Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

4/10
postaci: 4/10 grafika: 6/10
fabuła: 4/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 16 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,44

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 703
Średnia: 7,41
σ=1,51

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Aureus)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Claymore

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2007
Czas trwania: 26×23 min
Tytuły alternatywne:
  • クレイモア
Tytuły powiązane:
Rating: Przemoc; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Świat alternatywny; Inne: Magia
zrzutka

Seria, na którą bardzo czekałem… Ale bardziej się zawiodłem.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Wszyscy, którzy znają mnie choć trochę, zdają sobie sprawę, że moim ulubionym gatunkiem literackim jest fantasy. Posiadam dość liczną kolekcję książek, gier (komputerowych i bardziej egzotycznych) oraz innych produktów związanych z tą dziedziną. Nie mogę też odżałować, że – przynajmniej, jeśli chodzi o anime – jest to gatunek tak rzadki. Wprawdzie z jego elementów korzysta całkiem sporo serii, ale niestety 95% z nich (jeśli nie więcej) jest niskiej jakości komediami, parodiującymi jRPG. Oczywiście nawet wśród takich produkcji zdarzają się tytuły dobre, jednak głównie na zasadzie wyjątku. Poważne serie fantasy natomiast są rzadkie. Gdy tylko się pojawią, rzucam się na nie tak szybko, jak mogę… Niestety, chyba równie dobrze mógłbym zacząć rzucać się z wieżowców.

Jedną z pozycji należących do nurtu high fantasy (zwanego też czasem hard fantasy) jest bez wątpienia Claymore. Anime zaczyna się prawie jak słynny cykl Andrzeja Sapkowskiego o przygodach wiedźmina. Otóż do miasta gnębionego przez potwora (w tej roli demoniczna youma) przybywa tajemnicza białowłosa Clare, należąca do elitarnej klasy claymore – pół ludzi, pół potworów. Z racji swego pochodzenia claymore są doskonałymi wojownikami, ale też cierpią z powodu nieufności zwykłych ludzi i ostracyzmu społecznego. W trakcie batalii naszej bohaterce przychodzi zaprzyjaźnić się z osieroconym chłopcem imieniem Raki, który będzie towarzyszył jej w podróży po nawiedzanym przez demony świecie.

Trzeba przyznać, że fabuła, zawiązana podobnie jak w wymienionym już Wiedźminie, ale też przypominająca Berserka, zapowiadała interesujące, krwawe anime, utrzymane w dość mrocznej, brutalnej i gęstej atmosferze i okraszone dużą ilością walk. Rzeczywiście, otrzymujemy coś tego typu, w związku z czym miłośnicy dark fantasy powinni być zadowoleni. Jeśli tylko zdołają w jakiś sposób włączyć widzenie selektywne i nie zauważać ewidentnych wad serii. A tych jest niestety sporo.

Pierwszą z nich są postacie. Przez większą część czasu antenowego śledzimy poczynania Clare i Rakiego. Prawdę mówiąc, nie potrafię zdecydować, które z tej dwójki jest bardziej antypatyczne. Raki jest bowiem tchórzem i patałachem, który ciągle płacze, absorbując czas i denerwując widza. Jest to bohater, z którym trudno się utożsamić, a nawet polubić go. Podobnie jest też i z Clare. Ta baba wprawdzie do płaks nie należy, ale głównie dlatego, że jest całkowicie wyprana z uczuć i zachowuje się jak robot: sztywnie, zimno i antypatycznie. O ile Raki mnie irytował, o tyle Clare nie cierpiałem, a twórcy nie dali mi żadnych powodów, by ten stan rzeczy zmienić. Niestety seria, której głównego bohatera chciałoby się udusić, ma poważne problemy. Co ciekawe, inne claymore nie miały tego problemu i były osobami zdradzającymi więcej ludzkich cech.

Kolejną rzeczą, która mi nie przypadła do gustu, jest świat przedstawiony serii. Jest to element stosunkowo rzadko omawiany w recenzjach, ale niekiedy może znacząco podnieść lub obniżyć ocenę danego tytułu. Tym razem moim zdaniem mamy do czynienia z tym drugim przypadkiem. Generalnie świat Claymore podzielony jest na dwie opozycyjne siły. Jedną z nich są youma: dysponujące nadprzyrodzonymi mocami, supersilne, superpotężne potwory, odżywiające się ludzkimi wnętrznościami. Drugą jest Organizacja, czyli tajemnicza siła, szkoląca i wyznaczająca cele wojowniczek – claymore. Jej rozkazy i prawa regulują postępowanie Clare i jej podobnych. Prócz tych dwóch sił (oraz naturalnie zwykłych ludzi) istnieją jeszcze tak zwani Przebudzeni: claymore, które nadużyły swych mocy i przeobraziły się w demoniczne youma. Pomijając spójność świata i logikę niektórych jego założeń (na przykład występowanie całych armii Przebudzonych) wydaje mi się, że jeden element przedstawionej powyżej układanki został dodany bez namysłu. Jest nim owa Organizacja, której istnienie i działanie wydaje mi się kłócić z jakimkolwiek sensem i logiką. Zwykle staram się nie krytykować cudzych pomysłów na fantastyczne światy, ale praw, narzucanych wojowniczkom claymore przez Organizację zrozumieć nie mogę. Przez cały czas miałem wrażenie, że jedyną motywacją, kierującą członkami Organizacji, jest utrudnienie życia tym nieszczęsnym claymore. Niestety żadnych bardziej logicznych przyczyn ich postępowania nie znalazłem. Ja rozumiem, że mroczne i tajemnicze organizacje są umieszczane w scenariuszu właśnie po to, żeby utrudniać życie swym członkom, ale może wypadałoby to nieco zakamuflować?

Uczciwie powiem, że nie przepadam za czystym dark fantasy. Owszem, zdarzają się naprawdę dobre pozycje należące do tego podgatunku, jednak stanowią one mniejszość. Ja wiem, że tymi słowami tylko dorzucam chrustu na własny stos (ale uzbierał się on już tak wielki, że kilka gałązek więcej niczego nie zmieni), ale dark fantasy najczęściej grzeszy naiwnością, by nie powiedzieć – infantylizmem. Niestety Claymore pod tym względem wpisuje się w tradycję gatunku. Pominę milczeniem wszechobecne tragiczne przeszłości i przyszłości, mroczne sekrety oraz inne traumy z dzieciństwa, które bohaterowie mogliby zbierać, tak jak co poniektórzy znaczki pocztowe (Clare ma ich na przykład pięć). Pominę też poziomy abstrakcji, na które wspinają się walki. Pominę ciągłe odcinanie sobie kończyn, ich odrastanie i ponowne odcinanie, a nawet zamienianie się nimi między bohaterami… Wspomnę jedynie o nonsensownym zachowaniu postaci, którego nie potrafię sobie wyobrazić u jakiegokolwiek człowieka.

Być może jestem głupi, brak mi empatii albo nie zrozumiałem anime, ale claymore są zawodowymi zabójcami potworów. To znaczy, że przybywają do kolejnej wioski, zabijają potwora i jadą dalej. Pracują w warunkach – jakby to nazwać – szkodliwych dla zdrowia. Ryzyko, że coś je zabije i pożywi się ich wnętrznościami, jest wpisane w ich zawód. Powiedzmy sobie szczerze: ludzie po prostu przyzwyczajają się do ryzyka. Przykładem bądź Ty, drogi Czytelniku. Aby zapoznać się z tym tekstem, musisz obcować z przynajmniej jednym śmiertelnie niebezpiecznym czynnikiem. Czy boisz się, że zostaniesz porażony prądem? Otóż nie boisz się tego, tak samo, jak nie boisz się zatrucia tlenkiem węgla, gazem ziemnym lub środkami czystości. Nie boisz się też zarażenia grypą, choć jej powikłania bywają śmiertelne. Tak samo osoba żyjąca w Japonii nie jest paraliżowana strachem przed trzęsieniem ziemi, mieszkaniec Izraela – przed zamachem terrorystycznym, a zawodowy żołnierz przed udziałem w walce na śmierć i życie. Dlatego też scenki z udziałem całego tłumu claymore, płaczących sobie w gromadce i skomlących, że nie chcą umierać, do mnie nie przemawiają. Ja rozumiem, gdyby to były nastoletnie magical girls albo inni młodociani piloci mechów, ale nie zawodowi zabójcy potworów, którzy widzieli już niejedną śmierć, przeszli wyszukany trening i wielokrotnie uczestniczyli w walkach. Domyślam się, że te sceny miały uczłowieczyć nasze półkrwi youma, ale niestety nie wyszło. Zawodowcy tak by się nie zachowywali. Tak mogłaby się zachowywać gromadka poborowych, których przez pomyłkę zamiast na poligon w Drawsku, wysłano do Afganistanu… Czepiam się? Być może. Niemniej jednak faktem jest, że fabuła i prawdopodobieństwo zachowania bohaterów w Claymore leżą i nie wstają. By dowieść tej tezy, przytoczę jeszcze jeden epizod. Bohater, wędrujący wraz z dwójką przygodnie spotkanych nieznajomych, odkrywa, że jedno z nich jest Przebudzonym. Ściślej mówiąc, znajduje ową osobę, wyjadającą wątrobę jakiemuś statyście (mniam, mniam!). Już ma potwora zabić, kiedy jednak postanawia darować mu życie. Dlaczego? Bo taki smutny był! Głupota tej sceny jest wręcz nieopisana. Przykro mi, jeśli komuś zdruzgocę jego ideały, rozwieję dziecięce złudzenia i tak dalej – ale powiedzmy sobie jasno… To ma być youma, nie niesforny szczeniak, który właśnie zadusił komuś kurę, kotek, który udrapał właściciela albo nawet fretka, której ulubioną zabawą jest gryzienie pańci po palcach. To jest stwór, który właśnie zabił człowieka, a następnie go zjadł. Jeśli go wypuścimy tylko dlatego, że smutno wygląda, to będzie dalej zabijał i zjadał ludzi. Żadne „musisz mnie kochać takim, jakim jestem” tutaj nie wchodzi w grę. Choćby dlatego, że z takim stworzeniem zwyczajnie nie ma co zrobić. Bo tak naprawdę, co proponujecie? Zabrać do domu, traktować jak nieco niedorozwinięte dziecko i codziennie karmić świeżutkim ludzkim mięskiem z własnego uboju?

Nie zachwyciła mnie także grafika. Gdy oglądałem pierwszy odcinek, byłem pod wrażeniem. Rzeczywiście, niektóre elementy oprawy technicznej Claymore są na poziomie, który należy do rzadkości. W oczy rzucają się niesamowicie dopracowane i świetnie skomponowane tła, które można długo podziwiać. Przyznaję, że rzadko zdarza się znaleźć coś tak cudownego. Niestety, same tła nie czynią jeszcze grafiki. Służą do budowy nastroju i podkreślania klimatu opowieści, co bywa ważne w niektórych seriach. W przypadku Claymore, który jest nawalanką fantasy, okraszoną okropnie naiwnym mroczkiem, przydałaby się raczej bardziej dopracowana animacja. Ta jednak pozostaje na dość słabym poziomie. Owszem, w pierwszych odcinkach, jest bardzo efektowna, ale z każdym kolejnym sprawia wrażenie, jakby twórcy gwałtownie wyczerpywali budżet. Pod koniec walki wykorzystują praktycznie jedną technikę, która może i jest efektywna, ale z całą pewnością nie efektowna. Pozwala bowiem twórcom narysować nieruchomą postać bohaterki i rozmyty kontur jej dłoni z mieczem, przerabiającej ofiarę na stertę latającego mięsa.

Zdarzyło mi się spotkać z krytycznymi głosami, jeśli chodzi o muzykę, szczególnie opening i ending. Nie bardzo jednak rozumiem, czym one się naraziły. Są całkiem niezłe, zwłaszcza jak na ten rodzaj serii. Ot, taki nieco biedniejszy Nightwish. Akurat ścieżka dźwiękowa Claymore była tym elementem, który podobał mi się najbardziej, choć powiedzmy sobie szczerze: szczególnie się w nią nie wsłuchiwałem. Z drugiej strony, edukacja muzyczna ma już ponad trzy tysiące lat, o wiele więcej, niż – dajmy na to – animacja komputerowa, a rewolucje w tej dziedzinie w ciągu ostatniego stulecia dotyczyły technik nagrywania i nagłośnienia. Czy powinno dziwić, że stosunkowo łatwo o dobrych rzemieślników?

Claymore jest serią, która mnie wybitnie rozczarowała. Spodziewałem się normalnego, porządnego dark/heroic fantasy, trzymającego średni poziom, a może wybijającego się trochę ponad to. Tym, co dostałem, była okrutna chała z bardzo nierówną grafiką. O ile jeszcze samą animację mógłbym wybaczyć, to niestety fabularna głupawka i strasznie niesympatyczne, nieudane postacie skutecznie odpychają mnie od tego tytułu.

Zegarmistrz, 20 grudnia 2007

Recenzje alternatywne

  • Aureus - 4 października 2007
    Ocena: 7/10

    Posępne, a przy tym powabne blondynki z wielkimi mieczami polują na pożywiające się ludźmi potwory. Nierówny poziom i wiele mieszanych uczuć. więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Madhouse Studios
Autor: Norihiro Yagi
Projekt: Takahiro Umehara
Reżyser: Hiroyuki Tanaka
Scenariusz: Yasuko Kobayashi
Muzyka: Masanori Takumi

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Claymore - artykuł na Wikipedii Nieoficjalny pl
Podyskutuj o Claymore na forum Kotatsu Nieoficjalny pl