Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 8/10 grafika: 9/10
fabuła: 8/10 muzyka: 9/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 7 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,29

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 361
Średnia: 8,43
σ=1,24

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Tablis)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Shokugeki no Souma

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2015
Czas trwania: 24×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Food Wars! Shokugeki no Soma
  • 食戟のソーマ
Gatunki: Komedia
Widownia: Shounen; Postaci: Kucharze, Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Ecchi, Realizm
zrzutka

Ekstaza gotowania, czyli gastronomiczne potyczki, których oglądanie jest omijaniem przepisów o demoralizacji nieletnich.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Była silną, niezależną kobietą, ostatnią osobą, która uległaby wyszczekanemu młodziakowi, takiemu jak Souma. A jednak, gdy nadeszła ta chwila, ledwo mogła się oprzeć. Jej ciało podnieciło się wbrew jej woli, ręce, nogi, piersi zadrżały, otwierając się zapraszająco. Starała się zachować godność, wycofać się, jednak przyjemność była tak blisko, już niemal wyczuwalna końcówką języka! On, Souma, arogancki szczeniak, miałby ją zadowolić? Nigdy! Nigdy! A jednak pierwotne żądze nie dały się już uśpić, było za późno… Wydała z siebie cichy jęk. W końcu poddała się. Cichym, uległym głosem zaczęła go błagać, by przyszedł do niej. Souma uśmiechnął się szeroko – to była chwila, na którą czekał, moment dominacji i satysfakcji. Gdy ją zaspokajał, ekstaza i rozkosz były niczym eksplozja, która całkowicie ją wypełniła. Leżała później, wycieńczona i szczęśliwa, na podłodze jego knajpy.

Degustacja pieczeni schabowej z boczku i ziemniaków, pierwszy odcinek Shokugeki no Souma.

Shokugeki no Souma jest produkcją na wskroś pornograficzną. Tak, to anime kulinarne, bohaterowie zajmują się gotowaniem, nikt tu nikogo nawet nie dotyka, ale jest to tylko wybór formy, nie treści. Związki jedzenia z seksem są znane i powszechnie opisywane, jednak Shokugeki no Souma jest skrajnością, nie przekraczając granicy 18+ chyba tylko ze względu na liberalne przepisy w Japonii. Jest to nie tylko porno, jest to dobre porno. Bardzo cielesne i dosłowne, ale w ramach kulinarnej konwencji, którą sobie obrało, co jest pewnym novum. Zwykle, jeśli pojawia się kulinarno­‑erotyczna metafora, to ma ona subtelność i artystyczny sznyt, tutaj jednak twórcy poszli na całego. Roztkliwianie się nad gotowaniem wysokiej klasy i elegancji ma tu miejsce, ale zamiast podkreślania kontekstu społecznego i kulturalnego, serial stawia na emocje i pragnienia, jakie kuchnia zaspokaja. Bohaterowie rozczulają się nad swoimi odczuciami i do wyrażania swoich wrażeń używają wielopiętrowych przenośni, opisując całe rozbudowane sceny i sytuacje, z którymi kojarzą im się jedzone potrawy.

Nie da się tych fantasmagorii traktować na serio, na szczęście nikt nawet nie próbuje. Większość wydarzeń twórcy traktują nie tyle z dużym przymrużeniem oka, co wręcz delektują się ich niedorzecznością. Skutkiem tego jest zamierzony efekt komediowy – nie jest to może rasowa komedia, ale wiele scen wywołuje uśmiech na twarzy. Wpasowuje się w to fabuła, która jest bardzo lekka. Większość postaci robi wielki dramat o mało poważne sprawy, co zostaje dodatkowo podkreślone przez reakcje Soumy, który jest lekkoduchem – wszystko spływa po nim jak po kaczce i ma on (podobnie jak widz) duże problemy ze zrozumieniem, o co inne postacie rozdzierają szaty.

Z pozoru klasyczna śniadaniowa potrawa dopiero po wgryzieniu się ujawniła swoją prawdziwą naturę. Tłusty i sycący sos holenderski rozlał się po jego języku, perfekcyjnie uzupełniając jędrność jajek i bekonu. Delikatna słodycz muffina, kwaskowatość sosu i słona posypka z ikry utworzyły harmonię, w której się rozpłynął. Pieszczota jego zmysłów wzmagała się, wywołując jego coraz większe pobudzenie. Początkowy sceptycyzm zmienił się w uległość. Oto stała przed nim prawdziwa królowa – Erina, której godny jest tylko całować stopy. O tak, najlepiej natychmiast!

Jajka po benedyktyńsku, odcinek trzynasty.

Żeby zrozumieć klimat tego serialu wystarczy go pooglądać przez kilka minut. Jest kolorowo, intensywnie i bombastycznie. Kiedy przychodzi do pichcenia, postacie tańczą po kuchni, najprostsze czynności wykonują zamaszystymi, pełnymi pasji ruchami. Z gotowania czyni się spektakl, a z kucharzy – ekscentrycznych wirtuozów (co objawia się i w projektach postaci). Jakby tego było mało, teatralność podkreśla jeszcze absurdalnie patetyczna muzyka. Użycie orkiestry symfonicznej i arii operowych jest tu na porządku dziennym, co świetnie podkreśla klimat przesady z przymrużeniem oka, przy okazji odwracając uwagę od niedociągnięć technicznych. Tych ostatnich zresztą nie ma zbyt wiele – wartości artystycznej w tym serialu jest tyle, co w obrazkach kotów z internetu, ale technicznie jest rewelacyjny. Widać w nim budżet – jest tu dużo teł i dużo animacji, a graficy pozwalają sobie na uproszczenia tylko gdy uwaga widza jest skoncentrowana na czymś innym. O co zresztą nietrudno wśród przesycenia zmysłowego wywołanego przez kolejne degustacje, przeplatanego pełnymi uniesienia mowami o wspaniałości tychże.

Ta bezpośredniość i zmysłowość jest zresztą jednym z głównych tematów serii, tworząc kontrast z kulturalnością i subtelnością, jakich oczekuje się od kuchni wysokiej klasy. Souma kreowany jest na romantyka i idealistę, stawiającego na kuchnię dla ludzi, dostępną dla każdego, czym odróżnia się od wyższych sfer rządzących elitarną kulinarną szkołą, do której wysyła go ojciec. Brakuje mu ogłady i wiedzy, jednak nadrabia entuzjazmem, pasją oraz intuicją, której brakuje córce szefa szkoły Erinie, będącej jego głównym przeciwnikiem. Relacje między nimi są kreowane na główny konflikt serialu, ale nie jest on przesadnie podkreślany. Generalnie fabuła nie ma tendencji do koncentrowania się na czymkolwiek, nie skupia się na jednym wątku, tylko skacze od wyzwania do wyzwania. To ciągła ucieczka do przodu i walka o zaangażowanie uwagi widza aktualnymi wydarzeniami, bez rozpraszania go nadrzędną linią narracji (która wypływa raczej od przypadku do przypadku). Na końcu tego serialu bohaterowie tkwią niemal na tym samym miejscu, co blisko początku; to niekoniecznie wada, bo widać tu świadomy zamysł skupienia się na kolorycie życia bohaterów.

Owym „kolorytem” jest przede wszystkim seria kulinarnych pojedynków, tytułowych shokugeki, które potrafią zajmować całe odcinki. Najczęściej są to walki nie tylko między talentami kucharskimi, a między całymi filozofiami gotowania, osobowościami i życiorysami zainteresowanych, co zresztą zwykle szczegółowo omawia jury, zanim wskaże zwycięzcę. Jak można się spodziewać, wszystko jest skrajnie przedramatyzowane, a pojedynkowicze na szali kładą zwykle cały swój dorobek; w przypadku Soumy standardową stawką zakładu jest wyrzucenie go ze szkoły. Co ważne, Souma i pozytywni bohaterowie nie zawsze wygrywają, co dodaje bitwom nieprzewidywalności. Nie da się jednak ukryć, że długa seria pojedynków w końcowych odcinkach staje się już nieco nużąca. Przez większość serii potyczki mają podbudowę fabularną, są kulminacją jakiegoś epizodu z życia bohaterów, bez przerwy zmieniają się też okoliczności i zasady obowiązujące uczestników. Końcówka serii to turniej kulinarny, a więc seria bitew ciągiem, jedna po drugiej. To typowy przypadek lenistwa scenarzysty, które ciągnie się za długo i będzie ciągnęło się jeszcze w następnej (nieuchronnej) serii, bo zakończenie należy do kategorii otwartych.

Okropny smród wywoływał mdłości. Co za ohydna potrawa! Jednak nie miała wyboru, była sędzią – musiała spróbować, a gdy to zrobiła poczuła, jak wbrew sobie zaczyna odczuwać przyjemność! Mimo oporu jej ciała czarna jak smoła laksa pełna była perwersyjnej i oślizgłej rozkoszy. Czuła się zbrukana, jednak nie mogła przestać zagłębiać się w otchłań sycącego zmysły umami. Niezwykłe połączenie suszonych ryb i mleczka kokosowego zmieniło curry w perwersyjną pułapkę, z której nie sposób się było wyzwolić. Obrzydzenie, niesmak i cierpienie tylko wzmagały ekstazę, w której drżało jej zniewolone ciało.

Laksa z czarnym curry, odcinek dwudziesty pierwszy.

Mimo pewnego znudzenia, jakie odczuwałem pod koniec, uznaję ten serial za wybitny w swojej kategorii – czyli niemal doskonałego dostarczyciela bezrozumnej, ale efektownej i zajmującej uwagę akcji. Promuje przy tym gotowanie, co jest plusem. Ba, mimo całego bombastycznego stylu, wszystkie zaprezentowane potrawy są jak najbardziej wykonalne (choć skutki ich degustacji już realistyczne nie są); widać również, że wymyślił je ktoś ze sporą kulinarną wiedzą. Drażniło mnie jednak traktowanie gotowania jako rywalizacji. Przygotowanie smacznego posiłku jest jednym z najprostszych i najbardziej uniwersalnych sposobów, w jaki można sprawić komuś przyjemność. Jest ze swojej natury przyjacielskim aktem i takie podejście też się w Shokugeki no Souma pojawia, stojąc w jaskrawej sprzeczności z pojedynkowym aspektem tej serii. Souma toczy kulinarne pojedynki na najlepsze (i najgorsze!) potrawy ze swoim tatą i cieszy się z nich, mimo że zawsze przegrywa; lubi też dręczyć swoje koleżanki (z „jakiegoś” powodu tylko kobiety…) nieudanymi eksperymentami. Jest też kilka scen poświęconych wyłącznie gotowaniu dla znajomych.

Widać to szczególnie po wątkach związanych z akademikiem, w którym mieszka Souma. Wiele momentów jest pozornie straconych dla akcji, nie ma też żadnego dramatyzmu – Souma spędza czas z przyjaciółmi, wszyscy dobrze się bawią, trochę gotują, poznajemy lepiej charaktery postaci, zżywamy się z nimi i w zasadzie tyle. Ten rozdźwięk między scenami akcji i obyczajowymi podkreśla sama struktura odcinków: ich czołówka to typowy klimat shounen – gra kapela rockowa, jest mnóstwo dynamicznych ujęć, kadrów ze złowieszczymi przeciwnikami postaci i ujęć Somy dzierżącego nóż kucharski niczym legendarny Excalibur. Tyłówka jest kompletnie inna. Muzyka jest radosna, lecz spokojna, kadry spokojnie przechodzą jeden w drugi, a najważniejsza jej część przedstawia bohaterów po prostu siedzących przy stole i razem bawiących się przy deserze.

Shokugeki no Souma jest innowacyjnym serialem z gatunku kulinarnego porno, ale, być może właśnie ze względu na kontrast, to te zwyczajne i kameralne sceny toczące się między bohaterami najbardziej zostały mi w pamięci. Mimo całego szaleństwa i niepoważności shounenowej otoczki, Shokugeki no Souma w kilku chwilach dotyka czegoś głęboko ludzkiego, co niewielu serialom się udaje.

Megumi bardzo denerwowała się pojedynkiem. Nie miała szans wygrać tej rywalizacji. Jednak, gdy Souma przypomniał o jej pysznym bentou, znalazła w sobie siłę. Siłę, aby przygotować posiłek zwyczajnie smaczny i jej własny. Wpadła na pomysł potrawy, gdy przywołała smaki dzieciństwa, lokalne warzywa przygotowywane przez mamę, i postarała się oddać i podkreślić w pełni ich bogactwo. Powstało dzieło pozbawione perfekcji, jednak wyjątkowe, związane z miejscem pochodzenia i osobą wykonawcy. Potrawa z sercem, którego nawet dania w najwykwintniejszych paryskich restauracjach bywają pozbawione.

Terrine z dziewięciu warzyw, odcinek dwunasty.

Tablis, 29 listopada 2015

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: J.C.STAFF
Autor: Shun Saeki, Yuuto Tsukuda
Projekt: Tomoyuki Shitaya
Reżyser: Yoshitomo Yonetani
Scenariusz: Shougo Yasukawa
Muzyka: Tatsuya Katou

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Shokugeki no Souma - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl