Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

1/10
postaci: 1/10 grafika: 2/10
muzyka: 6/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

4/10
Głosów: 45
Średnia: 4,2
σ=2,44

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Kysz)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Strange+

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2014
Czas trwania: 12×4 min
Tytuły alternatywne:
  • ストレンジ・プラス
Tytuły powiązane:
Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność
zrzutka

A gdyby tak wyłączyć mózg i zrobić anime? Chociaż prawdopodobnie nie chcemy znać efektu owego eksperymentu, studio Seven i tak postanowiło nam go pokazać.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Teoretycznie w tym anime przyjdzie nam poznać historię Kou, który w poszukiwaniu swego starszego brata Takumiego dociera do dzielnicy slumsów. Jak się okazuje, Takumi wraz z dwójką oryginałów prowadzi agencję detektywistyczną, w której zatrudnia się również Kou. I tak zaczyna się jego szalona przygoda ze światem pełnym ekscentryków, dziwaczności i absurdalnego humoru.

Szkoda tylko, że teoria swoje, a praktyka swoje… Opis ten nijak nie pokrywa się z tym, co widzimy na ekranie. Całe zawiązanie akcji zostaje całkowicie pominięte, bo przecież po co tracić cenny czas antenowy na coś takiego. W pierwszym odcinku mamy więc już pierwszą misję, podczas której nasi bohaterowie muszą uchronić przed kradzieżą wykonaną ze złota obsceniczną statuetkę starego mężczyzny. Po początkowych niepowodzeniach, solidnie okraszonych sztucznymi tyłkami i krwią, misja kończy się sukcesem i jednym wielkim „bum” (dosłownie). A wszystko to zostaje polane solidną porcją gęstego sosu złożonego głównie z nonsensu, idiotyzmów i jeszcze większego debilizmu – tak ciężkostrawnego, że już po pierwszym odcinku będzie nam się zdrowo odbijało od nadmiaru głupoty.

Zdaję sobie sprawę, iż ocenianie komedii, w dodatku opartej na ekstremalnie absurdalnym poczuciu humoru i składającej się z krótkich odcinków, jest zadaniem niezwykle trudnym i bardzo niewdzięcznym. W końcu każdy z nas ma zupełnie inne poczucie humoru i rzecz, która jednego będzie śmieszyła, innych może wręcz obrzydzić. Jednakże będę się upierała, że pewnych granic nie powinno się przekraczać, a absurd także trzeba umieć stosować, bo samo jego pojawienie się nie czyni tytułu od razu lepszym. Mam jednak nieodparte wrażenie, że twórcy Strange+ wyszli z założenia, iż wystarczy zmieszać kilka totalnie abstrakcyjnych i przerysowanych do granic możliwości scen, by wyszło z tego coś niesamowicie śmiesznego. To tak, jakby wziąć np. Gintamę, pozbawić ją całej warstwy parodystycznej (i w ogóle nie pomyśleć o dodaniu jakiegokolwiek tła fabularnego), zostawiając tylko i wyłącznie całkowity absurd. Czy to nadal będzie bawiło tak samo? Nie sądzę…

Skoro wiadomo już, że fabuły tu nie znajdziemy, a całość składa się tylko z serii mniej lub bardziej kiepskich gagów, wypadałoby skupić się na postaciach. W niejednym anime chciałoby się określić bohaterów mianem „bandy idiotów”, ale chyba nigdzie indziej nie pasowałoby ono tak idealnie, jak tutaj. Kou gra rolę „tego normalnego”, który to typ postaci jest niezbędny w tego rodzaju komediach. Jednakże jego pospolitość jest tylko pozorem, bo chociaż stanowi on klasyczny przypadek nudnego bohatera, to w takiej serii nie ma miejsca na całkowitą normalność. Jego najbardziej jaskrawą cechę stanowi więc wyraźna słabość do starszego brata. Brocon w wersji homoseksualnej? Na szczęście w żadnym momencie nie zaszło to aż tak daleko, jednakże sama wizja potrafi przyprawić o ból głowy. Jak można się więc domyślić, Takumi to przykład pięknego chłopca. Tak pięknego, że z powodzeniem może udawać uroczą dziewuszkę, co zresztą często robi. Bez bicia przyznaję, że w pewnym momencie sama nie byłam pewna, czy czasem nie jest to jednak dziewczyna. Ale! Przecież sam ów zabieg byłby zbyt pospolity i nudny, by tylko na nim oprzeć „kreację” tegoż bohatera. Bo pal licho, że Takumi uwielbia nosić kobiece fatałaszki, o wiele bardziej woli je przecież… zdejmować! I teraz wyobraźcie to sobie – mały, słodki trap (jak nazywa się tego typu postaci), który niemal co odcinek paraduje nago i ową nagość wykorzystuje na wiele różnych sposobów (tak, jego tyłek gra wtedy główną rolę). Zabawne, nieprawda? No właśnie, nieprawda…

Pozostali członkowie Agencji Detektywistycznej Mikuni nie są wcale lepsi. Jedyna kobieta w ekipie, Miwa, prezentuje się nadzwyczaj seksownie. By to jeszcze podkreślić, często eksponuje swoje dwa największe walory, ale jakoś nikt w jej otoczeniu nie kwapi się, by to zauważać. Tak jest – ta „seksowna laska”, jak można by ją z powodzeniem określić, robi tylko za tło. Czasem coś powie, ale generalnie stanowi tylko chodzącą parę cycków i nic więcej. Pozostaje więc jeszcze Masamune, czyli ciemnoskóry twardziel i jednocześnie zagorzały fan moé panienek, z którym często przyjdzie nam zobaczyć sceny zakrawające wręcz o fanserwis. Tak, dobrze przeczytaliście – fanserwis w wersji na mięśniaka. Cóż, pozostaje to skwitować tylko krótkim: „co kto lubi”, choć podejrzewam, że to chyba miała być swoista parodia tego typu postaci. Jeśli tak, to niespecjalnie wyszła. Ale to żadna nowość przy tym anime.

Miernego poziomu nie ratuje oprawa techniczna. Śmiem twierdzić nawet, że dobija ona całość tak głęboko pod powierzchnię mułu, że nic nie będzie w stanie tego stamtąd wyciągnąć. Nie oszukujmy się – ładna grafika częstokroć przyciąga przed ekrany widzów nawet przy anime raczej kiepskawych i czasem jest ostatnią deską ratunku dla produkcji, które nie mają nic specjalnego do zaoferowania pod względem merytorycznym. W tym przypadku natomiast dostajemy przeciętne projekty postaci, powykrzywiane w wielu scenach (i to nie tylko na drugim planie), ograniczone do minimum tła i kulejącą animację. W dobrej komedii można by przymknąć na to oko, ale tutaj te niedociągnięcia (a raczej czysta fuszerka) sprawiają, że poziom irytacji tylko wzrasta.

O dziwo, warstwa dźwiękowa jest za to całkiem przyzwoita, a nawet niesamowicie wręcz dobra. Nie mam zielonego pojęcia, jakim cudem twórcom udało się zatrudnić do takiej produkcji tak dobrych aktorów głosowych, ale pozostaje się tylko cieszyć, że chociaż ten element utrzymuje wysoki poziom. Seria doczekała się też całkiem zróżnicowanej ścieżki dźwiękowej, co jest rzadkością w tego typu anime. Wyróżnia się co prawda tylko energiczny opening, ale i tak raczej w tej kwestii Strange+ nie można zbyt wiele zarzucić.

Ogólnie rzecz biorąc, największy plus Strange+ stanowi chyba długość odcinków. Cztery minuty sprawiają, że być może nie uda nam się totalnie ogłupieć podczas seansu, pod warunkiem, że dawka nie będzie większa niż jeden odcinek na tydzień. I kiedy tak zastanawiam się nad tym, co dobrego mogłabym tu jeszcze wskazać, przychodzi mi na myśl tylko jedna rzecz – grafiki końcowe. Raz, że są one potwierdzeniem końca męki przy każdym odcinku, a dwa – są jedyną rzeczą mającą jako taki polot. Niestety kończą one listę zalet, jakie jestem w stanie przywołać przy tym tytule. A wierzcie mi – naprawdę bardzo się starałam spojrzeć na to nieco przychylniejszym wzrokiem.

Czy zatem tego typu anime może komukolwiek przypaść do gustu? Kusiłoby mnie, by bez wahania odpowiedzieć: „nie ma mowy!”, ale już nieraz okazało się, że komedia, która dla mnie była tylko zlepkiem głupoty, zdobywała uznanie w oczach innych. Powstrzymam się zatem od próby stwierdzenia, dla kogo owo anime jest przeznaczone, bo wydaje mi się, że po lekturze powyższych akapitów i obejrzeniu obrazków z serii większość z was będzie w stanie jednoznacznie stwierdzić, czy ma zamiar zapoznać się z takim tytułem. Dla wszystkich, którzy jeszcze się nie zdecydowali, krótki test: Uznajesz się za fana absurdalnych komedii? Śmieszą cię gołe tyłki? Uważasz, że cycki i majtki to nieodłączny element anime? Jesteś pewien, że śmieszą cię gołe tyłki? Absurd to dla ciebie wartość sama w sobie? Nieważne czy parodia jest dobra, ważne, że nabija się z czegoś, co znasz? A przede wszystkim – czy na pewno śmieszą cię gołe tyłki? Jeśli na większość z tych pytań odpowiedziałeś twierdząco, śmiało możesz włączać pierwszy odcinek Strange+. Jeśli nie – cóż, radziłabym trzymać się od tego z daleka.

Kysz, 3 lipca 2014

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Seven
Autor: Verno Mikawa
Projekt: Hiroyuki Furukawa
Reżyser: Takashi Nishikawa
Scenariusz: Takashi Nishikawa