Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

3/10
postaci: 4/10 grafika: 3/10
fabuła: 3/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

4/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,00

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 52
Średnia: 6,17
σ=1,5

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Hajimete no Gal

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2017
Czas trwania: 10×24 min
Tytuły alternatywne:
  • はじめてのギャル
Tytuły powiązane:
Gatunki: Komedia, Romans
Widownia: Shounen; Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Ecchi, Harem, Realizm
zrzutka

Mierna adaptacja bardzo dobrej mangi, czyli co się dzieje, gdy ktoś chce na siłę przedobrzyć.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Od razu mówię, że nie mam nic przeciwko negatywnym komentarzom na temat poniższej recenzji, bo wierzę, że opisywane anime może się komuś spodobać i mój tekst wyda się mu krzywdzący. Ja jednak oceniam ten twór jako adaptację mangi, która wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie, czego nie mogę powiedzieć o wersji animowanej. Niestety twórcy anime stwierdzili, że oni wiedzą lepiej, i wywrócili całą fabułę do góry nogami, co sprawiło, że z dobrej szkolnej komedii romantycznej z nieco mocniejszą erotyką pozostał tylko niestrawny koszmarek.

Jun’ichi Hashiba to dość typowy licealista, którego nadrzędnym celem jest utrata dziewictwa. Za namową kolegów decyduje się poderwać śliczną gyaru, Yukanę Yamę, i o dziwo, nie dostaje kosza. Nie ma w tym za grosz romantyzmu, bo chłopakowi jedno w głowie, a że obiegowa opinia głosi, że gyaru są łatwe, protagonista widzi w tym swoją szansę na utratę cnoty. Tyle jeśli chodzi o zawiązanie fabuły, bo o ile później manga zgrabnie prowadzi nas przez początki związku nieśmiałego chłopaka, którego pierwotny cel jest powoli zastępowany przez poważniejsze uczucie, i uroczej, pewnej siebie oraz doskonale rozumiejącej sytuację dziewczyny, która jednocześnie jest delikatna i chce być kochana, o tyle anime strzela sobie w potylice, zmieniając się w udziwnioną haremówkę. Pominięto w nim większość scen, które w wersji rysunkowej tak dobrze kreowały klimat tej historii i sprawiały, że para głównych bohaterów stawała się czytelnikowi po prostu bliska i chciało się im kibicować.

Nie skłamię wiele, jeśli powiem, że ponad jedną trzecią czasu antenowego zajmują przemyślenia głównego bohatera, tu ukazane jako konflikt jego czterech osobowości: zboczonej, pesymistycznej, optymistycznej i szarmanckiej. O ile ten koncept występował w mandze, o tyle tam nie zabierał tyle miejsca ani nie zabijał płynności narracji, co ma miejsce w anime. Sam pomysł był interesujący, ale sposób jego wykorzystania oraz fakt, że wrzucono tego trochę za dużo, zanim (o ile w ogóle) jeszcze widz zdoła polubić protagonistę, sprawiły, że wyszło to trochę dziwnie i zbyt abstrakcyjnie. Sam główny bohater sprawia przy tym wrażenie zdalnie sterowanej marionetki, niemającej prawie w ogóle własnego zdania i kierowanej albo przez wyżej wspomniane byty, albo przez swoich mało lotnych w kwestiach relacji damsko­‑męskich kolegów. To mój kolejny zarzut wobec niego, bo jego animowana wersja jest pozbawiona jakiejkolwiek charyzmy, nawet jeśli weźmie się pod uwagę, że raz na jakiś czas miewa przebłyski własnego zdania. W dodatku chłopak aspiruje do miana lidera w rankingu na najbardziej ciapowatego bohatera haremówek, co również nie świadczy o nim zbyt dobrze. Nawet jego powolna przemiana wypada o wiele gorzej, niż jest to przedstawione w mandze i gdzieś w połowie seansu, gdy zrozumiałem, że już nic z niego nie będzie, jego postać zaczęła mnie mocno irytować, a ciągłe parcie na utratę dziewictwa stało się zwyczajnie wkurzające. Sytuację odrobinę ratuje końcówka, ale dalej nie jest to poziom, jaki chciałbym oglądać w kolejnych tego typu seriach.

Yukana to ewenement, jeśli chodzi o opisywane przeze mnie główne bohaterki. Bo jak można nazywać się postacią pierwszoplanową, gdy na ekranie spędza się mniej czasu niż osoba, która teoretycznie powinna przewijać się gdzieś w tle? To dla mnie niesamowite, jak bardzo twórcy zepchnęli Yukanę na margines. Ze względu na ten brak czasu antenowego z fajnej, charakternej, lubiącej się droczyć dziewczyny został tylko stojak na biust. Gdzieś się tam oczywiście przewija, główny bohater o niej mówi, myśli, ale w sumie nie wiadomo, ani czemu, ani po co. Widz nie dowiaduje się, dlaczego para głównych bohaterów tak bardzo ma się ku sobie, co ich połączyło, bo większość czasu antenowego spędzają oddzielnie, a rzadkie chwile interakcji między nimi wyglądają przez to bardzo sztucznie. To przede wszystkim wina scenarzysty, który wyciął cały początek mangi, bardzo dobrze pokazujący początki ich związku i dający im sporo wspólnego czasu. Wrzucenie tu i ówdzie wyrwanych z kontekstu scen „romantycznych” spotęgowało tylko sztuczność ich relacji w anime. I znowu nieco lepsze pod tym względem zakończenie nie ratuje sytuacji, ale pokazuje, czym seria mogłaby być, gdyby twórcy ekranizacji łagodniej obeszli się z materiałem źródłowym.

Na nieszczęście ktoś zadecydował, że byłoby dobrze, gdyby seria zamiast szkolnej komedii romantycznej była zwyczajną haremówką, więc zaraz na początku w ekspresowym tempie wepchnięto do fabuły pozostałe trzy dziewczyny. O ile jeszcze wprowadzenie charakternej, mocno opalonej i hojnie obdarzonej przez naturę Ranko Honjou wyszło w miarę zgrabnie, o tyle wrzucenie zaraz po tym Nene Fujinoki i Yui Kashii postawiło wszystko na głowie. Ranko jako najlepsza przyjaciółka z dzieciństwa Yukany wypada w tym towarzystwie najlepiej i najbardziej naturalnie, natomiast wpychająca się wszędzie Nene ze swoim przerośniętym biustem oraz Yui ze swoim „fetyszem” skutecznie zepchnęły Yukanę na margines tej opowieści. Ta druga jakoś tam jeszcze się broni w późniejszych odcinkach, ale Nene zwyczajnie irytuje, głównie z powodu radosnej twórczości scenarzysty anime, który postanowił pominąć pewną istotną dla tej postaci przemianę.

Na koniec zostawiłem sobie wisienkę na torcie, czyli trzech niewydarzonych kolegów głównego bohatera: Keigo, Shinpeia i Minoru. Tu również uważam, że twórcy anime niepotrzebnie namieszali i zwiększyli ich znaczenie w życiu towarzyskim Jun’ichiego. Oczywiście byli obecni w mandze, ale wydaje mi się, że ich rola była o wiele mniejsza. W anime w zasadzie każda decyzja protagonisty jest poprzedzona albo burzą mózgów jego wewnętrznych osobowości, albo wspomnianych kolegów, co zwykle zajmuje pokaźną część czasu antenowego. Szkoda, bo niektóre pomysły były nawet zabawne, ale co z tego, jeśli żarty z ich udziałem, ciągnięte zbyt długo, nużyły i wprowadzały zbyt wiele abstrakcji.

Oddzielny akapit poświęcę trzeciemu koledze protagonisty – Minoru. Nie wiem, który z twórców anime ma jakiś problem ze sobą, ale tak wyeksponowanych motywów związanych z pedofilią nie widziałem jeszcze w żadnej serii skierowanej do szerszego grona odbiorców. Na początku miałem nadzieję, że to jednostkowy wypadek przy pracy, ale gdy okazało się, że praktycznie w każdym odcinku wspomniany wyżej chłopak staje się bohaterem jakiegoś niewyszukanego gagu o tym podtekście, byłem mocno zniesmaczony i wcale się nie zdziwię, jeśli nie jestem w tej obserwacji odosobniony. Może z początku było to nawet nieco zabawne, ale jak powiada stare przysłowie, „co za dużo, to niezdrowo”.

Humor, jak nietrudno się domyślić, opiera się na erotyce, utracie dziewictwa i różnego rodzaju podtekstach. Problem polega na tym, że główny bohater jako siła napędowa różnorakich scen komediowych bardzo szybko się wypala, ponieważ w gruncie rzeczy oglądamy prawie cały czas to samo. Manga znowu wygrywa na tym polu, gdyż cały jej początek, poświęcony rozwijającej się znajomości pary bohaterów, dawał dużo lepsze pole do popisu niż to, co zaprezentowało anime. Niestety z powodu odsunięcia Yukany na drugi plan znacznie zmniejszyła się ilość świetnych scen z jej udziałem, pokazujących, jak droczy się ze swoim chłopakiem i doskonale wie, co chodzi mu po głowie. Uważam, że seria telewizyjna bardzo wiele straciła właśnie na zmarginalizowaniu wątków jej dotyczących i niewyeksponowaniu jej charakteru.

Oczywiście anime, podobnie jak manga, zawiera sporą dawkę fanserwisu, z czego należy zdawać sobie sprawę, zasiadając do seansu. Jednak to, co kiedyś uchodziłoby za odważne, dzisiaj plasuje się w okolicach środka stawki, bo znam serie telewizyjne pokazujące o wiele więcej. Dużo tu zbliżeń na strefy intymne, macania i wzajemnego oceniania biustów przez dziewczyny (scen tego rodzaju wyjątkowo nie lubię), jest oczywiście odcinek plażowy, gorące źródła (z nawiązaniem do Full Metal Panic? Fumoffu). W wersji emitowanej w telewizji jest sporo cenzury, niby zabawnej i wpasowującej się w klimat, ale jednak irytującej, więc polecam raczej sięgnięcie po wersję nieocenzurowaną, która wprawdzie nie pokazuje wiele więcej, ale nie przeszkadza zbędnymi wstawkami.

Szkoda jednak, że za chęcią pokazania uroków kobiecych ciał nie poszedł budżet na oprawę graficzną, która jest zwyczajnie kiepska. Po pierwszych odcinkach nie byłem jakoś specjalnie zachwycony, ale to, co dzieje się później z sylwetkami, twarzami, ruchami bohaterów, woła o pomstę do nieba. Wszystko jest krzywe, ruchu jest tylko tyle, ile potrzeba, by animacja nie zmieniła się w pokaz slajdów, a postaciom potrafią czasami rozjechać się oczka czy proporcje. Tła są za to całkiem przyjemne, choć też niesamowicie momentami oszczędne, mało w nich także życia, czyli na przykład jakichś statystów. Nie najgorzej wypadło udźwiękowienie. Szkoda, że całkiem fajnie spisujące się seiyuu Yukany i Ranko dostały mało czasu kosztem innych, dość przeciętnie zagranych postaci. Ogólnie poza fajnymi openingiem i endingiem reszta utworów gdzieś mi umknęła. Dwie wspomniane piosenki, okraszone całkiem fajnymi animacjami (szczególnie ending), dobrze wpisują się w klimat anime.

Jeżeli chcecie zobaczyć fajny szkolny romans ecchi, to niestety nie ten adres. Twórcy anime, mając do dyspozycji bardzo dobry materiał źródłowy, zepsuli praktycznie wszystko, co się dało i zrobili z tej serii podrzędną haremówkę. Bardzo trudno znaleźć mi coś na jej obronę – postacie są słabe i nieraz irytujące, ze wskazaniem na głównego bohatera, jego kolegów z klasy i Nene, historia mało wciągająca, a strona graficzna brzydka, czego nie ratuje nawet duża ilość fanserwisu. Ja osobiście zawiodłem się na tej adaptacji i wracam do mangi, aby zatrzeć niemiłe wrażenie po seansie. Jeśli ktoś lubi takie historie, to naprawdę polecam wersję rysunkową, która jest pod każdym względem lepsza od tego, co zaprezentowała ta krótka seria.

KamilW, 17 września 2017

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: NAZ
Autor: Meguru Ueno
Projekt: Hideyuki Satake, Hiroyuki Furukawa, Keisuke Nishijima
Reżyser: Hiroyuki Furukawa, Yuuki Ogawa
Scenariusz: Yuuichirou Momose
Muzyka: Yashikin

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Hajimete no Gal - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl