Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 9/10 grafika: 7/10
fabuła: 7/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 11
Średnia: 7
σ=1,76

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Tokimeki Tonight

Rodzaj produkcji: seria TV (Japonia)
Rok wydania: 1982
Czas trwania: 34×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Heart-Thumping Tonight
  • ときめきトゥナイト
Tytuły powiązane:
Widownia: Shoujo; Postaci: Anthro, Wampiry; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Inne: Supermoce
zrzutka

„Tokimeki Tonight” znaczy „serce bijące wieczorem”. W domyśle z miłości, w praktyce – ze śmiechu.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: yoshii

Recenzja / Opis

Tak najkrócej mógłbym opisać tę przesympatyczną komedię romantyczną, będącą adaptacją mangi autorstwa Koi Ikeno o takim samym tytule. Rozwijając jednak trochę tę myśl, muszę stwierdzić, że jest to prawdziwa perła z lamusa, która pomimo upływu lat nie zestarzała się ani trochę, zachowując swą pierwotną magię zarówno w formie, jak i w treści. A skoro już przy treści jesteśmy, to warto powiedzieć, o czym ta seria właściwie jest.

Tokimeki Tonight przedstawia historię pewnej rodziny. A w zasadzie pewnej nastoletniej dziewczyny, która powoli wchodzi w dorosłość, przeżywając przy tym rozliczne rozterki życiowe, związane przede wszystkim z jej pierwszą szkolną miłością oraz tym, jak ją pogodzić z dość nietypowym pochodzeniem. Główna bohaterka bowiem – Ranze – jest córką wampira Moriego i wilkołaczki o imieniu Shira. Ma także młodszego brata zwanego Rinze oraz Pecka, czyli gadatliwą papugę będącą domowym pupilem. Razem tworzą oni rodzinę Etou, zamieszkującą okazałą willę, która strzeże bramy do świata istot nadprzyrodzonych. Na tym jednak nie koniec, ponieważ Ranze (we włoskim tytule zwana „la strega” czyli czarownica) posiada ciekawą umiejętność przemieniania się w dowolną rzecz lub osobę, którą ugryzie.

Taka moc i rodowód, choć na swój sposób fantastyczne, siłą rzeczy powodują też wiele komplikacji. Zwłaszcza jeżeli chodzi o miłość i szkołę. I to szkołę, do której uczęszcza się nie tyle dla wiedzy, co dla pewnej osoby (i to niekoniecznie nauczyciela). Osoba owa nie tylko stanowi obiekt westchnień wspomnianej protagonistki, ale odgrywa także rolę w pewien sposób kluczową dla całej opowieści. Na czym kluczowość tej postaci polega? Tego nie zdradzę, choć podpowiem, że określenie „książę z bajki” jest tu nad wyraz dwuznaczne. Zdradzę natomiast imię owej persony – Shun Makabe. Jest on przystojnym młodzieńcem, trenującym boks, w którym po uszy zadurzyła się nie tylko Ranze, ale i Youko Kamiya – koleżanka Ranze, będąca córką pana Tamasaburou, mafioza i właściciela klubu sportowego, do którego uczęszcza Shun. Tamasaburo z kolei bezgranicznie zakochał się w matce owego chłopca – Hanae Makabe. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze próby zdobycia względów Ranze przez klasowego prymusa Kunihiko „Shuusaia” Takabę oraz księcia świata istot nadprzyrodzonych Aarona.

Widać zatem jak na dłoni, że osią fabuły tego anime są relacje bohaterów oraz ich miłosne perypetie, a trójkąty i kwadraty mnożą się tu wręcz w tempie geometrycznym. Przez takie podejście można odnieść wrażenie, jakoby historia kręciła się w kółko i nie posuwała w ogóle do przodu. Jednak nic bardziej mylnego! Bo choć w większości odcinków schemat jest prosty – Ranze i Youko zabiegają o względy Shuna, wykorzystując przy tym wszystkie dostępne im środki – to warto zaznaczyć, że od czasu do czasu, zwłaszcza w kilku epizodach mających miejsce w krainie potworów, z której pochodzi rodzina Etou, rozgrywają się wydarzenia bardziej szczegółowo przybliżające nam świat przedstawiony. Sprawiają one, iż pozornie prosta historyjka o szkolnych miłostkach nabiera zdecydowanie więcej głębi, skłaniając do poszukiwania między wierszami bardziej złożonej opowieści, ukrytej pod zasłoną codzienności, która dzięki reżyserowi Hiroshiemu Sasagawie, świetnie operującemu elementami zarówno fantastycznymi jak i rzeczywistymi oraz doskonale posługującemu się alegoriami, wcale nie jest ani taka nudna, ani taka oczywista jak mogłoby się nam na pierwszy rzut oka wydawać. Dużą zasługę ma w tym także kreatywny scenariusz, z dobrze rozplanowaną historią, wypełniający każdy z 34 odcinków tego anime interesującymi pomysłami.

Pochwalić należy też spójność świata, w którym jedne wydarzenia wynikają konsekwentnie z innych, a raz wprowadzone zasady lub przedmioty wpływają do pewnego stopnia na postawy i zachowania postaci. Acz muszę ostrzec, że pomimo ogólnej dbałości o szczegóły, tajemniczy wątek związany z Shunem jest grubymi nićmi szyty i wymaga skrajnie przychylnej interpretacji, zakładającej, iż istoty nadprzyrodzone wykazują się niezmierzoną ignorancją w stosunku do otaczającej je rzeczywistości, aby uznać go za wiarygodny. Na szczęście, choć ma on całkiem spory wpływ na wydźwięk całości, nie stanowi żadnej przeszkody w odbiorze poszczególnych odcinków, będących prawie zawsze (poza nielicznymi wyjątkami) samodzielnymi historiami, rekompensującymi zdecydowaną większość problemów fabularnych niesamowitą kreatywnością. I to nawet wtedy, kiedy wykorzystują utarte w anime schematy takie jak: szkolny festiwal, piżama party czy wyjazd nad morze. Jeszcze mocniej błyszczą przy okazji realizacji bardziej oryginalnych idei – na przykład wizyty w świecie potworów, podróży w czasie albo wykorzystywaniu motywów popkultury. Warto bowiem zauważyć, iż anime nieustannie nawiązuje do powszechnie znanych dzieł. Począwszy od Supermana, poprzez Alicję w Krainie Czarów (pojawia się kot z Cheshire), Gwiezdne wojny (sprytnie przemianowane na Super Wars), Rocky'ego i Szczęki, a kończąc na motywie Indiany Jonesa uciekającego w starożytnej świątyni przed wielką kulą (ostatni odcinek). Sprawne oko z całą pewnością podobnych nawiązań wypatrzy o wiele, wiele więcej. Przy czym trzeba zaznaczyć, że zawsze są one wprowadzane z dużą gracją i nigdy nie zaburzają odrębności świata przedstawionego, dobrze współgrając z ukazywanymi perypetiami i wzbogacając je o dodatkowy wymiar rozrywkowy. Są zatem takie, jakie być powinny – subtelne oraz zabawne.

„Zabawne” to zresztą słowo klucz w tym serialu, albowiem na nic zdałaby się kreatywność twórców, gdyby nie towarzyszyła jej odpowiednia dawka naturalnego i niewymuszonego humoru, stanowiącego istotę tego dzieła. A śmiać się, czy też choćby uśmiechać, jest tu naprawdę z czego. Mamy bowiem kłótnie Shiry w pełnię księżyca, niezwykłą zdolność pana Moriego do zamiany w parasolkę, transformację Ranze w piłkę baseballową lub w… kromkę chleba tostowego, figle pewnego kupidyna czy też kryzys wiary miejscowego Świętego Mikołaja. Pomysłów na żarty, tak jak na nawiązania do kultury popularnej, nie zabrakło. A co najważniejsze, praktycznie wszystkie one były w dobrym guście i znajdowały uzasadnienie w charakterach postaci oraz konkretnych sytuacjach, w których się one znalazły. W przypadku dowcipów nie doszukałem się właściwie tylko jakichś ciekawszych gier słownych. Choć z drugiej strony dla widzów nieznających japońskiego i tak byłyby one raczej niezauważalne, zagubione gdzieś między słowami tłumacza, więc raczej niewielka to strata. Niemniej docenić należy, że mamy tu do czynienia z jedną z najlepszych komedii, jakie znaleźć można wśród produkcji anime. W gruncie rzeczy trochę irytować może wyłącznie pan Tamasaburou Kamiya – jak na szefa mafii zdecydowanie zbyt infantylny i niepoważny. Szczególnie na tle swojej wyrachowanej córki Youko, która zrobi wszystko, by zdobyć serce Shuna. Acz z drugiej strony rozumiem zastosowany tu kontrast charakterologiczny pomiędzy dziecinnym dorosłym a dorosłym dzieckiem. I choć dość dobrze pasuje on do reszty tego serialu, to mnie pan Tamasaburou o wiele bardziej żenował, niż śmieszył. Jednakowoż nie ukrywam, iż nawet on potrafił mnie kilka razy rozbawić. Zwłaszcza kiedy rozbrzmiewał jego unikatowy i niepowtarzalny głos!

Głos, który wraz z innymi zasługuje na osobny akapit. Gra aktorska bowiem w tym anime jest absolutnie perfekcyjna! Żywa, pełna emocji i zaangażowania, dobrze wyreżyserowana, a co najważniejsze – na wskroś oryginalna! Te głosy są po prostu nie do podrobienia! W szczególności wiecznie zakłopotany i piskliwie­‑niski ton pana Tamasaburou oraz szyderczy śmiech jego córki Youko. Godne odnotowania są również przepełnione miłością kwestie wypowiadane przez Ranze, egzaltowane wrzaski złości jej matki czy też pogodne wypowiedzi ojca wampirzej protagonistki. W zasadzie nie ma tu postaci źle zagranej. Ba, do wszystkich bohaterów dobrano tak świetnych aktorów, że kiedy z ciekawości zapoznałem się z włoską wersją językową (jedyną znaną mi europejską), to właściwie nie miałem czego porównywać – w języku Dantego bowiem dialogi były płaskie i całkowicie pozbawione uczuć, zaś same postacie prawie nierozróżnialne po deklamowanych frazach. Myślę, że to najlepiej świadczy o jakości oryginalnej wersji dźwiękowej.

Seria zachwyca nie tylko świetnym dubbingiem, ale także dobrą muzyką. Przede wszystkim chwytliwą piosenką w czołówce – Tokimeki Tonight i wpadającym w ucho utworem Super Love Lotion, który zamyka każdy odcinek. Poza tymi dwoma utworami, zgrabnie wplatanymi od czasu do czasu również w treść samego serialu, mamy jeszcze kilka innych, przygotowanych specjalnie pod poszczególne epizody i nadające im odrębny charakter muzyczny. W uszy kłuje tylko dość ubogi zestaw standardowych melodii powtarzających się w określonych momentach. Są one w miarę przyjemne, ale nie da się ukryć, że jak na liczącą 34 odcinki serię jest ich po prostu za mało, przez co szybko zaczynają nużyć, sprawiając, iż ścieżka dźwiękowa rzadko kiedy zaskakuje nas czymś nowym. Acz kiedy to robi, to robi to w najlepszym możliwym stylu, dzięki wspomnianym już oryginalnym piosenkom, stosownie dopasowanym do odpowiednich scen. Niestety do tego dopasowania można mieć kilka zastrzeżeń, zwłaszcza natury technicznej. Zdarza się bowiem, a w przypadku utworów przewodnich jest to wręcz regułą, że pomiędzy melodiami występują niezręczne chwile ciszy, podczas których obserwujemy jakąś zamrożoną planszę bądź scenę. Są to niewątpliwie najsłabsze momenty tej produkcji, wskazujące na nie zawsze udany montaż dźwięku i obrazu.

Nie zawsze udana jest również sama animacja – z jednej strony zachwyca ciekawymi rozwiązaniami i nawiązaniami wizualnymi, a z drugiej nieustannie przypomina, iż w większości zabiegi te wynikają z czystej oszczędności. Ponadto w oczy rzucają się pustawe i ubogie tła, które zwłaszcza w przypadku ukazywanych budynków są lekko karykaturalne i bardziej przywodzą na myśl kreskówki telewizyjne z lat sześćdziesiątych niż anime z początków lat osiemdziesiątych. Do tego dochodzą jeszcze dość sztywne i oszczędne poklatkowe ruchy postaci, mające niewiele wspólnego z cieszącą oko płynnością. Na plus trzeba jednak zaliczyć szczegółowość modeli bohaterów, ich bogatą mimikę oraz kreatywne sceny deformacji sprawnie przysłaniające braki drugiego planu i sprawiające, że w ogólnym rozrachunku przedstawiane wydarzenia prezentują się na ekranie dość ładnie, przez co ogląda się je z dużą dozą przyjemności. Co dobrze zresztą oddaje całościowe wrażenia płynące z tego anime.

Tokimeki Tonight to seria ciekawa, pełna humoru i odniesień do popkultury, których odnajdywanie może być rozrywką samą w sobie. Ta pogodna historia o miłości, skupiona na gronie zapadających w pamięć protagonistów i ich perypetiach, okraszona co prawda niedoskonałą oprawą wizualną, ale rekompensująca to twórczymi rozwiązaniami oraz świetną muzyką, dostarcza zaskakująco dużo dobrej zabawy. Właściwie jedyną poważniejszą wadą tego anime jest otwarte zakończenie, które niczego nie kończy. Owszem, z jednej strony jest ono zrozumiałe, albowiem w momencie zakończenia pierwotnej emisji nadal wydawane były kolejne rozdziały mangi stanowiącej podstawę tej serii, ale z drugiej można by jednak oczekiwać należytego zamknięcia wszystkich poruszonych wątków. Zwłaszcza że w ostatnim odcinku niewiele brakowało, aby to uczynić i aby miało to logiczne uzasadnienie w strukturze samego serialu. Twórcy woleli jednak pozostawić sobie furtkę dla potencjalnej kontynuacji. Tej kontynuacji nigdy nie zobaczyliśmy i nigdy prawdopodobnie nie zobaczymy, chyba że zapoznamy się z mangą, albowiem studio Group TAC, odpowiedzialne za to anime, od 2010 roku nie istnieje. Czy warto zatem zapoznać się z tą serią? Zdecydowanie tak! Pomimo kilku wad wynikających przede wszystkim z okoliczności zewnętrznych i wyraźnych ograniczeń produkcyjnych, jest to nadal bardzo solidna komedia, zaskakująca nie raz, nie dwa pomysłowością autorów oraz ilością włożonego w nią serca. Dla mnie mocne cztery gwiazdki na pięć. A o jakości niech najlepiej świadczy fakt, że urwane zakończenie skłania mnie do lektury mangi, do której zresztą zachęcam wszystkich zaciekawionych dalszymi losami Ranze, Youko i Shuna.

Filmowit R, 3 kwietnia 2021

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Group TAC
Autor: Koi Ikeno
Projekt: Magoichi Takazawa
Reżyser: Hiroshi Sasagawa
Muzyka: Kazuo Ootani