Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Japanicon 5

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 7/10 grafika: 6/10
fabuła: 5/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,50

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 52
Średnia: 7,42
σ=1,43

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Yowamushi Pedal

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2013
Czas trwania: 38×24 min
Tytuły alternatywne:
  • 弱虫ペダル
Gatunki: Sportowe
Widownia: Shounen; Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Trudne początki kolarstwa, czyli jak z pełną prędkością przejechać siedemset metrów w pół godziny, śpiewając przy tym opening ulubionego anime.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Jak bardzo jesteście w stanie się poświęcić, by zaoszczędzić pieniądze niezbędne do rozwijania hobby? Sakamichi Onoda mógłby dla Was stanowić przykład, gdyż regularnie podróżuje do Akihabary, najważniejszej z punktu widzenia miłośnika japońskiej popkultury dzielnicy Tokio, na rowerze typu „damka” pokonując w jedną stronę ponad czterdzieści kilometrów. Kilka groszy zaoszczędzonych na biletach może więc przeznaczyć na gadżety. Onoda, nie zdając sobie sprawy z faktu, że z powodu tego typu środka lokomocji wykonuje iście tytaniczną pracę, beztrosko pokonuje na swoim maminym bicyklu wzniesienie o wartości 20%, czym imponuje sportowcom ze szkolnego klubu kolarskiego. W wyniku dalszych zabiegów kolegów młokos zostaje wciągnięty w jego szeregi i rozpoczyna intensywny trening, powoli budząc w sobie walecznego ducha.

Tak też zaczyna się wielka kolarska przygoda drobnej postury otaku. W kolejnych odcinkach widz, wraz z bohaterami, odkrywa kolejne fenomenalne zdolności Sakamichiego, który jednak jest jak nieoszlifowany diament – zanim stanie w szranki z innymi zawodnikami, będzie musiał przekuć swój nieskończony zapał w technikę. Dlatego też, pomimo wszystkich niezwykłości, historia początkującego kolarza nie jest kolejnym typowym przypadkiem „od zera do bohatera”, bowiem Onoda tak naprawdę od zera nie startuje – uskuteczniane od kilku lat wycieczki rowerowe poskutkowały niespotykaną jak na tak filigranową sylwetkę wytrzymałością. Niedoskonałości sprzętu nie stanowiły problemu, ponieważ nie zdawał sobie z nich sprawy. Przerzutki? Dla niego możliwość regulacji siły potrzebnej do kręcenia pedałami to ósmy cud świata! Sakamichi nie staje się z dnia na dzień asem i, co Wam zdradzę, nie zostaje nim w ogóle. Owszem, podczas swojej kolarskiej kariery dokonuje naprawdę imponujących wyczynów, lecz nadal jest dobry tylko w swojej dziedzinie, czyli we wspinaczce, świat kolarstwa ma mu jeszcze do pokazania niejedno, a koledzy i przeciwnicy udzielą wielu lekcji, niekiedy także bolesnych.

Niestety taki schemat, bądź co bądź wiarygodny, nie dotyczy wszystkich zawodników. Oto bowiem w historii tej musiał pojawić się kolarz, który jest dobry we wszystkim, przebiegły, podły, zaborczy, a ponadto tak silny, że musi obwiązywać uda bandażem. Dlaczego? Może siła jego nóg w przeciwnym wypadku zmiotłaby Japonię z powierzchni Ziemi? Nie ta bajka? W rzeczy samej, ale na dłuższą metę trudno się nie zgodzić, bowiem supermoce w Yowamushi Pedal jednak występują. Ot, jeden z zawodników potrafi bezszelestnie przyspieszać, inny ma ponadprzeciętną pojemność płuc, kolejny dusi w sobie kolarskiego demona, a kości jeszcze innego są zbudowane chyba tylko z tkanki chrzęstnej. Prawdziwy jarmark osobliwości. Pomimo tych mankamentów serial nadal dostarcza sporo wiedzy na temat prawdziwego kolarstwa, choć niekiedy te wiadomości są niewidoczne spod pokrywy niezwykłych i dynamicznych wydarzeń. Stety lub niestety, informacji technicznych, zrozumiałych jedynie dla zaawansowanych rowerzystów, jest niewiele. Yowamushi Pedal bardziej niż w prawdziwych kolarzy celuje w pasjonatów bicykli i serii sportowych w ogóle i stąd taka, a nie inna treść i przekaz.

Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że w anime sportowych fabuła gra drugorzędną rolę. To brzmi niezwykle, ale prawda jest taka, że wyróżniających się serii z tego gatunku jest niewiele. Dlaczego? Bo zasad gry w piłkę nożną, baseball i tym podobnych pan nie zmienisz i nie bądź pan głąb, że tak pozwolę sobie na sparafrazowanie skeczu Kabaretu Dudek. Piłka zawsze musi wtoczyć się do bramki, wpaść do kosza, a koła muszą się kręcić. Istotą jest więc nie to, co autorzy pokazują widzowi, ale jak. Nie fabuła jest ważna, ale jej tempo. Pamiętacie, jak długie potrafiło być boisko, po którym biegał Tsubasa? Niekiedy wyczyny grających na nim piłkarzy bardziej przypominały bieg maratoński niż piłkę kopaną. To właśnie jest jeden z najczęstszych problemów z tempem – akcja wydłuża się ponad miarę, chociaż w rzeczywistości trwałaby chwilę. O ile w początkowych odcinkach Yowamushi Pedal mankament ten nie występuje, wraz z rozwojem wydarzeń dochodzi do sytuacji, gdzie kolarze potrafią sprintem jechać siedemset metrów niemal cały odcinek. W tym czasie wydarzenia zapychają dramatyczne dialogi obserwatorów i zawodników, westchnienia, okrzyki zdumienia, wyrazy złości, znowu rozmowy, pełne niepokoju rozmyślania, retrospekcje, analizy, a samego pedałowania zostaje tyle, co kot napłakał. Nie zawsze, ale jednak im o większą stawkę toczy się gra, tym więcej jest przy niej niepotrzebnego kłapania gębą. I to nie jakieś lakoniczne kiwanie głową i burczenie pod nosem, bowiem rowerzyści potrafią w czasie wyścigu prowadzić prawdziwe dysputy. Przy tym nieważne, jak bardzo są zmęczeni, albo że właśnie dokonali wielkiego wysiłku. Nie przypominam sobie sytuacji, by któryś z seiyuu wysilił się na odegranie roli zadyszanego sportowca, który walcząc o każdy łyk powietrza, z trudem znajduje siły na mielenie jęzorem. Nie zdziwcie się więc, że anime nie ma finału. Autorzy zwyczajnie źle rozplanowali czas i po ślamazarnym rozwoju akcji w połowie, sama końcówka pędzi na złamanie karku, ale to za mało, by nadrobić zaległości. W efekcie rezultaty najważniejszego wyścigu, w jakim biorą udział bohaterowie, poznamy dopiero jesienią, bowiem wtedy ma się ukazać kontynuacja.

Jak sądzicie, dlaczego anime o kolarstwie nie ma aż tak wiele? Nie, wcale nie dlatego, że to mało popularna dyscyplina sportu. Powód jest inny – rowery są trudne w animacji. Jednak artyści pracujący przy Yowamushi Pedal poradzili sobie i z tym wyzwaniem, posiłkując się animacją komputerową. Całą sylwetkę kolarza w większości ujęć stanowi więc trójwymiarowy model, z wyjątkiem twarzy, która jest zwykłym rysunkiem. Mimo szerokiego zastosowania grafiki komputerowej nie ma co liczyć na spektakularne ujęcia rodem z Initial D. Kadrowanie jest bardzo monotonne, większość akcji widz obserwuje z kilku stosowanych naprzemiennie perspektyw, ruchy kolarzy są mało urozmaicone i przy zbliżeniach ograniczają się głównie do kiwania na boki. Nie żeby w rzeczywistości kolarstwo wyczynowe przypominało gimnastykę artystyczną, lecz poza sporadycznym sięgnięciem po bidon zawodnicy rzadko wykonują ruchy inne niż samo pedałowanie i kierowanie. Naturalizm jest w tym wypadku możliwy do odwzorowania w animacji, to pokazują chociażby produkcje spod szyldu Nasu.

Razić może także tempo jazdy. Animatorom tylko kilka razy udała się sztuka odwzorowania prędkości, z jaką przemieszczają się rowerzyści podczas wyścigu. Często ktoś przyspiesza niczym startujący myśliwiec, nagle zwiększając dystans między konkurentami, by po chwili, z innego ujęcia, jego jazda okazywała się niewiele szybsza od innych zawodników. Wielokrotnie, zwłaszcza w ostatnich odcinkach, sprinterom zdarza się stopniowo przyspieszać coraz bardziej, od jazdy bardzo szybkiej do bardzo, bardzo, bardzo, bardzo szybkiej, gdyż przeciwnik równie niespodziewanie znalazł siły, by jechać bardzo, bardzo, bardzo szybko. Jedno „bardzo” wizualnie prezentuje się jako dziesięć metrów przewagi uzyskanych w ułamku sekundy. A przypominam, że oni pędzą ile sił, więc trudno o tak imponujące przyspieszenie, któremu czasem towarzyszy zdzieranie opon. Efektowność wzięła górę nad zdrowym rozsądkiem i zabiła wrażenia estetyczne.

Mojego narzekania jeszcze nie koniec, chociaż teraz nie zamierzam być tak srogi. Zwyczajnie chcę zaznaczyć, że ostatnie opening i ending były bardzo nijakie, w porównaniu do pierwszego i drugiego zestawu. Nie wiedzieć czemu energiczne brzmienia grup Rookiez is Punk`D oraz Dirty Old Men musiały zostać zastąpione wokalem w wykonaniu seiyuu bohaterów. W efekcie zamiast rockowego kopa dostaliśmy piosenkę idealnie pasującą do najbardziej sztampowej gry otome, jaką tylko można sobie wyobrazić. Komu to przeszkadzało? Kto był takim malkontentem, że postanowił zaoszczędzić na muzyce? To boli tym bardziej, że piosenka Yowamushi na Honoo, znana z drugiego openingu, jest opatrzona spektakularnymi ujęciami i tym samym ukazuje prawdziwego ducha kolarstwa, czego z pewnością zabrakło w treści serialu.

Mimo tego całego biadolenia czekam. Może nie z niecierpliwością, ale wypatruję pewnej już kontynuacji, mając nadzieję, że następne odcinki unikną najpoważniejszych wad pierwszej serii. Chętnie znowu spotkam się z sympatycznymi, żywiołowymi kolarzami, bowiem ani razu ich perypetie nie zaczęły mnie nudzić. Niechaj pedałują dalej, ale następnym razem niech to robią w lepszym stylu.

Slova, 17 lipca 2014

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: TMS Entertainment
Autor: Wataru Watanabe
Projekt: Takahiko Yoshida, Yoshio Mizumura
Reżyser: Osamu Nabeshima
Scenariusz: Reiko Yoshida
Muzyka: Kan Sawada