Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 9/10 grafika: 8/10
fabuła: 8/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 8 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,38

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 93
Średnia: 7,48
σ=1,29

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Demi-chan wa Kataritai

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2017
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Interviews with Monster Girls
  • 亜人ちゃんは語りたい
zrzutka

Przychodzą do szkoły wampir, dullahan i yuki­‑onna

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Istnienie najróżniejszych typów nieludzi, dawniej zaliczanych do tworów mitycznych, jest obecnie oficjalnie potwierdzone. Nie tworzą oni odrębnych ras, po prostu w zwykłych rodzinach od czasu do czasu przychodzą na świat dzieci obdarzone określonym zestawem niezwykłych zdolności oraz cech. Oczywiście mają one pełne prawa obywatelskie, w tym prawo do prywatności, co sprawia, że badania nad nimi są tematem delikatnym i wymagającym wielu zezwoleń. W czasach studenckich nie zdołał ich uzyskać Tetsuo Takahashi, dlatego był zmuszony zmienić specjalizację i ostatecznie został nauczycielem biologii w liceum. Dawne zainteresowania nie wygasły w nim jednak, zaś w nowym roku szkolnym wśród pierwszoklasistów pojawiają się aż trzy przedstawicielki nieludzi – wampirzyca Hikari Takanashi, dullahan Kyouko Machi oraz yuki­‑onna Yuki Kusakabe. W dodatku kadrę pedagogiczną zasila nowa nauczycielka matematyki, Sakie Satou, która okazuje się sukubem. Takahashi będzie miał wreszcie okazję poznać bliżej intrygujący świat nieludzi – a raczej „demi”, bo takie określenie preferują jego podopieczne.

Osobom mającym do czynienia z anime w regularnych dawkach powyższy opis skojarzy się zapewne dość jednoznacznie – z kolejną serią typu harem, w której jedyną interesującą zmienną może być ilość i jakość golizny. Dlatego chciałabym zacząć od bardzo istotnego podkreślenia, że w Demi­‑chan wa Kataritai nie znajdziemy nawet cienia wątków niesmacznych czy też wątpliwych moralnie. Owszem, trudno w to uwierzyć, ale takie białe kruki od czasu do czasu także się trafiają i tym bardziej zasługują na opisanie i przeanalizowanie.

Kluczowym elementem odpowiadającym za niezwykłość tej serii jest sam Takahashi – trochę waham się przed nazwaniem go „głównym bohaterem”, ale na pewno jest tu centralną postacią i spiritus movens. Zazwyczaj tego rodzaju bohater jest – zapewne po to, żeby nie zrazić czytelnika – dopasowywany do standardowego modelu, czyli nie wygląda i nie zachowuje się jak osoba wyraźnie od swoich podopiecznych starsza. Jeżeli dorzucimy do tego schemat „nauczyciel w otoczeniu uczennic”, to obowiązkowo dostaniemy też sceny, w których rzeczony pedagog żywo reaguje na pączkującą kobiecość wychowanek. W tym przypadku granica została wytyczona bardzo jasno. Takahashi to dorosły mężczyzna, jeszcze stosunkowo młody, ale jednak w sposób jednoznaczny należący do innego pokolenia niż jego uczennice. Różnicę wieku podkreśla dodatkowo jego wygląd – wysoki i mocno zbudowany, wyraźnie góruje nad swoim otoczeniem. Przede wszystkim jednak zachowuje się tak, jak powinien się zachowywać dorosły facet w otoczeniu – przepraszam – dzieci. Owszem, podchodzi do swoich uczennic z szacunkiem i wyczuciem, respektuje ich prawa i potrzeby, ale przez cały czas widać, że rozmawia z nimi z pozycji pedagoga, a nie rówieśnika.

Jeśli to zabrzmiało z kolei zbyt poważnie, muszę uspokoić czytelników, że Demi­‑chan wa Kataritai to seria leciutka i jeśli ktoś chce, zobaczy w niej tylko opowieść o nietypowych perypetiach nietypowych uczennic z nietypowymi problemami. Humor sytuacyjny i żywe, dobrze napisane dialogi sprawiają, że to anime ogląda się bardzo lekko i przyjemnie. Tym przyjemniejsze jest to, że widzowie bardziej dociekliwi bez większego trudu zauważą w nim dodatkową warstwę. Anime – pozornie mimochodem i używając sprawdzonej formuły „słodkich dziewcząt” jako kostiumu – dotyka tematu odmienności i osób wyróżniających się z jakichś powodów z grupy rówieśników. Trudno nie dostrzec analogii z niepełnosprawnością – owszem, Hikari, Kyouko i Yuki (oraz pani Satou) mają problemy bezpośrednio związane ze swoimi cechami charakterystycznymi nieludzi, ale w sumie sprowadza się to do bardzo przyziemnych spraw: co jest dla nich trudne (lub wręcz ryzykowne), w czymś potrzebują pomocy lub specjalnych udogodnień. Jednocześnie koledzy i koleżanki, nawet wykazując się dobrą wolą, nie zawsze zauważają, na czym takim osobom najbardziej zależy i co jest właściwą reakcją w danej sytuacji. Tutaj naprawdę duże brawa należą się autorowi mangi, ponieważ w formie lekkiej i abstrakcyjnej przemyca cenne spostrzeżenia, które mogą odbiorcom gdzieś tam zostać i skłonić do nieco innego spojrzenia na różne sprawy.

Zbyt często szlachetne zamiary przekazania czegoś wartościowego kończą się jednak tym, co Wańkowicz nazywał „smrodkiem dydaktycznym” – mdlącym i nieciekawym, wyłożonym łopatologicznie przeglądem właściwych i niewłaściwych zachowań. Tutaj udało się tego uniknąć także dzięki bardzo udanej obsadzie. W żadnym momencie nie miałam poczucia, że ktokolwiek jest nośnikiem tez autora lub narzędziem fabularnym. Postaci są żywe i zaskakująco dobrze skonstruowane, biorąc pod uwagę, że nikt nie ma komediowo przerysowanego, jednowymiarowego charakteru.

O Takahashim pisałam już wcześniej, warto jednak dodać tu jeszcze jedno. Otóż każda osoba z pasją do jakiejkolwiek dziedziny nauki z pewnością rozpozna bardzo dobrze objawy: Takahashi to nieuleczalny maniak swojej ukochanej dyscypliny. Kierujące nim pragnienie wiedzy jest szczere, a jednocześnie naukowa dociekliwość sprawia chwilami, że może odrobinę brakować mu taktu – co jest rozgrywane komediowo, tym bardziej że w Takahashim nie ma grama złej woli. Sprawdza się doskonale zarówno w roli bohatera, wokół którego obraca się fabuła, jak i w roli nauczyciela i mentora.

Prawdziwymi gwiazdami serii są jednak dziewczyny, chociaż naprawdę trudno napisać o nich coś więcej, po prostu dlatego, że wymagałoby to obszernego eseju oraz omówienia treści większości odcinków. Na pewno najbardziej zwraca na siebie uwagę Hikari, hiperaktywna i nieuleczalnie optymistyczna. To właśnie ona, dzięki swojej bezpośredniości i szczerości, ułatwia innym nawiązanie porozumienia, generalnie sprawiając, że różne rzeczy się dzieją. W porównaniu z nią Kyouko i Yuki są o wiele spokojniejsze i bardziej wyhamowane – typowe dobrze wychowane japońskie nastolatki – ale nie brakuje im wyrazistości, nie są też w najmniejszym stopniu podobne do siebie. Każda z trójki dziewcząt jest zupełnie inna, zaś te różnice nie ograniczają się do miseczki stanika oraz pojedynczego zestawu zachowań na wszystkie okazje.

Troszeczkę innym przypadkiem jest pani Satou, której relacje z Takahashim znajdują się na całkowicie innej płaszczyźnie – jest dla niego koleżanką z pracy, a nie uczennicą. Tu można powiedzieć, że da się zauważyć schemat niedomyślnego bohatera, niezauważającego awansów, jakie czyni mu przedstawicielka płci pięknej, jednak ma to przewrotne uzasadnienie. Satou jest sukubem, a chociaż robi wszystko, by nie epatować otoczenia swoją seksualnością, trudno się dziwić, że Takahashi ma problemy z odróżnieniem sygnałów mimowolnych i w pełni zamierzonych. Należy też zauważyć, że słabość pani Satou do pana Takahashiego nie bierze się całkiem znikąd i właściwie widać na pierwszy rzut oka, że dziewczyna ma niezły gust, a jeśli kiedyś jej plany się powiodą, wyjdzie na tym całkiem dobrze. Z kolei z czysto fabularnego punktu widzenia autor może dzięki niej wprowadzić (potencjalny) wątek romantyczny, w którym nie ma niczego niestosownego. Owszem, Hikari potrafi podżartowywać z Takahashiego, zaś Kyouko w jakimś momencie zaczyna się w nim podkochiwać, ale widać wyraźnie, że dla niego żadna z nich nawet najodleglej nie wchodzi w grę jako obiekt zainteresowania. (Chociaż trzeba też powiedzieć, że po Usagi Drop nie zaufam pod tym względem żadnej niezakończonej mandze – piszę te słowa na podstawie tego, co zostało pokazane w anime).

Może dziwić wysoka ocena strony wizualnej, jeśli weźmiemy pod uwagę, że Demi­‑chan wa Kataritai to seria wyglądająca raczej prosto – owszem, projekty postaci są przyjemne, ale raczej mało detaliczne, podobnie jak wnętrza, do statystów nikt się nie przykłada, zaś efektownej animacji nie ma. Jednak urok tej grafiki leży w tym przypadku w staranności detali. Po pierwsze, postaci mają bardzo ładną anatomię. W przypadku dziewczyn postarano się o zróżnicowanie ich figur przy zachowaniu rozsądnych proporcji nóg i biustu, zaś w przypadku Takahashiego – o nadanie jego grubokościstej sylwetce odpowiedniego umięśnienia. Przy tym mnie akurat bardzo odpowiadało, że nikogo tu nadmiernie nie uśliczniano i – co ważne – nie udziecinniano. Nastolatki wyglądają jak nastolatki, a nie jak dzieci z wczesnej podstawówki. Przyłożono się także do animacji, aczkolwiek w sposób, na który nie wszyscy widzowie zwrócą uwagę. Ozdobą serii nie są dynamiczne i długie ujęcia, ale drobne gesty i mimika – do najłatwiejszych do zauważenia detali należy sposób, w jaki Kyouko podtrzymuje swoją głowę i porusza nią.

Masaru Yokoyama to doświadczony kompozytor, dlatego trudno się dziwić temu, że ścieżka dźwiękowa jest wyjątkowo przyjemna dla ucha, wypełniona stosunkowo prostymi, ale pełnymi ciepła i optymizmu kompozycjami. Do klimatu serii pasują także sympatyczna czołówka, Original (o dziwo, wykonuje ją zespół idolek TrySail), a także piosenka towarzysząca napisom końcowym, Fairy Tail, za którą stoi projekt Sangatsu no Phantasia (swoją drogą, ta sekwencja jest też wyjątkowo piękna wizualnie). O seiyuu także można napisać mnóstwo dobrych rzeczy, szczególnie że role w tej serii wymagają czegoś więcej niż darcia się lub piszczenia w jednej tonacji. Zatrudniono tu zresztą prawdziwe gwiazdy, na czele z odtwórcą roli Takahashiego, Jun’ichim Suwabe, znanym chociażby z roli Archera w seriach z cyklu Fate/stay Night czy Undertakera w Kuroshitsuji. Spośród pań na wyróżnienie zasługuje przede wszystkim Youko Hikasa (m.in. Mio w K­‑ON!, Shino w Seitokai Yakuindomo, Rias w High School DxD) jako pani Satou.

Mam nadzieję, że może uda mi się tą recenzją zachęcić do obejrzenia Demi­‑chan wa Kataritai osoby, które ominęły tę serię, ponieważ uznały ją za kolejną odsłonę „słodkich dziewcząt robiących słodkie rzeczy” lub też za ryzykowny harem z nauczycielem w roli głównej. To rzadki przypadek tytułu pozbawionego elementów kontrowersyjnych, a przy tym niezalanego lukrem, zaskakująco realistycznego przy całym swoim oderwaniu od realiów. W dodatku zabawnego w naturalny, niewymuszony sposób, a o to także bardzo trudno.

Avellana, 6 czerwca 2017

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: A-1 Pictures
Autor: Petos
Projekt: Tetsuya Kawakami
Reżyser: Ryou Andou
Scenariusz: Takao Yoshioka
Muzyka: Masaru Yokoyama

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Demi-chan wa Kataritai - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl