Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 7/10 grafika: 9/10
fabuła: 8/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 19 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,74

Ocena czytelników

9/10
Głosów: 1034
Średnia: 8,75
σ=1,37

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Tassadar, Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Shingeki no Kyojin

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2013
Czas trwania: 25×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Attack on Titan
  • 進撃の巨人
Widownia: Shounen; Postaci: Policja/oddziały specjalne; Rating: Przemoc; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Świat alternatywny; Czas: Przyszłość (postapokaliptyczna); Inne: Supermoce
zrzutka

Spektakularnie wykonana wizja ludzkości desperacko walczącej o przetrwanie w świecie opanowanym przez żądnych krwi gigantów.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Trzy kręgi potężnych kamiennych murów. Zaledwie tyle, albo aż tyle, oddziela niedobitki cywilizacji od panoszących się po reszcie świata potężnych tytanów, humanoidalnych bestii przypominających obdartych ze skóry ludzi. Wyjątkowa siła i znaczna liczebność gigantów, w połączeniu ze zdolnością niemal natychmiastowej regeneracji dowolnych obrażeń sprawiają, że o wyrównanej walce nie może być mowy, nawet przy wykorzystaniu strzelb i armat. Nieliczne ekspedycje przeciw potworom kończą się bez wyjątku znacznymi stratami, nie dziwi więc powszechne przekonanie, że najlepiej jest siedzieć cicho i nie wychylać nosa poza obręb umocnień. Do czasu. Ponad stuletni okres spokoju i względnej stabilizacji przerywa pojawienie się tytana większego niż wszystkie dotychczas spotykane, który z łatwością burzy bramę zewnętrznego muru, torując drogę swoim mniejszym pobratymcom. Zaskoczona armia i straż miejska nie nadążają z ewakuacją zagrożonych terenów, a tym bardziej nie są w stanie powstrzymać nadchodzącej hordy.

W tak dramatycznych okolicznościach przedstawionych zostaje troje głównych bohaterów. Eren, Armin i Mikasa są jeszcze dziećmi, gdy ich cały świat wali się niczym domek z kart. Matka Erena zostaje pożarta na jego oczach, i gdy tylko chłopakowi udaje się otrząsnąć z szoku, poprzysięga krwawą zemstę. Przyjaciele ostatecznie zostają ewakuowani do bezpiecznej strefy i decydują się wstąpić do wojska, w nadziei, że trafią do Korpusu Zwiadowczego, jedynej formacji militarnej biorącej aktywny udział w ekspedycjach poza mury i regularnych walkach z tytanami.

Mimo wierności hitchcockowskiej zasadzie o rozpoczynaniu filmu trzęsieniem ziemi, a następnie stopniowym zwiększaniu napięcia, w Shingeki no Kyojin twórcy znajdują czas, by rozciągnięte na kilka lat wydarzenia uporządkować pod względem chronologicznym, w odróżnieniu zresztą od mangowego oryginału. Proces szkolenia młodych rekrutów nie jest przydługą retrospekcją w kluczowym momencie scenariusza, ale służy za logiczny i naturalny wstęp wprowadzający bohaterów drugoplanowych. To jedyna rzeczywiście istotna ingerencja w materiał źródłowy, którą reżyser, Tetsurou Araki, z powodzeniem stosował już między innymi w Highschool of the Dead. Jego decyzja ma także inną niezaprzeczalną zaletę, mianowicie pozwala dokładnie poznać realia świata. Zakres dostępnych widzowi informacji jest ściśle ograniczony tym, co poznają kadeci w akademii wojskowej i dopiero z czasem powiększa się o nowe, często zaskakujące fakty. Ciągła niepewność prawdy i mnogość coraz to nowych pytań czynią serial bardziej wciągającym, ale mniej cierpliwe osoby mogą zacząć doszukiwać się nielogiczności i błędów tam, gdzie ich nie ma, czy wręcz tam, gdzie zostały przez autora umieszczone celowo.

Na przykładzie funkcjonowania społeczności żyjącej za murami oraz biologii tytanów najlepiej widać, jak wiele starań poświęcił autor temu, by potencjalnie dziwne szczegóły zgadzały się ze sobą i formowały logiczną całość. Już na samym początku dowiadujemy się chociażby, że jedynym słabym punktem gigantów jest niewielki punkt na karku, który nie ulega regeneracji. Inne wiadomości mają służyć podkreśleniu ładunku emocjonalnego sceny, jak choćby informacja o liczbie mieszkańców żyjących za pierwszą linią murów, których jak się okazuje, byłoby trudno wyżywić nawet przy wysoce zintensyfikowanym rolnictwie na miarę współczesnych możliwości. Ponieważ są to treści mocno eksponowane, nie tak łatwo zignorować nielogiczności, ale na szczęście całościowa wizja jest na tyle spójna, że na każdy klops przypada kilka udanych pomysłów. Podobać się może przede wszystkim system linek i pojemników z gazem, który stosowany jest przez żołnierzy w celu skakania po dachach niczym Spiderman i umożliwiający dosięgnięcie słabego punktu na karku tytana, a następnie jego zniszczenie za pomocą mieczy z wymiennymi ostrzami, podobnymi do tych z segmentowych noży do papieru.

Ważnym elementem, który zauważyć i docenić można dopiero po kilkunastu odcinkach, jest ilość ukrytych wskazówek, przedstawianych zawczasu. Wiele tajemnic można samodzielnie rozszyfrować przy zachowaniu czujności i pamiętaniu, że niemal każda scena, każde wypowiedziane zdanie, może kryć cenne podpowiedzi. Ponieważ anime dysponuje o wiele bogatszą paletą środków wyrazu niż komiks, wiele oryginalnych wskazówek jest mocniej zaakcentowanych i łatwiejszych do zauważenia. Kilka zmyślnie poukrywanych w zaskakujących miejscach dodano też podczas adaptacji. Potencjalnych widzów zachęcam do ostrożności podczas poszukiwania informacji na temat anime w celu uniknięcia nadmiernej ilości spojlerów (co w dobie powszechności internetu może być trudne, ale z pewnością godne spróbowania). Nie warto psuć sobie niespodzianek.

Tak rozbudowany świat i rozgrywająca się w nim zawiła intryga mogły stać się bazą do wykreowania poważnej opowieści fantasy, tym bardziej że autor nie miał oporów przed notorycznym pozbawianiem bohaterów życia. Jak w filmach o zombi, z których niejednokrotnie czerpał inspirację, wystarczy chwila nieuwagi, zawahania, lub zwyczajny pech, by skończyć w żołądku tytana, niezależnie od prezentowanych umiejętności i doświadczenia. Decyzja ta okazała się strzałem w dziesiątkę, budującym napięcie przez cały seans, przynajmniej do momentu, kiedy dostrzeże się, że mimo ambitnych założeń i większej brutalności scen, Shingeki no Kyojin jest wciąż tak naprawdę serialem shounen, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Między innymi z tego względu przez większość czasu subtelne budowanie atmosfery ustępuje miejsca nawałowi emocji, które wspominany już reżyser Tetsurou Araki i jego współpracownicy najwyraźniej przeżywali równie mocno, jak bohaterowie. Inwazja tytanów na miasto, sceny śmierci, dramatyczne przemowy mające umotywować towarzyszy, to wszystko rzeczywiście zapada w pamięć, ale momentami chciałoby się, żeby niektóre momenty były bardziej stonowane. Na dłuższą metę było to dla mnie męczące, a że twórcy potrafią z dobrym skutkiem ograniczać ekscytację, dowodzi choćby scena z minutą ciszy ku pamięci poległych, podczas której przy braku jakichkolwiek wypowiedzi ze strony bohaterów, idealnie pokazane są emocje pozostałych przy życiu żołnierzy. Pełen patosu styl byłby bardziej uzasadniony i łatwiejszy do przyswojenia, gdyby nie jeden drażniący szczegół. O ile zdecydowana większość seiyuu bezproblemowo odnajduje się w swoich rolach i nawet zmuszona do trudnych ceremonialnych przemów nie popada w przesadę, tak Yuuki Kaji jako Eren wypada w moim odczuciu tragicznie. Gorzej prezentuje się tylko Yuu Kobayashi, którą zatrudniono dla talentów komediowych, niezbyt trafnych w przypadku równie krwistego i ponurego anime. Fakt, to Kajiemu trafiły się najtrudniejsze kwestie i to jego postać jest porywczym, krzykliwym nastolatkiem po ciężkich przejściach, ale i tak widziałbym w tej roli kogoś z przyjemniejszym dla ucha tembrem. Choćby któregokolwiek z aktorów podkładających głos pod postacie drugoplanowe.

Jeśli już o bohaterach mowa, to są oni mocną stroną serialu, ale jednocześnie też najsłabszą. Wśród kadetów, członków Korpusu Zwiadowczego, czy zwykłych mieszkańców jest wielu interesujących ludzi, obdarzonych nietuzinkowymi charakterami i szczegółowo określoną motywacją. Aż szkoda, że tak wielu poznaje się jedynie na chwilę. Prawdziwym utrapieniem jest za to główna trójka, która zupełnie nie zdołała mnie do siebie przekonać. Eren, poza męczącą i krzykliwą osobowością, rozwija się po prostu zbyt wolno i notorycznie przypomina o shounenowym rodowodzie anime. Kreowany na młodego geniusza Armin rzeczywiście ma niejedną okazję wykazać się sprawnością umysłu, ale ma również pecha wygłaszać najbardziej górnolotne i nieprzekonujące przemowy w całej serii. Chwilami słabuje nawet Mikasa, czyli postać obdarzona zdecydowanie największym potencjałem. Rola tej kreowanej na prawdziwą boginię wojny dziewczyny nierzadko zostaje zredukowana do wołania „Eren!” w każdej możliwej tonacji, z regularnością godną Inoue Orihime i jej słynnego „Kurosaki­‑kun!”. Rozumiem jej przywiązanie do chłopaka, który odegrał niebagatelną rolę w wydarzeniach z przeszłości, ale powstały w ten sposób kontrast jest chwilami komiczny. O ile więc twórcom udało się zainteresować mnie światem i jego tajemnicami, a także niejednokrotnie przejmującymi historiami postaci drugoplanowych, to już los teoretycznie najważniejszych bohaterów był mi zupełnie obojętny, choć to właśnie wokół nich kręci się większość wydarzeń.

Skoro już zabrałem się za narzekanie, wypada kilka słów wspomnieć o wplecionych głównie podczas wątku szkoleniowego scenkach humorystycznych. Cierpią one na podobną co w Fullmetal Alchemist: Brotherhood przypadłość polegającą na przenoszeniu kadrów żywcem z mangi bez jakiejkolwiek próby dostosowania do specyfiki nowego medium. Twórców z przyjemnością odesłałbym na kurs komediowy dla początkujących, pokazujący jak poprawnie adaptować taki materiał.

Na szczęście jest to zaledwie niewielka cząstka o wiele większej całości, na którą obok intryg i ludzkich dramatów składa się przede wszystkim duża ilość wyjątkowo efektownych walk, w których przy zachowaniu względnego realizmu zespołowi udało się też pofolgować wyobraźni i wykazać kreatywnością. Już sama specyfika działania wojskowego sprzętu i stworzona na jego bazie „powietrzna kawaleria” zapewnia atrakcyjny materiał na sceny bitewne. Graficy tego potencjału nie zmarnowali, przez co pojedynki z tytanami ogląda się z zapartym tchem, choć momentami ich widowiskowość ocierała się o przesadę i wywoływała u mnie trudny do powstrzymania rechot. Jak inaczej zareagować na głowę kolosa wylatującą w powietrze niczym piłka bejsbolowa i z impetem uderzającą w odległą o kilkadziesiąt metrów dzwonnicę?

Wiele scen zapamiętuje się nie tylko dzięki ich spektakularności, ale także za sprawą energicznej ścieżki dźwiękowej, obfitującej w bardzo charakterystyczne utwory równie często korzystające z klasycznych instrumentów muzycznych, co wykonane w rockowych aranżacjach z całkiem niezłym jak na Japończyków angielskim wokalem. Jest ich dość mało jak na dwudziestopięcioodcinkowy serial, ale można to z łatwością wybaczyć, biorąc pod uwagę jak udanie współgrają z obrazem. Z mniejszym entuzjazmem podchodziłem do obu openingów, w moim odczuciu kiczowatych i będących bolesną kakofonią dźwięków. Co prawda pierwszy z nich pasuje ponoć do wszystkiego i doczekał się setek przeróbek w wykonaniu internautów, podobnie jak swego czasu Guile's Theme z gry Street Fighter, ale to bardziej ciekawostka niż wyznacznik jakości. Piosenki pod koniec odcinków są bardziej przyjazne dla uszu, a prezentowane podczas nich obrazy nie przypominają bezładnej, bijącej po oczach mieszaniny.

Jeszcze lepiej tytuł prezentuje się pod względem wizualnym. W pierwotnej emisji telewizyjnej nie ustrzeżono się co prawda wpadek w postaci zmieniających się między ujęciami odznak lub też komicznie wyglądających animacji tytanów, ale większość z nich została dostrzeżona i na bieżąco poprawiana. Jakości animacji nie powstydziłoby się wiele pełnometrażowych filmów, ale ponieważ rysunek postaci wykonany jest dość grubą kreską i wierny nieco kiczowatej stylistyce oryginału, wysiłki artystów mogą często pozostać niezauważone. Na pochwałę zasługuje umiejętne wykorzystanie oświetlenia, wysokiej jakości tła, zwłaszcza miasto pełne zróżnicowanych budynków, a także drzewa i inne szczegóły otoczenia. Gorzej prezentuje się jedynie trawa będąca w dynamicznych ujęciach wyjątkowo niskiej rozdzielczości teksturą, a także różnego rodzaju barwne efekty specjalne towarzyszące walkom z tytanami. Niektórych może też irytować oszczędnościowe korzystanie z nieruchomych kadrów potrafiących trwać nawet kilkanaście sekund, co jest sporą przesadą, nawet jeśli pozwoliło zachować fundusze na ważniejsze sceny.

Shingeki no Kyojin to anime tworzone przez ludzi z pasją, mających jasno określony cel i świadomych ograniczeń wiążących się z wyborem bardziej rozrywkowej, marketingowo „poprawnej” formuły zamiast skupienia się na historii. Dzięki temu, mimo że podczas seansu niejednokrotnie znajdywałem istotne powody do narzekania, nie czułem rozczarowania i bez problemu byłem w stanie pogodzić się z zauważonymi problemami. Jest to tytuł, który warto poznać, ponieważ nawet jeśli nie przypadnie komuś do gustu, to i tak zdoła wzbudzić emocje i zostanie na dłużej w pamięci. O ile nie zdarzy się nic nieprzewidzianego (na przykład inwazja tytanów na siedzibę studia), powstanie kontynuacji jest tylko kwestią czasu, i będę jej wyczekiwał z zainteresowaniem.

Tassadar, 13 października 2013

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Production I.G., Wit Studio
Autor: Hajime Isayama
Projekt: Kyouji Asano, Tadashi Koezuka
Reżyser: Hiroyuki Tanaka, Tadashi Koezuka, Tetsurou Araki
Scenariusz: Yasuko Kobayashi
Muzyka: Hiroyuki Sawano