Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 8/10
fabuła: 6/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 16 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,44

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 703
Średnia: 7,41
σ=1,51

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Aureus)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Claymore

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2007
Czas trwania: 26×23 min
Tytuły alternatywne:
  • クレイモア
Tytuły powiązane:
Rating: Przemoc; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Świat alternatywny; Inne: Magia
zrzutka

Posępne, a przy tym powabne blondynki z wielkimi mieczami polują na pożywiające się ludźmi potwory. Nierówny poziom i wiele mieszanych uczuć.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Claymore jest wyjątkowo dziwaczną w odbiorze serią. Zazwyczaj pierwsze odcinki od razu potrafią podpowiedzieć, czy konkretne anime przypadnie mi do gustu, czy też nie i nawet jeżeli w trakcie rozwoju akcji pojawią się olbrzymie zmiany konwencji, wrażenia pozostają podobne. Claymore jednak na początku jest bardzo przeciętny, później wciąga, na końcu zawodzi, a ostatecznie ma się nadzieję, iż wyjdzie druga seria.

Cóż oznacza słowo claymore? Przeciętny pasjonat militariów rozumie przez to określenie typowy dla rejonów średniowiecznej Szkocji oręż tamtejszych górali, będący bronią dwuręczną, a przy tym całkiem skutecznym jak na tamte czasy mieczem. Bohaterki produkcji Hiroyukiego Tanaki dźwigać mają właśnie taką broń. Nijak to się ma do rzeczywistości – rozbieżne są zarówno wygląd, rozmiary, jak i sposób przenoszenia, o technice walki nie wspominając. Znacznie bardziej odpowiednią interpretacją nazwy jest więc gaelickie określenie claidheamh mòr, czyli po prostu „duży miecz”. Jako że rozmiary tej broni w anime są rzeczywiście imponujące, tytuł claymore przypisano członkiniom nie posiadającej oficjalnej nazwy organizacji, zajmującej się zwalczaniem wrogim ludzkości istot – tak zwanych youma. Wojowniczki claymore są efektem eksperymentów na ludziach, mających na celu stworzenie broni zdolnej chronić przed potworami rozproszone wśród bezmiaru lasów miasta i wioski. By jednak powołać do życia claymore, trzeba w ciało młodej dziewczynki zaszczepić krew samych youma...

Będąca połączeniem człowieka i demona Clare, główna bohaterka serii, otrzymuje zlecenie wyratowania z opresji kolejnej bezradnej wioski. Choć jest ostatnią deską ratunku mieszkańców, ze względu na dwoistość swej natury, jedyne emocje, jakie wzbudza w otoczeniu, to respekt, strach i obrzydzenie. Przynajmniej do momentu, kiedy napotyka na swojej drodze chłopca o imieniu Raki, mającego na oko ze czternaście lat i aż za wiele dobrej woli… Podobnie jak wszystkie członkinie organizacji, Clare posiada blond włosy, srebrne oczy, uroczą twarz i wzbudzające zazdrość modelek kształty. Typowego youma pokonuje jednym ciosem dwuręcznego miecza lewą ręką, dosłownie go rozpoławiając. Amerykanie określiliby jej zachowanie jako play cold. Nikogo nie lubi, z nikim nie rozmawia, nie musi sypiać, nie jada, a jeżeli komuś przypadkiem wyświadczy przysługę, komentuje to słowami „nie zrozum mnie źle” i daje racjonalne, pragmatyczne wyjaśnienie.

Dużo ślicznotek, sporo walki, jasno określone „brzydki demon – trzeba zabić”. Bohaterka przypominająca na pierwszy rzut oka wiedźmina Geralta i próbujący rozładowywać patetyczne wrażenie dzieciak. Jest wszystko, co może posłużyć do stworzenia ładnych reklamówek i przyciągnięcia pierwszego spojrzenia. Jest potencjał, są dobrze dopasowane głosy, ładna animacja. Ale czy to wystarczy, by zrobić anime, zasługujące na dziesiątkę?

Niestety nie. Anime nie jest pozbawione elementów, które można uznać za znaczące wady. Już w pierwszym odcinku pojawiają się teoretycznie łzawe retrospekcje z poprzednich scen, które zresztą będą się powtarzać aż do końca serii. Uczucie Rakiego do Clare ma wzruszać, ale na dłuższą metę śmieszy. W późniejszych odcinkach regularnie widujemy go, kiedy wzdycha „Clare”, pojawia się smutna muzyczka i zabarwiona w sepii scena przypominająca o znaczącej rozmowie czy spojrzeniu, jakim się obdarzyli dziesięć odcinków wcześniej. Powtarza to się niemal w każdej części, doprowadzając przeciętnego widza bez postępującej amnezji do ataku złości.

Na dodatek tutejsze walki nie prezentują sobą niczego ciekawego, choć przecież stanowią kluczowy element i główny zapychacz fabuły. Zrobione w stylu marniejszego Hellsinga – wymiana groźnych spojrzeń, rzucenie „Nadchodzę”, następnie „świst” i nie widzimy nawet, że przeciwnicy się dotknęli, niemniej już stoją pięć metrów od siebie, a po kilku sekundach konsternacji któraś ze stron łapie się za krwawiącą kończynę. Nic nowego, nic specjalnego, choć i tutaj zdarzają się wyjątki od reguły.

Przez całą serię przewija się motyw potrzeby poznania własnych granic – kiedy claymore wykorzysta zbyt wiele sił zapożyczonych od swej „potwornej” strony (tzw. youki), sama staje się potworem. Kiedy jednak jest to w większości przypadków jedyny wyznacznik, że należy się wycofać z boju, główne postacie zawsze znajdą w sobie ostatnie siły, zawsze cudem się opanują przed zostaniem youma, wykorzystają nieznaną wcześniej technikę, wyleczą własne rany, wykopią ukrytą nienawiść, zemstę i tym podobne, by stanąć na nogi i zmasakrować przeciwnika. Pod tym względem anime, teoretycznie mroczne, staje się równie przewidywalne, jak trzystustronicowe komiksy – jeżeli na pięćdziesiątej bohater ma kłopoty, to wiemy, że się wywinie, bowiem trzeba zapełnić następne kartki.

Żeby nie było – anime ma wiele świetnych pomysłów (Czarne Karty, struktura organizacji), a te, które są znane i lubiane, zostały rozbudowane mistrzowsko (odwieczny konflikt między nienawiścią i siłą, a słabością i ludzkim sercem). Być może wynika to z tego, iż seria bardzo wiernie oddaje klimat mangi (a raczej połowy stworzonej mangi), niczego nie zaniedbując. Sam świat jest barwny, dopracowany i ciekawy, choć często budzi uczucia „gdzieś to już widziałem”. Ludzie zamieszkują miasta i wioski, wznoszą świątynie jedynego boga, w którego wierzą lub nie. Głównym elementem krajobrazu są jednak lasy i przepiękne naturalne pejzaże. Jeżeli dobrze pamiętam, nazwa krainy pojawia się może raz, imię miejscowego boga wcale, nazwy miast rzadko, a kraina mrozu jest określana jako „północ”. Świat nie jest wielkim, wypchanym ciekawostkami uniwersum, a jedynie zbiorem pomysłów, z których każdy został dobrze rozpisany, pozostawiając wiele naszej wyobraźni. Brawo, pomysł dobry i warty uznania – lepsze to, niż pozostawianie niedokończonych wątków. Często anime pokazuje, iż chyba najbardziej potwornymi istotami, jakie mogą bytować na świecie, są sami ludzie…

Animacja zawsze jest dobra, miejscami nawet bardzo – kiedy czyta się mangę, wiele ujęć chciałoby się wstawić w antyramę i zawiesić na ścianie, zaś anime niewiele pozostaje w tyle. O muzyce można powiedzieć tyle, że jest poprawna, jednak nic ponad to. Niby motywów dźwiękowych jest kilkanaście, ale zasadniczo w pamięć zapada może pięć, bynajmniej nie dlatego, iż są szczególnie ciekawe – po prostu pojawiają się najczęściej. Są kawałki lepsze i gorsze, a ostateczne wrażenia pozostają pozytywne. A w kawałku początkowym są elektryczne gitary, bas i słowo love.

Gdy mam zadecydować, czy zachęcić do obejrzenia tej serii, mam mieszane uczucia. Wrócę tutaj do tego, co pisałem na początku recenzji. Najpierw przygoda nie wydaje się szczególnie zachęcająca – wytarte szablony bohaterów, przeciętne pomysły fabularne, niezbyt oryginalny świat. Później pojawiają się wspaniale dopracowane odcinki i elementy, takie jak poszukiwanie youma w klasztorze, Teresa o Nieśmiałym Uśmiechu, pakt kobiet pokrzywdzonych przez organizację. Ostatecznie jednak wszystko to sprowadza się do głupawej siekanki, ciągłego powtarzania „zabić, zabić”, „muszę być szybsza”, „pomszczę kogośtam” i „dlaczego nie mogę go trafić?”. Nie mogę powiedzieć, żebym został zarażony szczególnie pozytywną energią. Niemniej jednak fabuła nie została ostatecznie zamknięta – przed nami jeszcze drugie tyle mangi do przerobienia. I mam nadzieję, iż twórcy anime nakręcą sequel – na pewno go obejrzę.

Na chwilę obecną powiem tak: anime jest poprawne, wypełnione ładnymi kobietami, walką, epickim nastrojem i potrzebą spełnienia wendetty – pod tym względem adresowane jest do samców. Białogłowy natomiast mogą skupić się na potrzebie balansowania między ludzką duszą, a żądzą zagłady, oddaniu Rakiego, złożonych relacjach pomiędzy samymi claymore. Są lepsze anime, w których mrok jest bardziej mroczny, walka bardziej efektowna, dialogi lepiej zlepione. Niemniej śledzenie podróży blondynek nie będzie dla nas czasem straconym i fani nie nazbyt górnolotnej fantastyki odnajdą się w tym klimacie doskonale.

Ostrzeżenie dla młodszych odbiorców i rodziców: w anime krew leje się obficie, pojawiają się okropne bestie, wyraźnie pokazana jest nienawiść i potrzeba zemsty. Nie jest to szczególnie pedagogiczna seria…

Aureus, 4 października 2007

Recenzje alternatywne

  • Zegarmistrz - 20 grudnia 2007
    Ocena: 4/10

    Seria, na którą bardzo czekałem… Ale bardziej się zawiodłem. więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Madhouse Studios
Autor: Norihiro Yagi
Projekt: Takahiro Umehara
Reżyser: Hiroyuki Tanaka
Scenariusz: Yasuko Kobayashi
Muzyka: Masanori Takumi

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Claymore - artykuł na Wikipedii Nieoficjalny pl
Podyskutuj o Claymore na forum Kotatsu Nieoficjalny pl