Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 7/10
fabuła: 7/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 13 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,31

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 747
Średnia: 8,18
σ=1,32

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Tassadar)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Psycho-Pass

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2012
Czas trwania: 22×24 min
Tytuły alternatywne:
  • サイコパス
zrzutka

Dystopijna wizja przyszłości, w której wszechobecny System decyduje o każdym aspekcie ludzkiego życia. Kryminalne science­‑fiction w filozoficznym sosie.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Wstajesz o poranku, szykując się do kolejnego dnia pracy, która oprócz zapewnienia satysfakcjonujących dochodów, sprawia mnóstwo przyjemności i pozwala na spełnianie marzeń. Cybernetyczny asystent uczynnie przypomina o ważnych spotkania tego dnia i dopytuje się, czy holograficzny wystrój domu pozostawić w stylu międzywojennym, czy też może wybrać coś odmiennego, na przykład epokę wiktoriańską. Czujniki wykrywają wzrost poziomu cholesterolu o 0,9% i niedobór kwasów omega­‑3, co znajduje odzwierciedlenie w proponowanym menu śniadaniowym. W telewizji oprócz porannych wiadomości i prognozy pogody, prezenter uprzedza o rejonach, w których przebywanie tego dnia może przyczynić się do podniesienia poziomu stresu. Nie przejmujesz się tym specjalnie, ponieważ ostatnie wyniki badań były wprost idealne. Nic nie jest w stanie zepsuć pozytywnego nastawienia, z jakim opuszczasz mieszkanie, wszak żyjesz w raju na ziemi!

Powyższą utopijną z pozoru wizję serwuje anime Psycho­‑Pass, serial ze studia Production I.G., do którego scenariusz przygotowywał Gen Urobuchi. Akcja osadzona została w futurystycznej Japonii XXII wieku, gdzie wiele aspektów ludzkiego życia jest kontrolowanych, a kluczowe znaczenie dla każdego obywatela ma arbitralna ocena stanu mentalnego, tytułowy Psycho­‑Pass, przeprowadzana przez porozmieszczane na terenie całego kraju skanery. Oceną zebranych danych zajmuje się Sybil System – komputerowy twór, mający na celu utrzymanie ładu społecznego. Jego wyroki są nieodwołane – decydują o możliwych ścieżkach kariery, cenzurują nieodpowiednie treści, stanowią prawo karne i cywilne, a w skrajnych przypadkach mogą doprowadzić do dożywotniego odizolowania osób „nieprzystosowanych” społecznie w specjalnych ośrodkach. Rozwiązanie, mimo że moralnie wątpliwe, cieszy się powszechnym poparciem. Gwarantuje bowiem zaspokojenie podstawowych ludzkich potrzeb: jedzenia, dachu nad głową i poczucia bezpieczeństwa.

Wichrzyciele i potencjalni przestępcy dalej się jednak zdarzają, w związku z czym przy braku tradycyjnej policji i sądów, istnieje zapotrzebowanie na organizację o podobnym przeznaczeniu. Najprostszymi przypadkami zajmują się patrolujące ulice roboty, uprzejmie sugerujące obywatelom o nieznacznie podwyższonym poziomie stresu i drobnych problemach mentalnych poddanie się odpowiedniej terapii. Kiedy sprawy się komplikują, do akcji wkraczają funkcjonariusze Biura Bezpieczeństwa Publicznego, wyposażeni w pistolety zwane Dominatorami, które pozwalają zidentyfikować „współczynnik przestępczy” podejrzanego. Broń ta, w zależności od wartości współczynnika, zmienia się z paralizatora w zabójcze narzędzie, ale bez zgody Systemu na oddanie strzału jest tylko kupą złomu. Wobec braku kodeksu karnego i zagorzałej wiary w skuteczność Systemu, osąd i wyrok są najczęściej wykonywane na miejscu. W praktyce struktura przypomina wizję znaną z filmu Sędzia Dredd, ze względu na obecność wymyślnej broni i bezkompromisowość obrońców prawa. Odróżnia go fakt, że Sybil dopuszcza wykorzystanie potencjalnych przestępców jako wsparcia dla pełnoprawnych oficerów. Działają oni pod ciągłym nadzorem, przy najmniejszych objawach niesubordynacji ryzykując powrót do ciasnej celi, ale ich wgląd w umysły kryminalistów i inne spojrzenie na świat są często nieocenione dla rozwikłania sprawy.

Akcja przedstawiona jest z punktu widzenia członków jednej z takich jednostek, do której trafia Akane – niedoświadczona, ale uzyskująca perfekcyjne wyniki ze wszystkich testów dziewczyna, o silnym aż do przesady poczuciu sprawiedliwości. Wzorowa obywatelka, której przykładu Sybil mógłby z powodzeniem używać w programach propagandowych. Jak to zwykle w kryminałach bywa, już pierwszego dnia na służbie Akane musi ruszyć w teren i zmierzyć się z brutalną rzeczywistością, całkowicie odmienną od jej wyidealizowanych wyobrażeń. Co więcej, w tym samym czasie w mieście pojawia się prawdziwy geniusz zbrodni, marzący o obaleniu Systemu i niecofający się przed niczym, by swój cel osiągnąć.

Psycho­‑Pass sprawdza się przede wszystkim jako zaproszenie do filozoficznych rozważań. Autorzy ukazują ewidentne niedoskonałości pozornie idealnego ustroju, ale powstrzymują się przed otwartą krytyką. Bilans zysków i strat jest porównywalny, przez co trudno z całą stanowczością opowiedzieć się po którejkolwiek ze stron moralnego oraz ideowego konfliktu. System odbiera swobody obywatelskie, nie liczy się z życiem jednostek, chce mieć wpływ na dosłownie wszystko, ale czyni to z powodu chłodnej kalkulacji mającej na uwadze ciągłe doskonalenie, a nie machlojek, ludzkich słabości i naiwnych uprzedzeń. Nawet ujawniona pod koniec, szokująca, choć dla fanów gatunku zapewne nie tak zaskakująca, prawda o jego funkcjonowaniu, jest tylko logicznym następstwem obranej drogi. I choć pytanie, jak udało się namówić społeczeństwo do zaakceptowania takiego ustroju, pozostaje otwarte, to szkodliwość narzucanych ograniczeń jest raczej niewielka, przynajmniej w porównaniu z wieloma innymi formami rządów, jakie przewinęły się w historii ludzkości. Na papierze wszystko wygląda dobrze, ale nawet najdoskonalsza struktura nie jest zdolna do bezbłędnego działania, jeśli każdy element nie jest z nią stuprocentowo kompatybilny.

W praktyce komplikacje zdarzają się na każdym kroku. Szare masy są apatyczne i pozbawione ambicji, ale wystarczy najmniejsza iskra, by chaos i występek rozprzestrzeniały się jak pożar. Enigmatyczny Psycho­‑Pass, bardziej niż miarą stresu, jest wyznacznikiem obywatelskiego posłuszeństwa, co krętacze i socjopaci z premedytacją wykorzystują. Podpaść można za byle głupstwo, przynajmniej według klasycznych standardów, a z kolei niektóre zachowania patologiczne, jak choćby psychiczne i fizyczne znęcanie się, pozostają bez kary. Najlepszym przykładem ułomności Systemu są skazańcy pracujący w Biurze, dla jego funkcjonowania niezbędni, ale zdegradowani do tej roli jedynie za niekonwencjonalność działań i moralne rozterki. Ten konflikt został wyraźnie zarysowany w scenariuszu i rozbudowany z wykorzystaniem trojga głównych bohaterów, a także w mniejszym stopniu pozostałych postaci.

Nikt nie pozostaje obojętny wobec otaczającej go rzeczywistości, żywo komentując bieżące wydarzenia ze swojego punktu widzenia – dobrze udokumentowanego i określonego przez poboczne wątki. Nie ma problemów ze zrozumieniem, dlaczego bohaterowie podnoszą argumenty, kierując się emocjami, chłodną kalkulacją, a nawet bezpodstawnymi uprzedzeniami opartymi na złych doświadczeniach. Ich decyzje są wiarygodne i ułatwiają odnalezienie się w problematyce anime. Gorzej, iż Gen Urobuchi ewidentnie pozazdrościł Mamoru Oshiiemu biegłości w operowaniu cytatami, i nie mógł się powstrzymać przed wpleceniem w dialogi sporej porcji zaczerpniętych z literatury mądrości. O ile jednak twórca m.in. Ghost in the Shell oraz Sky Crawlers udowadniał, że taka forma narracji jest dla niego czymś naturalnym, to Urobuchi, przynajmniej w tym towarzystwie, sprawia wrażenie absolutnego żółtodzioba. W ustach bohaterów Psycho­‑Pass wszelkie cytowane mądrości sprowadzone są do roli barokowej dekoracji, może i dodającej serialowi klimatu, ale niebędącej w żadnej mierze częścią szerszej autorskiej wizji i niemającej przełożenia na płynące z rozważań wnioski. Wymowa anime jest na tyle klarowna, że nie potrzebuje ono udowadniania swoich ambicji w tak odtwórczy sposób. Być może po prostu przemawiają tu podświadomie doświadczenia reżysera, Naoyoshiego Shiotaniego, który pracował jako animator przy Ghost in the Shell 2: Innocence?

Dobór postaci jest bardzo starannie przyporządkowany treści anime. Akane (Kana Hanazawa wreszcie w poważniejszej roli), jak na stereotypowego żółtodzioba przystało, ze swoją niezachwianą, nieco naiwną wiarą w ludzi i porządek społeczny, traktowana jest z profesjonalnym dystansem, przynajmniej dopóki nie przekona się, jak wygląda codzienna praca funkcjonariuszy. Perfekcyjne wyniki testów kwalifikacyjnych pozwoliły jej obrać dowolną ścieżkę kariery, rzecz nie do pomyślenia dla znakomitej większości ludzi. Co zrozumiałe, wywołuje to zazdrość i pewien podziw. Jej wyidealizowana wizja świata daje pretekst do objaśnienia widzom wielu faktów związanych z funkcjonowaniem Systemu. Z czasem dziewczyna zaczyna odgrywać coraz większą rolę w śledztwach, przejmując inicjatywę i pokazując hart ducha w trudnych chwilach. Nie jest to bezpośrednia transformacja, ale raczej udane wydobycie drzemiącego potencjału, które zaowocowało jedną z ciekawszych kreacji postaci kobiecych w ostatnich latach – bohaterki silnej, ale jednocześnie unikającej zaszufladkowania razem ze spadkobierczyniami Motoko Kusanagi.

Równie ważną rolę odgrywa Shinya Kougami, „potencjalny przestępca”, pracujący pod specjalnym nadzorem na rzecz Biura. Niestety, jego obsesja dopadnięcia głównego antagonisty powoduje, że nie dostaje za wiele szans na zaprezentowanie się z ciekawszej strony. Autorzy próbowali urozmaicić sytuację, stawiając tak jego, jak i pozostałych funkcjonariuszy, przed trudnymi wyborami i skomplikowanymi zadaniami, z których nie zawsze wychodzą zwycięsko, ale tylko Akane rzeczywiście na tym korzysta. Rozwój wypadków staje się przez to przewidywalny i w dłuższej perspektywie można przewidzieć większość zwrotów akcji.

Pewną dozę urozmaicenia oferuje czarny charakter, Shougo Makishima, który zaczyna jako szczwany lis, skutecznie wodzący za nos siły porządkowe i szykujący coraz to nowe zbrodnie, rzekomo podyktowane ciekawością. Z czasem Makishima zmienia część swoich planów i zaczyna działać coraz bardziej nonszalancko, zapraszając śledczych do podjęcia wyzwania. To bohater intrygujący pod względem psychologicznym, jeden z niewielu prawdziwych złoczyńców potrafiących użyć zwichrowanej, ale wciąż spójnej argumentacji, dla uzasadnienia swoich dążeń. Szkodzi mu jedynie serwowana we wstępie i niestety powracająca w finale gadka o przeznaczeniu, która w serialu science­‑fiction ma prawo sprawdzić się tylko wykorzystana mądrze, tu zaś rzucona zostaje, by podkreślić wagę konfrontacji między bohaterami. Psuje to w niewielkim stopniu moją raczej przychylą opinię o finale serii i mocno kontrastuje z racjonalną konstrukcją reszty fabuły.

Ponieważ związek między zachowaniami bohaterów a zasadami funkcjonowania systemu jest bardzo silny, kilka razy podczas seansu zdarzały się sceny pozornie niedorzeczne, które nabierały znaczenia wraz z rozwojem wypadków. Warto więc wykazać się cierpliwością i pozwolić na rozwianie ewentualnych wątpliwości. Nie oznacza to jednak, że świat przedstawiony jest całkowicie wolny od błędów logicznych. Przy złożoności machiny, jaką jest Sybil System, jej zdolności przewidywania różnych alternatyw i sprawnego w gruncie rzeczy adaptowania się do postępujących zmian, jest to dalej kolos na glinianych nogach, funkcjonujący tylko i wyłącznie dlatego, że autorowi tak było wygodnie. Nie istnieje żadne sensowne uzasadnienie ograniczeń i luk w działaniu niemal wszystkich instytucji administracyjnych. Zadziwiają absolutnie kluczowe budynki z systemami bezpieczeństwa skromniejszymi niż w portowych magazynach, niedostatki sprzętowe Biura Bezpieczeństwa Publicznego (nie mogłem się powstrzymać od śmiechu, gdy okazało się, że w całej metropolii zapas granatów EMP nie przekracza dwóch sztuk na funkcjonariusza, przy ledwie kilkunastu ludziach obecnych podczas narady sztabu kryzysowego), albo jednorodność podstawowych gałęzi gospodarki, skwapliwie zresztą wykorzystana przez czarne charaktery.

Między innymi przez to anime zdecydowanie gorzej wypada jako kino sensacyjno­‑kryminalne. Członkowie Biura starają się prowadzić śledztwa z poszanowaniem prawideł zawodu, ale w kluczowych momentach i tak wkracza do akcji deus ex machina pod postacią zbiegów okoliczności i nagłych olśnień. Przy całym szacunku dla logicznego ciągu wydarzeń raz czy dwa zdarzyło się klasyczne „wiem, że on wie, że ja wiem” i niemalże czytanie w myślach drugiej osoby. Przy okazji pracy śledczych pojawia się mnóstwo ciekawostek technicznych – małe roboty zbierające ślady z miejsca zbrodni, kamery monitoringu potrafiące bezbłędnie rozpoznać w tłumie twarz podejrzanego (wcale nie tak odległa wizja jak by się mogło wydawać) albo holograficzny kamuflaż. Bywa, że niepotrzebnie komplikują one rozwój wypadków jak choćby cudowna machina potrafiąca wyciągnąć obraz podejrzanego z czyjegoś umysłu, której użycie wiąże się ze sporym ryzykiem uszczerbku na zdrowiu. Zwyczajny portret pamięciowy wystarczyłby w zupełności, ale przecież można w ten sposób tanim kosztem podnieść dramatyzm.

Wrażenia poprawia atmosfera panująca w oddziale, podejrzanie przypominająca funkcjonowanie Sekcji 9 z serialowej wersji Ghost in the Shell, co po raz kolejny dowodzi inspiracji tym cyklem. Relacje w grupie są złożone, ulegając sensownym modyfikacjom wraz z rozwojem wydarzeń i odkrywaniem coraz to nowych faktów, czasami zatajanych przed współpracownikami. Poszczególnym członkom zespołu poświęcono przynajmniej kilka scen pozwalających dowiedzieć się nieco więcej na temat ich przeszłości, a najważniejsze kwestie rozbudowano do zajmujących cały odcinek wątków, przy okazji pozwalających lepiej zagłębić się w realia świata przedstawionego. Nawet takie jednorazowe odskocznie są jednak ściśle powiązane z główną osią fabuły i nie ma co liczyć na odcinki prezentujące całkowicie niezależne śledztwa.

Jak przystało na emitowany w bloku noitaminA serial, Psycho­‑Pass odznacza się ponadprzeciętną jakością oprawy graficznej. Poza drobnymi wyjątkami miejsce akcji ograniczone jest do jednego miasta, a większość wydarzeń dzieje się w nocy lub surowo wykończonych pomieszczeniach oświetlonych zimnym światłem. Choć chwilami zbyt monotonna, ta wizja świata początku XXII wieku współgra z koncepcją nagminnej kontroli i setek regulacji ustalanych przez System. Nazwałbym ją nawet nieco zbyt ostrożną i zachowawczą, gdyż moda, architektura czy projekty maszyn z samochodami i telefonami komórkowymi na czele, nie odbiegają zbytnio od współczesnych trendów. Jakościowo przez większość czasu serial prezentuje się bez zarzutu. Kadry obfitują w drobne detale, takie jak elementy wyposażenia biurowego, książki, konsole sterownicze, przełączniki i wiele innych drobiazgów, co przydaje im realizmu. Podobnie dopracowane są projekty postaci, choć tu akurat następuje w pewnym momencie wyraźny spadek formy, za który zresztą reżyser oficjalnie przeprosił, obiecując poprawienie całego osiemnastego odcinka przy następnym wydaniu (choć i w paru innych przypadkach koślawej kreski by się to przydało). Pośpiech i brak wykończenia da się zauważyć zbyt często i choć są to sprawy drobne, to ich nagromadzenie potrafi zirytować. Z tego względu, a także z uwagi na niespecjalnie porywającą animację, postanowiłem być przy ocenie grafiki surowszy niż początkowo zamierzałem.

W samych superlatywach za to mogę wyrazić się o ścieżce dźwiękowej, obfitującej w zapadające w pamięć motywy, dynamicznej i błyskawicznie dostosowującej się do tempa akcji. Aż szkoda, że nie ma okazji, by w pełni wykorzystać potencjał drzemiący w utworach. Oba openingi, Abnormalize w wykonaniu Ling Tosite Sigure i Out of Control od Nothing's Carved in Stone to solidne rockowe kawałki, w których wokaliści zaskakująco dobrze jak na Japończyków radzą sobie z angielskim tekstem piosenek. Z kolei za endingi odpowiada Supercell, potwierdzając wysoką formę po przyjęciu do zespołu nowych wokalistek.

Po dłuższej przerwie w końcu ktoś odważył się zaryzykować nakręcenie anime, kierując się uzasadnionymi ambicjami poruszenia poważniejszej niż zwykle tematyki. Miło od czasu do czasu zatrudnić przy oglądaniu neurony, a nie tylko cieszyć się niewymagającą rozrywką. W Psycho­‑Pass bez szkody dla akcji i w bardzo przystępny sposób udało się przemycić sporo ciekawych rozważań. Do pełni szczęścia zabrakło wykończenia i większej konsekwencji przy rozpisywaniu kryminalnych elementów scenariusza. To wciąż godny polecenia serial science­‑fiction, choć przyjęty cieplej niż na to zasługuje ze względu na entuzjazm wielu wyposzczonych fanów gatunku, a także widzów zmęczonych dziesiątkami bliźniaczo podobnych anime. Projekt na pewno sprawdziłby się lepiej jako kino autorskie, ale nawet biorąc pod uwagę kompromisy wynikające ze względów marketingowych, nie zatraca unikatowego charakteru.

Tassadar, 6 kwietnia 2013

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Production I.G.
Autor: Gen Urobuchi
Projekt: Akira Amano, Kyouji Asano
Reżyser: Katsuyuki Motohiro, Naoyoshi Shiotani
Scenariusz: Gen Urobuchi
Muzyka: Yuugo Kanno