Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Festiwal Fantastyki Twierdza - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 5/10 grafika: 7/10
fabuła: 5/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 11 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,73

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 289
Średnia: 6,74
σ=1,66

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Altramertes)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Maoyuu Maou Yuusha

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2013
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • まおゆう魔王勇者
Gatunki: Fantasy
Widownia: Seinen; Postaci: Anioły/demony; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Świat alternatywny; Inne: Magia
zrzutka

Średniowieczny konflikt a w tle ekonomia, problemy społeczne, religia i ziemniaki. Niestety, znowu nie wyszło.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Do zamku Króla Demonów przybywa Bohater z zamiarem zabicia przywódcy legionów potępionych. Szybko jednak okazuje się, że potworny Król Demonów to tak naprawdę dość hojnie obdarzona przez naturę królowa, która od razu proponuje Bohaterowi współpracę, mającą bezkrwawo zakończyć trwający od wielu lat konflikt pomiędzy ludźmi a demonami.

Brzmi znajomo? Nie? A powinno, przynajmniej po części. Zaprezentowana tutaj historia skupia się bowiem nie na typowych dla fantasy bitwach o ratowanie świata i przyległości, lecz na ekonomii, jej wpływie na życie zwykłych ludzi, a także na tym, jak jakość owego życia poprawić. Anime nie bez powodu przez wielu zostało okrzyknięte duchowym spadkobiercą Spice & Wolf, jednak nie zdołało sprostać pokładanym w nim nadziejom z kilku powodów. Owszem, podejście do tematu w obu seriach jest podobne, jednak Maoyuu Maou Yuusha postawiło sobie za cel zobrazowanie działania średniowiecznej (czy jak kto woli, wczesnorenesansowej) ekonomii w skali makro, czyli pokazując widzowi działania kupców i królów w skali całego kontynentu. Zadanie szalenie ambitne, tym bardziej jeśli spojrzy się przez pryzmat limitu czasowego narzuconego liczbą odcinków, w których przecież musi jeszcze zmieścić się fabuła. Sprawia to, że temat „globalnej” ekonomii jest poruszony pobieżnie, wiele rzeczy dzieje się poza ekranem i tak naprawdę dostajemy jedynie wycinek większej całości, który dla części widzów może nie mieć sensu. Inna sprawa to „ulepszenia”, wprowadzane przez Królową Demonów. Z jednej strony nie ma w nich absolutnie nic niezwykłego, bowiem są to rzeczy takie, jak nowe warzywa czy metody uprawy ziemi, jednak sposób ich prezentowania na zasadzie „czary mary, hokus pokus, macie ziemniaka” jest pozbawiony jakiegokolwiek logicznego uzasadnienia i niszczy spójność wewnętrzną świata. Niby skąd to się wzięło i dlaczego, skoro pani jest Królową Demonów, jej właśni poddani nie mieli dostępu do tych rzeczy? A jeśli mieli, to dlaczego nie użyli ich przeciwko ludziom?

Kolejną bolączką jest forma fabuły, czy raczej sposób jej przedstawienia: ze względu na obraną konwencję niemożliwe jest pokazywanie wydarzeń na przestrzeni chociażby tygodni, więc mamy fabułę rozciągniętą w sumie chyba na kilka lat. Mało tego, co odcinek widoczne są przeskoki w czasie, które rażą najbardziej wtedy, gdy nagle zmieniają się pory roku – miałem wrażenie, że gdzieś umyka mi mięsisty kawał fabuły. Oczywiście wszystko to ma na celu zachowanie zwięzłości, jednak cierpi na tym wątek główny, prezentujący się co najmniej chaotycznie. Wreszcie romans, który w tym anime stanowi jedną z głównych atrakcji, poprowadzony został niemalże jak w typowej adaptacji eroge, czyli infantylnie i kompletnie bez polotu. Postaci nijak nie mogą się zejść, bo a to jedno jest nieśmiałe, a to drugie nie wie, czy to pierwsze nie chciałoby z kim innym, i w sumie nikt do żadnych konstruktywnych wniosków nie dochodzi. Natomiast finał nijak nie zamyka żadnej rozpoczętej historii, a jedynie pozostawia nas z masą pytań, na które zapewne nigdy nie poznamy odpowiedzi.

Kiepskiej fabule akompaniują niedopracowane postaci, z dwójką głównych bohaterów na czele. Tutaj też wypadałoby wyjaśnić, czemu, do licha, posługuję się w recenzji tytułami bohaterów, a nie ich imionami? Wynika to z obranej konwencji, gdzie każdy jest określany poprzez pełnioną funkcję, a nie imię i nazwisko. Królowa Demonów, wokół której kręci się cała historia, od początku kreowana była jako odpowiednik Horo ze Spice and Wolf, lecz niestety nie dorasta jej do pięt. Podobnie jak bogini­‑wilczyca, Królowa Demonów ma sporo doświadczenia i jest zdecydowanie starsza niż na to wygląda (nie wiemy jednak, ile dokładnie ma lat), czego kompletnie nie widać po jej zachowaniu. Problemy osobiste, jakie zaprzątają jej głowę, przywodzą na myśl zakompleksioną gimnazjalistkę, a nie dorosłą i co ważniejsze, inteligentną kobietę – tutaj też uwydatnia się rażący kontrast pomiędzy jej charakterem podczas oficjalnych negocjacji czy wykładów, a scenami z udziałem przyjaciół, czy tym bardziej Bohatera, kiedy to cała jej mądrość znika, zastąpiona płochliwością. Nie lepiej prezentuje się Bohater, który pomimo niezwykłych zdolności (które dane nam będzie parę razy zobaczyć) nie należy do osobników zbytnio rozgarniętych i wprost przyznaje, że nie jest w stanie pomóc swojej partnerce w realizacji jej planów. Podobnie wygląda jego doświadczenie w sprawach uczuciowych (co jednak można zwalić na karb młodego wieku), jednak brak zdecydowania stawia go pośród znienawidzonych przeze mnie bohaterów haremówek, czyli pozbawionych kręgosłupa idiotów, którzy nie potrafią zdecydować się, czy ta rumieniąca się na ich widok panna się w nich buja, czy tylko ma gorączkę i należałoby ją zabrać do lekarza.

Reszta obsady również nie grzeszy oryginalnością. Mamy więc Ochmistrzynię, która służy swej demonicznej suwerence i doradza zarówno jej, jak i reszcie bohaterów w sprawach codziennych oraz sercowych. Jest ona osoba miłą i uczynną, jednak ma też w sobie stanowczość, którą pokazuje już w pierwszych odcinkach, i dzięki temu zaskarbiła sobie moją sympatię (inną sprawą jest to, co robi na oko dziewiętnastowieczna pokojówka w średniowieczu…). Towarzyszą jej dwie siostry, Młodsza i Starsza Pokojówka, które z początku nie odgrywają niemal żadnej roli w fabule i dlatego traktowałem je raczej jako bonus niż pełnoprawne bohaterki (cóż, w przypadku młodszej ta kwestia nie uległa zmianie). Jednak w pewnym momencie Starsza Pokojówka zyskuje bardzo istotny wpływ na bieg wydarzeń i pokazuje, na co tak naprawdę ją stać (nawet jeśli sama scena jest ciut nielogiczna). Widz szybko orientuje się, że tak naprawdę ma do czynienia z osobą o niezwykle silnych przekonaniach, niebojącą się zaryzykować dla dobra sprawy, w którą wierzy. Wreszcie mamy też lokalną tsundere czyli Rycerkę, która, jak to typowy babochłop, jest głośna, dość nieokrzesana, ale ma serce na właściwym miejscu, podobnie zresztą jak i resztę atrybutów (miecz mam na myśli). Cały problem z jej postacią polega na tym, że już od samego początku niemal na siłę wepchnięto ją do trójkąta romantycznego, w którym nie ma żadnych szans, co tylko doprowadza do zgrzytania zębów jej fanów. Oczywiście, na tym grono bohaterów się nie kończy, jednak reszta ma albo szczątkowy wpływ na fabułę, albo słabo zarysowany charakter, dlatego przyjemność ich odkrywania pozostawiam wam na czas seansu.

Graficznie seria jest niezła, choć nadal nie grzeszy nadmierną jakością. Zacznijmy jednak od pozytywów, czyli tła. Pierwszą rzeczą, jaka rzuca się w oczy po rozpoczęciu seansu, jest nietypowy wygląd krajobrazów, które przywodzą na myśl obrazy olejne lub impresjonistyczne – są odrobinę nieostre i namalowane plamami kolorów, bez wyraźnych konturów. Muszę przyznać, że spodobał mi się ten sposób prezentowania tła, tym bardziej że mnogość lokacji, w jakich dzieje się akcja, zapobiega monotonii. Animacja wypada nieco gorzej, jako że nie jest to seria przygodowa stawiająca na efektowność, lecz zdecydowanie nie można tu mówić o partactwie – ot, solidna rzemieślnicza robota. Wreszcie projekty postaci… Są do bólu przeciętne i pozbawione jakiegokolwiek rysu osobowości, co widać zwłaszcza po Bohaterze, który równie dobrze mógłby występować w pierwszej lepszej haremówce i nikt by się nie zorientował, że jest nie ma miejscu. Boli to tym bardziej, że projekty z mangi są dużo lepsze. Mogę natomiast pochwalić serię za niemal całkowity brak fanserwisu, który mógłby zrujnować i tak już nie najlepiej trzymający się klimat. Owszem, raz czy dwa Królowa Demonów zakołysze swoimi walorami na ekranie, ale poza tym nie zobaczymy nic „ciekawego”.

Udźwiękowienie stoi na podobnym poziomie. Nie mogę powiedzieć, żeby muzyka z samego anime zapadła mi głęboko w pamięć (czytaj: nic z niej nie pamiętam), więc nie jestem w stanie wypowiadać się na jej temat w superlatywach (zgaduję, że była średnia). Utwór towarzyszący napisom początkowym, Mukaikaze w wykonaniu YOHKO, to niemal typowy j­‑pop, w którym przewija się jednak odrobina instrumentów smyczkowych. Mnie nie przypadł do gustu, ale nie nazwałbym go złym. Ending natomiast stanowi dla mnie zagwozdkę. Jego wykonawczynią jest Akino Arai, którą możecie pamiętać z openingu do drugiej serii Spice & Wolf. Utwór jest nietypowy, z trudnym do wyłowienia rytmem, ale podejrzewam, że części widzów się spodoba. Na koniec pozostaje omówić kwestię aktorów podkładających głosy postaciom. Tu z radością stwierdzam, że nie mam się do czego przyczepić, bowiem odwalili oni kawał naprawdę solidnej roboty. W rolę Królowej Demonów wcieliła się Ami Koshimizu (Horo ze Spice & Wolf, Tomo z Kyoukai Senjou no Horizon), Bohater to Jun Fukuyama (Lelouch z Code Geass, Lawrence ze Spice & Wolf), Ochmistrzyni to Chiwa Saito (Aika z Aria the Animation, Homura z Puella Magi Madoka Magica), a Rycerka to Miyuki Sawashiro (Inaba z Kokoro Connect, Perrine ze Strike Witches).

Maoyuu Maou Yuusha miało być nowym, lepszym Spice & Wolf, czy jak kto woli duchowym następcą owej serii. Niestety, ze względu na dość chaotycznie poprowadzoną fabułę, niedopracowane postaci i bardzo kiepski wątek romantyczny, muszę z przykrością stwierdzić, że ta produkcja nie dorasta swej świetnej poprzedniczce do pięt. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że są tacy, którzy się ze mną nie zgodzą. Tych, którzy chcieliby wiedzieć, czy warto, informuję: jeśli macie ochotę na serię fantasy, gdzie mieczem i magią ratuje się świat, to jest to tytuł zdecydowanie nie dla was. Jeśli jednak interesuje was nietypowe podejście do tematu i nie przeszkadzają wam pewne dziury w wewnętrznej logice świata (no i lubicie cycate bohaterki) to czemu nie, dajcie temu szanse, a nuż przypadnie wam do gustu. Albo obejrzyjcie Spice & Wolf.

Altramertes, 11 maja 2013

Recenzje alternatywne

  • Zegarmistrz - 1 czerwca 2013
    Ocena: 7/10

    Dla jednych: nudne anime o ziemniakach. Dla innych: cenna lekcja ekonomii. Czyli kolejny dyskusyjny tytuł. więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: ARMS
Autor: Mamare Touno
Projekt: Hiroaki Karasu, Masashi Kudou
Reżyser: Takeo Takahashi
Scenariusz: Naruhisa Arakawa
Muzyka: Takeshi Hama