Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

3/10
postaci: 2/10 grafika: 5/10
fabuła: 2/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

4/10
Głosów: 2
Średnia: 4,5
σ=0,5

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Salaryman Kintaro

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2001
Czas trwania: 20×24 min
Tytuły alternatywne:
  • サラリーマン金太郎
Widownia: Seinen; Postaci: Pracownicy biurowi; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Przygody młodego urzędnika w wielkim mieście… Naładowany patosem koszmarek.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Kintaro Yajima, podobnie jak setki młodych ludzi każdego roku, przybywa do Tokio, by podjąć pracę w wielkiej firmie. Jego wybór (nieprzypadkowo zresztą) pada na specjalizującą się w budownictwie korporację Yamato. Trzeba jednak wiedzieć, że nasz bohater znacząco różni się od wyżej wspomnianych „setek młodych ludzi”. Kilka lat wcześniej był charyzmatycznym przywódcą ogromnego gangu młodzieżowego, zwanego ligą Hasshu. Jednakże gdy znalazł miłość swego życia, bez cienia żalu zrezygnował ze swojej pozycji i wraz ze świeżo poślubioną Akemi wrócił do rodzinnego miasta, by uczciwie zarabiać na życie. Niestety, chorowita Akemi nie przeżyła porodu, a Kintaro został na świecie sam z synem. Teraz wraca do Tokio, żeby przekonać się, czy będzie w stanie zostać doskonałym salarymanem – pracownikiem korporacji.

Wyjściowy pomysł (skądinąd podobny do użytego chociażby w Great Teacher Onizuka) ma w sobie spory potencjał komediowy. Bohater, sympatyczny i pełen dobrej woli, ale nieco zbyt prostolinijny, a przy tym skłonny sięgać do rozwiązań siłowych, zderzony ze światem wielkiego biznesu – doskonała okazja, by wyśmiać trochę stosunki panujące w wielkich firmach. Niestety, elementy komediowe, choć obecne, są zepchnięte zdecydowanie na dalszy plan. Na pierwszym planie bowiem znajduje się pean na cześć etosu pracy wspaniałych „białych kołnierzyków”, jak również moralitet na temat ich odpowiedzialności i obowiązków. Im dalej w serię, tym częściej odnosiłam wrażenie, że oglądam peerelowski „produkcyjniak”, w którym dzielny bohater nie ugina się pod presją wrogich elementów i wyrabia 200% normy…

Jeśli ktoś spodziewałby się serialu obyczajowego, albo nawet ubarwionego serialu obyczajowego, muszę go rozczarować. Salaryman Kintaro to czysta bajka dla urzędników, gdzie jakakolwiek logika wydarzeń nie jest wymagana, a stężenie zbiegów okoliczności znacznie przekracza dopuszczalne normy BHP. Zapewne nie taki był zamysł autora, ale nie można oprzeć się wrażeniu, że nasz kochany Kintaro urodził się pod najszczęśliwszą możliwą kombinacją gwiazd. Pół biedy, że jest przystojny, silny (przeszłość zobowiązuje), inteligentny i pojętny, a przy tym tak naładowany feromonami, że absolutnie wszystkie panie w wieku produkcyjnym lecą na niego z wizgiem. Tak jednak układają się jego losy, że ile razy całkowicie bezinteresownie i z dobroci serca udzieli komuś pomocy, ten ktoś zupełnym przypadkiem okazuje się wpływowym biznesmenem, szarą eminencją sceny politycznej albo rekinem półlegalnej finansjery. Bądźmy sprawiedliwi: czasem pomaga też rozmaitym „szaraczkom”, jednak nieodmiennie okazuje się, że są to osoby, które w jakimś punkcie mają decydujący wpływ na jego życie i pamiętają wtedy o długu wdzięczności. W związku z tym nie można złośliwie nie zauważyć podobieństw do Kariery Nikodema Dyzmy, w której tytułowy bohater dochodził do zaszczytów wyłącznie dzięki znajomości z odpowiednimi osobami… Ale nie uwłaczajmy Kintaro Yajimie, który jest przecież człowiekiem kryształowej uczciwości i w ogóle wzorem cnót wszelakich!

Ktoś bardzo złośliwy mógłby wytknąć bohaterowi pewne „niekonsekwencje” w postępowaniu. Po części wynikają one z japońskiej specyfiki obyczajów – więzy „honorowe” mają pierwszeństwo przed wszystkimi innymi i nie ma znaczenia, czy ktoś jest uczciwym obywatelem, czy członkiem yakuzy. Nie wszystko można jednak wytłumaczyć zobowiązaniami z przeszłości, a Kintaro z uśmiechem pozwala z siebie robić marionetkę wielkich tego świata. Oczywiście ponownie należy podkreślić, że autor miał całkowicie inny zamiar – pokazać, jak nieskorumpowany i kierujący się szczerym zapałem młodzieniec ujmuje nawet stwardniałe serca szczwanych graczy biznesu – jednak efekt naprawdę jest całkowicie odwrotny do zamierzonego. Zresztą nawet sam autor nie bardzo dba o konsekwencję – Kintaro w imię wierności zmarłej żonie długo odsuwa pchające się do niego drzwiami i oknami kobiety, by w pewnym momencie bez mrugnięcia okiem pójść do łóżka (a następnie nawiązać romans) ze świeżo poznaną panią (skądinąd zupełnym przypadkiem będącą jedną z najbardziej wpływowych… – o, chyba znowu się powtarzam).

Podobny brak logiki cechuje pozostałe postaci. Trudno w ogóle przypisać im jakieś osobowości – za dużo zależy od tego, co akurat w danej chwili potrzebne jest scenarzystom. Nieodmienne jest tylko jedno: wszystkich łajdaków można na pierwszy rzut oka poznać po wyglądzie, bowiem szpetota duchowa jest nierozłącznie powiązana ze szpetotą fizyczną. I odwrotnie, ludzi prawych i honorowych poznajemy od razu po malującym się na ich twarzach wyrazie szlachetności… Dołóżmy do tego skrajnie drewniane dialogi i otrzymujemy przepis na serię, w której brakuje chociażby trochę interesujących postaci (o wiarygodności psychologicznej można spokojnie zapomnieć).

Sposób prowadzenia fabuły, w której rozmaite deus ex machina są na porządku dziennym, prowadzi do ogólnego niedbalstwa scenarzystów. Nawet niezbyt uważny widz wypatrzy tu całe mnóstwo potknięć i usterek, poczynając od takich drobiazgów jak bandaż, który w jednym ujęciu zasłania całe przedramię, a w następnym – tylko dłoń, a kończąc na „cudownym ozdrowieniu” dziewczyny, która w jednym odcinku jest głuchoniema, a trzy odcinki dalej rozmawia z bohaterem całkiem normalnie, w dodatku odwrócona tyłem. Tak samo pełna potknięć jest animacja. Projekty postaci są nie najgorsze (choć wszystkie kobiety mają identyczny schemat twarzy z lekko opadającymi kącikami oczu), ale przy dowolnych odjazdach kamery sylwetki ludzi zamieniają się w niedbałe kukły. To samo dotyczy animacji, szczególnie scen, w których pojawia się jakiś ruch. A już przeskakiwanie od starannie narysowanych plansz tła do zgrubnych i mocno pokolorowanych rysunków jest naprawdę rażące… Jeśli chodzi o muzykę, to można o niej powiedzieć tylko tyle, że jest. Typowym zabiegiem oszczędnościowym jest skonstruowanie animacji towarzyszącej czołówce i plansz przy napisach końcowych wyłącznie z wykorzystanych w serii ujęć.

Z całą odpowiedzialnością muszę napisać, że Salaryman Kintaro to seria nieudana, której nikomu nie polecam. Odradzam nawet tym, którzy mają zwyczaj sięgać po takie anime, by pośmiać się nad głupotą twórców – nie sądzę, żeby strawili pełne patosu przemowy w każdym odcinku. Daję słowo honoru, że na dłuższą metę to nie jest nawet śmieszne. Jest zwyczajnie żenujące.

Avellana, 15 lutego 2007

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: 81 Produce
Autor: Hiroshi Motomiya
Projekt: Masami Suda
Reżyser: Tomoharu Katsumata
Scenariusz: Sukehiro Tomita