Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 7/10 grafika: 6/10
fabuła: 5/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,00

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 20
Średnia: 6,35
σ=1,56

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Sulpice9)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Kikansha no Mahou wa Tokubetsu Desu

Rodzaj produkcji: seria TV (Japonia)
Rok wydania: 2023
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Returner's Magic Should Be Special
  • 帰還者の魔法は特別です
Postaci: Magowie/czarownice; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Świat alternatywny; Inne: Magia
zrzutka

Czasami warto wrócić do szkoły i przeżyć to wszystko jeszcze raz: powspominać dawne czasy, przejść się po dobrze znanych korytarzach, a później ze starą paczką ocalić świat przed straszliwym smokiem.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Królestwo magii i miecza, mroczne wieki. Po trwającej lata wojnie z siłami ciemności ze stu pięćdziesięciu milionów żołnierzy ocalała raptem szóstka. Na szczęście w ostatnim boju pokonują oni przywódcę złowieszczej armii, smoka Boromira Napolitana. Nie dane im jednak świętować zwycięstwa – gdy sześcioro herosów wspomina poległych i snuje plany na przyszłość, z ubitym gadem dzieje się coś dziwnego. Zmagazynowana w jego żołądku magia eksploduje, niszcząc prawie wszystko na swojej drodze. „Prawie”, bo Desir Herrman, potężny mag wyspecjalizowany w rozpraszaniu zaklęć, nie umiera, a jedynie cofa się w czasie. Znów jest nastolatkiem, który lada moment przystąpi do egzaminu wstępnego w Akademii Hebrion, elitarnej uczelni kształcącej magów i wojowników wyspecjalizowanych w walce ze złem. Na szczęście dla siebie zachował wszystkie wspomnienia z tamtej rzeczywistości, a jego talenty magiczne nie osłabły. Na szczęście dla nas nie tracimy czasu na jego niedowierzanie i bohater szybko wyznacza sobie nowy cel – przejść przez to wszystko jeszcze raz, ale tym razem tak, by zabić smoka szybciej i ograniczyć straty do minimum. Problem polega na tym, że mamy do czynienia z kolejną szkołą magii i czarodziejstwa, gdzie dyskryminuje się ludzi pospolitego pochodzenia, a Herrman wpisuje się w tę kategorię…

Przez długi czas Kikansha no Mahou wa Tokubetsu Desu stanowiło dla mnie zagadkę. Jeszcze przed emisją oznaczyłem sobie tę serię jako potencjalnie interesującą, bowiem pomimo oczywistych klisz stanowiąca jej pierwowzór powieść internetowa stała się hitem. Co więcej, zaadaptowano ją na komiks internetowy, manhwę, by wreszcie stała się anime. Byłem szczerze ciekaw, skąd ta popularność – czy czytelnicy zwyczajnie lubią „piosenki, które znają”, czy jednak ta historia pozytywnie mnie czymś zaskoczy. Choć pierwsze odcinki skłaniały mnie ku pierwszej opcji, to ostatecznie seria okazała się lepsza, niż myślałem.

Aby jednak dobrze wyjaśnić zalety i bolączki tej produkcji, muszę opowiedzieć o kilku kluczowych wątkach z aktu pierwszego. W trakcie egzaminu wstępnego sporo się dzieje – by zdać test należy przejść cały obszar w świecie cieni (uczniowie wchodzą do czegoś na kształt wirtualnej rzeczywistości) albo pokonać większość konkurentów jeszcze przed przekroczeniem linii mety. Poza Desirem próbę przechodzą dwie istotne dla bohatera panie – Romantica Eru i Azest Kingscrown. Ta pierwsza należała do najlepszych przyjaciółek protagonisty, z którą prawdopodobnie łączyły go relacje… no, romantyczne (popatrzcie na imię), ostatecznie przerwane śmiercią młodej czarodziejki. Ta druga była jedną z sześciorga bohaterów, którzy prawie pokonali smoka. Niestety, żadna z nich nie pamięta sławnego „łamacza” zaklęć.

Choć Herrman brawurowo zdaje egzamin, z powodu pochodzenia trafia do klasy beta i zostaje uczniem z najniższą rangą. O ile jego drogi z Azest chwilowo się rozchodzą, o tyle przekonuje Romanticę, by dołączyła do jego nowej drużyny. Do swojej paczki rekrutuje jeszcze Prama Schnaizera – drobnego chłopaka, który w poprzedniej rzeczywistości zaliczał się do najznamienitszych szermierzy w armii i aż do śmierci był jednym z najbliższych przyjaciół Desira. Celem tej ekipy jest szlifowanie umiejętności, by wygrać zawody w szkolnym turnieju i awansować do klasy alfa. Jednak Desir postawił sobie jeszcze jedno zadanie – chociaż dostrzega korzyści płynące z awansu społecznego, jest równie mocno zainteresowany gruntownym przeszkoleniem przyjaciół i przyszłych towarzyszy broni (nawet jeśli teraz są jego wrogami), by w nadchodzącej wojnie wszystko potoczyło się inaczej.

Bazując na powyższym streszczeniu, anime nie prezentuje się dobrze. Szkoła, w której dyskryminują ludzi z gminu, podróże w czasie, walka o uratowanie świata, egzaminy będące pretekstem do potyczek licealistów, magowie władający orężem… Dodajmy do tego pozbawiony oryginalności świat przedstawiony i muzykę, która brzmi, jakby zaprojektowała ją sztuczna inteligencja na bazie ścieżek dźwiękowych z innych shounenów. Mało tego, jeżeli chcecie się pobawić w przewidywanie, co się wydarzy w pierwszym sezonie, to podejrzewam, że albo traficie w sedno, albo wygra najdalej wasz drugi lub trzeci typ. Krótko mówiąc – na wiele sposobów serial nie grzeszy oryginalnością. A mimo to, z odcinka na odcinek bawiłem się coraz lepiej. W czym zatem tkwi sukces tej serii? Moim zdaniem prawie wszystkie jej zalety są powiązane z głównym bohaterem.

Jeszcze przed powrotem do przeszłości dowiadujemy się co nieco o Desirze Herrmanie – jest wybitnym magiem, zaprawionym w bojach żołnierzem, ale też taktownym rozmówcą i osobą wrażliwą, tęskniącą za tymi, którzy odeszli (twórcy ciut przesadzili z pokazywaniem nam jego smutnych wspomnień z ostatnich chwil życia Romantiki). Bardzo mi się podoba, że pomimo wędrówki do innej rzeczywistości bohater pozostaje sobą. Scenariusz jest nadzwyczaj konsekwentny i dwudziestodziewięciolatek w ciele szesnastolatka to mentalnie dorosły człowiek ze stosownym bagażem doświadczeń. Faza szoku trwa nadzwyczaj krótko, ustępując miejsca profesjonalizmowi i dobrze pojętej wojskowej rutynie. Choć bohater jest wybitnym czarodziejem i jednym z najbardziej doświadczonych wojaków na terenie kampusu (wliczając w to kadrę profesorską), nie pędzi na łeb na szyję do władz z opowieścią o alternatywnej rzeczywistości, ograniczając się do jednego lub dwóch starannie dobranych pytań do Romantiki i Azest. Następnie, po poprawnym rozpoznaniu terenu i ocenie swoich możliwości, konsekwentnie wdraża swój plan.

Metody, którymi posługuje się Desir, nie są może szczególnie odkrywcze, ale to jeden z tych przypadków, gdzie dobrze znane rozwiązania to te najlepsze. W dużym skrócie – ponieważ zna od podszewki swoich dawnych towarzyszy, odpowiednio komplementuje ich, motywuje, nieraz prowokuje, by uczyli się szybciej, zacieklej i efektywniej. Przy tym, nawet jeśli od czasu do czasu nadużywa swojej wiedzy i talentu, nie nazwałbym jego zachowania „niemoralnym”. Desir może i odziera przyjaciół ze złudzeń, może nieco za ostro przyspiesza pewne sprawy, ale dzięki temu pomaga przyszłym towarzyszom rozliczyć się z traumami, a nawet uniknąć tych, których nabawili się w alternatywnej rzeczywistości. Nawet jeżeli w swoim zachowaniu jest życzliwy, ale nieco sztywny (ewidentnie nie rozumie już potrzeby czerpania radości ze zwykłej licealnej egzystencji), to zważywszy na nadchodzącą wojnę z Boromirem, łatwo go zrozumieć.

Jednocześnie anime zwraca uwagę na dwa bardzo ciekawe niedociągnięcia jego planu, które zgrabnie wprowadzają elementy psychologicznego prawdopodobieństwa. Po pierwsze, Desir walczył przez lata z armią ciemności, a był to bój okupionymi licznymi ofiarami. W każdej dobrej serii takie wydarzenia muszą mniej lub bardziej odbić się na psychice bohatera. I tu dostajemy pierwszą „rysę” w zachowaniu Desira – z perspektywy osób postronnych jest zwyczajnie zbyt szczęśliwy w czasie spotkań z ludźmi, których teoretycznie nie zna. Jasne, nikt się nie domyśla, z jakiego powodu uśmiech nie schodzi mu z twarzy, natomiast nie dziwią mnie pytania poirytowanej Romantiki, dlaczego tak bardzo się do niej szczerzy, albo podejrzliwe uwagi Azest, że coś za dużo o niej wie. Według niektórych bohater zachowuje się głupio – skoro stawką jest ocalenie świata magii i miecza, to w ogóle nie powinien się odsłaniać, ale moim zdaniem to bardzo ładny element ukazujący jego ludzką naturę.

Po drugie, zmiana relacji wynikająca z nowego rozdania jest chyba jeszcze ciekawsza. W dawnej rzeczywistości, gdy Desir, Romantica i Pram zostali przyjaciółmi, każde z nich miało po kilkanaście lat. Bez względu na to, jak kształtowało się ich dzieciństwo, z jakich środowisk się wywodzili i jak dojrzale się zachowywali, było to trio nastolatków, które z oczywistych powodów nie do końca rozumiało aspekty dorosłego życia. Co prawda anime nie serwuje nam stosownych retrospekcji, lecz sądzę, że możemy założyć chociaż umiarkowanie partnerski układ tych znajomości. Jednak w nowej rzeczywistości sytuacja ma się inaczej – główny bohater nie tylko wie o przyszłej wojnie ze smokiem i zna szczegóły z życia swoich towarzyszy, ale ma nad nimi gigantyczną przewagę wynikającą z emocjonalnej i życiowej dojrzałości. Powrót do dokładnie tej samej rzeczywistości jest zwyczajnie niemożliwy – nie mamy do czynienia z trójką przyjaciół, a z mistrzem i uczniami. Owszem, protagonista kieruje się dobrem swoich podopiecznych, aczkolwiek nie sposób nie zauważyć, że w jego pełnych ciepła naukach kryje się protekcjonalizm. Ktoś ładnie podsumował jego zachowanie stwierdzeniem, że Desir stał się figurą idealnego samotnego ojca, troskliwie opiekującego się swoimi dziećmi. Z perspektywy realizacji planu szanse na uratowanie Romantiki i Prama zdecydowanie wzrosły, ale czy nie odbyło się to kosztem niewinności tej relacji?

Skoro wspomniałem o „niewinności relacji”, chciałbym opowiedzieć o jeszcze dwóch elementach historii. Po pierwsze, w odcinku, w którym Desir pomaga Pramowi rozwiązać pewien problem (dla tych co serial znają – chodzi o epizod w lombardzie), główny bohater decyduje się na krok, który wzbudził spore kontrowersje. Jednak coś, co niektórzy internauci nazwali daleko idącym brakiem rozwagi, według mnie było dobrze przemyślanym zagraniem, by młody szermierz z większym zaangażowaniem uporał się z dręczącą go sprawą. Po drugie, mam zastrzeżenie do jednego elementu „szkolenia” (które rozgrywa się na samym końcu sezonu) – tam zarzuty o zbyt brutalną próbę sił są moim zdaniem zasadne, choć w lekko naciągany sposób jeszcze zrozumiałe.

Opowiadając o protagoniście, nie sposób pominąć pewnego zaskakującego aspektu, dotyczącego już bardziej następnych sezonów – z powodu takich zmian w relacjach głównych bohaterów wcale nie jestem pewien, jak potoczą się losy sercowe Desira. Owszem, serial sugeruje, kto był jego sympatią w poprzednim życiu, ale teraz jest dosłownie innym człowiekiem. Nie spodziewałbym się tego po rasowym shounenie, lecz po seansie pierwszej odsłony serii jestem szczerze ciekaw miłosnych perypetii protagonisty. Tym bardziej że pomiędzy powieścią a komiksem jest tak duży rozstrzał, że autor manhwy sugeruje, iż ostatecznie Desir zwiąże się z inną bohaterką niż w pierwowzorze – co dla samego anime jest dobrą wiadomością, bowiem twórcy dostali nadzwyczajny margines swobody.

Myślę, że mógłbym poświęcić jeszcze kilka akapitów Desirowi, ale już wystarczająco się go nachwaliłem, a warto opowiedzieć o pozostałych bohaterach. Jasne, pod wieloma względami są stereotypami dobrze znanymi z bitewniakowych serii – Romantica to typowa tsundere, Pram to drobny, uroczy chłopaczek o niemalże kobiecej urodzie (mimo że jest licealistą, dubbinguje go aktorka), a Azest wpisuje się w kategorię lodowatych profesjonalistek. Natomiast udało się z nich wyciągnąć kilka ciekawych szczegółów. Zacznijmy od Romantiki – po pierwsze, otrzymała całkiem niegłupie wyjaśnienie, skąd u niej kompleksy i nerwowe reakcje na pewne sytuacje społeczne. Po drugie, choć zrzędzi i bywa uparta, to ewidentnie wie kiedy przystopować i wyciąga lekcje ze swoich błędów szybciej, niż bym się spodziewał. Po trzecie, nawet jeśli niektóre jej zachowania wydają się nieco przesadzone, to jednak my wiemy o wiele więcej o nadchodzących wydarzeniach. Analizując jej reakcje na chłodno, sporo jej spostrzeżeń to po prostu normalne uwagi żyjącej w swoim małym światku zwyczajnej nastolatki.

U Prama może nie znalazłem tylu niuansów, ale i jemu udało się uniknąć banału. To dobrze nam znana figura dzieciaka zafascynowanego dojrzalszym kolegą: bez wahania wierzy we wszystko, co Desir powie, stara się za wszelką cenę spełnić jego oczekiwania i pozwala, by ten podejmował za niego wszystkie ważne decyzje. Natomiast całkiem ciekawie wymyślono, z czego wziął się ten kompleks „młodszego brata”, zaś pomoc Desira bez wątpienia zaoszczędziła mu kilku lat terapii. Z kolei Azest szanuję za jej profesjonalizm – nawet w obliczu najbardziej spektakularnych porażek dziewczyna nie wychyla się zza swojej maski, a w czasie rozmów z protagonistą jest w niej coś sugerującego kotłujące się myśli, które nie zostaną wypowiedziane. W końcu przyszłej bohaterce nie wypada zdradzać się z emocjami. Pozostałe postacie, może poza sympatyczną opiekunką drużyny beta, stanowią jedynie tło i trudno je uznać za ciekawe osobowości. Tyle dobrego, że mało interesujący drugi plan w większości przypadków raczej nie powróci w zapowiedzianym drugim sezonie.

Jak wspomniałem, oprawa audiowizualna serii nie stanowi jej wielkiego atutu, natomiast nie jest też na tyle zła, bym miał marudzić. Jej podstawowy problem to wyzuty z oryginalności koncept i dotyczy niemalże każdego aspektu: świata przedstawionego, projektów postaci, zaklęć, lokalizacji… Natomiast jest to ten rodzaj braku oryginalności, który nie doprowadza mnie do szewskiej pasji, zgodnie z zasadą, że „rutynę też trzeba umieć sprzedać”. W zasadzie jedynym irytującym punktem była walka ze smokiem w pierwszym odcinku, gdzie zarówno CGI, jak i sama choreografia mogą skutecznie zniechęcić do kontynuowania seansu. Z drugiej strony, zdecydowałem się podnieść ostateczną ocenę za grafikę o jeden punkt, bo seria miło mnie zaskoczyła konsekwencją rysunku – kiedy Desir przez krótki czas musi oszczędzać swoją prawą rękę, to żeby uścisnąć komuś dłoń, wyciąga lewą. Gdy bohater ma skaleczenie na policzku, to dopóki czegoś z tym nie zrobi, dopóty ma niewielką szramę i trwa to przez kilka odcinków. Niby drobiazg, ale cenię takie rzeczy, bo świadczą o staranności ekipy. Muzyka brzmi jak kompilacja ścieżek w stylu Największe hity z twoich ulubionych anime akcji, jednak nie oznacza to, że jest przy tym zła. Jasne, parę dni po seansie już nic z niej nie pamiętam, ale też nic mnie nie zirytowało.

Choć przez zdecydowaną większość recenzji serial chwalę, to ostateczna ocena nie może być zbyt wysoka. Zbyt wiele klisz, zbyt wiele za dobrze znanych formułek i zbyt mało kreatywności w budowaniu świata przedstawionego. Z drugiej strony, to anime nie rości sobie pretensji do bycia czymś więcej niż dobrą rozrywkową serią, a dzięki rozmaitym zaletom powiązanym z protagonistą, zdecydowanie wyróżnia się na tle często bezbarwnej konkurencji. Trzeba też przyznać, że niewiele rzeczy jest faktycznie złych – dominują tu elementy rutynowe i przeciętne, słabych punktów mamy ledwie kilka (walka w pierwszym odcinku, dwa zdecydowanie przeciągnięte pojedynki, które można przewinąć). Warto podkreślić, że to rasowy shounen z gatunku fantasy i pojawia się tu kilka głupotek typowych dla gatunku: gigantyczna skala zdarzeń (150 milionów żołnierzy, serio?), superbohaterowie z jednej paczki (dwie na sześć ocalałych osób to znajomi z roku), czy fakt, że wydarzenia z ostatniego aktu są mocno niedopowiedziane, by zachęcić do kolejnych sezonów. Jednocześnie anime rekompensuje to rzadkim jak na tego typu serie szybkim odhaczeniem podstawowych klisz fabularnych i brakiem fanserwisu.

Serial wpisuje się w specyficzną klasyfikację anime, którą chyba nie tylko ja stosuję – chodzi o lekkie serie idealne do seansu po ciężkim dniu pracy, które nie stanowią przesadnie intelektualnej rozrywki, ale i nie uwłaczają inteligencji odbiorcy. Pochłania się takie tytuły po kilka odcinków na dzień, czasem przewinie się nudniejszą scenę, a po wszystkim dość szybko się o nich zapomina. Natomiast chętnie się do nich wraca, jeśli tylko wypuszczą kontynuację – w tym przypadku szczęśliwie zapowiedziano już drugi sezon, a z dostępnego materiału źródłowego można jeszcze zrobić co najmniej ze trzy następne. A jeśli materiał źródłowy jest tak dobry, jak mówią, i studio będzie miało okazję dopracować grafikę, to serial stanie się czymś więcej niż lekkim anime do radosnego, ale i bezrefleksyjnego konsumowania.

Sulpice9, 16 stycznia 2024

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Arvo Animation
Autor: Usonan, Wookjakga
Projekt: Hiromi Katou, Shoutarou Hashiguchi
Reżyser: Taishi Kawaguchi
Scenariusz: Takamitsu Kouno
Muzyka: Kenta Higashiooji