x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w polityce prywatności.
Podczas oglądania wielokrotnie nawiedzała mnie myśl, że ze względu na ciągłe zmiany czasu akcji i bohaterów nie jestem w stanie ogarnąć wszystkich powiązań między nimi, a co za tym idzie zrozumieć wszystkich intencji twórców. Nieocenione były schematy postaci aktualizowane po każdym odcinku, chociaż i one czasami nie wystarczały. Pomimo, że pozornie wygląda to na złe prowadzenie akcji rozumiem zabieg autorów, którzy chcieli w ten sposób zaprezentować różnorodność wspomnień i przeżyć uczennic szkoły, a także ich przyjaciół i rodzin. Trafniejszym tłumaczeniem tytuły byłoby ,,100 spojrzeń na Awajimę” czy ,,100 migawek z Awajimy” niż ,,scen”, które kojarzą się ze starannie rozpisaną fabułą ze wstępem, rozwinięciem i podsumowaniem.
Rozpoczęcie nauki w szkole takiej jak tytułowa Awajima kojarzą nam się z ważnym etapem w życiu, w którym opuszczamy znajome miejsca i krąg rodziny i jesteśmy zmuszeni ukształtować się jako dorośli w sytuacji ciągłego przebywania z nowo poznanymi ludźmi. Dodatkowo osoby aplikujące do tej szkoły marzą o byciu artystkami, byciu sławnymi czyli ogólnie wystawionymi na ocenę. Trudno byłoby spodziewać się takiej emocjonalności w szkole kształcącej zwyczajne profesje. I tutaj widzę największy atut serialu, czyli zaprezentowanie ogromnego spektrum emocji, postaw czy konfrontacji marzeń z rzeczywistością. Jak w świetnym odcinku o duchach, gdzie mury szkoły są pokazane jako świadek wielu burzliwych chwil, które zostaną długo zapamiętane. W pewnym momencie postanowiłem, że nie będę analizował wszystkich powiązań tylko spróbuję popatrzyć na bohaterki danego odcinka jako samodzielne byty starając się odgadnąć ich emocje i bardzo pomogło mi to w oglądaniu. Zdarzały się bardzo emocjonalne sceny, gdzie jedno zdanie potrafiło utkwić na długo.
Styl graficzny jest bardzo stonowany i ,,akwarelowy”, we mnie wywoływał często melancholię. Broni się pomysł na tworzenie podobnie wyglądających uczennic w mundurkach, który nie ułatwia identyfikacji postaci, ale przypomina nam, że przez szkoły przewijają się tysiące uczennic oraz uczniów i pomimo że każdej wydaje się, że przeżywa coś wyjątkowego to ludzkie doświadczenie są uniwersalne.
Po 10 odcinkach prezentowania różnorodnych bohaterek (i nielicznych mężczyzn) w 11. odcinku wszystko łączy się w całość nagradzając za trud składania poszarpanej fabuły, a ostatni odcinek daje nadzieję, że przyszłe pokolenia nie popełnią części błędów poprzedniczek.
Dla zainteresowanych uprzedzam – Seria nie skupia się na występach, a na relacjach między uczennicami i ich rozterkami związanymi z taką, a nie inną drogą życiową (artystyczną). Czasem trudno się połapać kto jest kim i kto ma z kim jakie relacje (twórcy anime nieco z tym pomogli aktualizując „drzewko” relacji między postaciami: [link] ), zwłaszcza, że seria skacze między różnymi rocznikami z bardzo różnych lat, ALE proszę się nie zrazić :)
Jako okruchy życia seria jest bardzo dobra, a momentami mocno porusza za serce.
Dla wielbicieli Takako Shimury z kolei to tytuł obowiązkowy, bo nadal utrzymuję opinię, że jest to najlepiej zaadaptowana jej manga pod kątem wizualnym!
Mam bardzo mieszane uczucia. Pierwszą nieprzyjemną konkluzją było niedotrzymanie obietnicy – niby historia kręci się wokół konserwatorium, a liczba wątków operowych i około operowych jest taka sama jak w „Girls und Panzer” (tak, tego anime o czołgach. Ba, tam może nawet było tego więcej). Druga rzecz – nie spodziewałem się serialu aż tak bez fabuły. To znaczy, zakładałem, że będzie lirycznie i o emocjach, ale nie spodziewałem się aż takiej skali.
No i trzecia rzecz – problemy strukturalne. Pierwszy odcinek to nawet przyzwoity koncept: dwie części, jedna „współczesna”, druga to retrospekcja, ale taka, która składa obietnicę bycia istotną dla wydarzeń. Po czym w drugim odcinku zaczyna się festiwal retrospekcji nad którym niełatwo zapanować. Szczerze mówiąc, byłem bliski porzucenia serii, mimo tak mi drogiej tematyki.
Na szczęście trzeci odcinek sprawia wrażenie najbardziej spójnego i odnoszę wrażenie, że wreszcie ekipa wie o czym chce opowiedzieć. No i jest to od strony produkcyjnej wspaniałe.
Zatem będę kontynuować, choć daleko mi do szaleńczego entuzjazmu.
Czy to najlepiej wyglądająca adaptacją mangi Takako Shimury? Mam na myśli, że najlepiej oddaje jej kreskę, kolory i styl kadrowania. Po 3 odcinku jestem kupiona w 100%, wspaniała seria z wyjątkowym klimatem.
Rozpoczęcie nauki w szkole takiej jak tytułowa Awajima kojarzą nam się z ważnym etapem w życiu, w którym opuszczamy znajome miejsca i krąg rodziny i jesteśmy zmuszeni ukształtować się jako dorośli w sytuacji ciągłego przebywania z nowo poznanymi ludźmi. Dodatkowo osoby aplikujące do tej szkoły marzą o byciu artystkami, byciu sławnymi czyli ogólnie wystawionymi na ocenę. Trudno byłoby spodziewać się takiej emocjonalności w szkole kształcącej zwyczajne profesje. I tutaj widzę największy atut serialu, czyli zaprezentowanie ogromnego spektrum emocji, postaw czy konfrontacji marzeń z rzeczywistością. Jak w świetnym odcinku o duchach, gdzie mury szkoły są pokazane jako świadek wielu burzliwych chwil, które zostaną długo zapamiętane. W pewnym momencie postanowiłem, że nie będę analizował wszystkich powiązań tylko spróbuję popatrzyć na bohaterki danego odcinka jako samodzielne byty starając się odgadnąć ich emocje i bardzo pomogło mi to w oglądaniu. Zdarzały się bardzo emocjonalne sceny, gdzie jedno zdanie potrafiło utkwić na długo.
Styl graficzny jest bardzo stonowany i ,,akwarelowy”, we mnie wywoływał często melancholię. Broni się pomysł na tworzenie podobnie wyglądających uczennic w mundurkach, który nie ułatwia identyfikacji postaci, ale przypomina nam, że przez szkoły przewijają się tysiące uczennic oraz uczniów i pomimo że każdej wydaje się, że przeżywa coś wyjątkowego to ludzkie doświadczenie są uniwersalne.
Po 10 odcinkach prezentowania różnorodnych bohaterek (i nielicznych mężczyzn) w 11. odcinku wszystko łączy się w całość nagradzając za trud składania poszarpanej fabuły, a ostatni odcinek daje nadzieję, że przyszłe pokolenia nie popełnią części błędów poprzedniczek.
Jako okruchy życia seria jest bardzo dobra, a momentami mocno porusza za serce.
Dla wielbicieli Takako Shimury z kolei to tytuł obowiązkowy, bo nadal utrzymuję opinię, że jest to najlepiej zaadaptowana jej manga pod kątem wizualnym!
Po trzech odcinkach
No i trzecia rzecz – problemy strukturalne. Pierwszy odcinek to nawet przyzwoity koncept: dwie części, jedna „współczesna”, druga to retrospekcja, ale taka, która składa obietnicę bycia istotną dla wydarzeń. Po czym w drugim odcinku zaczyna się festiwal retrospekcji nad którym niełatwo zapanować. Szczerze mówiąc, byłem bliski porzucenia serii, mimo tak mi drogiej tematyki.
Na szczęście trzeci odcinek sprawia wrażenie najbardziej spójnego i odnoszę wrażenie, że wreszcie ekipa wie o czym chce opowiedzieć. No i jest to od strony produkcyjnej wspaniałe.
Zatem będę kontynuować, choć daleko mi do szaleńczego entuzjazmu.