Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 5/10 grafika: 7/10
fabuła: 7/10 muzyka: 10/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 9 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,22

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 165
Średnia: 7,24
σ=1,66

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Evangelion: 3.0 You Can [Not] Redo

zrzutka

Kinowy Evangelion po raz trzeci, czyli triumfalny powrót bodaj największego emo w dziejach anime. A wszystko to w historii pt. „Jak spartolić wszystko jeszcze raz”.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: RealVincent

Recenzja / Opis

Neon Genesis Evangelion. Raptem trzy słowa, a niewłaściwie użyte potrafią doprowadzić do pokaźnej wojenki między zwolennikami a przeciwnikami tej klasycznej już produkcji, o której słyszał prawdopodobnie każdy jako tako wyrobiony fan anime. Jak zapewne starsi, albo rozmiłowani w starociach i klasyce fani wiedzą, telewizyjny oryginał charakteryzował się zakończeniem z kosmosu wziętym, którego nie rozumieli pewnie nawet sami jego twórcy. Oto jednak w moje ręce wpadł trzeci i najnowszy film z serii Rebuild Evangelion, zawierający odświeżoną wersję tegoż zakończenia. Przyznam, że bardzo byłem ciekaw, biorąc pod uwagę jakość dwóch poprzednich filmów, jak też twórcy poradzą sobie z przedstawieniem tej części historii. I jak im to wyszło? Ano dziwnie. Choć tym razem, by zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi, widz obejdzie się bez zrobienia doktoratu z filozofii. Albo bez zalania się w trupa… Ale po kolei.

Fabuła, czyli to, co w tym filmie jest zasadniczo najważniejsze. Jak by to opisać tak, by zbytnio nie naspoilerować… Pewnie wszyscy czytający tę recenzję pamiętają, że w zakończeniu drugiego filmu nasz znajomy Shinji zrobił niezłą rozróbę. Zmasakrował Anioła, dobrał się do niejakiej Rei, i, bagatela, zdaje się, że przeszedł na wyższy poziom egzystencji. Wszystko to przy akompaniamencie bez mała magicznych i transcendentnych transformacji. Natomiast film trzeci… Rozgrywa się czternaście lat po opisanych wyżej wydarzeniach. Shinji, którego chyba dosłownie z kosmosu sprowadzono, zostaje obudzony na pokładzie statku będącego częścią sporej floty. Nie czeka go jednak miłe powitanie, bo miny w zasadzie wszystkich napotkanych ludzi są, delikatnie ujmując, nieszczególnie przyjazne i chyba jedyną pozytywnie nastawioną osobą jest jego opiekunka medyczna. Shinji zostaje oskarżony o, cytując Komisariat 63 Brooklyn Kazika, zabójstwo, rabunek i cztery inne rzeczy. W dodatku dowiaduje się, że zasadniczo jest teraz persona non grata plus ma wreszcie upragniony święty spokój, bo nikt już od niego niczego nie chce, o pilotowaniu Evangeliona nawet nie wspominając. Niedługo jednak dane mu będzie cieszyć się spokojem, ponieważ konwój zaatakowany zostaje przez bliżej niesprecyzowanego wroga, a sam Shinji porwany. I tak to właśnie mniej więcej wygląda, a im dalej, tym bardziej się to wszystko mota.

Postaci? W zasadzie mamy tu większość ekipy z poprzednich części. Jest i ulubienica tłumów Asuka, jest Shinji, trafią się tu nawet Misato, Rei i świeżo poznana panna w okularach. A że jak już wspomniałem, w uniwersum minęło czternaście lat, to wygląd fizyczny części bohaterów się co nieco zmienił. Jedyne wyjątki to piloci Evangelionów, nad którymi wisi „klątwa Evy”. O co chodzi? Nie wiadomo, w ogóle sporo tu jest niewiadomych. No, ale to w końcu Evangelion, więc to się rozumie samo przez się. Postaci zmieniły się jednak nie tylko fizycznie, ale także psychicznie. W większość przypadku stały się cokolwiek cyniczne, a już na pewno wredne i agresywne, choć część z nich, jak Asuka chociażby, jest w dużej mierze taka jak dawniej. Zmieniła się za to zupełnie Rei, która ponownie stała się zupełnie bezwolna i nie do życia, ale zostało to przynajmniej uzasadnione fabularnie. Do dawnego stanu powrócił też niestety(?) Emo­‑Shinji, który znowu zaczyna popadać w stan emocjonalnego wraka poszukującego odkupienia za to, co poprzednio nabroił. Stara się mu w tym projekcie pomóc stosunkowo nowa, a przynajmniej rzadko wcześniej występująca postaci, czyli Kaoru, o którym ze względów fabularnych za dużo powiedzieć nie powinienem. Fani starego Evangeliona i tak już zapewne wiedzą, o co chodzi, a nieobeznanym z oryginałem nie chcę psuć niespodzianki. Nie mogło też zabraknąć tatusia Shinjiego, który jest tym samym starym niedobrym sukinkotem, snującym mroczne plany i rzucającym raz na jakiś czas zdawkowe zdania.

O ile o muzyce złego słowa nie powiem, gdyż dominują w niej lubiane przeze mnie utwory klasyczno­‑instrumentalne, a także takie perełki, jak Oda do radości, i nieco chórów tworzących odpowiednio patetyczną atmosferę, o tyle grafika jest w tym filmie dość… specyficzna. Pomijając duże natężenie błyskających, pulsujących i eksplodujących kolorków, których jest tu od groma i ciut, i które bez mała mogą do ataku epilepsji doprowadzić, reszta oprawy, z tłami i projektami postaci na czele, jest mocno stylizowana na stare anime z czasów oryginalnej serii telewizyjnej. A oznacza to nieco niedokładne rysunki tła, gubiące się gdzieś szczegóły, a także pewną toporność projektów i animacji. Sceny walki prezentują się raczej nieźle, ale w porównaniu z poprzednim filmem wypadają dosyć blado, ponieważ są przede wszystkim dość oszczędne i rozgrywają się głównie w burym, surrealistycznym otoczeniu, co odbiera im sporo z ich efektowności. Ogólnie rzecz biorąc, oprawa graficzna nieźle sprawdza się jako środek budujący klimat tego filmu, ale wymaga albo lubienia tego typu klimatów, albo dość żmudnego się do nich przyzwyczajania. Na mnie wywarła średnie wrażenie.

Wypadałoby pewnie całość mego tekstu jakoś podsumować. Pozwolę tu sobie powtórzyć mój ogólny wniosek ze wstępu tej recenzji. Ten film jest zwyczajnie dziwny i surrealistyczny. Jasne, nie ma nawet co porównywać jego dziwności do tego, co zaserwowano widzom w latach 90., ale i tak nie zmienia to faktu, że widz skazany jest na zadanie sobie wielu pytań, na które nijak nie dostanie odpowiedzi. No chyba że sam ich sobie spróbuje udzielić. Film jest mocno przegadany, skupiony na rozterkach dręczonego wyrzutami sumienia Shinjiego i jego pogłębiających się relacjach z Kaoru. Nie twierdzę, że ogląda się go źle, ale ten, kto spodziewa się widowiska na miarę poprzedniego filmu, srodze się zawiedzie. Zawiedzie się również ten, kto liczy na odpowiedzi na wszystkie pytania. Bo choć poznamy tutaj kilka mniej bądź bardziej zaskakujących faktów tyczących się uniwersum Evangeliona, to lwia części tajemnicy jest nadal… tajemnicą. Ale nie traćcie nadziei wy, którzy się za ten film zabierzecie! Będzie też produkcja czwarta, sądząc po zapowiedzi na końcu filmu, nastawiona bardziej na akcję. A kto wie, może przy okazji rozróby udzielone zostaną też wreszcie wszystkie odpowiedzi?

Diablo, 25 lipca 2013

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio Khara
Autor: Hideaki Anno
Projekt: Ikuto Yamashita, Yoshiyuki Sadamoto
Reżyser: Hideaki Anno, Kazuya Tsurumaki, Mahiro Maeda, Masayuki
Scenariusz: Hideaki Anno
Muzyka: Shirou Sagisu