Anime
Oceny
Ocena recenzenta
4/10| postaci: 4/10 | grafika: 5/10 |
| fabuła: 4/10 | muzyka: 5/10 |
Ocena redakcji
brakOcena czytelników
Kadry
Top 10
Imaginacja
- The Imaginary
- Yaneura no Rudger
- 屋根裏のラジャー
Dom dla zmyślonych przyjaciół studia Ponoc.
Recenzja / Opis
Historia rozgrywa się w świecie, który do złudzenia przypomina nasz. Jedyną istotną różnicą, prawie całkowicie umykającą ludzkiej świadomości, jest istnienie Wyobrażonych. Większość tych dobrotliwych istot towarzyszy dzieciom, które mogą je przywołać w dowolnym momencie i dzielić z nimi radosne przygody w świecie nieskrępowanej fantazji (jednocześnie są one niewidzialne dla pozostałych). Jednak podobnie jak zabawki z Toy Story, one także mogą zostać opuszczone – Wyobrażony znika, gdy marzyciel całkowicie o nim zapomni.
Ten status zdaje się nie zagrażać Rudgerowi, wymyślonemu chłopcu towarzyszącemu zabawom Amandy Szałaput, półsieroty o zdawałoby się nieograniczonej wyobraźni. Podczas gdy pani Szałaput próbuje poukładać wszystkie sprawy po śmierci męża, mała Amanda bawi się na strychu z wymyślonym przyjacielem (oryginalny tytuł należałoby dosłownie przetłumaczyć na Rudger ze strychu, polskie tłumaczenie korzysta z tytułu adaptowanej książki). Jednak świat zewnętrzny daje o sobie znać w osobie Pana Pomurnika, dziwnego staruszka, któremu towarzyszy niewidzialna dla prawie wszystkich dziewczynka. W rzeczywistości Pan Pomurnik jest potworem – pożeraczem Wyobrażonych, który dzięki kolejnym ofiarom może przedłużać swoją egzystencję. Konfrontacja będzie nieunikniona, zaś Rudger będzie potrzebować pomocy innych Wyobrażonych do pokonania złoczyńcy.
Ponoc to instytucja mocno związana ze sławnym studiem Ghibli – w 2015 roku wytwórnię odpowiedzialną za Księżniczkę Mononokę, W krainie bogów i Mojego sąsiada Totoro opuścił producent Yoshiaki Nishimura, a wśród artystów towarzyszyli mu między innymi Hiromasa Yonebayashi (reżyser Tajemniczego świata Arietty i Marnie – przyjaciółki ze snów) oraz Yoshiyuki Momose (jeden z kluczowych rysowników studia, a przy okazji reżyser omawianego dziś filmu). O skomplikowanych relacjach, jakie panowały w studiu Isao Takahaty, Toshio Suzukiego i Hayao Miyazakiego nie będę opowiadać, jest o tym dość materiałów. Wspomnę jedynie, że pomimo ogromnego sukcesu, jego twórcom nie udało się stworzyć odpowiednich warunków dla kolejnego pokolenia, czego najbardziej dobitnym dowodem była decyzja obiecującego wówczas młodego Yonebayashiego, by w tym artystycznym rozwodzie wybrać nowe studio.
Cóż, Ghibli straciło utalentowanych rysowników i producenta, jednak pytanie brzmi, jak radzi sobie Ponoc. Moim zdaniem – zarówno ich pierwszy film fabularny (Mary i kwiat czarownicy) jak i Imaginacja dowodzą, że ekipa nowego studia to zdolni rzemieślnicy, ale bardzo słabi artyści.
Dlaczego nie jestem zadowolony z seansu Imaginacji? Przede wszystkim, film zawiódł mnie w trudnej i jednocześnie najbardziej elementarnej kwestii, czyli nie potrafił stworzyć przekonujących bohaterów. O ile tezy i podwaliny pod postacie jeszcze jakoś się bronią (choć nowatorstwem i świeżością na pewno nie grzeszą), o tyle aż boli brak jakiejkolwiek koncepcji na zaprezentowanie tego. Na przykład – Amanda straciła ojca i zadziwiająco niewiele z tego wynika. Owszem, po pani Szałaput od czasu do czasu widać zmęczenie wynikające z samotności i trudów samodzielnego macierzyństwa, ale żeby miało to jakiś wyraźniejszy wpływ na cokolwiek – to już bez przesady. Motyw przemijania Wyobrażonych i ich wspólnych działań, by pokonać wroga, nie jest najgorszy, ale nie ma tu nic, czego nie próbowano już wcześniej. Ba, są za to rzeczy głupie i zaprzeczające same sobie – dużo się opowiada o poświęceniu i solidarności Wyobrażonych, ale też dostajemy scenę, gdzie Rudger tak bardzo mknie za swoim celem, że nawet nie interesują go kłopoty kolegi, który może zniknąć, jeśli nikt mu nie pomoże. Inaczej mówiąc, Imaginacja zdaje się być tym smutnym projektem, gdzie reżyser ewidentnie nie wiedział, jak wlać w te narysowane postacie choćby odrobinę charakteru i niuansu.
Podobnie ma się sprawa z rozmaitymi sztuczkami fabularnymi. Film albo prezentuje nam dobrze utarte szlaki, albo nie do końca wie, co w zasadzie chce osiągnąć z podjętym wątkiem. Na przykład, w trakcie wyprawy obiecywano nam bezkresne wymyślone światy, lecz te oryginalnością nie grzeszą. Oczywiście, rysownicy nie odwalili fuszerki, jednak oczekiwałem dużo więcej. Inny dziw – w filmie Pan Pomurnik przedstawia się mamie Amandy w sposób, najdelikatniej mówiąc, mało przekonujący, a gdy ta spotyka go drugi raz w bardzo podejrzanych okolicznościach, jest tylko nieco zaniepokojona, zamiast wezwać odpowiednie służby. Skoro o nim wspomniałem, to czarny charakter również nie zachwyca. Początkowo po cichu liczyłem, że Pan Pomurnik będzie nie tyle postacią „do polubienia”, ale może kimś, kto wykonuje funkcje niezbędne dla dziejowych porządków. Istotą, która dba o odpowiednie wprowadzenie w dorosłość i strzeże równowagi pomiędzy sferą marzeń a realizmem. Niestety, według mnie nic takiego nie ma miejsca i Pan Pomurnik jest zły, bo jest zły. Jednak w jego przypadku mogę wskazać istotną zaletę, bowiem przynajmniej faktycznie budzi niepokój i mogę sobie wyobrazić, że jako dziecko bym się go bał. Za to kompletnie nie rozumiem, w jaki sposób kończy się jego wątek, zaś próba znalezienia w internecie jakiegokolwiek wyjaśnienia spełzła na niczym.
Pomimo kilku głupotek fabuła jeszcze jako tako się trzyma, co nie zmienia faktu, że nie jest dobra. Przepracowanie traumy, koncepcja Wyobrażonych jako terapeutycznej ucieczki, potencjalna dwuznaczność Pana Pomurnika, stowarzyszenie zmyślonych przyjaciół jako filozofia solidarności wobec silniejszego przeciwnika… Jeżeli takie pomysły przyszły wam na myśl przy lekturze streszczenia, to porzućcie je, bowiem według mnie wymowa filmu ogranicza się do hymnu na cześć naszej wyobraźni. Oczywiście, taki brak artystycznych ambicji jest też na swój sposób zaletą, bowiem przynajmniej film nie ukrywa, że to coś więcej niż kino familijne klasy B (a ja cenię artystyczną szczerość). Natomiast studio, które dysponuje takim potencjałem, powinno według mnie wyznaczać sobie zdecydowanie ambitniejsze cele.
Nie jestem wielkim fanem poprzedniego pełnometrażowego filmu ekipy z Ponoc, ale przyznać muszę, że Mary i kwiat czarownicy jest przynajmniej bardzo udane od strony technicznej. No i tutaj zaczyna się kłopot, bowiem choć Momose jako rysownik ma na swoim koncie kilka wybitnych dzieł klasycznej animacji (na czele z wyśmienitym i pełnym przepychu W krainie bogów, jak i skromnym i lirycznym Powrocie do marzeń), to tutaj ewidentnie nie wiedział, jak skorzystać z nowoczesnych osiągnięć animacji. Efekt końcowy jest więcej niż problematyczny – tła są bardzo ładne, mamy mnóstwo szczegółowych lokacji i niektóre projekty postaci prezentują się ciekawe, jednak całość wypada ciężkostrawnie z powodu ekspresji bohaterów. Sprawia ona wrażenie, jakby zaciągnięto do pracy któryś z tych darmowych programów AI do tworzenia grafik podobnych do studia Ghibli (w swoim czasie było tego sporo w internecie). Bez względu na przyczynę efekt razi sztucznością i w niektórych momentach aż przerywałem seans, bo nie dowierzałem, że ktoś zaakceptował tak niedopracowaną klatkę. Może w serialu, powstającym pod presją czasową i z niewielką ekipą, byłbym skłonny nieco odpuścić, ale to nagradzany film kinowy od studia, które potrafi zachwycić grafiką. Oczywiście, do najgorszych projektów to jeszcze długa droga, ale irytuje mnie, jak bardzo skopano coś tak istotnego jak mimika i gesty postaci.
Warto ocenić jeszcze aktorów, bowiem poza japońską wersją językową Netflix zatroszczył się o dubbing. Ponieważ film jest kreowany na kino familijne, to wydaje mi się, że stworzenie polskiej ścieżki językowej było jak najbardziej słuszną decyzją. Choć dubbing z Netfliksa zwykle nie budzi mojego entuzjazmu, uważam, że tym razem poziom jest bardzo podobny do japońskiego. Co wcale nie oznacza, że jest idealnie. W trzech głównych „humanoidalnych” rolach (Rudger, Amanda i pani Szałaput) usłyszymy Kokoro Teradę, Rio Suzuki i Sakurę Ando albo w polskiej wersji Mikołaja Wachowskiego, Katarzynę Mogielnicką i Lidię Sadową. Uważam, że cała szóstka spisała się nieźle, ale bez szału. Z tym, że przy takiej ekspresji bohaterów, to sam nie bardzo wiem, jak można by to zrobić lepiej, więc nie obwiniam aktorów. Natomiast o wiele ciekawiej prezentują się mniej naturalne byty. Zinzan (przewodnik po świecie Wyobrażonych) zyskał dzięki kreacji wokalnej zarówno Takayukiego Yamady, jak i Modesta Rucińskiego. Do małej roli jednego z Wyobrażonych, Lodówka, zaproszono znanych artystów, którzy również bardzo dobrze się prezentują. Akira Terao niewiele gra w dubbingu, ale ma na swoim koncie imponującą karierę muzyczną i występy w filmach Kurosawy. Zaś na naszym podwórku głosu użycza weteran dubbingu, znakomity Ryszard Olesiński (Scooby w Scoobym Doo, Osiłek w Smerfach, Gofer w Kubusiu Puchatku).
Ciekawą kwestią jest wybór obsadowy do roli Pana Pomurnika. W oryginalnej wersji głosu użycza mu wielka gwiazda, Issey Ogata. Dubbinguje rzadko, częściej występuje w filmach, także w międzynarodowych produkcjach (grał np. w Milczeniu Martina Scorcese). Przyznaję, że choć nie przekonałem się do samej postaci, to ostatecznie bardzo doceniam wkład aktora w stworzenie niepokojącego, zdziwaczałego potwora. Tym samym zaskoczył mnie polski wybór, bowiem do odgrywania mrocznej kreatury zatrudniono Piotra Zelta. Aktor, którego głównie kojarzę z 13 posterunku i raczej mniejszych roli dubbingowych (np. w świetnym serialu Wezyr Nic‑Po‑Nim) dostaje zadziwiająco mroczną rolę jak na swoje typowe emploi. Na szczęście, moim zdaniem wychodzi z tej próby zwycięsko. Owszem, jest bardziej śmieszny niż straszny, ale można tę postać i tak wykreować, co wciąż pasuje do rysunku i działań bohatera.
Muszę jeszcze opowiedzieć o czymś, co może być tylko moim wrażeniem, za to bardzo mnie irytuje. W ciągu nieco ponad dziesięciu lat ekipa z Ponoc (wcześniej także pracując w Ghibli) stworzyła aż cztery filmy (kolejno: Tajemniczy świat Arietty, Marnie – przyjaciółka ze snów, Mary i kwiat czarownicy i omawiany tytuł) na podstawie angielskich książek i z każdym kolejnym obrazem odnoszę wrażenie, że zawartość „Japonii w Japonii” jest coraz niższa, by nie powiedzieć, że w Imaginacji wynosi zero. Ba, jeszcze nie wspomniałem, że poza treścią i rysunkiem, także muzyka brzmi międzynarodowo, na czele z arią operową z dzieła Jerzego Handla (notabene, kolejnego artysty‑obywatela świata). Oczywiście, nie ma nic złego w stworzeniu dzieła nienawiązującego do ojczyzny, ale zważywszy na natężenie tych filmów (jasne, to nie wszystkie ich produkcje, ale jest tego dużo), czuję, jakbym był świadkiem kosmopolitycznego manifestu studia, które w przedziwny sposób wstydzi się swoich korzeni. Jednak to jest skrajnie subiektywna uwaga i nie będę za nią potrącać punktów.
Mógł być hit, zaś dostałem może nie tragiczny, lecz rutyniarski i wyprany z kreatywności seans. W tym przypadku szczególnie mocno mnie zadziwia brak wizji i determinacji reżysera. Skoro na stare lata tworzy własne filmy, zamiast być ważnym członkiem innego zespołu, to oczekiwałbym, że niczym Don Bluth porzucający Disneya, będzie zawierać liczne autorskie pomysły. Oczywiście, nie twierdzę, że studio Ponoc na czele z producentem Nishimurą nie ma już nic ciekawego do zaprezentowania, jednak nie po to tworzy się nowe warunki dla artystów, by mieli robić dokładnie to samo co wcześniej tylko… cóż, gorzej. Chyba właśnie z tego powodu Imaginacja tak mi się nie podoba – nie tylko dlatego, że jest według mnie filmem nieudanym, ale też asekuranckim do bólu i niewnoszącym niczego ciekawego do świata japońskiej fantastyki. A od prostej i łatwej rozrywki to mamy taśmowo robione isekaje.
Twórcy
| Rodzaj | Nazwiska |
|---|---|
| Studio: | Studio Ponoc |
| Autor: | A.F. Harrold |
| Projekt: | Ken'ichi Konishi |
| Reżyser: | Yoshiyuki Momose |
| Scenariusz: | Yoshiaki Nishimura |
| Muzyka: | Agehasprings, Kenji Tamai |

