Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

1/10
postaci: 1/10 grafika: 5/10
fabuła: 4/10 muzyka: 9/10

Ocena redakcji

4/10
Głosów: 5 Zobacz jak ocenili
Średnia: 3,60

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 28
Średnia: 5,32
σ=1,58

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Magia Record: Mahou Shoujo Madoka Magica Gaiden

Rodzaj produkcji: seria TV (Japonia)
Rok wydania: 2020
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Magia Record: Puella Magi Madoka Magica Side Story
  • マギアレコード 魔法少女まどか☆マギカ外伝
Gatunki: Dramat, Przygodowe
Postaci: Magical girls/boys; Pierwowzór: Gra (inna); Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Magia
zrzutka

Madoka wielkim anime jest. Po co więc się wysilać, żeby stworzyć coś dobrego, skoro sama marka wystarczy do zarobienia na sentymencie fanów?

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Miałem spore obawy dotyczące nowego anime w świecie Mahou Shoujo Madoka Magica. Od początku pachniało mi to odcinaniem kuponów od sukcesu zarówno serii telewizyjnej, jak i filmów kinowych, zaś to, iż pierwowzór stanowiła gra mobilna, nie wróżyło nic dobrego. Podchodziłem więc do seansu bez żadnych oczekiwań, chociaż miałem cichą nadzieję, że może wyjdzie z tego coś przyzwoitego. Jednak to, co zaserwowali twórcy, okazało się kompletnym nieporozumieniem.

Ostrzegam, że w poniższym tekście mogą pojawiać się nawiązania i spoilery do Mahou Shoujo Madoka Magica, więc jeśli chcesz ich uniknąć, nie czytaj tej recenzji.

Iroha Tamaki, magiczna dziewczynka o osobowości równie interesującej, co faktura płyty chodnikowej, nie należy do najsilniejszych reprezentantek swojego fachu. Wiedzie jednak spokojne życie, wraz ze swoją partnerką, Kuroe, eksterminując kolejne wiedźmy (a przynajmniej próbując). Taki już los, gdy się zaufa małym, białym, lisopodobnym skubańcom i wypowie się to nieszczęsne życzenie. Tylko że sama Iroha nie wie, czego sobie życzyła. Przynajmniej do czasu, gdy w pewnym momencie przypomina sobie, że miała młodszą siostrę, po której nie pozostał żaden ślad. Bohaterka rozpoczyna więc prywatne śledztwo, mając za poszlaki jedynie strzępy odzyskanych wspomnień, zaś pierwszy trop prowadzi do Kamihamy, miasta, gdzie magiczne dziewczynki mogą ponoć znaleźć wybawienie od swojego losu, i gdzie nic nie działa, jak powinno.

Opis fabuły nie brzmi tak źle i przy odrobinie dobrej woli mogło wyjść z niej coś interesującego. Niestety, mimo nie najgorszych założeń, zabrakło dobrej woli ze strony twórców, zaś do głosu doszła niedbałość, brak pomysłu na poprowadzenie historii i jakiejkolwiek konsekwencji. Kolejne wydarzenia dzieją się, bo się dzieją. Brak w nich sensu i logiki. Jeszcze na samym początku można mieć złudzenie, że przyświeca temu jakaś idea, niemniej szybko ono pryska, a im dalej w las, tym jest gorzej. Historia idzie do przodu po linii najmniejszego oporu, bez przejmowania się takimi detalami, jak związki przyczynowo­‑skutkowe. Dodatkowo scenarzyści co i rusz znajdują jakiś mało przekonujący pretekst, aby pchnąć fabułę w wygodnym dla siebie kierunku, nie bacząc na to, że taki obrót zdarzeń nie jest wiarygodny.

Główny wątek wydaje się przez cały czas tkwić praktycznie w miejscu. Co prawda Iroha bezustannie powtarza, że musi odnaleźć młodszą siostrę i nawet podejmuje pewne kroki w tym kierunku. Żaden z nich nie przybliża jej jednak do celu. Zupełnym przypadkiem odkrywa kolejne intrygi i tajemnice Kamihamy, ale czy coś z tego wynika? Nie za wiele. Dokłada to jedynie kolejne wątki do historii bez zamykania poprzednich. Liczba pytań cały czas narasta, zaś odpowiedzi próżno szukać, a gdy jakaś się pojawia, budzi uśmiech politowania zamiast dawać jakąkolwiek satysfakcję. To zresztą nie jedyny problem prowadzenia fabuły. Scenariusz skacze chaotycznie między wątkami, urywa je w trakcie i wraca do nich dopiero po paru odcinkach, kiedy okazuje się, że wiele rzeczy wydarzyło się poza ekranem. Wszystko to wprowadza widza w konsternację. Jeżeli ktoś chciał w ten sposób wywołać efekt zaskoczenia, to wybrał do tego kiepską metodę.

Zabrakło w tej historii również jakiegokolwiek ładunku emocjonalnego. Wszystkie wydarzenia były tak mało przekonujące, że jedynym uczuciem towarzyszącym mi podczas seansu była ciekawość, jaką jeszcze głupotą zostanę uraczony. Nie musiałem długo czekać na odpowiedź na to pytanie, bo idiotyzmów było sporo i to nie tylko w fabule, ale również w zasadach rządzących światem przedstawionym. Oryginalne anime wyraźnie przedstawiło reguły obowiązujące w tym uniwersum, niemniej scenarzystów Magia Record: Mahou Shoujo Madoka Magica Gaiden naszła ochota, aby je nagiąć do swoich potrzeb, a nawet łamać, zaś ich tłumaczenie można skwitować stwierdzeniem „bo tak”. Przy okazji potrafią oni poświęcić prawie cały odcinek na długi i irytujący wykład, tłumaczący widzowi podstawowe informacje na temat systemu magii, mimo że powinien on je doskonale znać. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że seria stara się być cały czas poważna, co w ostatecznym rozrachunku daje efekt niezamierzonej parodii i to w dodatku niskich lotów, bo nie jest to nawet śmieszne, tylko nudne i głupie.

Poza Irohą tak naprawdę żadna postać nie zwraca na siebie uwagi, mimo że przez trzynaście odcinków przewinęło się bez mała dwadzieścia magicznych dziewczynek. Co prawda osobowości u głównej bohaterki nie udało mi się zauważyć, ale miała przynajmniej jasno sprecyzowany cel, do którego dążyła. Nawet w sytuacji, gdy powinna spojrzeć na otaczającą ją rzeczywistość i okazać choć trochę empatii komuś ze swojego otoczenia. Trzeba jednak przyznać, że nie wynikało to z zamierzonego egoizmu samej dziewczyny, lecz było podyktowane względami fabularnymi. Cała reszta obsady to nędzne namiastki charakterów stworzonych na podstawie paru linii dialogowych z gry mobilnej i postępujących tak, jak zagrają im scenarzyści. Nikt nawet nie próbował tchnąć w nie życia i uczynić je pełnoprawnymi postaciami. To są jedynie aktorki odgrywające swoje role, a nie żywe elementy świata przedstawionego. Trudno uwierzyć w autentyczność ich emocji, o ile jakiekolwiek okazują, a robią to bardzo rzadko. W dodatku obecność tak wielkiej gromady kiepsko napisanych statystek ma jeszcze jedną konsekwencję: trudno jest ogarnąć taki tłum na ekranie. Postacie znikają więc i pojawiają się z powrotem (lub nie, jak na przykład Kuroe, o której bogowie fabuły kompletnie zapomnieli już po pierwszym odcinku), tak jak to twórcom pasuje. Rotacja jest duża, zaś sensu nie ma w niej za wiele. Jak zresztą w każdym aspekcie tej serii.

Pojawiają się również dziewczyny znane z oryginalnej Madoki, jednak ich udziału nie mogę podsumować inaczej niż jako zwykły fanserwis dla fanów serii. Ich role mógłby dostać dosłownie ktokolwiek inny i wyszłoby dokładnie na to samo. Chociaż nie, byłoby jednak lepiej, gdyby ich w tej serii wcale nie było, gdyż nie dość, że nie odgrywają znaczącej roli, to jeszcze nikt nawet nie starał się właściwie oddać ich charakterów. Aż się zastanawiam, czy aby na pewno wszystkie te nowe postacie były aż tak złe w grze mobilnej, czy po prostu scenarzyści także pod tym względem spartolili robotę.

Strona wizualna jest utrzymana w stylu oryginału. Innymi słowy, mamy do czynienia z różnorakimi kolorowankami, wycinankami i kolażami zwanymi potocznie labiryntami wiedźm. Tutaj muszę wysunąć mój pierwszy zarzut, gdyż, o ile w klasycznej serii każdy z nich miał swój motyw przewodni, który dało się łatwo sprecyzować, tak tutaj tego nie zauważyłem. Miały wyglądać dziwacznie i tajemniczo, więc wyglądały. Muszę oddać sprawiedliwość, że udało się uzyskać pewien nastrój, ale ogólnie anime stanowi ładną i efektowną wydmuszkę graficzną, za którą nie kryje się zbyt wiele treści. Projekty postaci są charakterystyczne dla stylu Ume Aoki łącznie z rozciągniętymi twarzami. Co prawda nie jestem wielkim fanem tej rysowniczki, lecz nie mogę odmówić jej oryginalności i dobrego warsztatu. Same projekty magicznych dziewczynek są bardzo udane i zróżnicowane, mimo mnogości reprezentantek tego fachu.

Dużo gorzej wypada natomiast animacja. Sceny akcji są pozbawione dynamiki i bardzo często sprowadzają się do okładania statycznych przeciwników. Walki rozgrywają się w ślimaczym tempie i wkrada się w nie chaos. Nie jestem w stanie stwierdzić, ile w tym winy animatorów, a ile kulawej reżyserii, niemniej efekt końcowy jest kiepski, zaś niektóre sceny wyglądają bardzo amatorsko. Zdarzają się sceny, w których nieruchome projekty postaci przesuwają się po ekranie albo ruch postaci nijak nie współgra z elementami tła. Takie niedoróbki są wyraźnie widocznie i nikt nawet nie próbuje ich ukrywać. Shaft nie słynie z najlepszej animacji, ale poziom techniczny tej produkcji jest poniżej przeciętnej nawet jak na standardy tego studia.

Ścieżka dźwiękowa jest natomiast na bardzo wysokim poziomie. Muzyka orkiestrowa z dodatkiem chórów pasuje doskonale do charakteru serii i podkreśla jej magiczną atmosferę. Obok nowych kompozycji usłyszymy klasyczne utwory, znane dobrze z oryginału, co również uważam za duży plus. Jeżeli miałbym wskazać jakąkolwiek zaletę tej serii, byłaby to właśnie muzyka. Co prawda opening i ending nie prezentują już tak wysokiego poziomu (ot, całkiem przyjemne utwory niezapadające na dłużej w pamięć), ale nie wpłynęły one znacząco na mój odbiór tego elementu.

Rzadko sięgam po najniższą ocenę i przyznam szczerze, że gdybym miał do czynienia z niezależnym tytułem, to pewnie otrzymałby on ode mnie parę oczek więcej. Niemniej tutaj mamy do czynienia ze zwykłym odcinaniem kuponów i bezczelną próbą sięgnięcia do portfeli fanów. Seria została stworzona bez polotu, pomysłu, czy przekonania, że może wyjść z tego coś dobrego. Nikt się nawet nie starał, żeby ta produkcja prezentowała jakiś poziom. Szczerze odradzam, zaś zapowiedzianej kontynuacji nie mam zamiaru oglądać. Jeżeli tak miał wyglądać powrót do świata Madoki, to lepiej, żeby go w ogóle nie było.

Cthulhoo, 9 kwietnia 2020

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: SHAFT
Autor: Magica Quartet
Projekt: Jun'ichirou Taniguchi, Ume Aoki
Reżyser: Gekidan Inu Curry, Yukihiro Miyamoto
Scenariusz: Gekidan Inu Curry
Muzyka: Takumi Ozawa