Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 grafika: 7/10
fabuła: 7/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 10
Średnia: 6,9
σ=1,3

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Endro~!

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2019
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • えんどろ~!
Gatunki: Fantasy, Komedia
zrzutka

Kto powiedział, że ze słodkich dziewcząt nie da się zrobić walczącej ze złem drużyny fantasy?

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Bohaterka, słodziutka jak cukierek, ale z odwagą przepełniającą serce, wraz z trzema towarzyszkami stawia czoło Władcy Demonów i pokonuje go siłą przyjaźni oraz pradawnym zaklęciem. Happy end i napisy końcowe… Zaraz, w pierwszych minutach pierwszego odcinka? Początkowo może się wydawać, że to tylko piękny sen Yulii, nazywanej także Yuusha („Bohaterka”), która z oporami budzi się, by udać się… Do szkoły dla przyszłych poszukiwaczy przygód! Oczywiście w towarzystwie trzech przyjaciółek: kapłanki Seiry, wojowniczki Fai i czarodziejki Mei. W szkole natomiast dzień zaczyna się od odejścia na emeryturę dotychczasowego nauczyciela i przybycia jego zastępstwa: uroczej i słodkiej osóbki, która budzi zachwyt całej klasy. I nawet nietoperzowe skrzydełka oraz zakręcone różki nie budzą niczyich wątpliwości… Od tej pory Mao­‑sensei (zbieżność ze słowem maou, oznaczającym władcę demonów, zapewne całkowicie przypadkowa) będzie kierować swoimi podopiecznymi, starając się, by zostały jak najlepszymi poszukiwaczkami przygód. Albo i nie?

Choć może to zabrzmieć zaskakująco, powiedziałabym, że główną zaletą Endro~! okazała się pewna nieprzewidywalność fabuły. Po pierwszym odcinku spodziewałam się, że będę miała do czynienia z komedią, w której głównym wątkiem będą podchody Mao­‑chan (jak nazywa ją Yuusha) mające na celu zniechęcenie drużyny do zawodu poszukiwacza przygód. Pomyliłam się. Nie sprawdziły się także moje przewidywania, że seria z fantasy będzie miała wspólne tylko kostiumy, zaś bohaterki większość czasu zaczną spędzać na piżamowych imprezach w dormitorium. Endro~! pozostaje bowiem komediową przygodówką fantasy – leciutką i pogodną, ale jednak zaskakująco wierną kanonom gatunku. W niektórych odcinkach bohaterki podejmują misje parodiujące motywy z gier komputerowych, treść innych jest całkowicie absurdalna. Tempo akcji pozostaje nie za szybkie, a zagrożenie nigdy nie daje się traktować całkowicie poważnie. Zdarzają się też epizody słabsze albo nadmiernie rozwleczone, jednak moim zdaniem równoważyły to odcinki i sceny będące prawdziwymi perełkami.

Na pewno bardzo pomogło to, że bohaterki – urocze i słodkie – nie są całkowicie głupie. Powiedziałabym, że komizm tej serii płynie głównie ze zderzenia zdroworozsądkowych metod i wniosków ze sztampowymi wyzwaniami typowymi dla historii fantasy. Posługuję się głównie ogólnikami, bo owszem, jest to tytuł, w przypadku którego można popsuć widzom przyjemność, zdradzając za wiele, ale mogę napisać na przykład, że większość tego, co wydaje się dziurami fabularnymi, zostaje w jakimś momencie zgrabnie załatana lub wyjaśniona. Poza tym, chociaż Endro~! z pewnością nie ma żadnych poważniejszych ambicji, tu i ówdzie stawia całkiem celne pytania i podważa utarte schematy.

Bohaterki stanowią na pierwszy rzut oka dobrze znane typy. Yuusha jest pełna optymizmu i chce zostać Bohaterką, bo to fajny zawód; Seira jest poważna i odpowiedzialna; Mei ma bzika na punkcie magicznych kart; zaś Fai to żarłoczne dziecię natury. Te charakterystyki zostają jednak uzupełnione dodatkowymi cechami (znowu – ich odkrywanie to przyjemna część seansu), dzięki którym postaci w tym anime nie wydają się odbite spod sztancy. To samo można napisać o księżniczce Lornie, zagorzałej fance opowieści o dawnych Bohaterach, niemogącej się doczekać dnia, gdy to wreszcie jej przypadnie rola Damy w Opałach. Zwłaszcza z tej ostatniej postaci łatwo byłoby zrobić karykaturę, ale zamiast tego dostajemy jeden z najładniejszych wątków serii, pokazujący, jak Lorna zamiast wyidealizowanych obrazów Bohatera i jego Drużyny zaczyna pomału dostrzegać żywych ludzi i orientować się, że świat nie zawsze odpowiada jej wyobrażeniom. Tu należałoby poświęcić dwa słowa obecności (lub nie) wątków yuri – ostatecznie Yuusha i Lorna, złączone przez los jako Bohater i Księżniczka, są tej samej płci. Nie jestem jednak ekspertem w temacie, więc powiem tak: na pewno nie znajdziemy tu damsko­‑damskiego fanserwisu dla fanserwisu. Jeśli ktoś chce, może w tej relacji dopatrywać się składowej romantycznej, jeśli nie chce – nie ma takiego obowiązku. Obie interpretacje dałyby się wybronić z równym powodzeniem.

Show zdecydowanie kradnie jednak Mao, czyli była – i przyszła – Władca Demonów. Wydaje się postacią mało obiecującą, bo ile to już destrukcyjnych panienek wyglądających jak dzieci, ale w rzeczywistości znacznie starszych i potężniejszych już widzieliśmy? Tymczasem wyrasta ona na równorzędną protagonistkę serii. Stosunkowo szybko porzuca pomysł zniechęcenia swojej przyszłej nemezis do zawodu i zamiast tego stwierdza, że właściwie to sama mogłaby poszukać innej fuchy. Okazuje się, na ile możemy to stwierdzić, kompetentną nauczycielką, której faktycznie zależy na nauczeniu czegoś podopiecznych – nie tylko w zakresie wiedzy szkolnej, ale i życiowej. Im dalej jednak w las, tym bardziej wyraźnie rysuje się pytanie, czy od przeznaczenia można uciec, a chociaż jest ono traktowane lekko i pogodnie (jak wszystko w tej serii), cały ten wątek pozostaje do końca spójny i konsekwentny.

Mocnym punktem serii pozostaje także konsekwentnie oprawa wizualna. Nie z powodu efektownie animowanych scen akcji, ale dlatego, że zarówno projekty postaci, jak i ogólna kolorystyka zostały dobrane po prostu idealnie. Chwilami grafika kojarzy się z ilustracjami z bajek dla dzieci, chwilami wyraźnie nawiązuje do konceptów z gier komputerowych, chwilami zaś zanurza się w opary absurdu. Ciepłe, ale stonowane barwy podkreślają pogodny, relaksujący klimat, zaś bohaterki mają na podorędziu zestaw przeuroczych minek na każdą okazję. Niby nic specjalnego, ale sprawia, że Endro~! jest wyjątkowo przyjemne dla oka. Dla ucha zresztą też – od cieplutkich piosenek w czołówce i przy napisach końcowych po proste, ale udane kompozycje w samych odcinkach (czego by nie mówić, Yoshiaki Fujisawa to doświadczony kompozytor, który pracował przy niejednej udanej serii). Hikaru Akao (jej większą rolą była Kaoruko w Comic Girls) jako Yuusha jest pełna werwy, ale nieprzesadnie szczebiotliwa. Bardzo wyraźnie reżyser zarówno jej, jak i pozostałym seiyuu polecił nie przesadzać ze słodziutko­‑sztucznym głosikiem, czyli manierą często spotykaną w podobnych seriach. Żadna z bohaterek nie ma uroczych manieryzmów i nie mówi w sposób nadmiernie udziecinniony – a usłyszymy tutaj Shiinę Natsukawę (Seira), Ari Ozawę (Fai), Momo Asakurę (Lorna) oraz Inori Minase (Mei). Wyśmienicie radzi sobie Misaki Kuno jako Mao (m. in. Serara w Log Horizon, Hisone w Hisone to Masotan, Hawk w Nanatsu no Taizai, Shio w Happy Sugar Life – sam przegląd ról dowodzi wszechstronności tej aktorki).

Rzadko kiedy polecam jakąś serię wszystkim widzom, a Endro~! nie będzie stanowiło wyjątku od tej reguły. Oglądałam je z prawdziwą przyjemnością i pewnie nawet zapamiętam na wypadek, gdyby ktoś mnie pytał o leciutką komedię fantasy. Z drugiej jednak strony zdaję sobie sprawę, że ta konwencja nie do każdego przemówi – a już na pewno nie do widzów, którzy mają po dziurki w nosie „słodkich dziewcząt”, wypełniających współczesne tytuły. Nie polecałabym także osobom poszukującym wzruszeń albo jakichkolwiek silniejszych emocji. Ta seria to miła porcja endorfin i zasługuje na wysoką ocenę – ale tylko w swoim gatunku, na którego tle wyróżnia się zdecydowanie korzystnie.

Avellana, 27 kwietnia 2019

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio Gokumi
Projekt: Haruko Iizuka, Namori, Yoshinori Iwanaga
Reżyser: Kaori
Scenariusz: Takashi Aoshima
Muzyka: Yoshiaki Fujisawa