Komentarze
Irozuku Sekai no Ashita kara
- Wymęczona słabizna : Sangvogel : 23.02.2026 17:50:13
- komentarz : Dziękuję : 4.09.2020 18:06:57
- Re: Szkoda, że tylko 13 odcinków : Zomomo : 26.08.2020 19:42:50
- Re: Szkoda, że tylko 13 odcinków : Karo : 26.08.2020 18:30:31
- Szkoda, że tylko 13 odcinków : Anonimowa : 26.08.2020 11:16:39
- Bardzo stonowane szkolne okruchy : Anonimowa : 22.08.2020 23:48:14
- komentarz : Marcela_a : 28.07.2020 21:30:34
- W kolorach : Softon : 4.11.2019 16:04:18
- komentarz : Rinsey : 1.08.2019 12:08:12
- Obsesja : Kamen : 16.07.2019 13:42:28
Wymęczona słabizna
Może zacznę od tego, że początek tego anime bardzo mocno przypominał mi „Ushinawareta Mirai o Motomete”. Wrażenie to pogłębił obraz głównej bohaterki. Hitomi Tsukishiro jest niemal kropka w kropkę identyczna z Yui Furukawą z ww tytułu. Jest nie tylko podobna z charakteru – podobnie introwertyczna, przez to dość bezbarwna i nieco ciapowata – ale i z wyglądu: podobne włosy, sylwetka, nawet wstążka przy koszuli. Wrażenie deja vu „zaraz, ja to już gdzieś widziałem” nasilało się tylko z każdym odcinkiem. Fabularnie „Irozuku” jest tak samo powolne i nużące, jak „Waramete”. Jedyną poważniejszą różnicą między tymi seriami jest to, że tu występuje – w śladowych ilościach co prawda – magia. A drugą jest to, że tam tematem przewodnim klubu były gwiazdy, a tu jest robienie zdjęć i rysowanie. Ale to tyle. Przez dziesięć odcinków nie dzieje się praktycznie absolutnie nic: ot, okruchy życia w bardzo wyidealizowanym wydaniu. Wrażenie sztucznej cukierkowości nasilają bohaterowie poboczni – jednakowo słodko‑pomocni, uśmiechnięci, przyjacielscy – i całkowicie nieciekawi. Połowy z nich właściwie mogłoby nie być w tym anime i seria nic by na tym nie straciła. Ta ich słodycz może zacząć przyprawiać o ból zęba – ja taki moment miałem, jak przez pół odcinka przepraszali Hitomi za coś, co nie było właściwie ich winą. Romans równie bezbarwny, co optyka głównej bohaterki. Podobnie jak jej rozdmuchany do niemożliwości „dramat”. W wielu miejscach anime wyglądało na sztucznie wydłużane.
W ogóle mam wrażenie, że to anime ma zaburzoną hierarchię i jest straszliwie nielogiczne. Dużo większą „tajemnicą” serii jest to, że kliknij: ukryte Hitomi nie widzi kolorów – o czym mówi dopiero w 7. czy 8. odcinku – a nie to, że jest czarownicą i przybyła z przyszłości. Ja w ogóle jestem zdania, że dużo lepiej dla serii byłoby, gdyby zarówno podróże w czasie, jak i sama magia były utrzymane w tajemnicy i niepowszechne. Szczególnie, że magia nie odgrywa praktycznie żadnej roli w tym anime – po co więc ją umieszczać jako element życia codziennego, skoro nikt z niego nie korzysta? Podobnie nielogiczne są podróże w czasie – skoro jest to magia co prawda trudna, ale osiągalna, to dlaczego nie korzysta się z niej? A jeśli korzysta – to czemu manipulowanie czasem nie burzy tego świata? Sama podróż w czasie Hitomi nie odgrywa właściwie żadnej roli, bo ta bez trudu odnajduje się w świecie oddalonym od jej epoki o 60 lat.
Pod koniec serii z irytacji i znużenia miałem ochotę je przewijać, ale ciągle liczyłem na to zapowiadane doskonałe zakończenie. I nie doczekałem się. kliknij: ukryte Rzeczywiście kilka ostatnich minut jest rozczulające i robi wrażenie, ale to stanowczo za mało i za późno by wpłynąć na ogólny odbiór anime. Warto też zadać sobie pytanie, czy warto dla tych kilku/kilkunastu minut męczyć się z kilkunastoma poprzednimi odcinkami. Oczywiście można się zachwycać tą serią, dla niektórych osób będzie to najsmutniejsze anime w życiu – ja jednak mam wrażenie, że takie osoby nic poza „Irozuku” nie oglądały.
No dobrze, a co z plusami? Ładna grafika, kolory, światło, muzyka. Rzeczywiście bardzo fajna robota i potrafi zachwycić. Mnie samego przy tej serii trzymało chyba tylko to, że jest osadzone w Nagasaki (co niestety nie pełni absolutnie żadnej roli w tej historii) i pokazano autentyczne miejsca z tego miasta. Było więc zabawnie i miło zobaczyć w anime lokacje, po których się spacerowało osobiście – szczególnie rozczulił mnie widok wyspy Dejima i katedry Urakami. Jednak było tego trochę za mało. Dla mnie to takie bardzo słabe 4/10, albo 3,5/10.
Bardzo stonowane szkolne okruchy
Dziewczyna jest wyjątkowo stonowana i nieprzyzwyczajona do bliższych nieco relacji z rówieśnikami, ale małymi krokami następuje progres.
W pierwszym odcinku ujęły mnie tła oraz muzyczny podkład, ale już w następnych poziom wyrównał się do innych serii typu okruchy.
Mimo bardzo introwertycznej bohaterki ogląda się przyjemnie i można wyciszyć się przed snem.
W kolorach
Obsesja
Chociaż w tym wypadku chociaż się cząstkowe zgadzają.
Cieplusieńskie chociaż nieco nudnieńkie
Historia ta z początku była powolna, wręcz nudnawa, a jednak w jakiś niezrozumiały sposób utrzymała mnie przy sobie. I absolutnie tego nie żałuję, bo spędziłam z tą serią przeciepłe chwile. Jest mi na serduszku cieplutko i dobrze po tym seansie i dlatego daję bardzo subiektywne 9.
Fin.
Jedyne, czego mi brakowało to kliknij: ukryte domknięć shipów w afterze – można tylko zgadywać, czy Asagi odważyła się wyznać uczucia Shou(oraz czy się zeszli), czy Chigusa i Kurumi zostali parą oraz czy Yuito znalazł nową miłość. Forma przedstawienia tych informacji nie musiałaby być nawet jakoś specjalnie sugestywna – wystarczyłoby kilka prostych kadrów, no ale cóż.
Tak poza tym, to pozostaje przy tym, co napisałem w swoim pierwszym komentarzu – z tą różnicą, że to faktycznie jest seria szkolna.
Bardzo się cieszę, że od czasu do czasu właśnie pojawi się bajka tego typu i ktoś potrafi jeszcze ją dobrze zrealizować. Czekam na więcej okruch od PA Works – bo wiem, że jest na co czekać.
Solidne 7/10.
12
11
*.* odcinek 11
Ten odcinek był po prostu przepiękny! Niby powolutku, niby nudno, ale jednak po cichutku dzieją się Rzeczy… Piękne Rzeczy. Oczywiście z oceną końcową, poczekam do ostatniego odcinka, ale już teraz mogę powiedzieć, że to jest po prostu perełka. Nie każdy lubi perły, ale w swojej klasie to będzie niezwykle mocna pozycja.
Nudne, piękne i cieplutkie <3
Wszystko idzie niby wooolno i nie ma Zagrożenia Świata TM. Prawie porzuciłam tę serię, ale coś mnie przy niej trzyma… Może to fakt, że ta „wooooolność” jest całkiem naturalna? I że postaci, chociaż o „sztampowych” osobowościach zachowują się naturalnie i się rozwijają?
W sumie nie wiem do końca… Ale oglądając to, jest mi cieplutko na sercu, więc ocenię na końcu pewnie wysoooko :3
Po 1 epku
Tym razem mamy do czynienia ze światem, w którym magia istnieje praktycznie jako uzupełnienie codzienności. Pomaga w wielu prozaicznych rzeczach, co nie znaczy, że nie jest fascynująca. Po prostu wyjątkowo obeszło się bez wielkich zaklęć ratujących świat. Sam ten pomysł jest już warty uwagi i przypomina mi magię ze świata Flying Witch.
Do tego wszakże musimy dołożyć też dramę i jeśli już gdzieś należy szukać potencjalnych niebezpieczeństw, to właśnie tutaj. To, że bez dramatu się nie obejdzie, to akurat wiadomo od początku, pytanie tylko brzmi czy z tym nie przesadzą i na ile naturalnie zostanie on rozwiązany. Na razie zaczęli się dość delikatnie, więc może tym razem się jednak uda.
Dodatkowym plusem dla mnie jest tutaj obecność bohaterów obojga płci, którzy prawdopodobnie odegrają równorzędne role (wyłączając główną dwójkę oczywiście). Byleby nie wprowadzili jakiegoś naciąganego motywu wielokąta romantycznego i będzie dobrze. Raczej tego tu nie zapowiadają w każdym razie – kiedy w pierwszym odcinku wszyscy myśleli, że Hitomi to sekretna dziewczyna Shou, specjalnie patrzyłam, czy któraś z bohaterek podejrzanie reaguje na tę rewelację i na szczęście u żadnej takiego zachowania nie zauważyłam. Patrząc po plakacie promocyjnym, zostaje jeszcze jedna dziewczyna, ale to akurat babcia głównej bohaterki z przyszłości, więc chyba nie wysłałaby swojej wnuczki do przeszłości, gdyby chciała z nią konkurować.
Oczywiście wizualnie jest bardzo ładnie, ale to P.A. Works, oni tak mają. Co prawda Glasslipa zepsuli, ale tu chyba tego nie powtórzą.
Także ja na razie jestem bardzo dobrej myśli i liczę na porządną serię o magii, przyjaźni i miłości w szkolnej odsłonie, z lekką nutką dramatu.
To niecodzienne spojrzenie na magię jest jak najbardziej na plus, problem zaczyna się w momencie, kiedy zaczynamy mówić o fabule… Bohaterką historii jest aspołeczna dziewczyna, która przestaje widzieć świat w kolorach, nienawidzi otaczającej jej magii i jest zmęczona wygodnym światem; bardzo możliwe, że powoli zaczyna popadać w depresję. Niedługo potem z pomocą przychodzi babcia, która chwali się swoim ostatnim dziełem, czyli unikalnym czarem ze szkoły czasu i chwilę później postanawia, że wyśle swoją wnuczkę w przeszłość. Z jednej strony brzmi to ciekawie, z drugiej przypomina filar pod przesyconą teen dramę.
Od bajki bije klimat ciepła, twórcy nie szczędzą na ładnych krajobrazach i pozwala bardzo fajnie wczuć się w to, co widzimy na ekranie. Grupka przyjaciół przypomina tę, którą widzieliśmy w podobnych tworach tego samego studia – po charakterystykach bohaterów nie należy spodziewać się cudów, natomiast jak najbardziej są to „życiowe”(zresztą PA nigdy nie miał większego problemu z wykreowaniem emocjonalnych charakterów, które „przemawiają” do widza).
Mamy tutaj oryginalny twór PA Works, więc to tak naprawdę Hit or Miss. Póki co jestem zaintrygowany i mam nadzieję, że nie skończymy z drugim Glasslipem.