Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 6/10 grafika: 6/10
fabuła: 4/10 muzyka: 4/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 28
Średnia: 6,61
σ=1,26

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Noblesse

Rodzaj produkcji: seria TV (Japonia)
Rok wydania: 2020
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • 노블레스
  • ノブレス
Tytuły powiązane:
Widownia: Shounen; Postaci: Nauczyciele, Uczniowie/studenci, Wampiry; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Azja; Czas: Współczesność; Inne: Supermoce
zrzutka

Pradawne, obdarzone supermocami istoty, zmodyfikowani ludzie i nie aż tak zwyczajni licealiści. Seria na podstawie popularnego komiksu internetowego, która niestety nie spełnia pokładanych w niej nadziei.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Raizel Di Etrama Cadis powoli przyzwyczaja się do licealnego życia i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Raizel to obdarzona wielką mocą, licząca ponad trzy tysiące lat istota, zwana Noblesse. Większość zdobyczy ostatnich stu lat jest dla bohatera nowością, ale dzięki pomocy wiernego podwładnego, Frankensteina (pełniącego rolę dyrektora liceum) i kolegów z klasy: energicznego i wysportowanego Tashiro oraz geniusza komputerowego, Manabu, Raizel jest w stanie w miarę normalnie funkcjonować w nowej rzeczywistości. Dzięki dobremu sercu Frankensteina również M­‑21, czyli tzw. zmodyfikowany człowiek może prowadzić normalne życie – nie dość, że podwładny Raizela pozwala mu zamieszkać w swoim domu, to jeszcze zatrudnia go jako ochroniarza w szkole, ku uciesze większości uczęszczających tam dziewcząt. Ale organizacja Union, która stworzyła M­‑21 i zleciła mu pewne zadanie, nie ma zamiaru puścić go wolno, zwłaszcza po tym, jak bez śladu ginie dwójka innych agentów, wysłanych by go odnaleźć i dokończyć misję. Dlatego na miejsce zostaje skierowana pięcioosobowa jednostka do zadań specjalnych pod dowództwem niejakiego Crane’a. Szybko okazuje się, że nie tylko Union interesuje się tajemniczymi wypadkami w mieście; wkrótce do klasy Raizela dołącza dwójka nietypowych uczniów, Seira i Regis…

Powyższy opis fabuły jest nieco chaotyczny i pozbawiony sensu, ale wierzcie mi, że i tak wypada lepiej niż pierwszy odcinek serii. Wszystkiemu winni są twórcy anime, którzy stwierdzili, że nie będą dwa razy opowiadać tej samej historii i zamiast pokusić się o choćby krótkie wprowadzenie, postanowili po prostu kontynuować wydarzenia przedstawione w OAV z 2016 roku, Noblesse: Awakening. Dlatego jeżeli w ogóle planujecie seans Noblesse, zacznijcie od wspomnianego dodatku, inaczej trudno będzie Wam się połapać, o co chodzi (nie to, żeby później było o wiele lepiej…). Moja przygoda z tym tytułem rozpoczęła się dawno temu, kiedy zaczęłam czytać komiks internetowy – ponieważ jednak jestem osobą niecierpliwą, szybko się nudzę i męczą mnie pewne rozwiązania fabularne, po jakimś czasie go porzuciłam. Mimo to, nawet ja dostrzegam ogrom materiału, jaki twórcy wycięli, pisząc scenariusz. Fabuła jest koszmarnie poszatkowana i poskładana byle jak z ochłapów, jakie zostały po „postrzyżynach”. Niektóre istotne wątki, jak na przykład te związane z Union, czyli głównym czarnym charakterem, potraktowano bardzo po macoszemu. Inne, całkowicie pominięto, odbierając widzom radość z odkrywania nowych informacji o przedstawionym świecie i bohaterach. Efekt końcowy jest taki, że całość wydaje się płytka, nielogiczna i zwyczajnie mdła. I chociaż na ekranie dzieje się sporo, nie brakuje pojedynków i popisów supermocy, cały czas miałam poczucie, że oglądam przeciętną szkolną serię obyczajową o grupie dziwaków, którzy regularnie spędzają czas w domu dyrektora szkoły. Przeniesienie akcji do ojczyzny Raizela pod koniec serii niewiele zmienia, chociaż trudno nie zauważyć zmarnowanego potencjału. Cóż, trzynaście odcinków to niewiele, a przynajmniej, gdy chce się w nich zmieścić tak dużo oryginalnego materiału – kilkadziesiąt rozdziałów w jednym odcinku. Za każdym razem gdy pojawiała się nowa postać lub twórcy rozpoczynali następny epizod, miałam wrażenie, że gdzieś zapodział się kawałek anime.

Przy okazji oberwało się postaciom, których mamy pokaźne grono. Każda z nich ma jakąś historię, nierzadko skomplikowaną i ważną z punktu widzenia kolejnych wydarzeń. Do tego dochodzi budowanie relacji, również istotne w Noblesse – w jakimś stopniu jest to opowieść o poszukiwaniu swojego miejsca na Ziemi oraz o szeroko pojętej rodzinie. Niestety, w anime zabrakło tego pierwiastka. Bohaterowie to pozbawione charakteru kukiełki, przerzucane przez twórców z kąta w kąt, właściwie zmuszone do koegzystencji. Jedynym wyjątkiem są Raizel i Frankenstein, ale widać to dopiero w drugiej części serii, kiedy poznajemy przeszłość tego drugiego (także zaprezentowaną w pośpiechu). Naprawdę żałuję, że komiks potraktowano po łebkach – obsada jest przesympatyczna i zasłużyła na coś znacznie lepszego. W porównaniu z oryginałem ograniczono rolę Tashiro i Manabu, mam wrażenie, że spłycono też ich relacje z M­‑21, Tao i Takio (dwaj zmodyfikowani ludzie, którzy również trafiają pod skrzydła Frankensteina). Do tego dochodzi grupa Noble z ojczyzny Raizela, pełna barwnych i charakternych postaci, niestety jak cała reszta przedstawionych pobieżnie. Podobnie jak w przypadku fabuły, nie sposób pozbyć się wrażenia, że czegoś tu brakuje. Między większością bohaterów nie ma chemii, spędzają razem czas, ale nic z tego nie wynika i chociaż każdy w którymś momencie próbuje bronić lub ratować przyjaciela, jego poświęcenie nie wydaje się autentyczne. Nie pomaga tu fakt, że bohaterowie Noblesse nie należą do skomplikowanych – to atrakcyjne, ale schematyczne twory, obdarzone prostymi osobowościami. Odnosi się to zarówno do anime, jak i komiksu.

Mimo to obejrzałam anime do końca, nawet nie zgrzytając zębami aż tak bardzo. Możliwe, że wynika to z mojej słabości do bardzo przeciętnych produkcji, żeby nie powiedzieć – chał. Mam też spory sentyment do komiksu, chociaż i on ma swoje wady. Poza tym lubię bohaterów Noblesse, nawet w wersji wypranej i spłyconej widzę drzemiący w nich potencjał i istnieje duże prawdopodobieństwo, że komiksowe oryginały nakładają mi się na wersję animowaną, przez co odbieram ich nieco inaczej. Poza tym, mimo wielu wad, seria ma swoje momenty – początek jest obiecujący, bardzo dobrze wspominam też chwilę oddechu w postaci odcinka o problemach sercowych Tashiro i retrospekcję pokazującą spotkanie Frankensteina i Raizela. Wydaje mi się, że były to najbardziej przemyślane epizody, w których nie czuć aż tak bardzo tego pośpiechu, towarzyszącego widzowi przez większość seansu.

Pod względem wizualnym seria nie wznosi się ponad przeciętność – zachowano kreskę znaną z oryginału, dzięki czemu poszczególne kadry wypełniają stada bishounenów i bishoujo, ale twórcom zabrakło dbałości o detal. Zbliżenia prezentują się w porządku, ale w oddaleniu sylwetki tracą anatomiczną poprawność i płynność ruchów. Na dodatek im dalej, tym bardziej całość robi się niechlujna i krzywa. Moce bohaterów znacznie ciekawiej wyglądają na papierze, animowane strasznie trącą kiczem i tandetą – może to kwestia kolorystyki, a może słabych efektów komputerowych. Na pewno nie pokrywają się z moimi oczekiwaniami. Tła sprawiają wrażenie sterylnych i nijakich, można by je wykorzystać w anime o zupełnie innej tematyce i zapewne nikt nie zwróciłby uwagi. Z drugiej strony trudno winić za to twórców, ponieważ w komiksie nie prezentują się wiele lepiej. Jak wszystko inne, animacja jest taka sobie – pojedynkom brakuje efektowności, bo większość choreografii maskują wybuchy, dym i rozbłyski mocy. Ot, typowa, niedofinansowana „nawalanka”, rysowana trochę na odwal się.

Muzycznie jest jeszcze słabiej; zarówno czołówka (Breaking Dawn w wykonaniu Jae Joong), jak i piosenka towarzysząca napisom końcowym (Etoile śpiewane przez Oh My Girl) zupełnie nie zapadają w pamięć. Nie są szczególnie udane, a jakość wykonania jest zaledwie przyzwoita, naprawdę nic, co chciałoby się umieścić na liście odtwarzania. Jeszcze gorzej, a właściwie bardziej nijako wypada ścieżka dźwiękowa – tendencyjna, nudna i nic niewnosząca do serii. Gdyby jej nie było, albo utwory leciały o połowę ciszej, nie zauważyłabym i chyba nie ja jedna.

Cóż, nie spodziewałam się po Noblesse zbyt wiele, bo i oryginał nie należy do dzieł ambitnych, ale to, co zaserwowali twórcy, okazało się wyjątkowo kiepskiej jakości. Szkoda zmarnowanego potencjału, szkoda uroczych, chociaż prostych postaci i wielu innych rzeczy. Nie wiem, skąd pomysł, żeby upychać tak dużo fabularnego „mięska” w zaledwie trzynastu odcinkach, ale okazał się on chybiony. Anime ma kilka jasnych punktów i w ostatecznym rozrachunku może służyć za „odmóżdżające patrzydło”, zwłaszcza jeżeli lubi się charyzmatycznych bishounenów efektownie powiewających na dachach wysokich budynków. Poza tym widokiem nie ma do zaoferowania nic. Wszystkim zainteresowanym serdecznie polecam OVA jako wstęp do historii oraz lekturę komiksu. Anime tylko w ostateczności i chwili wielkiej nudy, ale umówmy się, jest tego tyle, że na pewno znajdziecie coś ciekawszego i lepiej zrealizowanego.

moshi_moshi, 19 stycznia 2021

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Production I.G.
Autor: Lee Gwang-Su, Son Jae-Ho
Projekt: Akiharu Ishii
Reżyser: Shunsuke Tada
Scenariusz: Sayaka Harada

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Noblesse - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl