Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 8/10 grafika: 3/10
fabuła: 5/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 5 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,60

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 94
Średnia: 7,66
σ=1,55

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Mecenas)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Hana Yori Dango

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 1996
Czas trwania: 51×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Boys Over Flowers
  • 花より男子
Gatunki: Komedia, Romans
Widownia: Shoujo; Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm, Trójkąt romantyczny
zrzutka

Czterech chłopaków i jedna dziewczyna. Kolejne standardowe shoujo, czy może coś więcej?

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Tsukushi Makino od zawsze wiedziała, że nie pasuje do zamkniętej społeczności liceum Eitoku. Nie stać ją na luksusy, w jakich pławią się bogaci uczniowie tej prestiżowej prywatnej szkoły – jest biedną dziewczyną, która znalazła się tutaj tylko dzięki własnej ciężkiej pracy. Jej jedynym pragnieniem jest w spokoju przetrwać te dwa lata, jakie pozostały do ukończenia szkoły. Wkrótce jednak okazuje się, że gwałtowny charakter Tsukushi nie jest łatwy do utrzymania w ryzach, szczególnie kiedy na jej drodze pojawia się F4 – grupa najbogatszych, najprzystojniejszych, najbardziej wpływowych i najbardziej rozpuszczonych chłopaków w liceum. Dziewczyna pewnego dnia stwierdza, że ma dość bezczynnego przyglądania się, jak owi delikwenci sieją terror pośród uczniów. Kiedy w ramach odwetu za zniewagę F4 wypowiadają jej wojnę, Tsukushi samotnie musi stawić czoła całej szkole. Jej upór i siła woli zwracają w końcu uwagę lidera F4 – obłędnie bogatego Tsukasy Domyoujiego. W tym samym czasie Tsukushi zaczyna zakochiwać się w innym członku tej grupy – cichym, trochę odsuniętym od świata Ruim Hanazawie.

Z powyższego wstępu wynika, że Hana Yori Dango to typowy przedstawiciel nurtu szkolnych romansów przeznaczonych dla dziewcząt. I owszem, to stwierdzenie jest prawdziwe. Na czym polega więc problem? Ano na tym, że seria wciąga tak niesamowicie, że nawet odporna zazwyczaj recenzentka nie zdołała się oprzeć jej urokowi. Z pozoru banalna intryga potrafi nieraz solidnie zaskoczyć. Zadziwiające, ile pomysłów można wycisnąć z tubki opatrzonej etykietką „biedna dziewczyna w świecie bogaczy”. Oczywiście, zdarzają się momenty, w których scenarzyści wydają się deptać po własnym poczuciu realizmu, nieprawdopodobne zbiegi okoliczności mnożą się w zastraszającym tempie, a nawet mało wymagający widz unosi brew i patrzy z powątpiewaniem na to, co dzieje się na ekranie. Dla przykładu: niejednokrotnie podkreślane jest ubóstwo rodziny Tsukushi. Nie chce mi się wierzyć, że rodzice, którzy czasami mają problem z wykarmieniem dzieci, byliby w stanie pozwolić sobie na opłacanie czesnego najdroższej szkoły w kraju.

Na szczęście intensywność uczuć bohaterów, duża dawka humoru i parę oklepanych, ale celnych spostrzeżeń na temat społeczeństwa, potrafią wynagrodzić te niedociągnięcia. Przemoc w szkole (nawet jeśli przedstawiona nieco przesadnie), samotność dzieci, których rodzice poświęcili się zarabianiu gigantycznych pieniędzy, przypadkowe związki z nieznajomymi – te kwestie zostały poruszone w serialu. Nie jest to jednak pozycja, po której należy spodziewać się wnikliwych analiz psychologicznych lub socjologicznych – ot, po prostu romansik, nieźle – ale nie perfekcyjnie – osadzony w rzeczywistości. Przed wyższą oceną fabuły powstrzymuje mnie jedynie fakt, że zbyt wiele jej elementów należy do kanonu obowiązkowych motywów z mang dla dziewcząt (chociażby „Reguła pierwszego pocałunku”, „Pierwszej randki” itp. – zachęcam do dalszych poszukiwań), brakuje tu jakiegoś wyjątkowego pomysłu, czegoś oryginalnego. Poza tym podczas oglądania serialu parę rzeczy pozostawało dla mnie tajemnicą – między innymi sens istnienia rozmaitych „zabawek” Tsukushi, pojawiających się niemal w każdym odcinku. Nie dałam sobie rady z rozgryzieniem zagadki, po co w ogóle zostały one wprowadzone do anime, skoro nie mają praktycznie żadnego znaczenia dla fabuły (w mandze nie występowały).

Jak już wspomniałam, bohaterowie są sympatyczni i dosyć dobrze sportretowani. Wydają się wprawdzie stereotypowi (energiczna główna bohaterka, rozpieszczony brutal, introwertyczny rycerz, sympatyczny playboy, kobieta­‑anioł, wredne intrygantki, chłopak z sąsiedztwa i obowiązkowa szalona rodzinka), ale na szczęście uniknięto typów czarno­‑białych czy też nadmiernie przesłodzonych. W zamian za to każda postać emanuje energią, każda także może być obiektem licznych dowcipów. Pomimo całej plejady bohaterów rodem z listy shoujo must­‑be, potrafię docenić komediowy potencjał, jaki z nich wydobyto. Na brawa zasługuje tutaj przede wszystkim rodzina Tsukushi: ich popisy należą bezsprzecznie do najśmieszniejszych fragmentów serii. Żałuję jedynie, że nie pokuszono się o głębsze spojrzenie w przeszłość niektórych bohaterów drugiego planu, przez co niekiedy wydają się oni nieco płascy i puści (tyczy się to głównie „drugiej połowy” F4, czyli Akiry i Soujirou).

Powiedzmy sobie szczerze: projekty postaci odpychają. Nie mówię tu o animacji (która także prezentuje się raczej miernie), ale o sposobie ich rysowania. Sylwetki są grube, toporne i niezgrabne. A twarze? No cóż, przypominają bardzo niedbale rysowane „rozciągnięte” buźki super­‑deformed. Najbardziej znamienny jest fakt, że bohaterka, która ma w założeniu uchodzić za piękność, mnie przypominała nieudanego bishounena – ba, niejeden facet wyglądał od niej lepiej! Zdecydowanie nie polecam serii jako wyznacznika kanonu kobiecej urody. Jakości tej grafiki nie da się usprawiedliwiać wiekiem serii, która przecież aż tak stara nie jest.

Co się tyczy muzyki, to nie wybija się ona w żadnej mierze ponad przeciętność: niezgorszy opening i całkiem przyzwoite endingi (nie j­‑popowe, co już samo w sobie jest zaletą) dają doskonały pogląd na to, co usłyszymy w tle. Mamy tu parę instrumentalnych (często smyczkowych) kawałków, które nawet nieźle kontrapunktują wydarzenia na ekranie, ale na pewno nie mają w sobie takiej siły, żeby powalić widza (czy też słuchacza) na kolana. Lekko irytował mnie też fakt, że Rui zawsze gra na skrzypcach jeden i ten sam utwór – czyżby jego możliwości nie pozwalały na naukę innych?

Hana Yori Dango jest serią, którą można polecić wszystkim fanom shoujo. Zgrabna intryga, sympatyczni bohaterowie i dużo humoru powinny być niezłą rekomendacją. Wydaje mi się, że wspomniane przeze mnie wady nie zniechęcą potencjalnych widzów.

Yumegari, 15 kwietnia 2006

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Toei Animation
Autor: Youko Kamio
Projekt: Yoshihiko Umakoshi
Reżyser: Shigeyasu Yamauchi
Scenariusz: Genki Yoshimura, Yumi Kageyama
Muzyka: Michiru Ooshima