Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 grafika: 8/10
fabuła: 7/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 7 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,86

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 53
Średnia: 6,64
σ=1,93

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Kyoukai no Rinne

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2015
Czas trwania: 25×24 min
Tytuły alternatywne:
  • RIN-NE
  • 境界のRINNE
Tytuły powiązane:
Gatunki: Komedia
Postaci: Duchy, Shinigami, Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Magia
zrzutka

Praca shinigami nie należy do przyjemnych, o czym ma okazję przekonać się Rinne Rokudou. Czy dzięki pomocy koleżanki z klasy, Sakury Mamiyi, wyczerpujące zajęcie zacznie przynosić mu jakieś korzyści?

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Kiedy Sakura Mamiya była dzieckiem, przez przypadek trafiła w zaświaty, gdzie dusze oczekują na reinkarnację. Dzięki odrobinie szczęścia i pomocy pewnej tajemniczej kobiety Sakura wróciła do świata żywych cała i zdrowa, acz wizyta zaowocowała nieoczekiwanymi skutkami ubocznymi – otóż od tamtej pory bohaterka widzi duchy i może się z nimi porozumieć. Nie jest to zbyt przyjemna umiejętność, ale Sakura nie narzeka, bo zazwyczaj dusze nie naprzykrzają się za bardzo, no i w sumie przyzwyczaiła się już do ich widoku. Jednak pewnego dnia życie dziewczyny zmienia się diametralnie, a to dzięki koledze z klasy, Rinne Rokudou, który okazuje się shinigami. Ubogi i niedożywiony chłopak szybko zaprzyjaźnia się z Sakurą, chętnie pomagającą mu w przeprowadzaniu dusz na drugą stronę. Wkrótce grono niezwyczajnych uczniów powiększa się, a do Rinne dołącza demoniczny kot, Rokumon.

Rumiko Takahashi ponownie nie zawodzi, chociaż osoby przyzwyczajone do skomplikowanej fabuły z wyraźnym wątkiem głównym oraz przebojowych i głośnych bohaterów mogą nie docenić najnowszego anime na podstawie mangi autorki m.in. Inuyashy. Historia może się na początku wydawać strasznie chaotyczna, zwłaszcza że seria składa się z krótkich epizodów, połączonych bardzo luźno wątkiem fałszywych shinigami. Poszczególne opowieści rozbito na najwyżej dwa, trzy odcinki i na próżno szukać tu zawiłej intrygi. W pewnym momencie na horyzoncie pojawia się sprawa wspomnianych już damashigami, ale ma ona raczej komediowy charakter i wypływa co jakiś czas bez większych konsekwencji – poza uzasadnioną irytacją Rinne. Wraz z bohaterami widz skacze ze świata żywych do zaświatów, czasami zahaczając o piekło, bo i z demonami Sakura i Rinne miewają problemy. Zasadniczo anime utrzymuje komediowy nastrój, acz miejscami humor bywa czarny niczym smoła.

Rinne jest biedny jak mysz kościelna, mieszka w rozsypującym się budynku obok szkoły, często nie ma co zjeść na kolację i z różnych powodów tonie w długach. Może wydawać się to dziwne – młody chłopak bez rodziny, mieszka sam w opłakanych warunkach i nikt nie zwraca na to najmniejszej uwagi, poza Sakurą oczywiście. Na szczęście autorka bardzo zgrabnie wyjaśnia całą sytuację, jednocześnie sprawiając, że widz jeszcze mocniej kibicuje młodemu shinigami. Wracając jednak do humoru, sytuacja rodzinna i finansowa Rinne jest jednym z głównych generatorów gagów, acz jak się tak dobrze zastanowić, to aż ciarki przechodzą na samą myśl o podobnej sytuacji w prawdziwym życiu. Mangaczka, a za nią twórcy anime, grubą krechą oddzielili rzeczywistość od fikcji i podlali ją odpowiednią ilością absurdu. W innym wypadku Kyoukai no Rinne byłoby jedną z najbardziej depresyjnych produkcji, jakie widziałam. Dość powiedzieć, że pocieszny i nieudolny antagonista to sukinsyn (przepraszam za wyrażenie, ale akurat pasuje jak ulał), jakich mało. Ale, że nie można ciągle jechać na tym samym żarcie, oprócz problemów osobistych głównego bohatera, w serii pojawiają się postacie, których podstawowym zadaniem jest przeszkadzać i jednocześnie bawić widzów.

Są to przede wszystkim, kolega z klasy Rinne i Sakury, pochodzący z rodziny egzorcystów Tsubasa Juumonji, oraz zdolna, ale nierozgarnięta i oderwana od rzeczywistości shinigami, Ageha. Naturalnie nie można zapomnieć o Masato – głupiutkim, ale zawziętym demonie, który za wszelką cenę pragnie pogrążyć Rinne. Ta trójka z różnych powodów, w zupełnie odmienny sposób i nie zawsze świadomie, krzyżuje plany bohatera, wtrąca się w jego relacje z Sakurą (co istotne, szalenie dobrze rokujące relacje) i generalnie przyprawia go o ból głowy. Ale! Jako że mamy do czynienia z komiksem w starym stylu, nie są to jedynie czynniki irytujące, wszyscy, co do jednego (no dobrze, z wyjątkiem Masato), również mogą się poszczycić niecodziennymi przydatnymi umiejętnościami i niejednokrotnie pomagają naszemu duetowi w „pracy”.

Pracy jest zresztą co niemiara, chociaż przeprowadzanie dusz na drugą stronę trudno uznać za widowiskowe. To nie Bleach, mimo że Rinne zdarza się biegać, a właściwie latać z wielką kosą. Anime koncentruje się raczej na historiach niż efektownych egzorcyzmach, wszelkie walki prezentują się przeciętnie, a częściej służą za źródło humoru. Zresztą bohater nie jest typem postaci, która przedkłada przemoc nad wszystkie inne możliwości. Zarówno Rinne, jak i Sakura preferują pokojowe rozwiązania tudzież wolą używać mózgu niż mięśni. Tyczy się to zwłaszcza Mamiyi, która poza widzeniem duchów i dużą dozą zdrowego rozsądku nie dysponuje żadną wyjątkową mocą. Mimo to dziewczyna świetnie sobie radzi w kryzysowych sytuacjach – jej stoicki spokój i bystrość w połączeniu z szybkością podejmowania decyzji zazwyczaj doskonale zdają egzamin w razie poważnych kłopotów.

Sakura to w ogóle interesujący przypadek, daleki od współczesnych kanonów idealnej bohaterki serii przygodowej. Raz, że dziewczę raczej przeciętnej urody, dwa, ułożone i sensowne. Początkowo Mamiya może wydawać się zbyt bierna i pozbawiona emocji, ale to złudne wrażenie. Bohaterka ma spore pokłady empatii, acz nie szasta nią na lewo i prawo, poza tym jest asertywna i zna swoje możliwości. To, co inna animowana dziewuszka próbuje osiągnąć krzykiem lub słodkim rumieńcem, Sakura zdobywa dzięki celnym komentarzom i prawidłowej ocenie sytuacji. Ona i Rinne to pokrewne dusze, które mają poważny problem z kłopotliwymi zbiegami okoliczności, skutecznie utrudniającymi komunikację na poziomie podstawowym. Wynikiem owych perturbacji jest niemożność werbalnego okazania zainteresowania drugą stroną, czyli coś tam między nimi kiełkuje, jednak przez losowe wypadki zawsze wydaje im się, że druga strona woli kogoś innego. Irytujący motyw, ale zazwyczaj wypada uroczo, ewentualnie zabawnie.

Zupełnie zaskoczył mnie za to Rokumon, czyli demoniczny kotek, związany z Rinne kontraktem – pomaga mu w pracy, prowadzi rachunki, a także dba o zaopatrzenie. I podobnie jak pan, klepie też biedę. Sądziłam, że Rokumon będzie tylko słodkim dodatkiem, bezwartościową maskotką i kolejnym elementem komediowym, tymczasem autorka obdarzyła kota sympatyczną osobowością i całkiem bystrym umysłem. Co prawda nie jest to potężne, demoniczne stworzenie, zdolne wygrywać pojedynki za Rinne, ale ze swoich obowiązków wywiązuje się znakomicie. Bywa przydatny częściej niż Juumonji i Ageha razem wzięci, a przy okazji tworzy wyjątkowo zgrany duet z Sakurą.

W serii nie występują antagoniści z prawdziwego zdarzenia – największymi wrogami Rinne są wspomniani damashigami, czyli fałszywi shinigami (a właściwie tacy, którzy zeszli na złą drogę), podstępem uprowadzający do zaświatów dusze wciąż żywych ludzi. Zazwyczaj są to jednostki upośledzone moralnie i dwulicowe, ale raczej pocieszne i tchórzliwe. Problem polega na tym, że gdy przyjrzeć się dokładniej ich przywódcy, człowiekowi robi się zimno, bo cóż z tego, że panu mało co wychodzi, skoro okazuje się rzadko spotykaną świnią. Serio, zanim do mnie dotarło, z jakim typem mam do czynienia, uważałam go za całkiem zabawnego, potem uznałam, że jest gorszy niż cały pęczek morderców, opętańczo śmiejących się psychopatów i zimnych drani, chcących przejąć władzę nad światem. Tu chylę czoła przed autorką, która stworzyła małą gadzinę tak upiornie drażniącą, podstępną, pozbawioną sumienia i fałszywą, że ręce opadają. To naprawdę fantastycznie wykreowany czarny charakter, który jest znośny tylko dzięki hektolitrom humoru.

Mimo wszystko uważam Kyoukai no Rinne za jedną z lepszych serii o duchach i zaświatach. Rumiko Takahashi ukazuje tradycyjne wierzenia w krzywym zwierciadle, przenosząc na świat niematerialny charakterystyczny dla żywych materializm. Bycie shinigami to nie tylko godna pochwały misja, ale przede wszystkim normalna praca. Zaświatom nieobca jest reklama, biurokracja czy przestępczość. Przedmioty potrzebne do egzorcyzmów nie biorą się z powietrza, ktoś je wytwarza i temu komuś wypadałoby zapłacić, czasem zaskakująco dużo. W piekle można iść do sklepu lub skorzystać z bankomatu. To połączenie nowoczesności z tradycją wypada zaskakująco świeżo i zabawnie, a przy tym stanowi niezłą parodię naszej rzeczywistości.

Od strony technicznej anime również trąci myszką – grafika wiernie odwzorowuje mangowy oryginał, a osoby, które widziały Inuyashę mogą paść ofiarą déjà vu ze względu na charakterystyczny styl autorki. Sakura do złudzenia przypomina Kagome, Rinne naturalnie tytułowego półdemona, Rokumon to kocia wersja Shippo, a Juumonji jest wykapanym Miroku, tyle że preferującym monogamię. Świat jest niezwykle barwny, zwraca uwagę zwłaszcza tęczowy, subtelny kontur, oddający i poniekąd tworzący odrealniony nastrój. Projekty demonów czerpią z japońskiego folkloru, ale znajdziemy też w serii odwołania do kultury popularnej w postaci kostiumów słodkich maskotek, gotyckich lolit czy nastoletnich czarodziejek. Zwraca uwagę dopracowany detal, ładna ornamentyka i efektowne efekty luministyczne. Jak już pisałam, egzorcyzmy nie są szczególnie widowiskowe, ale za to dalekie od kiczu. Poza tym muszę pochwalić mangaczkę za pomysłowe formy ataków, niejednokrotnie wykorzystujące przedmioty codziennego użytku. Animacja nie zawodzi, chociaż nie jest to produkcja pełna fajerwerków. Dzięki rozpoznawalnemu stylowi artystki anime pozytywnie wyróżnia się na tle innych – miło, że dostało odpowiedni budżet, który został właściwie spożytkowany.

Ścieżka dźwiękowa jest nierówna, co tyczy się zwłaszcza wykorzystanych piosenek. Mówi się, że należy uznać czołówkę za dobrą, kiedy człowiek nie przewija jej podczas każdego odcinka. Opinia ta idealnie pasuje do pierwszego openingu, czyli piosenki Ouka Ranman w wykonaniu KEYTALK. Utwór jest energiczny, dobrze zaśpiewany i na dodatek wzbogacony naprawdę klimatycznym teledyskiem, idealnie zgranym z tekstem. Tym większe było moje zdziwienie, kiedy w czternastym odcinku usłyszałam jakieś elektroniczne rzępolenie, przypominające zaciętą płytę – zdzierżyłam raz, potem przewijając, udawałam, że druga czołówka nie istnieje. Piosenki towarzyszące napisom końcowym nie są już tak udane jak Ouka Ranman, ale też nie kaleczą uszu. Toki no Wa (Passepied) i Futatsu no Sekai (Quruli) to przeciętne kompozycje, o szybkim tempie, nieskomplikowanej melodii i ze zbyt mocno przetworzonym komputerowo wokalem. Muzyka w tle nie wyróżnia się, stanowi ładne wypełnienie i nic poza tym, co innego gra seiyuu. Szczególne wyrazy uznania dla Mariny Inoue, która cudownie zagrała Sakurę, perfekcyjnie oddając jej specyficzny charakter i przy okazji nie robiąc z dziewczyny smętnej anemiczki. Oprócz niej w anime usłyszymy między innymi: Kaito Ishikawę (Tobio Kageyama w Haikyuu!!), Ryouheia Kimurę (Yuugo Hachiken w Gin no Saji) czy Rie Murakawę (Hotaru Ichijou w Non Non Biyori).

Kyoukai no Rinne to sympatyczna i pełna przedniego, chociaż nieco szalonego humoru seria w starym stylu. Oczarowała mnie optymistycznym nastrojem, ciętymi żartami i stadkiem barwnych oraz bardzo różnorodnych bohaterów, ze szczególnym wskazaniem na pozbieraną protagonistkę. Nie jest to produkcja wolna od wad, może drażnić brak wyraźnego wątku głównego i obecny w pierwszych odcinkach fabularny chaos – trochę czasu zajmuje twórcom wyjaśnienie zasad rządzących światem przedstawionym. Rumiko Takahashi jest artystką specyficzną, nie do końca mieszczącą się w kanonie twórców popularnych, dlatego nie każdemu jej prace przypadną do gustu. Istotny jest też fakt, że jej mangi często rozkręcają się wolniej niż inni przedstawiciele gatunku. Zakończenie Kyoukai no Rinne było satysfakcjonujące, ale cieszy zapowiedź kolejnej części, w której być może doczekamy się bardziej skomplikowanej intrygi i przede wszystkim pogłębienia relacji między Rinne i Sakurą. Tymczasem gorąco polecam pierwszą serię, chociaż mam świadomość, że mnóstwo osób nie doceni talentu autorki.

moshi_moshi, 25 października 2015

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Brain's Base
Autor: Rumiko Takahashi
Projekt: Kazuhiko Tamura
Reżyser: Seiki Sugawara
Scenariusz: Michiko Yokote
Muzyka: Akimitsu Honma

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Kyoukai no Rinne - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl