Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10
fabuła: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,33

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 56
Średnia: 7,52
σ=1,69

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Nodame Cantabile [2006]

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2006
Czas trwania: 11 (2×60 min, 9×45 min)
Tytuły alternatywne:
  • のだめカンタービレ [2006]
Widownia: Josei; Postaci: Artyści, Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Live action, Realizm
zrzutka

Pierwsza i uchodząca za bardzo udaną adaptacja popularnej mangi josei, opowiadającej o pewnym studencie akademii muzycznej…

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Zazwyczaj staram się trzymać zasady nieomawiania tytułów wcześniejszych poprzez odwoływanie się do późniejszych. Jednakże dla mnie (zapewne jak i dla większości czytelników Tanuki) anime jest „środowiskiem naturalnym”, z którego czynię rzadkie wypady w stronę aktorskich adaptacji mang. Pstrokata kiczowatość i tandetne „efekty specjalne” na ogół skutecznie odstraszają mnie od live action, jednakże tym razem byłam ciekawa, jak odbiorę adaptację serii obyczajowej, pozbawionej magii czy innych udziwnień. W dodatku adaptację, którą wielu widzów stawia wyżej od wersji animowanej.

Fabuła obraca się wokół perypetii studenta akademii muzycznej, Shinichiego Chiakiego, którego oprócz wszelkich innych problemów życiowych zaczyna prześladować dziwaczna sąsiadka, Megumi Noda. Różni ich wszystko. On jest perfekcjonistą i pedantem, ona nie umie utrzymać nawet względnego porządku w swoim mieszkaniu. On jest dzieckiem słynnych muzyków, ona pochodzi z prowincjonalnego miasteczka. On zawsze wygląda nieskazitelnie, ona nie zwraca na swój wygląd praktycznie żadnej uwagi. On marzy o światowej sławie, ona chce zostać przedszkolanką… Jakim więc cudem w ogóle poświęca jej swój czas? Przecież o żadnym romansie mowy tu być nie może…

Zainteresowanych odsyłam do opisu fabuły, który zawarłam w recenzji anime. Wersja aktorska obejmuje ten sam okres, czyli w miarę zgrabnie zamkniętą część mangi. Dłuższe odcinki sprawiają, że poszczególne wątki mogą być prowadzone równolegle, a wydarzenia są nieco inaczej uporządkowane – ostatecznie jednak to ta wersja jest bardziej okrojona. Trzeba przy tym przyznać, że cięcia są niezauważalne, a pominięcie niektórych epizodów czy postaci nie ma żadnego wpływu na spójność całości. Problem polega niestety na czym innym. Nawet po tych skrótach na jedenaście odcinków pozostało całe mnóstwo obowiązkowych „punktów programu”, które musiały zostać pokazane. Wprawdzie nie mogę napisać, że samo tempo było niedobre, ale jednak poszczególne wydarzenia następowały po sobie za szybko, żeby zmieścić się w przewidzianym czasie. W rezultacie zgubił się gdzieś spokojny rytm, który pamiętałam z anime i odnosiłam raczej wrażenie oglądania żywych obrazów, ilustrujących poszczególne części mangi.

Ale jednak ostatecznie przekonałam się, że aktorskie adaptacje nie są stworzone dla mnie. Z mojego punktu widzenia największą wadą okazało się bezpośrednie przeniesienie slapstickowego humoru mangi. W anime scena, w której bohaterka obrywa od bohatera po łbie i turla się w kąt pokoju, jest wystarczająco umowna. Tutaj nabiera dziwnej dosłowności (tym dziwniejszej, jeśli zestawimy ją z urazem z dzieciństwa Nodame). W mandze czy anime scena, w której ktoś znajduje kogoś „zwiędłego” na środku ulicy, mija go i idzie dalej, jest normalna. Tutaj brak reakcji na leżącego na ulicy człowieka dziwi. To samo tyczy przerysowanych gestów czy mimiki – nie umiałam się do nich przyzwyczaić aż do końca. Dziwnie wyglądały także uzupełniające obraz wykreowane komputerowo serduszka i inne iskierki – ale podobne efekty widziałam w amerykańskich serialach dla młodzieży, przypuszczam więc, że większość widzów będzie do nich przyzwyczajona.

Muszę napisać, że spodziewałam się większych problemów z odróżnianiem postaci – tymczasem okazało się, że nawet w tak wieloosobowej obsadzie można pokazać poszczególnych bohaterów tak, by nie mylili się z innymi. W dodatku, co już mnie naprawdę zaskoczyło, grający Chiakiego Hiroshi Tamaki był idealnie przystojny i doskonale do tej roli dopasowany. Najpoważniejszym problemem dla mnie była jednak kreacja bohaterki. Owszem, jej zachowanie w anime (a zapewne także w mandze) można było interpretować w ten sposób, jednak tutaj Juri Ueno nie pozostawia cienia wątpliwości, że grana przez nią Nodame jest osobą z lekką postacią autyzmu. W domu wpojono we mnie przekonanie, że z takich osób śmiać się nie należy, a przez to główny motyw komediowy, czyli dziwactwa Nodame, był dla mnie niezabawny, a miejscami lekko niestosowny. Mimo wszystko czym innym jest ekscentryczna wariatka, a czym innym – ktoś opóźniony umysłowo. Pozostałym odtwórcom nie mogę nic zarzucić – Mine jest optymistyczny i uroczy, Masumi egzaltowany i komiczny, a Stressman – szurnięty i lubieżny. Jednak moją największą sympatię wzbudził ojciec Minego – sceny z jego udziałem co do jednej były najwyższej komediowej próby.

Jest jednak coś, w czym wersja aktorska wielokrotnie przewyższyła animowaną – a mianowicie sceny zbiorowe. Tak, to się wydaje oczywiste, ale w anime właśnie to było najpoważniejszym problemem – liczne ujęcia prób orkiestry, gra na różnych instrumentach, czy wreszcie same występy były robione oszczędną metodą zatrzymanych kadrów. Tutaj oczywiście taki problem nie istnieje i z prawdziwą przyjemnością obejrzałam przede wszystkim oba występy Orkiestry S, w których udało się oddać ich żywiołowość i „zabawę” instrumentami i muzyką. Właśnie – muzyką. Nie podejmuję się jej oceniać technicznie – dla laika dobrze spełniała swoją rolę. Ze względu na krótszy czas trwania całej serii jest jej proporcjonalnie mniej, ale jednak mamy okazję posłuchać kluczowych utworów w całości lub niemal w całości.

Tego, która wersja jest lepsza, nie podejmuję się oceniać. Przypuszczam jednak, że sporo zależy od tego, którą się zobaczyło jako pierwszą. Anime i live action obejmują praktycznie te same wydarzenia, więc niezależnie od tego, od którego się zacznie, drugiemu towarzyszyć będzie silne uczucie deja vu. Jeśli ktoś oglądał już anime, raczej nie znajdzie tu niczego nowego. Jeśli dopiero rozważa sięgnięcie po ten tytuł – powinien zdecydować, czy woli tradycyjną animację, czy może zaryzykuje eksperyment z japońską dramą.

Avellana, 1 grudnia 2007

Twórcy

RodzajNazwiska
Autor: Tomoko Ninomiya
Reżyser: Hideki Takeuchi
Scenariusz: Rin Etou
Muzyka: Takayuki Hattori