzające się pod rząd odcinki w lwiej części wypełnione nawijającymi bez przerwy bohaterami, którzy w ramach swoistej wojny psychologicznej starali się pozyskać dla swojej sprawy kilka wahających się duszyczek. Wreszcie nie starałem się za bardzo doszukiwać w całości błędów logicznych czy merytorycznych związanych z kreacją świata i wątkami czerpanymi z twórczości wspomnianego wyżej dramatopisarza. Tak więc bawiłem się przednio, obserwując, jakież to nowe usprawiedliwienia dla swoich działań wymyślą poszczególni bohaterowie, jak biorą się za łby w serii magicznych i nieco bardziej konwencjonalnych pojedynków, i wreszcie jak romansują potem ze sobą na potęgę i do kwadratu, w często zmieniających się okolicznościach przyrody. Nie zabraknie jednak osób, które stwierdzą, że Zetsuen no Tempest to tytuł przekombinowany, przegadany i w ogóle zbyt przyprawiony, by mógł być strawny. Innymi słowy, uznają, że jest to nudna seria, w której twórcy zdecydowali się upchać zbyt wiele elementów różnych gatunków, tak że ostatecznie wyszedł im z tego chaos. Ja jednak tego w ten sposób nie odczuwałem. I choć Zetsuen no Tempest nie jest w gruncie rzeczy tytułem łatwym, lekkim i przyjemnym, spędziłem przy nim kilka bardzo miłych godzin, oczekując z niecierpliwością zakończenia tej, według mnie, wspaniałej opowieści. I tak oto, wierny swym wrażeniom, wstawiam w stopce 9.

Diablo, 8 sierpnia 2013

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: BONES
Autor: Kyou Shirodaira, Ren Saizaki
Projekt: Tsunenori Saitou
Reżyser: Masahiro Andou
Scenariusz: Mari Okada
Muzyka: Michiru Ooshima