Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 7/10
fabuła: 7/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,00

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 329
Średnia: 8,25
σ=1,27

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Magi: The Kingdom of Magic

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2013
Czas trwania: 25×24 min
Tytuły alternatywne:
  • マギ The kingdom of magic
zrzutka

Magi część druga, a w niej znikający główni bohaterowie, konflikty polityczne rozstrzygane bitwami wielkich potworów i… filozofia?

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Shouneny to anime naprawdę frustrujące, zarówno dla twórców, jak i dla oglądających. Ilość ustalonych schematów i elementów obowiązkowych w tych seriach, takich jak podkreślanie wartości przyjaźni czy rozwój bohaterów głównie przez wyposażanie ich w coraz potężniejsze umiejętności, zatrzymała ten gatunek w czasie dobre dwadzieścia lat temu. Nic więc dziwnego, że Magi: The Labirynth of Magic wzbudziło aż tak duże zainteresowanie, obiecując odmianę i kusząc pięknie wykreowanym orientalnym klimatem. Niestety pomimo godnych pochwały prób wprowadzenia ambitniejszych rozwiązań, efekty były mierne, o czym można poczytać w recenzji Altramertesa, która pokrywa się z moją opinią na temat tej serii do tego stopnia, że tekst tutaj można traktować jak bezpośrednią kontynuację.

Zacznijmy od małego wprowadzenia. Sytuacja polityczna na kontynencie staje się coraz bardziej napięta. Imperia Kou i Riem, a także królestwo Sindrii zbierają siły do nieuchronnego starcia, a do tego siejące chaos Magnostadt i tajemnicze Al­‑Thamen również zamierzają wykonać swoje ruchy. Pośród tego bałaganu nasza czwórka bohaterów szykuje się do rozstania, ponieważ każde z nich postanowiło zmierzać do innego celu. Alibaba musi opanować w pełni swojego dżina, by walczyć na równi z przeciwnikami, których spotkanie w przyszłości jest nieuniknione, Morgiana chce na własne oczy przekonać się, czy na Czarnym Kontynencie rzeczywiście nie pozostał już żaden Fanalis, Hakuryuu planuje zamach stanu we własnym państwie, a Alladyn zamierza udać się do Magnostadt, by tam nauczyć się więcej o magii i zrozumieć, co łączy to miejsce z tajemniczą Organizacją. Jako że prowadzenie czterech wątków naraz nie jest możliwe (czy raczej jest bardzo trudne), autorka poszła po linii najmniejszego oporu i po „wyprowadzających” odcinkach, w których dostajemy krótkie przebłyski tego, co robią bohaterowie tuż po rozstaniu się z resztą, historia skupia się wyłącznie na Alladynie oraz jego przygodach i nauce w mieście­‑państwie magii. Mnie to nie przeszkadzało, ale jeśli ktoś liczył, że pozostała trójka odegra ważną rolę w serii, to przez resztę odcinków mógł czuć się lekko oszukany.

Nie jest jednak tak, że widz nie dostaje nic w zamian, wręcz przeciwnie. W Magnostadt bowiem rozgrywają się dwa oparte niemal wyłącznie na rozwoju postaci pobocznych wątki, które pod względem filozoficznej i psychologicznej głębi deklasują wszystko, co seria miała do tej pory do zaprezentowania. W tym mieście poznajemy bowiem historię Matala Mogametta i Titusa Alexiusa, które opowiadają o naturze relacji magowie­‑ludzie i znaczeniu życia w oryginalny i poruszający sposób, dzięki czemu przykuły mnie do ekranu na dobre dziesięć odcinków, budząc autentyczne zainteresowanie. Niestety jakkolwiek obiecująco to, co przed chwilą napisałem, mogło zabrzmieć, wszystko znów rozbija się o największą wadę serii. Magi: The Kingdom of Magic jest bowiem, tak jak poprzedniczka, festiwalem zmarnowanego potencjału. Autorce mangi, być może z braku doświadczenia, wykańczanie wątków i motywów zwyczajnie nie wychodzi. Zamknięcie żadnego z wątków nie wydawało mi się satysfakcjonujące i przez cały czas czułem, że okazja na wyprodukowanie naprawdę dobrego anime przeciekła twórcom przez palce. Dość powiedzieć, że finałem wątków w Magnostadt jest bitwa z wielkimi potworami.

Jeśli chodzi o postacie, to na etapie projektowania historii wydarzyło się coś dziwnego, jako że główni bohaterowie właściwie ustępują miejsca pobocznym, nie wspominając o tym, że przez większość czasu trójka z nich w ogóle nie pojawia się na ekranie, a Alladyn odgrywa mało znaczącą rolę. Jako jedyny w tym krótkim czasie dał radę coś ugrać Hakuryuu, który w pierwszych siedmiu odcinkach zyskał w moich oczach status ciekawej i głęboko skonfliktowanej wewnętrznie postaci, tylko po to, by pod koniec sezonu nagle wrócić jako zły knujący coś w cieniach z Judarem. Przez to, jak kiepsko został poprowadzony ich wątek, mój problem z pierwszego sezonu, czyli brak zainteresowania głównymi postaciami, urósł do takiego stopnia, że ich losy stały mi się zupełnie obojętne, co zawsze bardzo negatywnie odbija się na przyjemności oglądania.

Tutaj jednak w sukurs przychodzą postacie poboczne, jak pewnie można się już domyślić. Matal Mogamett to jeden z najciekawiej wymyślonych antagonistów, jakich widziałem. Od chwili, gdy po raz pierwszy zostaje nam przedstawiona jego motywacja, nie potrafiłem ocenić, czy naprawdę mam do czynienia ze złą osobą. W licznych retrospekcjach i scenach obserwujemy, jak kolejne ciosy, które otrzymuje od życia, powoli zmieniają jego idealizm w fanatyzm, aż w końcu akumulowana przez dziesięciolecia nienawiść i pogarda łamią go i doprowadzają do tragedii. Nieco bladziej, choć bynajmniej nie słabo, na jego tle wypada Titus Alexius. Jak na niewielką ilość czasu, która jest mu poświęcona, wchodzimy naprawdę głęboko w jego psychikę i razem z nim doświadczamy sprzeczności, jakie wywołuje w nim dramatyczna sytuacja, w której się znalazł. Choć jak już wspomniałem, twórcy nie zdołali wydobyć pełnego potencjału tych postaci, dla tej dwójki warto było obejrzeć ten sezon. Oprócz nich trudno po jasnej stronie mocy szukać osoby, która wprowadzałaby coś do historii, ale na horyzoncie pojawia się jeszcze jedna interesująca kobieta – Gyokuen Ren. Od pierwszej chwili, kiedy poznajemy tę wiecznie uśmiechniętą szaloną czarodziejkę, budziła ona we mnie głęboki niepokój. Dodatkowo z każdą kolejną sceną z jej udziałem coraz jaśniejsze stawało się, że to ona jest najgroźniejszym przeciwnikiem, z jakim przyjdzie się zmierzyć naszym bohaterom. Jeśli sezon trzeci kiedyś powstanie, to jej występu nie mogę doczekać się najbardziej. Oczywiście nie obyło się również bez małych, ale nieprzyjemnych rozczarowań, takich jak Yunan, który pojawia się już około połowy serii, ale nie zrobił koniec końców nic ciekawego nawet podczas ostatniej konfrontacji.

Strony technicznej anime nie będę tutaj omawiać, gdyż ani animacja, ani muzyka nie zmieniły się na tyle, by zdezaktualizować nieco krytyczny opis Altramertesa. Z moich uwag dodam jednak, że wyjątkowo przestały mi pasować, jeszcze zresztą w poprzednim sezonie, openingi i endingi. Nie dość, że znów są popowym nudziarstwem, to na dodatek kompletnie nie pasują do klimatu serii, który miejscami potrafi zrobić się naprawdę mroczny, więc skoczne piosenki pasują do niego jak pięść do nosa. Do tego dochodzi jeszcze krótki wstęp do każdego odcinka, podsumowujący poprzedni, któremu również towarzyszyła skoczna muzyka. O ile przez większość czasu było to niezauważalne, to puszczenie tego tuż przed rozmową Mogametta i Titusa w siedemnastym odcinku było dla mnie po prostu reżyserską herezją.

Jak pewnie można zauważyć w ocenie Magi: The Kingdom of Magic, jestem rozdarty. Z jednej strony, jeśli pominąć dwójkę magów, która przewijała się przez całą recenzję, zostaje z tego naprawdę marny shounen, którego jedynym mocnym punktem jest świat przedstawiony. Główni bohaterowie nie posuwają się do przodu prawie w ogóle jako postacie, polityczny konflikt zostaje rozegrany mało subtelnie, a najważniejsza bitwa po prostu mnie znudziła. Z drugiej strony jednak, gdyby pominąć wszystko poza Mogamettem i Titusem, i oddać produkcję w bardziej doświadczone ręce, seria miała potencjał, by stać się czymś, co mogłoby narobić niezłego bałaganu w górnych partiach mojej listy ulubionych anime. Niestety, Magi jest jakie jest i choć ostatecznie otrzymuje ocenę 7/10, z poleceniem go komukolwiek byłbym ostrożny. Zwyczajnie poza wątkami, o których piszę tu już do znudzenia, nie ma w tej serii nic wartościowego.

Ao desu, 13 lutego 2016

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: A-1 Pictures
Autor: Shinobu Ootaka
Projekt: Shiho Takeuchi, Toshifumi Akai
Reżyser: Kouji Masunari
Scenariusz: Hiroyuki Yoshino
Muzyka: Shirou Sagisu