Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Gakkon 4 - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

4/10
postaci: 4/10 grafika: 6/10
fabuła: 3/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

4/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 3,75

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 101
Średnia: 6,25
σ=1,99

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Slova)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Aoki Hagane no Arpeggio -Ars Nova-

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2013
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Arpeggio of Blue Steel
  • 蒼き鋼のアルペジオ -アルス・ノヴァ-
Widownia: Seinen; Pierwowzór: Manga; Czas: Przyszłość (postapokaliptyczna)
zrzutka

Zatopienie fabuły w dwunastu odcinkach, czyli jak miłością i dobrocią Gwiazdę Śmierci pokonano.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Pierwsze skojarzenie do frazy „okręt wojenny”. Bitwy morskie? Ależ skąd, przecież to oczywiste, że odpowiedzią są dziewczyny. Jeżeli pomyśleliście inaczej, to Aoki Hagane no Arpeggio -Ars Nova- zdecydowanie nie jest dla Was przeznaczone. Jeżeli zaś żyliście w przekonaniu, że stado bohaterek będzie jedynie zwieńczeniem kompozycji, a nie jej sednem, to sami siebie wprowadziliście w błąd. To nic, że zabiegi promocyjne mogły ową pomyłkę spowodować, przecież mamy do czynienia z anime i właśnie na to należało wziąć poprawkę.

W niedalekiej przyszłości na Ziemi znikąd pojawiła się Flota Mgły, złożona z okrętów przypominających drugowojenne pancerniki i niszczyciele, ale technologicznie wyprzedzających ludzkość o wieki. Tajemnicza flota całkowicie zdominowała wody na Ziemi, odcinając wiele krajów i wysp od reszty świata. Jako że konwencjonalna broń była przeciwko takiemu wrogowi nieskuteczna, Japończycy opracowali nowy rodzaj torpedy mający zmienić przebieg wojny. Jednak możliwości produkcyjne Kraju Kwitnącej Wiśni okazały się niewystarczające, by zaopatrzyć w unikatową broń znaczne siły, dlatego też zrodził się pomysł, by prototyp przekazać USA. Wtedy też na scenę wkracza Gunzou Chihaya ze swoim osobistym okrętem podwodnym Ioną, niegdyś jednostką Floty Mgły. Iona jest statkiem unikatowym, ma bowiem awatara w formie błękitnowłosej dziewczyny. Młody kapitan łodzi podwodnej wyrusza na wyprawę przez pełne wrogów wody Pacyfiku, by dostarczyć do USA cenną przesyłkę. Na swojej drodze Gunzou i Iona spotykają inne reprezentantki floty mgły, których zadaniem jest utrzymanie ludzkości w ryzach.

Aoki Hagane no Arpeggio -Ars Nova- reprezentuje ten typ konstrukcji fabularnej, który daje wielkie pole do popisu, ale rzadko kiedy zostaje dobrze wykorzystany. Jego reprezentantem w ostatnim czasie było Shingeki no Kyojin, a kiedyś Blue Gender i pewnie cała masa innych im podobnych. Zamknięcie i izolacja poszczególnych grup ludzkości oczywiście daje wrażenie przytłoczenia, beznadziei, pozbawia potencjalnych bohaterów chęci do działania i stawia ich przed koniecznością walki skazanej na porażkę. Niestety czasami autorzy przesadzają do tego stopnia, że odebranie ludziom swobody działania właściwie uniemożliwia jakiekolwiek posunięcie fabuły do przodu, a postępowanie bohaterów sprowadza jedynie do walki o przetrwanie, a nie o wygraną. Do krótkich, przygnębiających historii taka atmosfera jak najbardziej pasuje, ale na dłuższą metę obserwowanie postaci w sytuacji bez wyjścia może nużyć. W takim przypadku do przełamania impasu potrzebny jest bodziec – niezwykły, niepowtarzalny as z rękawa, jedyna nadzieja ludzkości i czort wie, co jeszcze. Właśnie tego typu sytuację widać w Aoki Hagane no Arpeggio -Ars Nova- – tytułowa Iona, okręt Floty Mgły operujący pod banderą ludzkości nie wiadomo dlaczego i z czyjego rozkazu, to jedyny bodziec popychający fabułę do przodu, a przez to odbierający całej historii tę skrupulatnie wprowadzoną nutkę beznadziei. Wszystkie inne zabiegi ludzi o odzyskanie dominacji na morzu mogą okazać się fiaskiem, ale Iona zawsze jest zwycięska. Szczerze nie lubię sytuacji, gdy wróg jest tak silny, że ludzkość nie może zrobić dosłownie nic bez tej wyjątkowej, jedynej w swoim rodzaju broni, która przez wyolbrzymienie potęgi przeciwnika staje się zdecydowanie przesadzona, gdyż z mocy fabuły musi być od owego wroga potężniejsza.

Jak brzmi najważniejsza fraza, jaka musi pojawić się w każdym filmie i serialu o łodziach podwodnych? Oczywiście „peryskop w górę”! W Aoki Hagane no Arpeggio -Ars Nova- nie słychać jej ani razu. Okręty Floty Mgły tylko z wyglądu przypominają statki Cesarskiej Marynarki Wojennej Japonii z czasów drugiej wojny światowej (przyczyna takiego stanu rzeczy nie została wyjaśniona, chociaż przy odrobinie inwencji twórczej można by znaleźć lepszy powód niż „bo japońskie statki są fajne”), w rzeczywistości to naszpikowane futurystyczną technologią instrumenty dominacji, a potyczki z nimi sprowadzają się albo do masakrowania klasycznych okrętów wojennych ludzkości, albo do licytacji, kto ma większy laser. Iona, chociaż jest łodzią podwodną, nagminnie dokonuje wynurzenia i neutralizuje wroga przy pomocy przewagi ognia. Nie, argument, że okręty z tamtego okresu musiały często dryfować nie ma tu zastosowania, gdyż statki Floty Mgły jedynie wyglądają jak technika morska z lat trzydziestych i czterdziestych ubiegłego wieku, zaś technologicznie wyprzedzają ludzkość o wieki. Przez te zabiegi i prowadzenie bitew w taki, a nie inny sposób, ginie niepowtarzalny, klaustrofobiczny klimat łodzi podwodnej – skrytego i cichego zabójcy czającego się w morskich głębinach. Całą wizję dobijają kuriozalne sceny z ostatnich odcinków, stanowiące niezbity dowód na to, że koncepcja okrętów wojennych wyposażonych w żeńskie awatary nie była do końca przemyślana i nie wybiega dalej niż zwyczajne nadanie technice wojskowej uroczej formy. Po kilku odcinkach okazuje się, że dziewczętom reprezentującym okręty żadne statki nie są potrzebne, by siać zniszczenie, ba! Ich brak wcale nie umniejsza ich siły. Autorzy nawet nie próbowali zachować pozorów, że wszystko sobie przemyśleli i konsekwentnie realizują założenia, bowiem, jak się później okazuje, ciężki krążownik może dokonać pełnego zanurzenia i działać w taki sposób skuteczniej niż łodzie podwodne. Po co więc w ogóle te drugie istnieją? Zgubna pogoń za złudną efektownością pogrzebała całą interesującą koncepcję.

Anime nie pomagają też nieudolne próby zbudowania dramatyzmu. Jedna z (chyba) mających na celu poruszenie widza historii, dotycząca dziewczynki­‑genialnego naukowca, może miałaby szansę zdobyć uznanie, gdyby nie została wciśnięta pomiędzy inne wątki zupełnie bez pomysłu, nie komponując się z aktualnymi wydarzeniami. Gorzej jednak, że finałem całej sprawy było powiększenie obstawy Gunsou o dwie nowe dziewoje (i jedną dziewczynkę). I to nawet nie jest budowanie haremu, gdyż kolejne towarzyszące głównemu bohaterowi okręty Floty Mgły po prostu są i niewiele z ich obecności wynika. Na tym polu wyróżnia się jedynie zauroczona w nim Takao, acz tylko dlatego, że w bardzo nieudolny sposób stara się ukryć swoje uczucia. Nie ma co się jednak dziwić, że relacje między postaciami kuleją, skoro już na początku jest ich piątka, a w kolejnych odcinkach ta liczba się powiększa. W efekcie o głównym bohaterze i jego załodze nie wiemy właściwie nic, dialogi z Ioną sprowadzają się głównie do filozoficznej dysputy z komputerowym botem, Haruna i Kirishima to w późniejszych odcinkach komediowe dodatki lub wypełnienie tła, a jakiś głębszy sens istnienia mają jedynie wspomniana już Takao i Hyuuga, która zauroczyła się w Ionie. Z kolei po drugiej stronie barykady na uwagę zasługuje jedynie Kongou, gdyż w jej przypadku można nawet mówić o nieznacznym rozwoju charakteru, acz tok rozumowania tej statko­‑dziewczyny opiera się na chęci neutralizacji każdego odstępstwa od standardów Floty Mgły. Co gorsze – anime w kolejnych odcinkach coraz bardziej skupia się na tych nikłych interakcjach między bohaterami, a wątek podróży do Stanów Zjednoczonych zostaje zepchnięty na dalszy plan przez grillowanie na plaży, emocjonalne rozterki statków­‑dziewczyn, nieudolne próby zjednania sobie wroga w wykonaniu Gunzou i inne równie istotne działania. Coraz bardziej nużące stają się także sceny akcji, polegające na tym, że jeden superstatek prowadzi kanonadę, a drugi (lub reprezentująca go dziewoja) ów grad pocisków zatrzymuje polem siłowym i potęgą przyjaźni.

Zdecydowanie najbardziej kontrowersyjnym elementem Aoki Hagane no Arpeggio -Ars Nova- jest oprawa wizualna, w całości wykonana techniką animacji komputerowej. Nie jestem przeciwnikiem takowej, widok CGI nie powoduje, że toczę pianę z pyska i kilka razy broniłem użycia trójwymiarowej animacji w różnych produkcjach. Tutaj też bym mógł przytoczyć podobne argumenty: że skomplikowane obiekty, jakimi są statki, mogłyby ucierpieć podczas rysowania, że przestrzenne modele dają możliwość lepszej pracy kamery, pozwalają na bardziej dynamiczne ujęcia, że technika cyfrowa ukazuje wydarzenia w bardziej spektakularny sposób itd., itp. Sęk w tym, że powyższe argumenty „za” w przypadku Aoki Hagane no Arpeggio -Ars Nova- nawet nie równoważą tych przeciw. Owszem – bitwy wyglądają spektakularnie, zaś kolorowe i migające światłami i laserami niczym rosyjska dyskoteka modele statków robią wrażenie ilością detali, zwłaszcza w ruchu. A cała reszta jest równie piękna! O ile się nie rusza… Faktycznie projekty postaci cieszą oko, są dosyć charakterystyczne i przyjemnie się ogląda statko­‑dziewczyny, ale jedynie wtedy, gdy stoją w miejscu, bowiem animacja ludzkiego ruchu wręcz boli. Już pierwsza lepsza gra komputerowa ze średniej półki jest pod tym względem porządniej zrobiona. Tutaj kończyny bohaterów to patyki przemieszczające się od punktu A do B. W efekcie wszystko wygląda pięknie, dopóki w kadrze dominują zbliżenia na nieruchome twarze. Tragedią są już nawet ujęcia, gdzie poruszają się jedynie bohaterowie prowadzący dialog, a cała reszta stoi jakby zamieniona w solne słupy. A przecież właśnie po to stosuje się ingerencję komputerów, by takich sytuacji uniknąć. Dobrodziejstwa cyfryzacji uwidaczniają się za to w masowym użyciu kombinacji CTRL+C – CTRL+V do zapełniania obrazu żołnierzami, którzy w dodatku noszą maski p­‑gaz niezależnie od aktualnej sytuacji (co oczywiście eliminuje potrzebę rysowania twarzy). Od razu na myśl przychodzi Star Wars: Wojny Klonów, także stworzony dzięki animacji komputerowej serial swego czasu emitowany w TVP1. Jednak w przypadku tego dodatku do uniwersum Gwiezdnych Wojen animacja stanowiła niezaprzeczalny atut, zwłaszcza podczas scen batalistycznych, więc, jak widać na tym przykładzie, przy użyciu CGI można stworzyć efektowną i dobrze wyglądającą serię akcji. Muszę przyznać, że albo Japończycy jeszcze nie do końca zdają sobie sprawę z zalet animacji komputerowej i nie umieją jej w pełni wykorzystać, albo zwyczajnie bardzo charakterystyczna stylistyka rysunku z Kraju Wschodzącego Słońca nie współgra z trójwymiarowymi modelami.

Na marginesie dodam, że porównując kadry z mangi i ujęcia z anime widać, że w tym drugim mimika Iony została nie tyle zubożona, co właściwie jej nie ma, podczas gdy w pierwowzorze dysponowała całą paletą wyrazów twarzy typowych dla japońskiego komiksu. Odarcie głównej bohaterki z jej bogatej mimiki przy jednoczesnym zachowaniu osobowości typowego „klona Rei Ayanami” spłaszczyło charakter tej słodkiej „łodzi podwodnej”. Jej postać z mangi przywodziła mi na myśl „siostry” Mikoto Misaki z Toaru Kagaku no Railgun – niby wyzute z uczuć, ale w rzeczywistości cechujące się niepowtarzalnym, bardzo wrednym poczuciem humoru.

Na osobną wzmiankę zasługuje oprawa muzyczna, skomponowana przez Masato Koudę, twórcę z pewnością znanego miłośnikom gier z serii Monster Hunter. Aoki Hagane no Arpeggio -Ars Nova- na polu muzyki może nie jest dziełem wybitnym, ale ścieżka dźwiękowa obfituje w porywające utwory z pogranicza symfonicznego koncertu wspomaganego gregoriańskim chorałem. Jednocześnie takie klasyczne podejście zostało wzbogacone o nowoczesne, niekiedy futurystyczne elektroniczne brzmienia i energiczne gitary nadające muzyce dynamiki. Pod tym względem anime nie ustępuje w niczym zachodnim filmom. Muzyka dodaje wydarzeniom spektakularności i skutecznie pobudza zmysły widza w odpowiednich momentach. W ucho wpada także świetny opening Savior of Song w wykonaniu Nano, jednej z niewielu japońskich piosenkarek umiejących śpiewać rzeczywiście po angielsku, a nie w tzw. „engrishu”.

Aoki Hagane no Arpeggio -Ars Nova- to bardzo trudne do oceny anime, ponieważ nie wiadomo, komu je polecić. Miłośnicy techniki morskiej nie znajdą tu niczego ciekawego, gdyż konfrontacje między okrętami wojennymi są monotonne, a jedyny przejaw czegoś, co z odrobiną dobrej woli można nazwać taktyką, okazał się epizodycznym fenomenem. Wraz z kolejnymi odcinkami statków jest coraz mniej, kolejne walki to często starcia reprezentujących je dziewcząt, zaś krążowniki i niszczyciele tylko z wyglądu przywodzą na myśl prawdziwe okręty, gdyż ich sposób działania, uzbrojenie i możliwości są zupełnie futurystyczne. Widzowie szukający fanserwisu z udziałem dziewcząt­‑statków tu go nie znajdą. Fabuła jest nie najwyższych lotów, a czytelnicy mangowego pierwowzoru zaczną wyrywać sobie włosy z głowy na widok tego, jak scenarzyści zmasakrowali oryginalną historię. Wobec powyższego miłośnikom okrętów wojennych zmiksowanych z animowanymi pannicami pozostaje czekanie na już pewną ekranizację gry Kantai Collection. Jednocześnie takim osobom polecam pojednanie z Bogiem i szczerą modlitwę o cud, gdyż animowana wersja perypetii statko­‑córek i ich admirała ma powstać w studiu Diomedea. Panie, zmiłuj się nad nami…

Slova, 25 grudnia 2013

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Sanzigen
Autor: Ark Performance
Projekt: Kazuaki Morita
Reżyser: Seiji Kishi
Scenariusz: Makoto Uezu
Muzyka: Masato Kouda