Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Zapraszamy na Discord!

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 5/10 grafika: 7/10
fabuła: 6/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,50

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 12
Średnia: 6,83
σ=1,21

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Sulpice9
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Vigilante -Boku no Hero Academia Illegals- [2026]

zrzutka

Dalszy ciąg przygód szlachetnych, ale nie do końca legalnych bohaterów. Ciekawa opowieść o barwnym trio, która niepotrzebnie oddaje cały drugi akt obsadzie Boku no Hero Academia.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Ponieważ wydarzenia omawianego dziś sezonu rozgrywają się jako bezpośrednia kontynuacja, lojalnie uprzedzam, że w recenzji pojawiają się spojlery do pierwszej odsłony.

Kouichi Haimawari i Kazuho Haneyama mogą chwilowo odetchnąć po rozprawieniu się z Tamao Oguro. Co prawda mają problemy z nawiązaniem kontaktu z ich samozwańczym mentorem Iwao, a do tego elita japońskich herosów podejrzewa naszą dwójkę o nielegalne bohaterowanie, jednak oboje starają się w miarę normalnie funkcjonować. Oczywiście na ile to możliwe w świecie, gdzie prawie wszyscy dysponują specjalnymi mocami. W pierwszym odcinku wybierają się w podróż do Osaki, gdzie Haneyama planuje udzielać się na idolkowej imprezie (przypominam, że na co dzień pracuje jako idolka o pseudonimie „Pop☆Step”). Lecz cóż to byłaby za bohaterska opowieść, gdyby wszystko miało pójść zgodnie z planem! W mieście handlu i nocnych rozrywek spotykają znanego herosa, Fat Guma – choć jest to zdarzenie przypadkowe, wkrótce połączy ich bardzo niebezpieczny epizod w czasie wspomnianej imprezy. Na szczęście wszystko kończy się szczęśliwie, ale to wcale nie oznacza, że zło powiedziało ostatnie słowo…

Nie będzie chyba przesadą, jeśli stwierdzę, że Boku no Hero Academia to jeden z najpopularniejszych shounenów w historii anime i najbardziej rozpoznawalny przedstawiciel gatunku ostatniej dekady. Nie dziwota więc, że studio Bones (odpowiedzialne za serię już od pierwszego sezonu) chętnie zgodziło się na kolejny projekt z tego uniwersum, tym razem opowiadający kameralną historię samozwańczych bohaterów. Na co dzień Kouichi i Kazuho pomagają sąsiadom, pilnują porządku w dzielnicy i starają się nie wzbudzać przesadnego zainteresowania zawodowych bohaterów. Jednak z czasem stają się graczami w dużo większej sprawie. Pomimo prostoty scenariusza i średnio angażujących postaci, pierwszy sezon uważam za zdecydowanie udany. Znów udało się dodać kolejne spójne elementy do bardzo już rozbudowanego świata przedstawionego (w moim odczuciu to największy atut marki), zaś powrót do mniejszej skali dodał franczyzie świeżości, której powoli zaczynało mi brakować w finałowych sezonach oryginalnej serii.

Po dość życzliwym przyjęciu pierwszej odsłony spin­‑offu studio zdecydowało się kuć żelazo póki gorące i nie minął nawet rok, a otrzymaliśmy kontynuację. Niestety, w moim odczuciu już nie tak udaną jak poprzedniczka, choć wciąż znaczna część elementów trzyma poziom.

Moim głównym zastrzeżeniem wobec drugiego sezonu jest bazowanie na nostalgii całego projektu. Jasne, niezwykle popularny shounen brzmi jak spełnienie marzeń o finansowym samograju, więc spieniężenie tej franczyzy za pomocą znanych motywów to jak najbardziej racjonalna decyzja ze strony mangaki i studia. Jednak w tym przypadku odnoszę wrażenie, że marka posunęła się o jeden krok za daleko.

Do tej pory głównym atutem Vigilante była artystyczna odwaga, by wprowadzić całkowicie nowych bohaterów pierwszoplanowych, pozostawiając dobrze nam znane postacie z oryginału w tle (w zasadzie tylko Shouta Aizawa odgrywa istotniejszą rolę). Dzięki temu dostaliśmy kolejną wariację na temat zagadnienia „co oznacza być bohaterem”. Tym razem w wydaniu opowieści o ludziach, którzy chcą pomagać bliźnim jak protagoniści oryginalnej serii, ale na miarę swoich mniej epickich możliwości. W recenzji pierwszego sezonu wysunąłem teorię, że postać Kouichiego nawiązuje do Spidermena, czyli nie tyle arcymistrza broniącego całą Japonię, a raczej „bohatera z sąsiedztwa”, któremu nawet nie zależy na rozgłosie. Niestety, w drugim sezonie wraz z rosnącą stawką historii postacie z oryginalnej serii przywędrowały z tła na pierwszy plan, coraz bardziej się rozpychając. Na przykład w jednym z odcinków Kouichi trafia na popijawę, podczas której dochodzi do konfliktu między gośćmi. To bardzo nudne 10 minut, którego głównym celem jest przypomnienie nam jednej osoby z oryginalnej serii. Co gorsza, z całej sceny można by wyciąć udział protagonisty i niewiele by to zmieniło.

Ten zabieg drażni mnie z dwóch powodów. Po pierwsze, tworzy dziwną atmosferę lekceważenia głównych bohaterów, trochę jakby studio nie dowierzało, że projekt odniesie sukces bez rozpoznawalnych „twarzy”. Irytujący to zabieg, w dodatku moim zdaniem zbędny – Kouichi, Kazuho i Iwao całkiem nieźle sobie radzili, nie trzeba było im aż takiego wsparcia. Po drugie, przy tak dużym i rozbudowanym świecie przedstawionym nie podoba mi się, że zamiast wprowadzenia kolejnych nowych sław z tego uniwersum, spędzimy czas z osobami podejrzanie znanymi (w myśl zasady „niby taka ludna ta Japonia, a twarze ciągle te same”).

Szczyt tego asekuranctwa następuje mniej więcej w połowie sezonu, kiedy przez kilka dobrych odcinków oglądamy opowieść z przeszłości jednego z ważnych bohaterów Boku no Hero Academia, tym samym już bezceremonialnie odkładając na półkę główny wątek. Przyznaję, że jest to niezła historia, aczkolwiek według mnie jej miejsce jest w oryginalnej serii, a nie w fabule poświęconej nie do końca legalnym bohaterom. Jeżeli zdecydowano się na spin­‑off, to twórcy powinni pozwolić na rozbudowanie nowych postaci, a nie pazernie bazować na starych motywach.

Ponieważ znaczną część sezonu stanowi nieformalny dodatek do podstawowej serii, zabrakło mi czasu na rozwój głównego tria. Nadal lubię te postacie, jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, że nie zobaczyłem niczego nowego. The Crawler to nadal będący na granicy parodii typowy szlachetny protagonista shounenów: bezinteresowny, uczciwy, wierzący w swoją dobrą gwiazdę i nie dostrzegający afektu, którym darzy go najlepsza przyjaciółka. Na plus policzę, że kolejne sukcesy dodają mu pewności siebie, a nawet budzącą lekkie zażenowanie potrzebę uznania (co psychologicznie jest według mnie dość wiarygodne). Natomiast na głównego bohatera to nieco za mało. Podobnie Kazuho, którą znów ścigają te same dylematy, krąży między idolkową karierą, codziennością lokalnej bohaterki i niemożnością zdobycia serca Kouichiego. To ciekawa baza do stworzenia dobrej postaci i bardzo chętnie dowiem się o niej czegoś więcej w kolejnym sezonie, ale moim zdaniem pozostaliśmy na poziomie szkicu z potencjałem. Z kolei Iwao i Makoto mają dość interesujące sceny, szkoda tylko, że ich wkład w historię jest mniejszy i nieco bardziej konwencjonalny niż w poprzedniej odsłonie (zwłaszcza w przypadku studentki­‑menedżerki).

Osobny akapit muszę poświęcić na postać Captaina Celebrity, amerykańskiego herosa z pierwszego sezonu (i przy okazji pracodawcy Kazuho i Makoto). W tym sezonie dowiadujemy się o nim całkiem sporo i sposób poprowadzenia jego wątku budzi we mnie mieszane uczucia, bowiem znacząco wygładzono jego profil. W pierwszej odsłonie sprawiał wrażenie kobieciarza i cwaniaka, który zdecydował się na zawód bohatera, by zadowolić swoje ego i spełniać materialne zachcianki. W drugim sezonie to bardziej ofiara medialnych plotek, która po prostu chce wrócić do ojczyzny i ukochanej małżonki. Szczerze mówiąc, taki bohater trochę bardziej pasuje mi do dość konserwatywnego stylu serii, która mimo wszystko nie tworzy aż tak dwuznacznych postaci, zwłaszcza tych „dobrych”. Problem polega na tym, że ten Captain Celebrity kompletnie mi nie przypomina Amerykanina, którego poznaliśmy wcześniej. Nie ukrywam, nie umiem podjąć decyzji, który z tych wariantów jest lepszy.

Fabuła na szczęście jest mniej problematyczna (o ile pominiemy dość kłopotliwy środek). Intryga związana z eksperymentalnymi mocami, która za wiele lat będzie miała istotny wpływ na historię w Boku no Hero Academia, została poprowadzona całkiem przyzwoicie, nawet jeśli wiemy, do czego zmierza (zakładam, że Vigilante zostało stworzone z myślą o fanach oryginalnej serii). Zło knuje i ma całkiem kreatywne pomysły, a w dodatku tym razem główny czarny charakter jest moim zdaniem nieco ciekawszy od Tamao Oguro z pierwszego sezonu. Do tego finałowa konfrontacja zdecydowanie bardziej mnie zaangażowała niż w poprzednim sezonie. Podobnie jak w pierwszej odsłonie nie nazwałbym tej historii odkrywczą i jeżeli ktoś szuka tytułu wyłamującego się z shounenowej konwencji, to będzie raczej rozczarowany. Jednak ten serial od początku nie rości sobie pretensji do bycia niewiarygodnie odkrywczym.

Co do kwestii technicznych, seria utrzymuje przyzwoity poziom– wciąż mamy ładną grafikę z bardziej „komiksową” stylistyką niż w Boku no Hero Academia. Ten nieco amerykański sznyt w kresce nadaje serii lekkości i nieco większej umowności. Również muzyka przypadła mi do gustu, na czele z piosenkami na początku i końcu odcinka. Powraca dobrze nam znany zestaw seiyuu, a także wiele znanych głosów z oryginalnej serii – szczęśliwie nie czuć jeszcze znużenia aktorów, nawet tych zaangażowanych w markę od wielu lat. Zdecydowanie walory techniczne stanowią mocną kartę produkcji.

Nie ukrywam, że pomijając w moim odczuciu zbędny środek, przez większość sezonu bawiłem się całkiem dobrze. Z tego powodu wystawiam ocenę „6/10”, co u mnie oznacza serię „lepszą niż gorszą”. Nie zmienia to faktu, że jest to szóstka nieco naciągana, ponieważ nastąpił zdecydowany spadek formy w stosunku do poprzedniego sezonu. Uważam, że główni bohaterowie przesadnie się nie zmieniają, a udział żerowania na naszych sentymentach jest już zbyt duży. Choć to dla mnie jeden z najsłabszych sezonów tej franczyzy, to mimo wszystko nie przekreślałbym potencjalnej trzeciej części. Oczywiście jeśli historia wreszcie odda głównym postaciom należne miejsce i spróbuje przedstawić nową opowieść bez żadnych kompleksów w stosunku do oryginału.

Sulpice9, 7 lipca 2026

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: BONES
Autor: Betten Court, Hideyuki Furuhashi, Kouhei Horikoshi
Projekt: Takahiko Yoshida
Reżyser: Ken'ichi Suzuki
Scenariusz: Yousuke Kuroda
Muzyka: Shougo Yamashiro, Yuuki Furuhashi, Yuuki Hayashi