Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Komentarze

Kotonoha no Niwa

  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime
  • Avatar
    A
    Maxromem 18.03.2017 15:28
    W zasadzie to to jest „Byousoku 5 cm” tylko w innym sosie. Drugi raz mozna obejrzec to samo, ale jak przyjdzie mi ogladac to trzeci raz podane w inny sposob to chyba nie zdzierze.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 5
    Mirollz 25.06.2016 00:10
    Śliczna wydmuszka
    Po Hoshi o Ou kodomo miałem nadzieje, że Shinkai zacznie robić coś więcej w tym stylu niż tylko przepiękne animacje bez fabularnego środka… no i się zawiodłem. Znowu dostaliśmy wydmuszkę – bardzo piękną wizualnie – ale niestety znowu pustą w środku. Fabuła gorsza niż z brazylijskiej telenoweli zakończona 5­‑cio minutowym zakończeniem, które dodatkowo pozostawić może widza (mnie) w lekkim niesmaku.

    Film zbyt naiwny, zbyt dziecinny w swoich założeniach i końcowym przesłaniu. a szkoda. Oby Kimi no Na­‑wa było lepsze.!
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    vxzczxczx 9.06.2016 21:30
    Kocham deszcz i kocham styl Makoto, dla mnie to były wystarczające powody, aby obejrzeć anime.
    Nie zawiodłem się.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Raikami 29.04.2016 21:13
    O kurcze
    Nie jestem fanem okruchów życia, ale ta produkcja zaciekawiła mnie na tyle, że postanowiłem sięgnąć po nią i całkowicie poświęcić jej uwagę. Chciałem wyłapać wszelkie przesłanki twórcy i o dziwo… Wyłapałem ich całkiem sporo, ale nie to jest ważne.

    Ogród słów (Kotonoha no Niwa) wycisza. Jest to twór z całą pewnością osobliwy pod względem samego wątku romansu, ale nie trąci odrazą, a wręcz przeciwnie. Stawia samego widza w poniekąd moralnym dylemacie. Uczucie ukazane przez gł. bohatera było naturalnie rozwinięte i miało rację bytu, biorąc pod uwagę to co wiedział/nie wiedział Takao Akizuki o swojej towarzyszce. Ponad to, sam bohater był zdecydowanie dojrzały jak na swój wiek, co w zestawieniu z pozoru niedojrzałą kobietą dawało obraz lekko satyryczny, ale o zabarwieniu wyjątkowo delikatnym i nie obrażającym ani produkcji, ani widza.

    Dawno nie oglądałem czegoś co tak umiliłoby mi czas i sprawiło, że uśmiechnąłbym się razem z bohaterami. Ogród słów jak najbardziej tego dokonał, pozostawiając mnie w nieprzeniknionej, spokojnej ciszy.

    Polecam wszystkim amatorom okruchów życia i tym, którzy chcą spędzić miło czas.

    Wystawiłbym 9/10, ale biorąc poprawkę na to, że seans zamyka się w 40 minutach i domyka praktycznie wszystkie najistotniejsze informacje (z naprawdę drobnymi wyjątkami, które w każdej serii się znajdują), daję 10/10. Proszę mnie nie zjeść za lekko zawyżoną ocenę.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Turbotrup 9.04.2016 14:20
    Meh
    Film był bardzo przeciętny. 5cm/sek było lepsze i graficznie też mi się bardziej podobało. Jedyne co mi tutaj bardziej pasuje, to design postaci, ale to by chyba było tyle…
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Yukari 8.08.2014 11:34
    Spokojny
    Pierwsze co rzuca się w oczy to przepiękna grafika.Muzyka pasuje,ale nie zachwyca.Bohaterowie są tacy zwykli.Podobał mi się ten motyw z szewcem.Jest takie oryginalne.Film jest spokojny i można się przy nim wyciszyć.Byłam zaskoczona wiekiem bohaterów,a zwłaszcza Takao.Dość spora różnica i może się niektórym to nie spodobać.Nie wczułam się zbytnio w bohaterów.Dlaczego,gdy zaczął się patos.Patrzyłam na to obojętnym wzrokiem.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 1
    prorok1394 23.07.2014 14:38
    A mnie wogóle nie urzekła ta historia dlatego 5/10. Po oglądnieciu powiedzialem „Aha” i wyłaczyłem.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Marlow 23.02.2014 02:13
    Bardzo przyjemne w każdym aspekcie doznanie. Makoto Shinkai pokazuje tym filmem, że życie pisze najlepsze historie.
    Oglądając Kotonoha no Niwa można się naprawdę wyciszyć. Nie ma tu wielkich emocji, dramatów i tym podobnych – ot, zwykła, pięknie przedstawiona codzienność.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Nikodemsky 8.01.2014 21:48
    Oprawa graficzna naprawdę cieszyła oko, wszystkie szczegóły nawet w najmniejszym stopniu dopracowane do perfekcji, w tym przypadku bez zastanowienia jestem w stanie wystawić maksymalną ocenę, bo oglądanie scen w tle przy zwykłej deszczowej pogodzie była prawie jak wędrówka przez nieco inny świat.

    Jeśli chodzi o samą fabułę – rozumiem, że najważniejszy był tutaj przekaz, tylko zastanawiam się, czy nie byłoby warto ukazać to w nieco innej formie. Nie mówię, że była zła, czy choćby schematyczna, jednak na tyle prawdopodobna, co fabuły typowych dram, w ten sposób wydawała się ona trochę powierzchowna z założenia, autor mógł pomyśleć o czymś bardziej „codziennym”, gdzie widz mógłby się bardziej utożsamić z problemem, w tym przypadku wygląda to trochę jakby zarys romansu z pewnym ukierunkowaniem na konkretną sytuacją, aniżeli ogólny problem. Możliwe też, że trochę się czepiam i taka forma była bardziej „zjadliwa” dla ogółu, jednak przy tak doskonałej grafice jeszcze z dopracowaną fabułą można by stworzyć prawdziwe arcydzieło z przesłaniem, które zapada w pamięci na długo i nawet idąc dalej – wielu mogłoby się skłonić do pewnych refleksji, czy odnieść w pewnych sytuacjach i „obrać” prawidłową drogę. Oczywiście nie mówię tutaj, że utożsamienie się z bohaterami jest kompletnie niemożliwe – ponieważ zarówno główny bohater jak i bohaterka mieli swoje problemy i całkiem realne ale nie jestem przekonany do przekazania tego właśnie w takiej formie.

    Kotonoha no Niwa na pewno zapamiętam jako jedno z najpiękniejszych anime, jakie miałem okazję oglądać, tylko wolałbym, aby tyczyło się to również fabuły.

    Jestem w trakcie oglądania Place Promised in Our Early Days oraz niedługo planuję również zobaczyć sławne Byousoku 5 cm, mam nadzieję, że w tych dwóch przypadkach będę zachwycony, cały czas wierzę w Pana Shinkaia :)

    Ocenić całościowo jest mi strasznie ciężko… dawno tak nie nacieszyłem oka tak dobrą animacją ale znów przy fabule wyszło trochę przeciętnie, oglądało się całkiem przyjemnie progres krótkiej historii ale znów nie mogę mówić o zachwyceniu. Wystawiam 8/10, choć chciałbym więcej.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    kircia 2.12.2013 22:07
    nie to samo
    A ja powiem tak… film był piękny od każdej strony. Projekty postaci, w porównaniu z poprzednimi, dużo prostszymi wersjami, wyglądały ślicznie. Klimat cudowny. Muzyka dopasowana.

    ALE.

    To nie był ten Shinkai, którego pamiętam z „Byousoku 5 cm”. To znaczy, był przez większość filmu. Końcówka wszystko zepsuła. Twórczość Shinkaia kocham głównie za to, że praktycznie jako jedyny potrafi mnie naprawdę wzruszyć w tym… nazwijmy to, romantycznym sensie. Ale udawało mu się to tylko dlatego, że postacie w poprzednich dziełach były dość ciche, zamknięte w sobie, nie krzyczały do siebie płaczliwie – przeżywały ból głośno, ale tylko w środku, reszta miała odzwierciedlenie w grafice. Na zewnątrz przedostawały się tylko stłumione głosy i pojedyncze łzy.
    Zaś w momencie, kiedy dwójka z tego omawianego anime nagle odstawiła scenę jak z jakichś płaczliwych romansideł, gdzie bohaterkami są dziewczątka o obrzydliwie wielkich oczkach, poczułam, że oto… ocena poleciała w dół.

    To nadal bardzo dobre anime, ale mogło być świetne.
    Mam nadzieję, że to tylko taki jednorazowy eksperyment, że następny tytuł nie powieli schematu „dajmy ujście tym wielkim emocjom, płaczmy, krzyczmy, i pouczajmy się nawzajem”.
    To jest wszędzie, i doprawdy, robi mi się od tego niedobrze.
    Shinkai był jedyny w swoim rodzaju właśnie dlatego, że ukrywał te emocje krajobrazach, a nie podawał widzowi na tacy w tak oczywisty, wyświechtany sposób.

    Piękny film z wielką rysą przy zakończeniu.
    Odpowiedz
  • Avatar
    R
    odpowiedzi: 3
    Prigog 24.10.2013 20:55
    A moze prymitywniejsza recenzja?
    Odrobine tu namieszam jako koles nie zwiazany z adoracja anime.

    Film bardzo ok. Recenzja troche slaba.

    Potencjalny konsument tego filmu chce otrzymac jasny przekaz dlaczego warto ten film obejrzec lub dlaczego nie warto tego robic. Potrzebuje prostych i szybkich dowodow. Dla osob nie zwiazanych z anime z tej recenzji zupelnie nie wynika dlaczego warto na film sie wybrac. Na przyklad ja – czlowiek z ulicy – obejrzalem ten film tylko dlatego, ze mial 8 gwiazdek w czystej statystyce obok, gdyz po przeczytaniu tej recenzji wiedzialem tyle ile przed, czyli wielkie G. Fan tworczosci owego jegomoscia i spec od sztuki japonskiej i tak obejrzy ten film. Recenzja bedaca sztuka dla sztuki nie ma wiekszego sensu dla zwyklego zjadacza chleba. Ignorujac w ten sposob potencjalnych konsumentow, nastawiajac sie jedynie na twarda gwardie znawcow tematu, czynicie swiat sztuki japonskiej hermetycznym od ktorego potencjalnie zainteresowani beda sie oddalac. Przez co takie perelki, jak ten film, nigdy nie beda miec szans dotarcia do ludzi potencjalnie nimi zainteresowanych.

    Dlatego ponizej recenzja prosta i krotka, aczkolwiek przystepna okiem kompletnego jap­‑nooba i osoby spoza Waszego, jakze zacnego, kregu. Zwyklego goscia, ktory jednak zdecydowal sie obejrzec ten film.

    Jest to film z gatunku „romansidlo”. Opowiesc o milosci ukazana z pozycji przecietnych Japonczykow. Prawdopodobnie dlatego opowiesc ta jest, mimo oczywistych niuansow i komplikacji, tak czysta dla ludzkiego serca, pozbawiona wulgarnosci. Niczym japonski etos pracy. Trudno szukac podobnej w kinie europejskim czy USA. O takim zakochaniu marzyliscie nie raz;) Opowiesc, ktora spodoba sie kazdemu zakochanemu. A tym ktorzy zakochani nie sa, pozwoli odnalezc „wlasna droge” ku owemu stanowi. No dobra, tyle abstrakcji. A teraz sedno: Film ma wiele watkow, ale najwazniejszy traktuje tak na prawde o tym, ze nie wiek czy srodowisko generuje idealny match dwojga ludzi. Dopasowanie determinowane jest przez podobny poziom dojrzalosci dwojga osob. Tym czy sa w stanie sie nawzajem uzupelnic, gdyz to wlasnie ta potrzeba jest bez problemu w stanie przebic przykladowa bariere jaka jest wiek. Taka jest teza zawarta w filmie. Pieknie bylo patrzec jak dojrzaly byl chlopak w swoim podejsciu do zycia. Pieknie bylo patrzec, jak pani byla rownie dojrzala. Znalezli sie w odpowiednim miejscu i czasie. Od strony wizualnej przygotujcie sie na fetysz stop. Deszcz. Stopy. Deszcz. Stopy. Metro. Stopy. Buty. Odrobina product placement(?). Muzyczka i napisy koncowe. Ale film nudny nie bedzie, o ile macie wrazliwe serce. Osobiscie sam jako 30letni facet, ktoremu motyle z brzucha juz dawno wymarly, poryczalem sie na ostatniej scenie. Mniej wiecej podobnie wyobrazalem sobie zawsze zakochanie idealne. Poszukiwaczom „przygod” – film odradzam. Nastolatkom – nie tylko ladniejszej czesci – polecam.

    To taki off­‑topic, ale wiecie jaka refleksja mi sie nasunela po obejrzeniu tego filmu? Jesli przecietni Japonczycy sa tak proaktywni i dojrzali niemal w kazdym aspekcie zycia, to czarne chmury rysuja sie perzed nami Europejczykami. Jak sobie pomysle o tym gosciu z filmu i zkontrastuje to z tymi hiphopowo­‑dopalaczowymi zombie lazacymi po naszych ulicach to ogarnia mnie przerazenie o przyszlosc tego narodu. Bedziemy skazani wiecznie na ten cholernie eklektyczny design toyoty bo niczego innego nie bedzie warto kupowac… Takze mlodziezy – ogladac ten film i wziac sie za siebie poki jeszcze macie na to czas:)
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 1
    Gin Gajad 29.09.2013 16:06
    Jestem w kropce. Mam wrażenie, że źle zaczęłam swoją przygodę z twórczością Makoto Shinkaia. Z jednej strony jestem Ogrodem pełnym słów oczarowana – zachwyciła mnie przepiękna grafika, pełna szczegółów i detali, płynna animacja i bogate tła. Z drugiej jednak strony nie pamiętam, co dźwięczało mi w uszach w trakcie seansu i tak właściwie to nie wiem, jak zapatrywać się na samą historię. Mam wrażenie, że Shinkai sam nie wiedział, czy chce stworzyć dramat (pierwsza połowa filmu) czy pełną optymizmu opowiastkę o tym, jak to jednak zawsze czeka nas happy end (druga część filmu). Pierwsza część wydawała mi się w jakiś sposób gorzko realistyczna – w domu się nie układa, brak perspektyw na przyszłość, poczucie stłamszenia przez otaczającą rzeczywistość, apatia przerywana tylko deszczowymi porankami w parku, rozmowach z nieznajomą kobietę i kolejnymi kartkami w szkicowniku zapełnianymi projektami butów. Swoją drogą, sam motyw projektowania obuwia, tworzenia czegoś, co w pewien sposób jest symbolem poruszania się naprzód nie został dostatecznie wykorzystany – myślałam, że pasja głównego bohatera będzie miała większy wpływ na jego życie, a nie zostanie potraktowana tak marginalnie, jako ciekawy ozdobnik.
    Druga część filmu została odarta z niezwykłej atmosfery z pierwszej części – tajemnice zostają wyjaśnione, klimat tajemniczości znika, zastąpiony przed „Dramat”. Naprawdę, gdyby reżyser całą opowieść przedstawił tak jak jej początek, film tylko by zyskał. Łzawa końcówka,  kliknij: ukryte  tylko spotęgowała we mnie uczucie zmarnowanego potencjału. Szkoda, bo Kotonoha no Niwa mogłaby być pięknym dramatem prezentującym różnicę między młodzieńczą pasją a wypaleniem życiem obecnym u dorosłej kobiety, niemożnością pójścia naprzód i wprowadzenia zmian w swoim życiu.
    Nie skreślam Shinkaia – ale jeśli i inne jego filmy zbudowane są na tej samej zasadzie, to ja podziękuję za seans, bo takie coś po prostu mi nie odpowiada. Szkoda.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Diablo 28.09.2013 23:53
    Grafika, pomijając postacie i ich animacje, które według mnie wyszły nieco słabiej, była prześliczna, zwłaszcza efekty padającego deszczu i światłocienie. Pod tym względem istne cudeńko. Ale fabuła… No cóż, nie twierdzę, że nadawała się do tego by o kant pośladków ją rozbić, ale nie była też w mojej ocenie jakoś szczególnie pociągająca. Owszem, śledziło się ją nawet miło, czasem z prawdziwym zainteresowaniem, ale bez jakiegoś wielkiego szały. Aczkolwiek miłośnicy spokojnych i delikatnych historii obyczajowych powinni być z seansu jak najbardziej zadowoleni.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Nigihayami 30.07.2013 19:25
    Jak dla mnie to ta produkcja zdecydowanie za słaba jak na Mistrza. Historia nie powaliła mnie z nóg, chociaż od strony graficznej produkcja trzyma bardzo wysoki poziom.
    ocena 7/10
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 3
    Miyu_96 18.07.2013 17:52
    Z przyjemnością śledziłam losy bohaterów Kotonoha no Niwa, pod koniec już z zapartym tchem. Piękna grafika, urzekła mnie świetnym oddaniem każdego elementu otoczenia (choćby parująca pod żelazkiem, mokra koszulka, czy zmącona deszczem tafla stawu).
    Uważam, że anime jest świetne, jednak nie dla tych, którzy doszukują się w japońskich produkcjach wyłącznie wybuchów, czy prędkich zwrotów akcji. W ostatnim czasie naoglądałam się takich wiele, dlatego obejrzenie tego dzieła było takim… Wyciszeniem? Tak, zdecydowanie.
    Kotonoha no Niwa przedstawia nam urywek z życia zwyczajnych, szarych ludzi, którzy borykają się z najzwyczajniejszymi problemami, takimi, jakie mogą dotknąć każdego z nas. Spodobał mi się sposób, w jaki przedstawiono  kliknij: ukryte 
    Nie jestem pewna, czy chciałabym zobaczyć kontynuację. Z jednej strony tak, bo naprawdę polubiłam głównych bohaterów.  kliknij: ukryte 

    Nieskładny komentarz, wiem, przepraszam. Na koniec powiem, że anime to oceniam na 9/10. Wysoko, fakt. Grafika w Kotonoha no Niwa jest świetna, a poza tym… Urzekła mnie ta zwyczajna opowieść o życiu zwyczajnych ludzi, posiadających zwyczajne problemy. Tak o wiele bliższe moim, niż kolejne zagrożenie zagłady ludzkości. :)
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    arturxdd 26.06.2013 17:59
    Makoto Shinkai miał chyba gorszy dzień gdy tworzył to coś. Kotonoha no Niwa wyłamuje się z kanonu jego twórczości, ale niestety niekorzystnie. Dzieło pozbawione jest przede charakterystycznego dla niego przesłania i problemu nad którym warto by się zastanowić. Trudności z którymi zmagają się główni bohaterowie zostają spłycone i zmarginalizowane w imię banalnej, przepełnionej kiczem historii miłosnej. Mogła wyjść niebanalna opowieść o chłopcu z rozbitej rodziny pragnącym spełnić swoje marzenie szycia butów, a wyszedł przecięty romans o całkiem niezłej oprawie audiowizualnej.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 3
    Subaru 24.06.2013 17:08

    Przestaję lubić Shinkaia z każdym obejrzanym przeze mnie jego dziełem. Aż się chyba stałem wrogiem.

    Fakt, graficznie zachwyca, przepięknie oddane najmniejsze szczegóły, cudowna gra świateł, wierne odwzorowanie najmniejszych refleksów, wizualnie nie da się oderwać od ekranu. I wyłącznie dlatego i tylko to przy tym ekranie trzyma, bo fabuła jest bardzo przeciętna, żeby nie powiedzieć kiepska.

    Ma wzruszać, ma posmak sentymentalny, ale jest to widzowi bardzo narzucane, znów mocno mi się to kojarzy z twórczością literacką Coelho – wygląda pięknie, ale lepiej nie zaglądać do środka.

    Przecudnej urody melodramatyczna wydmuszka. Punkt wyżej za grafikę. 5/10.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Lin 17.06.2013 14:44
    obraz wart tysiąca słów - fabuła już niekoniecznie
    W sumie trochę bez sensu pisać jest w przypadku tego filmu o stronie wizualnej, bo już dawno było wiadomo, że ta będzie powalająca. Z drugiej strony nie można przecież o niej nie wspomnieć jako, że stanowi ona największą zaletę tej produkcji. Bez tej oprawy cała opowieść nie miałaby takiego uroku – o tym jestem przekonana. Grafika jest absolutnie spektakularna, zjawiskowa, zachwycająca – równie dobrze mógłby to być holenderskojęzyczny film z węgierskimi napisami, z którego nie zrozumiałabym ani jednego słowa – przyjemność z obcowania z obrazem byłaby taka sama.

    Co zaś do treści – jest dość sympatyczna, prosta ale ładna, można się nawet wzruszyć, ale nie mogę powiedzieć, bym szczególnie zaangażowała się w losy bohaterów i ich dramaty, jako że zbyt mało ich poznałam. Można nawet uwierzyć  kliknij: ukryte  Niemniej za mało dowiedziałam się o nich jako o niezależnych jednostkach, by autentycznie zaangażować się w ich losy. Jednym słowem, solidnie, choć bez fajerwerków.

    Mimo to poleciłabym do obejrzenia wszystkim. Ten film jest prawdziwą ucztą estetyczną, po prostu miło jest cieszyć oko takimi doznaniami, nawet jeżeli sama historia kogoś nie uwiedzie.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Sarizo 16.06.2013 15:30
    bardzo się podobało mi, minusem natomiast był czas trwania filmu, powinien trwać przyjemniej 130min. Bo przez tak krótki sens, mam wrażenie, że urwali jakby dopiero gdy najważniejszy wątek się rozpoczynał.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    warsix 6.06.2013 21:13
    Spodziewałam się czegoś znacznie lepszego, więc jestem troszkę rozczarowana. Mimo tego podobało mi się. Lubię  kliknij: ukryte . Sama w sobie oprawa graficzna mnie zachwyciła, momentami czułam się jakbym wróciła do niektórych miejsc w Japonii. Plus muzyka bardzo fajnie dograna do całości. Zliczając wszystkie minusy i plusy, zdecydowanie więcej jest tych drugich, warto obejrzeć. :)
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 7
    tanuki 6.06.2013 10:01
    Nie dla gimbusów
    Nie uświadczymy tu „porywającej” fabuły na miarę „Girls und Panzers” czy „Shingeki no Kyojin”. Nie zobaczymy „wstrząsających” scen, w których matka zostaje żywcem pożarta przez olbrzyma na oczach swojego syna!
    „Kotonoha no Niwa” nie oferuje nam „niebanalnej” historii o dziewczynkach jeżdżących czołgami albo starciu ludzkości z gigantami. Opowiada za to „banalną” historię o trudnej miłości. Tylko jak opowiada!
    Podsumowując, nie sugerujcie się opiniami przedszkolaków, którym nie spodobałoby się „Przeminęło z wiatrem”, bo nudne i nie było scen batalistycznych, chociaż niby o wojnie secesyjnej ;)
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    abc 5.06.2013 23:23
    Józuś, jakie to pikne! *_*
    Prawdziwe plastyczne dzieło sztuki!!! Można oglądać dla samego gapienia się w ekran na przelatujące obrazki.
    Odpowiedz
  • Anonymous 5.06.2013 18:23:53 - komentarz usunięto
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 6
    Slova 5.06.2013 09:57
    Kotonoha no Niwa to kolejny popis kunsztu Makoto Shinkaia

    Po tylu latach i przy wsparciu finansowym wypuścił jedynie 40 minutowy „film”. Zaiste popis, jak zrobić krok wstecz.

    w jakim kierunku pójdzie twórczość Makoto Shinkaia i choć dla większości widzów jego następne filmy miały w sobie to „coś” i wszystkie bezapelacyjnie były dziełami sztuki, miałam wrażenie, że mimo przepięknej oprawy technicznej opowiadają cały czas o tym samym

    Nie.
    W przeciwieństwie do tu omawianego i 5cm, cała reszta, poza tym, że opowiadała historię, miała także FABUŁĘ. I na tym właśnie polega wyższość Hoshi no Koe i Kumo no Mokou (i Hoshi no ou Kodomo) nad całą resztą, która nie oferuje dla widza nic poza idealną oprawą wizualną. Zwłaszcza tutaj pojawił się jeden prosty problem – co ma trzymać widza przy ekranie? Bo dramaty miłosne widziałem już w znacznie lepszym wykonaniu. Bohaterowie? Za mało czasu, by ich dobrze poznać, nie da się z nimi zżyć, bo wydarzenia lecą ekspresowo, jakby ktoś przekartkowywał klaser ze zdjęciami. Zakończenie także było łatwe do przewidzenia, inaczej przecież być nie mogło.

    Widzieć w tym filmie można masę rzeczy. Pytanie brzmi – co tam jest naprawdę, poza banalną historyjką o trudnej miłości. Historyjką, która sprawdziła by się w dłuższej formie, ale nie tutaj.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 0
    Tassadar 4.06.2013 16:17
    Shinkai wciąż nie może się wygrzebać z niszy w jaką sam się wpakował (Hoshi o Ou Kodomo się nie liczy, bo to prosta kalka Ghibli choćby nie wiem jak mocno zaklinać rzeczywistość). Sam film jest nastrojowy i oczywiście technicznie dopracowany w nieprawdopodobnym stopniu. Pozostaje monotematyczny i wtórny, ale przynajmniej ogląda się go lekko i dość przyjemnie.

    PS. Obsadzenie Hanazawy w roli Yukari to porażka na całej linii, jej głos zupełnie nie pasuje do postaci.
    Odpowiedz
  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime