Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 grafika: 7/10
fabuła: 8/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 7 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 98
Średnia: 7,1
σ=1,63

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Bianca)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Mahou Shoujo Lyrical Nanoha

zrzutka

Czy trzymając się konwencji można nakręcić niekonwencjonalne anime? Magical Girl Lyrical Nanoha pokazuje, że jest to możliwe.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Nanoha Takamachi była zwykłą japońską nastolatką… nie wróć, co jak co, ale głównej bohaterce do standardów „zwyczajności” wyznaczanych przez anime brakuje tyle, ile cinquecento do maybacha. Posiada ona bowiem dwoje normalnych, pracujących rodziców, kochające i dbające o nią rodzeństwo, w szkole uchodzi za jedną z lepszych uczennic, nie ma żadnej mrocznej tajemnicy, rodzinnej traumy ani niczego podobnego – kuriozum, nieprawdaż? Zaiste, taka osoba nie może być kimś zwyczajnym. I pewnie dlatego na nią uwagę zwrócił Yuuno Scrya, naukowiec z innego wymiaru, który trafił na Ziemię, aby pozbierać rozproszone na niej „jewel seeds”, magiczne klejnoty o wielkiej mocy, którą jednak niezwykle trudno kontrolować. Jeśli bowiem taki kamyczek zetknie się z żywą istotą, powstaje niebezpieczna hybryda. Podczas walki z powstałym w ten sposób potworem Yuuno zdrowo oberwał i aby zminimalizować obrażenia, przetransformował się we fretkę. W takiej postaci znalazła go wracająca wraz z koleżankami ze szkoły Nanoha. Zachowując zdrowy rozsądek, bohaterka zaniosła ranne stworzenie do lecznicy dla zwierząt i wróciła do domu, w międzyczasie myśląc, jakby tu rodzinę przekonać do przygarnięcia fretki. Rodzice wyrazili zgodę i zapewne następnego ranka Nanoha mogłaby udać się do lecznicy i odebrać zwierzątko…

Niestety, potwór, którego Yuuno usiłował załatwić, był na gorącym tropie swojego prześladowcy i pewnie rozerwałby go na kawałki, gdyby nie wyrwana z łóżka telepatycznym komunikatem Nanoha, która w ostatniej chwili przybiegła do mocno już zrujnowanej lecznicy. Że fretka gada i to na dodatek o magii? Że po ulicy szaleje bestia o kształcie trudnym do określenia, ale na pewno niemożliwym do odnalezienia w atlasach zwierząt? Niejeden by od tego zbzikował albo w najlepszym przypadku wpadł w histerię, ale nie Nanoha. Pouczona przez Yuuno i obdarowana przezeń czerwonym kryształem o nazwie „Raising Heart”, bohaterka zmieniła się w magical girl i raz dwa rozprawiła się ze stworem. Tak mogłaby się zacząć kolejna typowa produkcja o magicznych dziewczynkach…. Ale anime, o którym mówimy, daleko do typowych produkcji, nawet jeśli na początku wiele wskazuje, że z taką właśnie będziemy mieli do czynienia.

Magical Girl Lyrical Nanoha oferuje znacznie więcej niż wskazuje na to początek. Oczywiście bohaterka musi oswoić się z funkcją mahou shoujo, pokonać kilka potworów tygodnia, ale już tu coś zaczyna skrzypieć. Może to, że broń naszej bohaterki ma rury do odprowadzania gazów, a działaniem bardziej przypomina mecha niż Księżycowe Berło lub Dzwoneczek­‑Truskaweczek? Może to, że Nanoha rozprawia się z przeciwnikami szybko i efektownie, bez konieczności wcześniejszego wytarcia chodnika swoją jadaczką kilka razy, jak to jej koleżanki po fachu nierzadko mają w zwyczaju? A może wreszcie to, że dość szybko na horyzoncie pojawia się „ta druga”, odziana w czarny, drakulowaty płaszcz i strój rodem z saloniku s&m blondynka o imieniu Fate? Dysponuje ona bronią o podobnym działaniu do Raising Heart, zaś jej determinacja w zdobywaniu jewel seeds wydaje się co najmniej równie duża, o ile nie większa niż Nanohy. To wręcz skazuje, mimo wysiłków głównej bohaterki, obie dziewczyny na rywalizację, a co za tym idzie – pojedynki. I nie miłość i sprawiedliwość będą tu mieczem oraz tarczą, o nie. Gdy zaś widzowi zacznie się wydawać, że wie, o co tu chodzi, wtedy (gdzieś tak w połowie serii) dopiero zacznie się zabawa…

Poza Nanohą i Fate, które są centralnymi dramatis personae, mamy tu dość bogatą galerię postaci drugiego planu, skądinąd całkiem nieźle napisanych. Dotyczy to w dużej mierze rodziny Nanohy. Jak rzadko kiedy w mandze i anime widać tutaj, do jakiego stopnia jej członkowie wspierali i wspierają siebie nawzajem, autentycznie się kochają i są sobie bliscy. Dla Japończyka będzie to zapewne obraz wyidealizowany, ale dla kogoś z naszego kręgu kulturowego – zaskakująco wręcz normalny i bliski naszym wyobrażeniom o życiu rodzinnym. Ponadto mamy dwie koleżanki Nanohy, przy czym tutaj fundnięto nam stereotyp bycia bogatym w japońskim rozumieniu tego słowa (limuzyny, posiadłości, pokojówki i lokaje…). Bardzo interesująco za to wypadają maskotki dwóch głównych bohaterek, zwłaszcza Arf, chowaniec Fate, która darzy swoją panią wielkim przywiązaniem i choć na początku sprawia nie do końca korzystne wrażenie, im dalej, tym lepiej. Yuuno jest sympatyczny, acz nie irytujący. Bardzo wyraźnie widać, jak różnią się jego relacje z Nanohą, gdy przebywa pod postacią fretki od tych, kiedy obydwoje spotykają się jako ludzie.

Widziałem i czytałem w życiu bardzo dużo serii z gatunku magical girls, do których mam niekłamany sentyment, będący rezultatem obejrzanej w młodości Czarodziejki z Księżyca. Mimo to nie więcej niż jedną trzecią tych wszystkich produkcji odważyłbym się nazwać tytułami udanymi, zaś aby wymienić te, które naprawdę przypadły mi do gustu, wystarczyłoby palców u rąk. Problem polega na tym, że Shoujo Kakumei Utena, Kyuuketsu Hime Miyu czy Mahou no Stage Fancy Lala lub Cutie Honey trudno raczej nazwać reprezentatywnymi dla gatunku, to raczej pozycje egzystujące z boku głównego nurtu, w którym gros miejsca zajmują mniej lub bardziej udane klony Sailor Moon czy Card Captor Sakura. Nanoha idzie w poprzek takiemu podejściu. Z jednej strony jest zgodna z większością kanonów – mamy dziewczynkę obdarzoną magicznymi mocami, mamy maskotkę (która jest źródłem owych mocy), misję do wykonania, potworki do pokonania… i stop! Bo oprócz tego główną antagonistką naszej postaci jest druga magical girl, a seria w pewnym momencie zmienia mocno charakter, skacząc w kierunku science­‑fiction (sic!), pojmowanego co prawda dość luźno, ale jednak… Co więcej, główna postać negatywna to nie klasyczne Królestwo Mhroku, Ciemności i Zua Wszelakiego, ale dość tragiczna (w sensie życia, nie sposobu przedstawienia), a zarazem autentycznie zła i nikczemna osoba.

Gdy zaczynałem oglądać Nanohę, rzeczą, która szybko zwróciła moją uwagę, była kreska, niepokojąco podobna do zazwyczaj spotykanej w produkcjach bazujących na grach eroge. W połączeniu z młodym wiekiem bohaterki wydało mi się to nieco dziwne, ale krótkie śledztwo wiele wyjaśniło. Otóż twórcy tego anime, owszem, specjalizowali się wcześniej w produkcjach z czerwonym „+18”, ale tu bardzo mocno spuścili z tonu. Próżno tu szukać fanserwisu w dzisiejszym rozumieniu tego słowa – co prawda mamy odcinek z gorącymi źródłami, ale poza nim brak tu jakiejkolwiek golizny czy nawet ecchi. Zwraca także uwagę sposób, w jaki Nanoha traktuje Yuuno. Przez większość serii jest on dla niej tylko gadającym zwierzątkiem, dlatego nie ma problemów, aby np. w jego obecności się przebierać. Tym można po części wytłumaczyć szok, jaki przeżyła, gdy po raz pierwszy ujrzała go w normalnej postaci. Kreska generalnie balansuje gdzieś między starym i nowym, ale robi to z wdziękiem, zachowując sporą stylowość. Ponadto warto wspomnieć o bardzo efektownie wykonanych scenach pojedynków między bohaterkami – co prawda wirujące we wszystkie strony świetliste pentagramy mogą śmieszyć, ale technicznie prezentują się znacznie lepiej niż choćby w takim Demonbane.

Zaskakująco dobrze wypada muzyka. Poszczególne tematy brzmią bardzo przekonująco, budując odpowiednio poważny nastrój. Jeśli komuś się wydaje, że seriom magical girls muszą towarzyszyć infantylne pioseneczki, śpiewane cienkimi głosikami Japonek, i równie słodkie melodyjki, powinien już dla samej muzyki obejrzeć Nanohę. Hiroaki Sano, człowiek odpowiedzialny m.in. za muzykę w Nodame Cantabile lub Higashi no Eden, stworzył ścieżkę dźwiękową godną normalnych, dorosłych produkcji z mocnymi wejściami orkiestrowymi i dynamicznymi podkładami w trakcie walk, pełną patosu i niekiedy dramatyzmu. Na jej tle piosenki wypadają ciut mniej efektownie, opening należy do tych, które jednym uchem wlatują, a drugim wylatują, zaś ending mieści się w konwencji gatunkowej. Mimo to muzyka w samym anime nie rozczarowuje. Jeśli już przy kwestiach dźwiękowych jesteśmy – warto wspomnieć o tym, że broniom naszych bohaterek głosów użyczają Anglicy – niby szczegół, ale cieszy, kiedy wszystkie komendy bojowe wypowiadane są ładną, poprawną angielszczyzną, a nie gwałcą uszu engrishem. Skoro zaś mowa o seiyuu, zwraca wśród nich uwagę Fate, mówiąca głosem Nany Mizuki, a także epizodyczna rólka Ayi Hisakawy, choć i podkładająca głos pod Nanohę Yukari Tamura sprawdza się całkiem nieźle.

Przywykło się uważać, że produkcje o magicznych dziewuszkach to tytuły adresowane do dziewczynek w wieku 10­‑15 lat. Hmm… Nanoha może i by do odbiorczyń w tym wieku także trafiła, jednakże trudno mi się oprzeć wrażeniu, że jednak tutaj nie one są grupą, w którą celowali twórcy. Przede wszystkim anime rezygnuje z tak klasycznego dla tytułów shoujo motywu jak mężczyzna, do którego główna bohaterka wzdycha. Z Yuuno łączy ją przyjaźń, typowa dla dzieciaków w jej wieku, kiedy o zaangażowaniu uczuciowym trudno jeszcze poważnie mówić. Jedyny wątek romantyczny mamy na trzecim lub nawet czwartym planie i pojawia się on zaledwie w jednym z odcinków. Owszem, męskich bohaterów mamy tu więcej niż dwóch, a już taki Chrono ma pewnie szanse przypaść niektórym z pań do gustu (o nieco bishounenowatych ojcu i bracie Nanohy nie wspomnę), jednak wszystko to jest jakby schowane. Zapewne zarówno to, jak i niektóre sceny sprawiły, że co bardziej zdesperowani fani i fanki dopatrywali się czegoś więcej w relacjach między Fate a Nanohą, zgodnie ze starą fanowską zasadą, wedle której każdych wrogów da się ze sobą sparować. Trudno jednak traktować to poważnie. Poza tym, czy w produkcjach typu shoujo (nawet niekoniecznie mahou) latają sobie kosmiczne pancerniki?

Tak konwencjonalnego, a zarazem niekonwencjonalnego magical girls nie widziałem wcześniej. Że jest to tytuł bardzo udany, dowodzę w niemal każdym akapicie powyższej recenzji. Owszem, pewne wady dałoby się w nim znaleźć. O ile na początku zamieszanie wywołane walką z potworem potrafi ściągnąć na miejsce starcia policję, o tyle później o tym się już zapomina. Działania międzywymiarowej administracji budzą niekiedy poważne wątpliwości co do skuteczności tejże służby, a to, że na pokładzie kosmicznego pancernika jest pusto jak na ulicy mojego miasteczka w nocy, to już w sumie detal. Wszystkie te wpadki niweluje jednak cała masa zalet i rozwiązań, często tak zaskakująco logicznych, że w żadnym innym anime tego typu ich nie widziałem. Sumując, kawał naprawdę dobrej roboty, gdzie dobry pomysł idzie w parze z nie gorszym wykonaniem. Jeśli zastanawiacie się, czy w gatunku magical girls da się zrobić coś oryginalnego i ciekawego, obejrzyjcie Nanohę. Warto.

Grisznak, 26 stycznia 2010

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Seven Arcs Pictures
Autor: Masaki Tsuzuki
Projekt: Yasuhiro Okuda
Reżyser: Akiyuki Shinbou
Scenariusz: Masaki Tsuzuki
Muzyka: Hiroaki Sano