Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 9/10 grafika: 10/10
fabuła: 8/10 muzyka: 10/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 10 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,90

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 70
Średnia: 8,09
σ=1,22

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Macross Plus

zrzutka

Perła z lamusa? Ależ nie – ponadczasowy tytuł, który nigdy do lamusa nie trafi.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Pustynna baza New Edwards na planecie Eden może nie wydawać się szczególnie atrakcyjnym miejscem dla młodego człowieka – szczególnie, jeśli ma służyć jako punkt praktycznie karnej zsyłki dla narwanego (to dość łagodne określenie) Isamu Dysona. Talentu do pilotowania valkyrii z pewnością mu nie brakuje, brakuje za to opanowania, zdolności słuchania rozkazów, pracy zespołowej i generalnie większości rzeczy potrzebnych żołnierzowi na linii frontu. A jednak rozkaz przeniesienia przyjmuje z entuzjazmem, nawet nie dlatego, że Eden jest jego rodzinną planetą: w New Edwards ma pełnić rolę oblatywacza prototypowego modelu YF­‑19, czyli bawić się najnowocześniejszym istniejącym myśliwcem. W każdym razie jednym z dwóch najnowocześniejszych, ponieważ projekt mający na celu wyłonienie nowego myśliwca dla sił ziemskich testuje dwie maszyny. Pilotem YF­‑21 okazuje się dawny przyjaciel Isamu, Guld Bowman – a obecne relacje między nimi dalekie są od przyjacielskich. Ich zaciekła rywalizacja ma wszelkie cechy osobistych porachunków za wydarzenia z przeszłości…

W tym samym czasie na Eden powraca także Myung Fang Lone. Niegdyś także i ona była zaprzyjaźniona blisko z Isamu i Guldem, a wszystko wskazuje na to, że ich obecna nienawiść ma z nią coś wspólnego. Ona jednak, w odróżnieniu od „wiecznych chłopców”, bawiących się swoimi ukochanymi zabawkami, dorosła. Zrezygnowała ze śpiewania, zamiast tego zostając „producentką” wirtualnej gwiazdy, dysponującej sztuczną inteligencją piosenkarki Sharon Apple… Tak przynajmniej brzmi wersja oficjalna, ponieważ AI Sharon pozostawia jeszcze wiele do życzenia, a rola Myung wykracza poza kwestie organizacyjne. Jednak jak łatwo zgadnąć, jej obecność dolewa jeszcze oliwy do ognia. A wydarzenia przybierają obrót, jakiego nikt na początku nie mógłby się spodziewać.

Kiedy Macross II ostatecznie został uznany za pomyłkę i wykreślony z „oficjalnej” linii czasowej uniwersum, ekipa Studia Nue, na czele z Shoujim Kawamorim, przystąpiła do realizacji nowego projektu. Nowa OAV klimatem odbiegała całkowicie od oryginalnej serii (bliżej jej pod tym względem do filmu): zdecydowanie poważniejsza, przeznaczona była dla widzów dojrzalszych. Porzucono tu bardzo wiele elementów pierwszego Macrossa – jakakolwiek znajomość uniwersum nie jest tu wymagana, znikła większość bardziej ekstrawaganckich pomysłów (o Zentradi mowa jest jedynie w kontekście pochodzenia Bowmana, o „ukulturowianiu przez muzykę” słowa nie ma), „Macross” jako taki odgrywa bardzo niewielką rolę, a całości zdecydowanie bliżej do cyberpunkowych wizji lat 90. niż do klasycznej space opery. Jednocześnie jednak, pozbywając się wątków, które sprawiłyby, że sequel mógłby się stać kolejnym odgrzewanym i nieoryginalnym kotletem, zachowano to, co sprawia, że Macross jest Macrossem. Czyli samoloty, emocje i muzykę.

Główne wątki są stosunkowo proste, ale nie w sensie przewidywalne, tylko po prostu klarowne. Rozpisanie wydarzeń na czas ekranowy jest bez zarzutu, co warto docenić tym bardziej, że łączą się tu co najmniej dwie odrębne historie, a tempo akcji w poszczególnych scenach potrafi być całkowicie różne. Udało się osiągnąć to, co najtrudniejsze: przez cały czas coś się dzieje, ale jednocześnie nie ma wrażenia pośpiechu, popychania wydarzeń, żeby zmieścić wszystkie zaplanowane rzeczy w finale. Uczuciowy wielokąt zostaje rozegrany bez fałszywych nut, emocjonalnej tandety i kiczowatej dosłowności. Niewątpliwie pomagają w tym postaci – to już nie romans naiwnych dzieciaków, to klasyczny przypadek „kobiety po przejściach” i „mężczyzn z przeszłością”. Nie dowiadujemy się o nich więcej, niż to konieczne, darowano sobie wszystko, co zaciemniałoby obraz, albo – co gorsza – siłą próbowało wyciskać wzruszenie ze łzawych retrospekcji. Z oderwanych słów, pojedynczych scen, możemy zbudować wystarczająco kompletny obraz, a drobne gesty potrafią powiedzieć więcej niż rozwleczone wewnętrzne (albo, nie dajcie bogowie, zewnętrzne) monologi, znane z wielu „melodramatycznych” tytułów.

Przy tym wszystkim Macross Plus pozostaje, mimo upływu lat, niedoścignionym pokazem możliwości animacyjnych. Już pierwsza scena rozgrywającej się w przestrzeni kosmicznej walki pokazuje, na co stać rysowników – płynne, niezwykle długie ujęcia, pełne złożonego, a jednocześnie zaplanowanego ruchu, robią niesamowite wrażenie. Potem natomiast jest jeszcze lepiej. Aby pokazać popisy obu pilotów, Shouji Kawamori i „choreograf” scen lotniczych, Ichirou Itano, odwiedzili bazę lotniczą Edwards Air Force Base w USA – i można powiedzieć, że nie marnowali tam czasu. Podniebne akrobacje i pojedynki pokazane są w niesamowity, a przy tym prawdopodobny sposób, zaskakując stopniem skomplikowania i pomysłowością. Odpowiednią oprawę dla tych scen stanowią tła – malowane akwarelą pejzaże, pokazujące środowisko naturalne Edenu i szczegółowa, futurystyczna architektura miast (uwagę zwraca niezwykły amfiteatr, w którym odbywa się koncert Sharon). Macross Plus był także produkcją przełomową jeśli chodzi o zastosowanie modelowania komputerowego w animacji – tutaj zresztą pole do popisu miał Kouji Morimoto, któremu zawdzięczać możemy sceny koncertu Sharon Apple. Wszystkich tych, którzy wzdrygnęli się na myśl o „wczesnych” efektach komputerowych, zachęcam do obejrzenia tej pozycji. Warto się przekonać, jak można to było zrobić, idealnie i bez żadnych niedociągnięć wtapiając CGI (użyte głównie do modelowania trójwymiarowych hologramów i podobnych obiektów) w tradycyjny rysunek.

Jeśli natomiast można mieć do grafiki jakieś zastrzeżenia, wskazałabym na projekty postaci. Kolejne produkcje z cyklu Macross zachowywały konsekwencję w rysunku maszyn, ludzi dostosowując do epoki powstania animacji – co pozwalało na uniknięcie wrażenia archaiczności, gnębiącego wiele dłuższych cyklów. Jednakże akurat w Macross Plus efekt nie jest najlepszy – projekty postaci o karykaturalnie wydłużonych, szpiczastych nosach sprawiają wrażenie wyjętych z produkcji utrzymanej w zupełnie innym klimacie. Na szczęście w mniejszym stopniu dotyczy to Myung, ale Isamu chwilami robi wrażenie celowej karykatury. Nie jest to wada, do której trudno się przyzwyczaić, tym bardziej że poza tym postaci narysowane są dobrze – z zachowaniem ładnych proporcji, co widać szczególnie w przypadku kobiet (prześliczna dojrzałą urodą jest pojawiająca się epizodycznie przyjaciółka Myung, Kate), a zalety grafiki w pełni uzasadniają wystawienie jej najwyższej oceny, ale jednak może to trochę zniechęcać potencjalnych widzów, utrudniając ocenę jakości oprawy wizualnej po samych dołączonych kadrach.

Nawet jeśli jednak Macross Plus był perłą graficzną, równie trudnym wyzwaniem było stworzenie odpowiedniej oprawy muzycznej. Stanęła przed nim… Youko Kanno. W tej chwili może brzmi to jak przepis na sukces, ale trzeba pamiętać, że Macross Plus był jej pierwszym projektem anime – wcześniej pracowała nad muzyką do gier wideo. Jak się okazało, był to rzeczywiście strzał w dziesiątkę. Nie chodzi nawet o bogatą oprawę instrumentalną poszczególnych scen (do jej nagrania zatrudniono muzyków z izraelskiej i czeskiej filharmonii), bo choć na pewno robi ona wrażenie, podobnie dobrą mogłoby stworzyć co najmniej kilku innych muzyków. Prawdziwym sprawdzianem były bowiem piosenki, stanowiące nie zwykłą ozdobę, ale integralną część fabuły. Tu nie dałoby się wykpić zwykłym j­‑popem, niechby nawet nieźle zaśpiewanym. Wprowadzenie w roli wirtualnej gwiazdy jakiegoś odpowiednika Miku Hatsune (to niezwykłe, jak rzeczywistość dogania anime) sprawiłoby, że najbardziej przejmujące sceny zmieniłyby się w zwykłą farsę. I tu właśnie Youko Kanno pokazała, na co ją naprawdę stać. Piosenki Sharon, śpiewane po angielsku, francusku i w fikcyjnym języku Zentradi przez kilka wokalistek, są właśnie takie, jakie być powinny. Pulsujące elektroniką, fascynujące i hipnotyzujące, do pewnego stopnia mroczne, w pełni zasługują na zachwyt, jakim są darzone przez widownię. Wspaniale kontrastuje z nimi pozornie prościutka piosenka Myung, Voices (wykonywana przez Akino Arai), niosąca czyste i proste emocje.

Sięgając po Macross Plus nie należy oczekiwać obcowania z dziełem „głębokim”, którego celem jest skłonienie widza do przemyśleń. Temat sztucznej inteligencji, centralny w wielu innych pozycjach (kłania się o rok młodszy Ghost in the Shell), jest tu potraktowany nie jako oś fabuły, a zaledwie jeden z jej wątków, zdecydowanie nie najważniejszy. Shouji Kawamori osiągnął jednak w stu procentach to, co zamierzał. Stworzył dzieło olśniewające urodą i ściskające w gardle, łączące perfekcyjnie wykonaną stronę techniczną z klarownym przedstawieniem emocji. Jedno z tych anime, które okazały się odporne na działanie czasu.

Avellana, 21 marca 2010

Recenzje alternatywne

  • Sm00k - 7 kwietnia 2004
    Ocena: 9/10

    Macross Plus to bodajże najlepsza z serii ukazujących świat Macross. I to od najlepszej strony. więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Triangle Staff
Autor: Shouji Kawamori
Projekt: Masayuki, Shouji Kawamori
Reżyser: Shin'ichirou Watanabe, Shouji Kawamori
Scenariusz: Keiko Nobumoto
Muzyka: Youko Kanno