Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 5/10 grafika: 7/10
fabuła: 5/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

4/10
Głosów: 1
Średnia: 4
σ=0

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Ghost Sweeper Mikami: Gokuraku Daisakusen!!

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 1994
Czas trwania: 60 min
Tytuły alternatywne:
  • GS[ゴーストスイーパー]美神 極楽大作戦!!
Widownia: Shounen; Postaci: Duchy, Łowcy nagród, Magowie/czarownice, Wampiry; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Magia
zrzutka

Nosferatu powraca? Nie na długo, jeśli na jego drodze stanie Reiko Mikami!

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Ostatnimi czasy w Tokio pojawia się coraz więcej nadprzyrodzonych paskud – i, co gorsza, są one coraz silniejsze. Certyfikowanej ghost sweeper, Reiko Mikami, nie spędza to jednak snu z powiek. Wręcz przeciwnie, więcej duchów i youkai oznacza, no cóż, ruch w interesie i popyt na jej usługi, czyli większe zyski. A że może to oznaczać, iż gdzieś w Tokio kryje się jakieś naprawdę potężne zło z zaświatów? Kto by się przejmował plotkami!

Niestety plotki w tym przypadku mają w sobie ziarno prawdy, a przed panną Mikami nieoczekiwanie pojawia się duch Akechiego Mitsuhide, znanego z podręczników historii Japonii jako zabójca Ody Nobunagi. Jak się okazuje, Mitsuhide oprócz zwykłego samurajskiego fachu parał się także egzorcyzmowaniem złych mocy, zaś „Nobunaga”, którego zabił, był pochodzącym z Europy wampirem Nosferatu, który właśnie teraz próbuje się odrodzić. Niestety interwencja Reiko (wspomaganej przez ojca Karasu i Pete’a) kończy się całkowitą klęską: jej krew niechcący przyczynia się do wskrzeszenia Nosferatu, który – wraz z wiernym sługą Ranmaru – zamierza teraz przejąć władzę nad Tokio, a później, rzecz jasna, zawładnąć całym światem.

Na pierwszy rzut oka ten godzinny film ma wszystko, co tego rodzaju produkcje powinny zawierać. Tempo wydarzeń jest dość szybkie, mamy okazję oglądać ileś potyczek, a bohaterowie muszą zmierzyć się z zagrożeniem znacznie większym od przeciętnego. Jednak nie ukrywam, że po seansie poczułam się dość rozczarowana – można bez trudu zgadnąć, że tym razem scenarzyści wymyślili własną historię, zamiast wykorzystać kolejny epizod z mangi. Film jest efektowny, ale koszmarnie wręcz przeciętny i sztampowy. Główną zaletą serii telewizyjnej była pewna nieprzewidywalność. Jasne, zło zawsze zostawało pokonane, ale trudno było zgadnąć, z czego tym razem autor wyciśnie komediową scenę, jakie wyzwania staną nieoczekiwanie przed bohaterami albo jaka metoda podejścia do danego problemu zostanie zastosowana. Również przeciwnicy byli często bardzo pomysłowi – nie pod względem wyglądu (to zawsze kulało), ale pochodzenia i motywacji.

Tymczasem tutaj dostajemy zestaw absolutnie standardowy: wielki zły „boss” budzi się po latach uśpienia, by kontynuować demoniczne plany. Nawet poszukiwania go nie są konieczne: buduje sobie magiczny zamek na środku miasta, a zresztą i tak zamierza dopaść główną bohaterkę, żeby wysuszyć z niej resztę smakowitej krwi. Owszem, jest tu kilka udanych scen komediowych (na przykład z Nosferatu rozwodzącym się nad „bukietem” krwi), ale w gruncie rzeczy trochę nie pasują one do (teoretycznie) budowanej atmosfery zagrożenia i zombi opanowujących Tokio (nie pisałam o zombi?). Za to bohaterowie nie mają żadnego planu poza atakiem „na ura”, zaś finałowa walka ciągnie się bardziej niż powinna i wymaga od Nosferatu grzecznego przystopowania w kilku momentach i poczekania, aż Reiko i jej towarzysze poukładają sobie różne sprawy i przygotują się do ataku. Nie wspomnę nawet o tym, że wszystkie te wydarzenia zdecydowanie naciągają solidne w serii telewizyjnej realia świata – sam rozmach tego, co się tu dzieje, powinien sprowokować jakąś reakcję kogoś poza garstką egzorcystów, którzy akurat byli na miejscu…

Postaci są w zasadzie takie same, jak w serii telewizyjnej, ucierpiały jednak na marnym scenariuszu. Reiko, grająca jak zwykle pierwsze skrzypce, jest taka sama, jak zwykle, chociaż kompletnie niezrozumiałe może się wydawać to, że w pewnym momencie oczekuje pomocy Tadao – to nieszczególnie do niej pasuje. Na rolę dla Tadao zwyczajnie nie było pomysłu, bo nie przydawał się nawet jako juczny osiołek, obciążony plecakiem z rzeczami. Po prostu plątał się z Reiko, zachowując przez większość czasu jak kompletny idiota (nie, żeby to stanowiło jakiś kontrast z serią telewizyjną – ale w „poważniejszych” okolicznościach rzucało się bardziej w oczy). Rola Okinu ograniczała się jak zwykle do asysty, chociaż na samym początku filmu po raz pierwszy zobaczyłam, jak bierze czynny udział w egzorcyzmach – inna rzecz, że jest to niepodparta mangą inwencja własna scenarzysty.

O bohaterach drugoplanowych żal wspominać: jak zwykle w takich filmach bywa, pojawia się cała obsada serii telewizyjnej, po to tylko, by po kilku scenach zniknąć z ekranu i nie przeszkadzać bohaterce. Żałowałam szczególnie kompletnego niewykorzystania Pete’a – kiedy zobaczyłam go na początku i usłyszałam, że przeciwnikiem ma być wampir, byłam pewna, że odegra istotną rolę (jakby nie patrzeć, jest ekspertem w tej tematyce), ale tak jak wszyscy został porzucony w pierwszym dogodnym momencie. Nosferatu jest zwyczajnie nudny – ot, pragnie wyssać wszystkich dokoła i zawładnąć światem, czyli zachowuje się tak samo, jak każdy sztampowy Wielki Zły z każdej sztampowej produkcji. Ranmaru służy tylko do tego, żeby wielki szef nie musiał sam za wszystkim biegać, no i do pokazania pojedynku z Reiko, który – tak na marginesie – wydawał mi się bardziej efektowny od starcia z Nosferatu.

Miło zaskoczyła mnie natomiast grafika. Postaci są odrobinę poprawione w stosunku do serii telewizyjnej (choć od zakończenia jej emisji do premiery filmu minęło tylko pół roku), wyglądają lepiej i bardziej „współcześnie”, acz oczywiście oparte są na tych samych, obecnie niemodnych projektach. Wszelkie nadprzyrodzone istoty – duchy, Nosferatu, Ranmaru i zombi – są jak zwykle mało pomysłowe, do tego jednak zdążyłam już przywyknąć. Warto natomiast zwrócić uwagę na tła, pełne szczegółów i ładnie zakomponowane – zwłaszcza panoramę Tokio z zamkiem Nosferatu. Zdecydowanie poprawiono animację walk, w serii raczej szczątkową. Pierwsza walka Reiko z przypadkowymi duchami i późniejsze starcie z Ranmaru naprawdę robią wrażenie – aż szkoda, że pozostali bohaterowie nie mieli czasu i okazji, żeby także się wykazać. Obsada nie uległa zmianom w stosunku do serii telewizyjnej, jedyną wartą wspomnienia nowością jest Gorou Naya (najlepiej znany jako inspektor Zenigata z cyklu Lupin III) w roli Nosferatu. Muzyka także pozostała bez większych zmian – w tle słyszymy to samo, co w serii telewizyjnej, tylko przy napisach końcowych pojawia się nowa piosenka, My Jolly Days Masami Okui. W czołówce ponownie zabrzmi Ghost Sweeper, jednak warto zwrócić uwagę na ten fragment – dynamiczna piosenka jest tłem dla równie dynamicznej i doskonale z nią zsynchronizowanej walki ze złymi duchami.

Omawiany tutaj film nie jest szczególnie zły, po prostu nie jest też szczególnie dobry – to produkcja, do której idealnie pasuje ocena 5, przeciętna względem fabularnym. Jeśli komuś podobała się seria telewizyjna, na pewno nie pożałuje godziny, żeby mieć poczucie, że obejrzał wszystko, co tylko się dało. Teoretycznie film nadawałby się „na spróbowanie”, ale biorąc pod uwagę epizodyczny charakter Ghost Sweeper Mikami, proponowałabym raczej bez zobowiązań sięgnąć po 2­‑3 odcinki telewizyjne.

Avellana, 1 grudnia 2012

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Toei Animation
Autor: Takashi Shiina
Reżyser: Atsutoshi Umezawa, Takao Iwai
Scenariusz: Aya Matsui
Muzyka: Toshihiko Sahashi