Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Komentarze

Kokkoku

  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime
  • Avatar
    A
    Sezonowy 6.03.2019 13:44
    Podobało mi się
    Już samo założenie istnienia Stazy, na którym zbudowano serial, zasługuje na uznanie. To jeden z tych rzadkich przykładów scenariusza, który autentycznie daje do myślenia, nawet po odejściu od ekranu. Co ty sam zrobiłbyś mając możliwość swobodnego wchodzenia w Stazę? Zwiedzałbyś świat, jego najbardziej tajemnicze i na co dzień niedostępne dla zwykłego śmiertelnika zakamarki? Zwolnił moralne hamulce i bezkarnie dał upust wszystkim seksualnym fantazjom i fetyszom? Zagrabił, zebrał, nakradł, złupił majątek, który pozwoliłby ci później na życie w luksusie w „normalnym” świecie? Wsiadł na rower i pojechał do Moskwy by zapoznać bliżej pana Putina ze swoim starym przyjacielem, kluczem francuskim? Zapytaj o to samo przyjaciół w trakcie najbliższego spotkania przy piwie, a przekonasz się, że podsuną ci jeszcze bardziej odjechane persperktywy.

    Dobry pomysł na budowanie świata – i zaskakująco dobra realizacja. Wszyscy bohaterowie, tak pierwszo- jak i drugoplanowi, są tu prawdziwie pełnokrwistymi postaciami. Indywidualnościami o pełnowymiarowych charakterach, bogatym wnętrzu. A że akcja toczy się powoli, zwłaszcza w drugiej części serialu, jest czas, by pozwolić postaciom prawdziwie zagrać, wybrzmieć, pokazać niuanse ich osobowości, targające nimi wątpliwości, sprzeczności. To szczególnie ważne w przypadku trojga „złych” postaci, które później przejdą, jedna pod drugiej, na stronę głównej bohaterki. W ich przypadku zmiana stron ma sens i jestem w stanie ją zrozumieć właśnie dlatego, ze serial dał mi czas na zapoznanie się z tymi postaciami. Obserwowanie ich działań, poznanie motywacji, zrozumienie tego, kim są i czym się kierują. Wszystko dzięki temu, że narracja nie goni i nie pędzi, że pozwala „zagrać” postaciom a nie tylko pokazać przyklejoną na czole etykietkę „bad guy No1” czy „supporting character – comic relief type”. Są w „Kokkoku” sceny, którym można by przypisać konotacje dramatyczne w rozumieniu dramatu klasycznego, a nie przypisanego do anime dramatu „patrzcie jak ja strasznie przeżywam”. Może nawet elementy dramatu psychologicznego, co już w ogóle brzmi tu niemal jak herezja.

    Kiedy się nad tym zastanawiam, to Kokkoku” okazuje się być świetnym materiałem na kino SF w tradycyjnym filmowym wydaniu, swobodnie korzystające z dobrze znanych schematów. Oprócz scenografii nie trzeba by wiele zmieniać by Świat Stazy stał się obcą planetą, gdzie rozbił się jakiś kosmiczny transportowiec. Świat przypomina nasz, są ruiny cywilizacji, nieznane potwory, jesteśmy obcy w obcym świecie i walczymy o kontrolę nad MacGuffinem, który pozwoli zwycięzcom wrócić do domu. Łatwo też mogę wyobrazić sobie, że zamiast po ulicach zamarłego miasta, bohaterowie przemykają korytarzami pozbawionego energii gigantycznego statku kosmicznego, jakiegoś „Prometeusza”. Klaustrofobiczne uczucie bycia uwięzionym w miejscu, które niby tak dobrze znane i swojskie raptem zamieniło się w więzienie, z którego nie ma ucieczki – w gruncie rzeczy jest bardzo podobne. A już gdy główny antagonista łączy swoje geny z genami kosmicznego potwora, by zyskać władzę nad światem, nie mam najmniejszego problemu ze wpisaniem takiej historii w uniwersum takiego np. „Obcego”.

    Najsłabszą stroną scenariusza jest bez wątpienia zakończenie. Przez dwanaście odcinków bohaterowie robili swoje w gruncie rzeczy nie zastanawiając się poważniej nad tym, czym jest miejsce, w którym się znaleźli, jak działa i jakie rządzą w nim prawa. Nie zauważyłem wielu przejawów choćby zwykłej ciekawości, takiej, co to zmusza do trącania kijem człowieka leżącego w rowie na poboczu, żeby sprawdzić, co tak naprawdę jest grane „(Pijany? Chory? Nieprzytomny? Samochód go potrącił?”). To do pewnego stopnia zrozumiałe, bo w końcu bohaterowie walczyli o życie, ale nawet kiedy Juri zostaje już zupełnie sama, jest skończenie pasywna i wydaje się być niezainteresowana poznaniem, jak działa świat dookoła niej, do czego jest zdolny i co można w nim (z nim) zrobić. Więcej na temat tego czym jest Staza i na ile można sobie w niej pozwolić dowiadujemy się od „tych złych”, gdy bez skrupułów korzystają z faktu, że zatrzymani w czasie ludzie są całkowicie bezbronni wobec tego, co z nimi i ich własnością może zrobić czarny charakter. Ale i tego jest za mało, o wiele za mało.

    Gdy w ostatnim odcinku znienacka pojawia się nowa (nie do końca) postać i wygłosi wykład odpowiadający na wiele (nie wszystkie) dotyczących Stazy pytań „co, jak, i dlaczego” – jest już za późno. Raz, bo to żadne zamknięcie historii, ponieważ po dwunastu odcinkach zdążyłem już zapomnieć, że ta postać mignęła na chwilę na ekranie w pierwszym odcinku. Dwa, że między pierwszym a ostatnim pojawieniem się – nie ma po niej śladu i nie odgrywa ona żadnego znaczenia w opowieści. A tu, na zakończenie, niespodziewanie uderza grom z jasnego nieba i raptem wszystko ma być jasne! Gdyby autor choć zadbał o to, żeby od czasu do czasu przemycać w historii nawiązania, tropy czy sugestie co do postaci i roli kobiety z jej mężem, dzięki którym cała ta historia ze Stazą w ogóle była możliwa – jej pojawienie się na koniec faktycznie domykałoby opowieść, łączyło pojedyncze kropki w jeden pełny obraz, dawało odpowiedzi na pytania, wyjaśniało tajemnice, które bohaterowie próbowali rozwikłać (nie próbowali). A tak – niezbędny był cały wykład, żeby na koniec wszystko miało ręce i nogi.

    Ale może jednak wcale nie był taki niezbędny? Jestem przekonany, że gdyby całkowicie usunąć „Matkę Stazy” (nie pamiętam jej imienia, niestety) ze scenariusza, historia tylko by na tym zyskała. Bo czy w tym przypadku otwarte zakończenie nie byłoby lepsze? Na przykład takie, że Juri mimo wszystko zostaje w Stazie z dzieckiem, nie odsyła go do „normalnego świata”. Niechby się okazało, że dziecko, które w końcu urodziło się w Stazie i ten Świat jest dla niego domem, zdradza objawy posiadania nadzwyczajnych talentów, o istnieniu których Juri nawet nie śniła? Talentów, które niosą ze sobą nadzieję i obietnicę nowej, szczęśliwej przyszłości, a już na pewno powrotu na łono rodziny. Ostatnia scena mogłaby pokazywać Juri w ukwieconym ogrodzie, z uśmiechem na twarzy witającą poranne Słońce. Obok – kołyska z uśmiechniętym, gaworzącym maluchem, kołysana jednym, potwornym palcem przez gigantycznego Handlera. Bo przecież wszystko będzie dobrze i do zobaczenia w następnym sezonie.

    Nie tym razem, niestety, ale i tak obejrzeć warto.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 1
    blob 2.03.2019 13:52
    W sumie ending też był spoko.

    Ale fakt rozumiem autora recenzji, OP rozbudzała apetyt na coś więcej a sama seria choć miała ciekawe założenie była po prostu nudnawa.
    Odpowiedz
  • Avatar
    R
    Slova 2.03.2019 07:40
    „nie wiem o co chodzi”
    Proponuję więc jeszcze raz obejrzeć pierwszy i ostatni odcinek, wszystko się ładnie zamyka.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Ancietejka 23.11.2018 20:29
    dobre, dobre
    Podobało mi się, momentami nawet bardzo (chociażby pierwszy odcinek czy  kliknij: ukryte  – jak tu nie płakać, ech… ogólnie było więcej momentów, które wywołały u mnie efekt „wow!”). Anime wie, jak trzymać w napięciu i zaciekawić. Świat interesujący, może nie do końca wykorzystany, z drugiej strony ile da się pokazać w 12 odcinkach? Podobało mi się, że fabuła szła „jak po sznurku”, kolejne zdarzenia nie brały się znikąd i prowadziły do całkiem satysfakcjonującej końcówki – przynajmniej dla mnie. Choć szkoda, że nie pokazali więcej ujęć z dalszego życia bohaterów, zwłaszcza  kliknij: ukryte . Fajni bohaterowie, najbardziej, o dziwo, polubiłam Sako, aczkolwiek antagonista mnie nie przekonał. Kreska bardzo ładna – uwielbiam takie stonowane kolory.
    No i opening. Opening jest genialny. Zresztą, trafiłam na tę serię właśnie dzięki niemu.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Akawashi 30.03.2018 02:29
    Niestety postanowili iść w zaparte i po którymś odcinku stosunek akcji do beznadziejnych prób wyjaśnienia tego co, jak i dlaczego się odwrócił. Mimo wszystko nie jest to tragedia na miarę zeszłego sezonu. Za to końcówka to deus ex machina godne Mirai Nikki.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    GLASS 27.03.2018 18:01
    Oglądając to miałam cały czas wrażenie, że mam do czynienia z pierwszą wersją scenariusza. Są pomysły i to nawet niezłe, ale brakowało im dopracowania. Świetny opening i ending, ale poza tym to nic ciekawego.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    vries 26.03.2018 23:17
    Dość słabe anime. Słabe postaci, słaba fabuła, wykonanie też raczej słabe. Anime miałkie i nieekscytujące. Trochę szkoda, bo pomysł nawet ok. Dałem uczciwe 3/10. Jak ktoś lubi gatunek, to może zerknąć. Może też nie zerkać.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 1
    B0hna 1.02.2018 21:58
    Dobre, polecam, opening miodny :3
    Jak na pierwsze anime tego studia, to jak dotąd (po 4 ep) całkiem nieźle im idzie.
    Nie wiem w sumie czemu tak się ludzie czepiają braku logiki… To, że nie wytłumaczyli dlaczego  kliknij: ukryte . Brak fanserwisu, miły dla oka projekt postaci i stosunkowy ciekawy pomysł, a nie kolejny od kalki magiczny harem/szkoła/ post­‑apo z nastolatkami. Są może małe potknięcia, ale jak dla mnie to trochę szuknie dziury w całym i anime autentycznie przyjemnie się ogląda.
    Opening całkowicie mnie porwał, jest genialny i ciągle go słucham, ending spokojniejszy, ale miło się słucha.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Akawashi 19.01.2018 17:00
    Lamerskie zawiązanie akcji, sci­‑fi tylko i wyłącznie wymówką (już postanowili olać logikę), chaos w celu utrzymania napięcia, pasujące imo op i ed (tym bardziej jeśli większa lub cała dawka fanserwisu jest w endingu) do klimatu serii. Póki co jest okej, a jak na nowe studio to nawet dobrze. I ta przeważająca stonowana kolorystyka w dobie dominującej jaskrawości rekompensuje mi wszelkie oszczędności.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Maxromem 8.01.2018 09:34
    No, no, jestem dosyć pozytywnie zaskoczony. Jakoś wiele się nie spodziewałem, bo anime dobrych anime ze wszelkimi machlojkami z czasem jest jak na lekarstwo. Kokkoku postawiło jednak na budowanie napięcia i dosyć ostrą jazdę, co zdecydowanie wyszło na dobre. Wciąż nie jestem przekonany co do fabuły, bo ma zadatki na to by spektakularnie się rozsypać, ale wydaje się że chociaż element sensacyjny będzie niezły.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Jackass 7.01.2018 22:51
    Jest całkiem ciekawie, lecz zgodzę się z tym, że realizacja trochę leży. Co prawda to drugie anime Geno Studio, w tym pierwsza seria telewizyjna, ale trzymam kciuki. No i ten opening, pierwsza klasa.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Nikodemsky 7.01.2018 22:40
    Pomysł naprawdę ciekawy i nawet historia zaczyna się w miarę interesująco, problemem natomiast jest dość przeciętna realizacja – seria zdecydowanie na niej traci. Czyżby brak doświadczenia ekipy?

    Ending jakiś taki nie w smak – dziwnie się czuje najpierw poznając przeciętną(młodą) kobietę najzwyklej szukającą pracy, a kilkanaście minut później bum! na wpół nagą bez powodu ;f

    Tak, czy siak chętnie zobaczę dalej, co przygotowali.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    vries 7.01.2018 21:54
    Spojrzałem na ending… szybki przegląd ANN. Uff… Yasuomi Umetsu nie jest reżyserem, a tylko projektował postaci. W sumie w samej serii tego tak nie widać. Bardzo podobna sytuacja była z Kumetą i Uchuten Kazoku (aczkolwiek Kumeta jest bardziej specyficzny i widać było jego wkład od ręki).
    Zapowiada się nawet ciekawie, aczkolwiek graficznie nie powala.
    Odpowiedz
  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime