x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w polityce prywatności.
Żadnych Visions nie oglądałem. Bo nie lubię takiej krótkiej formy od wielu autorów.
Samych Jedi jako głównych bohaterów też nie lubię za bardzo. Ale bardzo lubię uniwersum Star Warsa – te dźwięki, muzykę, planety, rasy, poziom technologii – wszystko super! Nie ma to jak pograć Imperial Agentem healerem w MMO, obejrzeć Andora, Mandaloriana czy świeżutkie Maul – Shadow Lord (gdzie są miecze świetlne, ale nie na tym się skupia seria).
A, że dosłownie teraz gram sobię w Star Wars: Zero Company to dałem szansę temu Jedi.
Czy to był dobry Star Wars? ABSOLUTNIE NIE!
Czy to było dobre anime? ABSOLUTNIE NIE!
Zgadza się tutaj tylko muzyka i udźwiękowienie niektórych broni (niektórych bo jakieś kliknij: ukryte wymyślone laserowe SMG brzmią beznadziejnie).
W dużym skrócie jest to mocno zmodyfikowany przez skok w czasie świat Star Wars zmieszany z shonenem generycznym jeśli chodzi o postacie.
Wady?
kliknij: ukryte Fatalnie napisane postacie (to wszytko już było, uproszczone maksymalnie wątki), okropne twarze (jak z amerykańskich budżetowych kreskówek), krasnoludy i elfy (WTF!?), kiepska kopia Death Stara, okropne projekty droidów, brzydkie okręty, rozdawanie mocy Jedi na prawo i lewo przez autorów, beznadziejny finał (robimy działko w kilka minut i zasilamy je bez silników i po awaryjnym lądowaniu), owe awaryjne lądowanie „mocą”.
Plusy? Muzyka dwóch autorów: Nobuko Toda, Kazuma Jinnouchi. Ekspertem nie jestem, nie oglądam fanatycznie filmów i nie słucham soundtracków, ale tak ma w moim odczuciu ma właśnie brzmieć muzyka w Star Wars. Świetna kopia? Ciężko to opisać. Z plusów jeszcze kilka (za mało!) pojedynków na miecze, udźwiękowienie owych mieczy i jak wcześniej wspomniałem niektórych ikonicznych dla serii broni.
To nie był dobry seans, ale przynajmniej krótki – dwa wieczory. Szkoda, że jak Disney rzucił więcej kasy i dał więcej minut to wyszedł taki gniotek nie warty uwagi.
3+/10
Samych Jedi jako głównych bohaterów też nie lubię za bardzo. Ale bardzo lubię uniwersum Star Warsa – te dźwięki, muzykę, planety, rasy, poziom technologii – wszystko super! Nie ma to jak pograć Imperial Agentem healerem w MMO, obejrzeć Andora, Mandaloriana czy świeżutkie Maul – Shadow Lord (gdzie są miecze świetlne, ale nie na tym się skupia seria).
A, że dosłownie teraz gram sobię w Star Wars: Zero Company to dałem szansę temu Jedi.
Czy to był dobry Star Wars? ABSOLUTNIE NIE!
Czy to było dobre anime? ABSOLUTNIE NIE!
Zgadza się tutaj tylko muzyka i udźwiękowienie niektórych broni (niektórych bo jakieś kliknij: ukryte wymyślone laserowe SMG brzmią beznadziejnie).
W dużym skrócie jest to mocno zmodyfikowany przez skok w czasie świat Star Wars zmieszany z shonenem generycznym jeśli chodzi o postacie.
Wady?
kliknij: ukryte Fatalnie napisane postacie (to wszytko już było, uproszczone maksymalnie wątki), okropne twarze (jak z amerykańskich budżetowych kreskówek), krasnoludy i elfy (WTF!?), kiepska kopia Death Stara, okropne projekty droidów, brzydkie okręty, rozdawanie mocy Jedi na prawo i lewo przez autorów, beznadziejny finał (robimy działko w kilka minut i zasilamy je bez silników i po awaryjnym lądowaniu), owe awaryjne lądowanie „mocą”.
Plusy? Muzyka dwóch autorów: Nobuko Toda, Kazuma Jinnouchi. Ekspertem nie jestem, nie oglądam fanatycznie filmów i nie słucham soundtracków, ale tak ma w moim odczuciu ma właśnie brzmieć muzyka w Star Wars. Świetna kopia? Ciężko to opisać. Z plusów jeszcze kilka (za mało!) pojedynków na miecze, udźwiękowienie owych mieczy i jak wcześniej wspomniałem niektórych ikonicznych dla serii broni.
To nie był dobry seans, ale przynajmniej krótki – dwa wieczory. Szkoda, że jak Disney rzucił więcej kasy i dał więcej minut to wyszedł taki gniotek nie warty uwagi.