Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Zapraszamy na Discord!

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 5/10 grafika: 6/10
fabuła: 5/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,00

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 26
Średnia: 6
σ=1,21

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Mayonaka no Occult Koumuin

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2019
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Midnight Occult Civil Servants
  • 真夜中のオカルト公務員
Widownia: Shoujo; Postaci: Policja/oddziały specjalne, Youkai; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Supermoce
zrzutka

Istoty z mitów i legend kontra urzędniczy beton.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Arata Miyako zaczyna właśnie pracę w tokijskim Urzędzie Dzielnicy Shinjuku i zostaje skierowany do Wydziału ds. Relacji z Nocną Społecznością (wszystkie nazwy w wolnym tłumaczeniu). Jak się okazuje, pod enigmatyczną nazwą kryje się jednostka do spraw wszelakich problemów nadprzyrodzonych, których źródłem są istoty żywcem wyjęte z mitów i legend – tak zwane Another. Wydział ma zaledwie czterech pracowników, bo też ich zadania ograniczają się zazwyczaj do patrolowania dzielnicy i odgradzania potencjalnie niebezpiecznych miejsc specjalną taśmą ostrzegawczą, pełniącą także rolę magicznej bariery. Ostatecznie wiadomo, że z Another nie da się rozmawiać i nie należy wnikać nadmiernie, o co im może chodzić… Ale zaraz – Arata bez najmniejszego problemu rozumie ich język i może się z nimi komunikować! Czyżby rodzinna legenda o tym, że ród Miyako wywodzi się od samego Abe no Seimeia, kryła jakieś ziarno prawdy? Arata znajduje się w niezwykłej pozycji – jego zdolność pod wieloma względami ułatwia pracę wydziałowi, ale może także okazać się dodatkowym zagrożeniem, szczególnie że nasz bohater zaczyna budzić zainteresowanie rozmaitych nadprzyrodzonych istot, nie zawsze miłych i przyjemnych.

Mayonaka no Occult Koumuin wyróżnia się spośród podobnych serii pod kilkoma względami. Głównym bohaterem jest młody dorosły, a nie licealista, zaś reszta obsady jest pełnoletnia nie tylko w teorii (jak często w anime bywa), ale też z wyglądu i zachowania. Ciekawym pomysłem jest umieszczenie jednostki zajmującej się zjawiskami nadprzyrodzonymi w ramach oficjalnych struktur służby państwowej – mogłoby to dawać interesujące możliwości fabularne, zarówno do potraktowania serio, jak i parodystycznie, jeśli tylko ktoś chciałby je wykorzystać. Jeszcze ciekawsze jest to, że zadaniem bohaterów nie jest (znowu – jak to zwykle bywa) po prostu likwidacja zagrożeń, zaś walki zdarzają się rzadko i na pewno nie stanowią osi fabuły. Na koniec do listy plusów należy jeszcze dodać, że seria nie wykorzystuje czysto japońskiego bestiariusza i oprócz miejscowego folkloru sięga także po istoty z wierzeń europejskich, a nawet bardziej egzotyczne, takie jak wywodzący się z Ameryki Środkowej Huehuecoyotl. Wizerunek tych istot nie zawsze zgadza się z ich mitologicznymi odpowiednikami, ale to da się sprytnie wyjaśnić – „nasze” mity i legendy opierają się na przypadkowych ludzkich obserwacjach i nie zawsze słusznej interpretacji zachowań nadprzyrodzonych bytów.

A jednak, mimo tych wszystkich atutów seria rozczarowuje. Potencjał był, ale autorka nie przyłożyła się w dostatecznym stopniu do swojego dzieła, zaś animowana adaptacja dołożyła własne problemy. W efekcie szwankuje tu wszystko, poczynając od logiki świata przedstawionego, a na fabule i postaciach kończąc.

Podobnie jak wiele lepszych tytułów (nasuwa się tu Księga przyjaciół Natsume oraz Posępny Mononokean), Mayonaka no Occult Koumuin nie zawraca sobie głowy wyjaśnianiem, jakim cudem wiedza o istnieniu świata nadprzyrodzonego nie jest powszechna. Owszem, większość ludzi nie widzi istot nadnaturalnych, ale zdarzają się wyjątki, zaś efekty działań tychże istot mają wyraźny i materialny wpływ na otoczenie. Incydentami związanymi z Another zajmują się najróżniejsze jednostki – w samej serii widzimy co najmniej kilkudziesięciu „wtajemniczonych” pracowników. Co więcej, mają oni do dyspozycji sprzęt i specyfiki umożliwiające widzenie tego, co zwykle niewidoczne. Jakim cudem, poza wolą autorki, wszystko to pozostaje ukryte przed opinią publiczną? Powiedzmy jednak, że na tę dziurę logiczną spora część odbiorców nie zwróci uwagi – gorzej jednak z próbą wyjaśnienia, dlaczego absolutnie wszyscy aż do pojawienia się Araty traktują Another jako rodzaj nietypowych zwierząt, z którymi jakiekolwiek porozumienie jest z gruntu niemożliwe i których zachowania nie da się zrozumieć. Trudno to zaakceptować, kiedy spora część istot nadprzyrodzonych ma ludzki wygląd i w najoczywistszy sposób jest inteligentna oraz społeczna. Owszem, bariera językowa utrudnia komunikację, ale jednak bez przesady…

Mnie jednak w szczególności irytowało to, co powyżej nazwałam urzędniczym betonem. Niezależnie od tego, czy uważać Another za istoty inteligentne, czy też nie, wydawać by się mogło, że jak najdokładniejsze ich badanie jest w dobrze pojętym interesie ludzi, choćby po to, żeby unikać szkód i zagrożeń. Teoretycznie jakieś tam podejście naukowe musi istnieć (skądś się te technomagiczne gadżety biorą), ale praktycznie bohaterowie raz za razem wykazują się skrajnym niezrozumieniem sytuacji wynikającym właśnie z niedostatecznej wiedzy. Do tego znakomita część pokazywanych na ekranie procedur nie ma cienia sensu, a do tego są zazwyczaj stosowane sztywno i bez cienia elastyczności. Oczywiście jasne jest, że autorce chodziło o to, by dać Aracie odpowiednie pole do popisu, ale niestety zdradza to jej braki warsztatowe. Podejrzewam, że Youko Tamotsu zwyczajnie nie ma pojęcia, jak działają prawdziwe urzędy i ich pracownicy terenowi, więc wymyśla coś na bieżąco z przekonaniem, że odbiorcy to i tak nie obchodzi. Tymczasem właśnie takie luki i dziury sprawiają, że świat przedstawiony wydaje się sztucznymi dekoracjami, uzupełnianymi w miarę potrzeby o dodatkowe elementy bez wcześniejszego ich przemyślenia.

Fabułę popycha do przodu potężna siła zwana Wielką Wolą Autorki, albo jak kto chce – szeregiem zbiegów okoliczności. Wystarczy przeanalizować dowolny z zaprezentowanych tutaj epizodów, żeby zauważyć, ile rzeczy i osób musiało znaleźć się dokładnie w określonym miejscu, żeby możliwy był pożądany rozwój wydarzeń – czyli taki, w którym Arata będzie mógł się wykazać albo też nauczyć czegoś ważnego. Najbardziej rażący pod tym względem jest wątek związany z zaginioną starszą siostrą Sakakiego, czyli kolegi Araty z pracy, ale inne niewiele im ustępują. Na plus, paradoksalnie, policzyłabym to, że (przynajmniej na etapie pokazanym w anime) nie wprowadzono żadnego wątku przewodniego, bo nie wątpię, że przy tej finezji prowadzenia zdołałby on dodatkowo ściągnąć ocenę w dół. Najbardziej irytujące jest to, że za większością historii kryją się nie takie najgorsze pomysły – z pewnością dałoby się je lepiej wykorzystać.

Główny bohater jest pełen dobrych chęci, ale niestety średnio lotny. Szczególnie irytujące jest to, że w całkowicie losowy sposób albo stawia się swoim kolegom i przełożonym, by zrobić to, co uważa za słuszne, albo też słucha ich i powstrzymuje się od działania tam, gdzie byłoby ono wymagane. Znowu, to samo lepiej poprowadzone sprawdziłoby się doskonale – Arata ma prawo być niepewny i zagubiony, może popełniać błędy, ale na przestrzeni tych dwunastu odcinków dałoby się pokazać jakiś faktyczny rozwój, a nie irytujące dreptanie w kółko i nieumiejętność wyartykułowania swojego zdania. Dar rozumienia Another w znakomitej większości się marnuje. Bohater zostaje przestrzeżony przed „wdawaniem się w negocjacje” i miałoby to sens, gdyby chodziło tylko o precyzję i ostrożność w formułowaniu życzeń i obietnic. W praktyce wygląda to natomiast tak, że Arata z rozmaitymi istotami nadprzyrodzonymi (z których co najmniej dwie ma przez większość czasu pod ręką) gawędzi swobodnie o pogodzie, ale nie próbuje zadawać nawet najprostszych pytań i wykorzystać tej okazji do poszerzenia swojej wiedzy o świecie nadnaturalnym, nie mówiąc już o zdobyciu informacji, które pomogłyby jakoś w aktualnie prowadzonej sprawie. Ja wiem, że nie o to chodziło, ale w efekcie Arata często sprawia wrażenie klasycznego urzędasa, za głupiego na podejmowanie jakiejkolwiek inicjatywy, a w przypadku głównego bohatera nie jest to niestety zbyt pożądana cecha.

Jego towarzysze prezentują się lepiej głównie dzięki temu, że niewiele się o nich dowiadujemy – a dzięki temu sprawiają wrażenie w miarę kompetentnych dorosłych. Kyouichi Sakaki wybrał tę ścieżkę kariery, by poszukiwać zaginionej siostry, ale to właściwie wszystko, co da się o nim powiedzieć. Seo (Theo zależnie od zapisu) Himezuka ma zacięcie naukowe oraz androgyniczny wygląd, zaś Reiji Senda, szef wydziału, ma zapewne większe wpływy, niż na to wygląda – i znowu, te opisy właściwie streszczają całą wiedzę, jaką zdobywamy przez te dwanaście odcinków. O postaciach drugoplanowych i epizodycznych, w tym o kreowanym jako swego rodzaju ideologiczne przeciwieństwo Araty Satoru Kanoichim, da się powiedzieć tyle, że są robione pod konkretną tezę i potrzebę fabularną, a co za tym idzie, słabo przypominają żywych ludzi. W przypadku Another można przynajmniej udawać, że to nie sztuczność, a obcość, i że o taki właśnie efekt chodziło, ale trzeba przyznać, że nie brakuje serii, które potrafią tego typu istoty przedstawić lepiej i bardziej klimatycznie.

Jako że duża część akcji rozgrywa się w nocy i w odludnych miejscach, twórcy adaptacji mają doskonały pretekst, by unikać rysowania przypadkowych statystów. Nie zmienia to faktu, że tła są w wyraźny sposób puste i schematyczne – co dotyczy zarówno pejzaży, jak i wnętrz pomieszczeń. Próby kreowania klimatu polegają z kolei na używaniu ziarnistego filtra, prześwietleń lub nadnaturalnie żywych kolorów – i żaden z tych zabiegów nie sprawdza się tak, jak powinien. Projekty postaci wyglądają nieźle i są stosunkowo realistyczne (z wyjątkiem Theo, który wygląda, jakby rysował go ktoś inny niż resztę ekipy), ale niestety twórcy ekranizacji wyraźnie nie mieli dostatecznych zasobów ludzkich i finansowych na tę produkcję (albo też uznali, że nie ma się co przejmować). Jest to jedna z tych serii, w których sztywność postaci rzuca się w oczy – oszczędność mimiki i ubóstwo mowy ciała daje wrażenie nienaturalności reakcji, szczególnie w scenach bardziej emocjonalnych lub dynamicznych. Projekty Another są mało pomysłowe, a przede wszystkim zupełnie pozbawione klimatu, jaki towarzyszył choćby ekranizacji Oblubienicy czarnoksiężnika (która to seria miała przecież zestaw własnych problemów!).

Trudno powiedzieć, co tu jest przyczyną, a co skutkiem, ale pozbawiona wyrazu wydawała mi się także gra seiyuu. Może to kwestia tego, że aktorom kazano odgrywać dorosłe postacie, ale nie potrafiono pokierować nimi tak, by przy oszczędniejszych środkach wyrazu tchnęli w nie życie? Nie sądziłam, że kiedyś to napiszę, ale doświadczony Jun Fukuyama, mający na koncie niezwykle zróżnicowane role, jako Arata brzmi kompletnie nijako. Tomoaki Maeno nie potrafi wykrzesać z roli Sakakiego emocji nawet wtedy, gdy w grę wchodzi jego zaginiona siostra, zaś Takahiro Sakuraia jako wiecznie nafoszonego Kanoichiego w życiu bym nie poznała. Rozczarowuje Shunichi Toki jako Huehuecoyotl – za bardzo polega na jednym tonie głosu, który sprawia, że brzmi jak natrętne dziecko. Powiedziałabym, że broni się tylko Miyu Irino jako Theo, ale też nie jest to rola, którą warto zapamiętywać. Oprawa muzyczna jest po prostu przeciętna, bez poważniejszych wzlotów i wpadek. Czołówka zwraca uwagę nietypową animacją, trochę kojarzącą się z latami dziewięćdziesiątymi, ale towarzyszy jej mocno przeciętna piosenka w wykonaniu Juna Fukuyamy. Z kolei ending ma bardzo ładną melodię, która sprawdziłaby się znacznie lepiej, gdyby nie uparto się dołączać do niej słów – nie do końca pasują do rytmu muzyki i w gruncie rzeczy przeszkadzają.

Prawdę mówiąc, mniej frustrujące jest oglądanie pozbawionej ambicji i głupiej jak but produkcji niż serii, której niewiele by brakowało do miana dobrej. Omawiane tu anime zawodzi pod wieloma względami, ale to w większości wady, na które da się przymknąć oko, jeśli się jest dostatecznie zdeterminowanym. Ja jednak nie zamierzam go polecać – obejrzałam bez szczególnej przykrości, ale było na tyle mdłą papką, że nie proponowałabym go nikomu.

Avellana, 25 czerwca 2019

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Liden Films
Autor: Youko Tamotsu
Projekt: Eriko Itou, Natsuki Egami
Reżyser: Tetsuya Watanabe, Yasuyuki Ooishi
Scenariusz: Tatsuto Higuchi

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Mayonaka no Occult Koumuin - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl